PARTNERZY SERWISU

Praca i pieniądze
Jak w Polsce kręci się filmy dla dorosłych?
Polska branża porno od lat funkcjonuje na marginesie mainstreamu, ale nie przestaje się rozwijać. Jak dziś wygląda produkcja filmów dla dorosłych nad Wisłą, czy OnlyFans zmienił zasady gry i czy AI zagrozi tradycyjnym studiom? O kulisach rynku, mitach i realiach pracy w porno rozmawiamy z producentem z 25-letnim doświadczeniem.
Udostępnij
Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż Klaudia Adamek
Nie da się ukryć – polskim towarem eksportowym nigdy nie były filmy dla dorosłych. A szkoda, bo przecież nie mamy się czego wstydzić! Polacy to piękni ludzie, a czasy, kiedy seks stanowił społeczne tabu, dawno już minęły. Problem w tym, że chyba trochę brakuje nam jeszcze odwagi i przez to nasza rodzima branża porno od lat ledwie raczkuje. Na polskim rynku trudno jednak o większego gracza niż serwis XES.PL i jego legendarne „dziecko”, czyli Podrywacze – radosny twór łączący erotyczne harce z solidną dozą biało-czerwonej swojskości. O nadwiślańskich pornolach rozmawiamy dziś z panem Arturem Baumanem – osobą kierującą wspomnianym serwisem.
Parę lat temu przeprowadziłem z panem rozmowę. Mam wrażenie, że dużo się w branży zmieniło od tego czasu. Na serwisach z filmami dla dorosłych brylują teraz amatorskie pary, których nagrania biją rekordy popularności, a pojawienie się serwisu OnlyFans sprawiło, że karierę gwiazdy porno może rozwijać każdy. I to w zaciszu własnego domu!
Wszystko się zmienia. Branża porno i treści, które oferuje, również. Wciąż jest miejsce na profesjonalne czy też półprofesjonalne filmy dla dorosłych, ale sporą popularnością cieszą się treści amatorskie, strony oferujące transmisje live oraz platformy typu OnlyFans. Dają one poczucie bardziej bezpośredniego kontaktu między twórcą a odbiorcą treści. W dzisiejszych czasach, kiedy wszyscy większość czasu spędzamy w sieci, jest coraz więcej samotnych ludzi i ta potrzeba poczucia zwyczajnej więzi międzyludzkiej jest silniejsza niż zwykle. Profesjonalny film porno pomaga rozładować erotyczne napięcie, ale nie do końca zaspokaja potrzebę kontaktu międzyludzkiego, co oferują np. platformy, na których można porozmawiać z dawcą treści. Stąd moim skromnym zdaniem taka popularność OnlyFans czy podobnych platform.
Wasze leciwe nagrywki to już nawet nie tylko skamielina polskiej erotyki, ale wręcz prawdziwy znak czasu. To radosne przykłady memicznej, wczesnointernetowej twórczości – nagrywane kartoflem, źle oświetlone i jeszcze gorzej zagrane filmy z dawnej epoki do dziś krążą po sieci. A to i tak nie są najstarsze wasze dokonania. Przecież wszystko zaczęło się w… busie. Polskim Busie.
Polski Bus to nie do końca nasza historia. To był wstęp do naszej historii. Projekt ten został założony przez kogoś innego. My to po pewnym czasie odkupiliśmy i pchnęliśmy w świat. Content był, jaki był. Takie były czasy, takie były możliwości oraz taka była przyjęta formuła. 20 lat później internet opanowały patostreamy, a my już na początku wieku dostrzegliśmy potencjał w pewnego rodzaju patologii, którą postanowiliśmy pokazywać w postaci porno. Formuła po paru latach się wyczerpała i poszliśmy w stronę profesjonalnych materiałów oraz estetyki, ale wciąż pilnując obecności „elementu swojskości” i bliskości z widzem.
Mam też wrażenie, że w ostatnich latach Polacy bardziej otworzyli się na pornografię. Dorobiliśmy się nawet kilku rodzimych gwiazd amatorskiego kina dla dorosłych. Chociażby Owiaks Couple, czyli sympatycznej parki, która w pandemicznym lockdownie wymyśliła sobie nowy sposób na życie i prawie z dnia na dzień podbiła serca miłośników treści z pomarańczowo-czarnego serwisu. Jak wygląda wasza pozycja na tym rynku? Można rzec, że jesteście prawdziwymi dinozaurami konkurującymi z przedstawicielami nowej generacji twórców treści XXX.
Ludzie szukają pomysłu na życie, na walkę z codziennością i rutyną. Stąd więcej osób decyduje się na tworzenie treści pornograficznych. Pojawiają się, a potem... znikają lub zmieniają profil swojej działalności i twórczości. Bardzo ciężko jest w dłuższym okresie zainteresować widza treściami tworzonymi przez parę. Ile razy można oglądać te same osoby? Ich treści ewoluują, twórcy wchodzą w kooperacje z innymi podobnymi twórcami, szukają atrakcyjności, ale to też po pewnym czasie się kończy. Fajnie, że takie osoby odnajdują się w tej branży. Z wieloma z nich nawet współpracujemy lub współpracowaliśmy, ale to wszystko dzieje się trochę obok nas.
My jednak działamy w innym modelu. Wiele osób zarzuca nam, że zbyt mało podążamy za trendami, że ciągle robimy prawie to samo, ale mamy sprawdzony i solidny kurs, którego się trzymamy. Może właśnie dzięki temu jesteśmy w branży od 25 lat i dziś w naszych filmach występują osoby, których nie było na świecie, kiedy zaczynaliśmy? Gwiazdy jak to gwiazdy. Wybuchają, świecą, a potem ich paliwo się wypala i... gasną. My robimy swoje, nie do końca podążając za modą i nie ulegając zbytnim podnietom oraz chęciom ciągłego zmieniania kursu.
Oprócz tego cały czas udoskonalamy to, co robimy, racjonalnie wsłuchujemy się w głos widzów i w miarę możliwości dostosowujemy się do ich potrzeb. Należy jednak pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Głos widzów bywa różny, bo widz jest różny i najczęściej jest tak, że najgłośniej krzyczą ci, których jest najmniej. Jeden widz krzyczy: teraz w prawo! Drugi krzyczy: teraz w lewo! I jeśli będziemy się ich słuchać, to po dwóch gwałtownych ruchach kierownicą wywalimy cały autobus, a w tym autobusie jest jeszcze 30 widzów, którzy nic nie mówią, tylko od lat są z nami i im się podoba to, co robimy. Mówię o tym dlatego, że nie reagujemy na krzyki, krótkotrwałe mody, trendy czy podpowiedzi pojedynczych osób. Ta machina dzięki temu wciąż sunie do przodu.
Czy mimo wszystko takie amatorskie nagrywki z OnlyFans nie są zagrożeniem dla rynku? Koszt produkcji filmów, na których największe gwiazdy tej platformy zarabiają całkiem duże pieniądze, jest znacznie niższy niż nakręcenie profesjonalnego filmu w studiu, z całą ekipą filmową i aktorami. No i pewnie większość nie płaci podatków…
I tak, i nie. Człowiek jest zdolny dać autorce treści duże pieniądze, bo czuje z nią więź. I OnlyFans mocno drenuje kieszenie widzów. Dodatkowo daje możliwość zarobku dziewczynom, które zamiast grać w filmach, tworzą treści bardziej anonimowo i za większe pieniądze. Dlatego wpływ tego serwisu na branżę jest ogromny. Dużo trudniej dzisiaj o aktorki. Tradycyjne platformy, takie jak nasza, mają jednak jedną ważną przewagę. Ogrom i różnorodność treści. Na OnlyFans, żeby zobaczyć trzy różne dziewczyny, trzeba zapłacić trzy razy, czyli kupić suba na kontach trzech różnych modelek. U nas płaci się raz i ma się dostęp do setek modelek i tysięcy filmów.
Był moment, kiedy zwiastowano przejęcie internetowej pornografii przez technologię deepfake. Czy widzi pan w sztucznej inteligencji sprzymierzeńca? To narzędzie może pisać za pana dialogi, wymyślać scenariusze. Nie wydaje się Panu, że za parę lat widz nie będzie już oglądał żywych ludzi, ale raczej wygenerowane na szybko cyfrowe postacie?
Sztuczna inteligencja w porno będzie działać tak samo jak w każdej innej branży. Już dzisiaj mocno korzystamy z oprogramowania wspomaganego AI – generujemy grafiki, muzykę, scenariusze. Korzystamy też z algorytmów AI przy remasteringu starych materiałów. Ta technologia bywa też przydatna, kiedy np. trzeba jakąś krótką scenę przedłużyć o dwie czy trzy sekundy ze względu na potrzeby montażowe.
Niewykluczone, że za parę miesięcy możliwe stanie się generowanie całego filmu w AI. I początkowo pewnie będzie to mocno wykorzystywane. Czy technologia jednak naprawdę zastąpi człowieka? Mam wątpliwości. Można zrobić dzisiaj piosenkę wygenerowaną przez algorytm. Może nawet się ona ludziom spodoba i będzie miała miliony odtworzeń, ale szybko jej popularność zgaśnie. Dlatego że odbiorcy w końcu dowiedzą się – poczują – że to jest iluzja, a nie wytwór człowieka, i nie będą czuli z tym „utworem” żadnej więzi.
W ogólnej przestrzeni AI pewnie będzie wszechobecne, w porno pewnie także, ale może właśnie w natłoku tych sztucznych, bezdusznych treści generowanych przez algorytmy coś, co zrobi człowiek, będzie szczególnie dobrze odbierane? Przecież nie pójdzie pan na koncert komputera, tylko żywego skrzypka, bo chce pan podziwiać jego talent i jego ludzkie ujęcie muzyki i przekaz, który płynie z jego ludzkiego umysłu. Tu widzę przestrzeń dla ludzi. Może za rok przy niektórych piosenkach będzie napis „prawdziwi muzycy”, a przy filmach „prawdziwi aktorzy” i będzie to magnes, który będzie przyciągał odbiorców?
Zawsze zastanawiało mnie też to, czy w momencie, kiedy na największych serwisach z treścią ślizganą mamy dostęp do milionów nagrań, ktoś jeszcze daje się skusić na płatne treści? Pamiętam czasy, kiedy to jedynym sposobem, by zobaczyć gołą kobietę, było spotkanie się z kolegami za garażami, zrobienie zrzuty i poproszenie starszego brata, by kupił w kiosku „Twój Weekend”. Dziś pornografia jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Czy nadal da się z tego utrzymać?
A po co pan chodzi do ulubionej restauracji i płaci 200 zł za obiad, skoro może pan zjeść bułkę z pasztetem za 7 zł i też się najeść? W płatnych treściach porno nie chodzi o przysłowiową „gołą babę”. Chodzi o konkretną „gołą babę”. Ludzie mają swoje gusta, swoje ulubione aktorki lub ulubiony typ aktorki, mają swoje fetysze, mają swoje przeróżne fantazje. I skłonni są zapłacić za łatwy i bezpieczny dostęp do treści, które się im podobają i które są prezentowane w dobrej jakości.
Można wejść na darmową stronę z milionami filmów porno. Tylko w tych milionach filmów trzeba potem szukać tego, co nam się podoba. Często są to filmy niepełne lub w słabej jakości. Na płatnej platformie ma pan wszystko lepiej, prościej i bezpieczniej. Pewnie, że są ludzie, którzy np. będą godzinę szukać w internecie pirackiego streama z meczem Barcelona – Real. Naklikają się, pootwiera im się milion okien z kasynami, reklamami, potem w końcu uruchomi się stream, który co 10 sekund się zacina. Tacy są i będą.
Są jednak też widzowie, którzy cenią sobie komfort i kupują płatny dostęp do takiego meczu na oficjalnej platformie czy na kanale telewizyjnym. I tacy ludzie sprawiają, że opłaca się stacjom kupować prawa do transmisji z wydarzeń sportowych, a nam opłaca się produkować porno. Tak, da się z tego utrzymać. Polski rynek jest dość trudny. Podobnie jak i polski widz, ale jakoś się dogadujemy i z tym widzem, i rynkiem. Dzięki temu istniejemy i działamy. I jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim osobom, które nas wpierają, wykupując dostęp do naszych treści.
Czy castingi do filmów porno faktycznie wyglądają tak, że trzeba przyjść do słynnego białego pokoju z czarną, skórzaną sofą?
Wydaje mi się, że prędzej zwykła aktorka trafi na castingu na kanapę jakiegoś reżysera lub producenta (o czym co jakiś czas dudni prasa) niż aktorki w branży porno. Nie ma u nas w ogóle czegoś takiego jak casting w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Coś takiego pojawia się jedynie czasem w naszych filmach, ale jest to wyłącznie scenariusz i filmowa fikcja.
O tym, czy dana osoba trafi do nas na plan, decydują głównie rozmowy z producentem. Nie jest to łatwy proces, bo każdy człowiek jest inny, ma inne wyobrażenia, inne oczekiwania, a także inne możliwości. Jeśli obie strony dojdą do porozumienia i widzą w tej przyszłej współpracy potencjał, to nagrywamy.
Jak się pozyskuje aktorów do filmów porno? Część zgłasza się sama, część wyszukujemy na różnych platformach modelingowych, a część to np. profesjonalne aktorki, które mają już na koncie występy w filmach i szukają kolejnej pracy. Motywacja jest różna. Część osób chce po prostu łatwo zarobić pieniądze (choć wcale nie jest to łatwa praca, a i pieniądze nie są jakieś niewyobrażalnie duże). Pewna część faktycznie chce robić karierę w branży, bo taki mają pomysł na życie.
Są też osoby, które kierują się zupełnie innymi pobudkami. Dojrzała kobieta prowadząca biznes, pewna siebie oraz odporna na ludzkie plotki, po prostu chce zrealizować swoje fantazje i przychodzi grać w porno. W zasadzie tylko dla siebie (i ku radości widzów!), bo jest niezależna finansowo i pieniądze interesują ją najmniej. Chce się dobrze bawić i zrobić coś, o czym myślała od lat. Dzisiaj może to zrobić i to robi.
Najmniej jest osób świadczących usługi seksualne. Na kilkaset aktorek, z którymi do tej pory pracowaliśmy, prostytucją parało się raptem kilka osób. Unikamy raczej prostytutek. Przedstawicielki tego zawodu też w zasadzie nie grają w porno. No chyba, że te, które publicznie się ogłaszają i chcą zdobyć popularność. Wiadomo – seks z „gwiazdą porno” jest droższy niż z anonimową „Samantą” czy „Pamelą”.
Jak wyglądają relacje między aktorami? Potrafię wyobrazić sobie, że dwie nieznające się osoby trafiają na plan i odgrywają swoje zapisane w scenariuszu role. Ale tutaj mówimy przecież o intymnych zbliżeniach. Czy ci aktorzy znają się? Mają jakieś próby przed nakręceniem sceny? A może rozluźniają się jakimiś mniej lub bardziej legalnymi wspomagaczami odwagi?
Aktorzy to ludzie, a ludzie jak to ludzie – czasem się lubią bardziej, czasem mniej. Jeśli między aktorami jest dobra chemia, wtedy wszyscy na tym korzystają: aktorzy, producenci i na koniec widzowie, bo powstaje dobry materiał. Prób nie ma, ale sesja nagraniowa w naszym przypadku trwa kilka godzin. Przy czym samo nagrywanie scen to tylko niewielka część sesji. Aktorzy mają czas na wspólną herbatę, wspólny posiłek, rozmowy. Poznają się na planie i nawiązują pewien kontakt.
Czasem przed sesją otrzymują też zdjęcia, żeby zobaczyć, z kim będą pracować. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której aktorka czy aktor odmówi nagrań, bo mu się nie podoba partner.
Poza tym profesjonalny aktor nie wybrzydza. Ma wykonać swoją pracę. Czasem jest też za mocno w drugą stronę. Aktorzy są tak na siebie napaleni, że musimy przerywać pracę, bo za szybko kończą. Co do wspomagaczy to jest absolutny zakaz korzystania z nich. Proszę pamiętać, że na planie podpisujemy z aktorami wiele dokumentów. Umowy, zgody na publikację wizerunku itp. Wszyscy muszą być w 100 proc. trzeźwi i absolutnie czyści. Inaczej ktoś mógłby podważyć dokumenty, bo rzekomo zostały podpisane „pod wpływem”. Pozwalamy jedynie palić aktorom papierosy, a jedynym wspomagaczem są środki pomagające aktorom utrzymać wzwód przez kilka godzin pracy.
Słyszałem, że mężczyźni dłużej utrzymują się w tej branży, ale nie mogą liczyć na tak samo duże zarobki jak kobiety. Czemu tak się dzieje?
W porno mężczyzna jest tylko dodatkiem do kobiety. Bardzo ważnym dodatkiem, bo bez dobrego „ruchacza” nie ma dobrego filmu, ale jednak tylko dodatkiem. Widz kupuje film dla kobiety, chce oglądać kobietę i mniej zwraca uwagę na faceta. Mówimy oczywiście o męskich widzach, bo ich jest najwięcej. Dlatego też jeden mężczyzna może występować latami w porno, bo ciągle gra z innymi kobietami, a to kobiety przyciągają odbiorców, one są prawdziwymi gwiazdami filmu i tą ładniejszą jego częścią. Panowie mają jednak tu trochę lepiej, bo dłużej mogą się utrzymywać na topie i mieć ciągle pracę w branży. Za to zdecydowanie mniej zarabiają, bo – tak jak powiedziałem – są tylko dodatkiem. Mężczyzna w branży filmów porno zarabia 1/3, a czasami nawet 1/4 tego, co kobieta.
Czy w Polsce są jakieś wymogi dotyczące kręcenia filmów porno?
Obowiązkowe są regularne badania w kierunku HIV, WZW, chorób wenerycznych itd. Niektóre aktorki zagraniczne wymagają dodatkowo badań z wymazów.
Dużo się mówi o uzależnieniu od pornografii. Jakiś czas temu przeprowadziłem nawet wywiad z osobą, która przez lata walczyła z tym nałogiem. Mam też wrażenie, że treści tego typu mocno wypaczyły nasz pogląd na intymność i fizyczne relacje w związkach. Wiadomo – jedni są na to bardziej podatni niż inni, ale nie da się ukryć, że porno ma duży wpływ na psychikę odbiorców. Czy zastanawia się pan czasem nad moralnością tego biznesu?
Ja wyznaję zasadę, że dorosły człowiek ponosi odpowiedzialność za to, co robi. Nie znam nikogo uzależnionego od pornografii, choć oczywiście wiem, że takie osoby są. Za to znam bardzo dużo osób uzależnionych od cukru, hazardu, alkoholu. Czy moralne są cukrownie i cukiernie? Przecież ładują one w ludzi cukier, który wpędza ich najpierw w otyłość, a potem do grobu! Czy moralne są zakłady bukmacherskie, które uzależniają ludzi od hazardu? Jak ktoś jest podatny na uzależnienia, to zawsze będzie miał problem.
Nie chcę tutaj objawiać się jako obrońca pornografii, bo ktoś zarzuci mi stronniczość, ale drażni mnie demonizowanie porno w sytuacji, w której wiele innych rzeczy czyni codziennie większe spustoszenia w naszych organizmach i życiach. Wszystko nam szkodzi i nas zabije, jeśli nie nauczymy się z tego właściwie korzystać. Wszystko jest dla ludzi. Dla ludzi myślących. To, że ktoś włoży palec do kontaktu i go zabije prąd, nie znaczy, że trzeba zamykać elektrownię. Dorośli ludzie ponoszą konsekwencje swoich zachowań – na tym właśnie polega dorosłość. Nie na tym, że mogę robić, co chcę, a jak wydarzy się coś złego, to wina innych.
Nie zgadzam się też z poglądem, że pornografia wypacza intymność czy związki. To ludzie to robią. Równie dobrze można się czepiać, że komedie romantyczne wypaczają związki. Jaki jest wpływ pornografii na psychikę odbiorców? Nie znam obecnych badań, ale czysto po ludzku jestem przekonany, że każde mocne treści mają wpływ na naszą psychikę.
Czy scena zabójstwa taksówkarza w filmie „Dekalog V” Krzysztofa Kieślowskiego ma wpływ na nasza psychikę? Ma. Pytanie teraz, co z tym zrobimy. Mądry człowiek analizuje treści i na ich podstawie podejmuje decyzje, kształtuje swoją moralność. Zdrowy człowiek zawsze sobie poradzi i nie da się zdeprawować.
A czy porno jest niemoralne? No pewnie, że jest! Dlatego większość chce je od czasu do czasu zobaczyć. Na tym polega atrakcyjność pornografii. Tak samo jak ludzi pociąga wspomniany przez mnie hazard czy używki. Problem jest w indywidualnej jednostce. W człowieku. To on decyduje w swojej mądrości o dawkach i skutkach. To nie jest zero-jedynkowe. Dobre albo niedobre.
Człowiek czasem potrzebuje dawki niezdrowych bodźców paradoksalnie dla swojego zdrowia! Odrobina używek czy toast na imprezie jeszcze nikogo nie zabił. Tak samo jak nie widzę niczego złego, że ktoś wyśle los na loterii albo obstawi okazjonalnie jakiś mecz. Problem powstaje wtedy, kiedy człowiek ma niewłaściwe podejście do tego, co robi. I myślę, że porno jest w tej samej grupie „niezdrowych” rzeczy.
Czy są jakieś treści związane z szeroko pojętą erotyką, których nigdy by pan nie opublikował?
Oczywiście! Trochę nawiążę do poprzedniego pytania. Pytał pan o szkodliwość pornografii. Jeżeli ktoś ma niezdrowe fascynacje patologicznymi zachowaniami, przemocowymi i mocno odbiegającymi od bezpiecznej normalności, to szuka też takiej chorej pornografii i ona rzeczywiście jest dużo bardziej niezdrowa.
My zaś obracamy się w bezpiecznych granicach (to oczywiście mocno umowne określenie, bo dla każdego człowieka ta granica będzie inna), czyli pokazywaniu seksu. Nawet w sposób trochę odbiegający od naszego codziennego pożycia, jak np. jakieś orgie, przypadkowy numerek z nieznajomym, wymiana partnerów itd. To wszystko mieści się w granicach jakiegoś obszaru, który może jedynie realizować nasze fantazje, ale nie wypacza nam psychiki i z pewnością nie szkodzi związkom, a nawet im pomaga. Ileż to par znudzonych codziennym pożyciem sięga po porno, żeby uatrakcyjnić swoje seksualne życie?
I teraz wracając do sedna pytania: nigdy nie opublikujemy u nas niczego, co przekracza granice dobrego smaku lub propaguje jakieś mocno patologiczne zachowania. Nie będę tu teraz wymieniać konkretów, bo nie chcę nawet o nich myśleć, ale wszystko to, co drastycznie odbiega od ogólnej normy, na pewno nie znajdzie u nas miejsca.
Ostatnio głośno jest o pewnej parze, która kręci filmy porno w przestrzeni publicznej (między innymi na Krupówkach). Wiem, że wy też kiedyś mieliście kilka nagrań z kategorii public sex. Czy odważylibyście się obecnie na takie posunięcie?
Filmy wspomnianej pary można też obejrzeć u nas. Współpracujemy z nimi. To bardzo sympatyczni młodzi ludzie. Nagrywają kontrowersyjne materiały, bo dzięki temu zyskują popularność. Z marketingowego punktu widzenia robią świetną robotę. My raczej unikamy tego typu rozgłosu i nie decydujemy się na takie nagrania. Nagrywamy czasem seks w plenerze czy miejscach publicznych, ale tak, żeby nie podpaść pod żaden paragraf. Na każdym etapie działamy legalnie i rozważnie.
Co według pana w branży porno jest największym mitem, a co brutalną rzeczywistością?
Chyba pieniądze. W tej branży bardzo niewiele osób zarabia spore pieniądze. Reszta ciężko pracuje i zarabia niewiele. Porównując czas poświęcony na pracę, nadal jest to bardzo opłacalne, bo w jeden dzień aktorka może zarobić miesięczną pensję zwykłego człowieka pracującego przy mniej płatnych zajęciach, ale nie są to gigantyczne zarobki. Oczywiście są pojedyncze osoby na rynku europejskim czy amerykańskim albo na OF, które zarobiły dużą kasę, ale to wyjątki. Zresztą porno chyba nie jest tu niczym specjalnym. Tak samo jest w muzyce, filmie, sporcie. Są gwiazdy z dużymi zarobkami, ale są też tysiące muzyków, sportowców i aktorów, którzy ciężko pracują i nie zdobywają fortun.
Więcej w tym temacie:
- Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
W połowie Peruwiańczyk, w całości – podróżnik na wiecznym, dopaminowym głodzie. Od lat wałęsa się po krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie szuka przygód i z uporem maniaka pakuje się w coraz to większe kłopoty. Przez ostatnie dwie dekady wyprodukował sporo reportaży o swoich wyprawach dla takich magazynów jak „Focus”, „Angora”, „Poznaj Świat” czy „CKM”. Ma też na swoim koncie kilka tysięcy mniej lub bardziej poważnych artykułów napisanych dla Joe Monstera. Prywatnie jest zawodowym leniem figurowym, miłośnikiem ciężkiego rocka oraz kiczowatego kina z lat 80. Lubi też żurek i ruskie pierogi. Od niedawna razem z ekipą kilku innych podróżniczych zapaleńców prowadzi agencję turystyczną Po Peru.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Praca i pieniądze
Rozkoszny stawia na smart home
Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, od lat kojarzy się z dopracowanymi przepisami i kulinarną kreatywnością. Teraz po raz pierwszy został twarzą marki z kategorii smart home.
Praca i pieniądze
Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?
Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Sztuka prowadzenia biznesu
O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare
Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.
Praca i pieniądze
Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo
Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact
Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.
Praca i pieniądze
Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?
Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze.
Praca i pieniądze
Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka
Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.