Czy komedie romantyczne zrobiły z facetów emocjonalnych analfabetów?
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Czy komedie romantyczne zrobiły z facetów emocjonalnych analfabetów?
Rozmawiam z Kają Gołuchowską i Szymonem Żurawskim z podcastu „Chłop i baba” o tym, czemu męski ideał z komedii romantycznych nie ma nic wspólnego z emocjonalną dojrzałością i jak to wpływa na relacje dziś.
Udostępnij

Ilustracja: Agata Nowicka
Jakub Wojtaszczyk: Jaki macie stosunek do komedii romantycznych?
Szymon Żurawski: Staram się oglądać wszystko, co się da, i nadrabiać też to, czego jeszcze nie widziałem. Głównie amerykańskie i polskie produkcje. Jestem wielkim miłośnikiem gatunku, a Kaja niespecjalnie.
Kaja Gołuchowska: Jeśli już oglądam, to produkcje amerykańskie. Bardzo mnie zniechęciły kolejne wersje schematu z „Tylko mnie kochaj”, polskiego hitu sprzed lat…
Klasyk polskiego rom-comu – on przystojny, ona seksowna, ale zagubiona, wszystko w blichtrze korporacyjnego sukcesu i z całkiem wyrośniętym dzieckiem na podorędziu.
Dodam, że komedie romantyczne ani mnie ziębią, ani parzą. Ten brak zainteresowania tłumaczę orientacją. Jako dojrzewający gej nijak utożsamiałem się z parami hetero na ekranie. Uwielbiałem za to Ruperta Everetta, który gra George’a, przyjaciela-geja postaci Julii Roberts w „Mój chłopak się żeni”. Dziś George to klisza, bo ratuje główną bohaterkę i jest w pewnym sensie motorem jej zmiany, a dla kilkunastoletniego mnie był punktem odniesienia.
Pamiętam, że film „Mój chłopak się żeni” oglądałem za każdym razem, gdy leciała powtórka. To właśnie za sprawą telewizji poznałem komedie romantyczne. A wy, kiedy po raz pierwszy zetknęliście się z gatunkiem?
S.: Oglądając telewizję, poznałem tytuły z lat 50. i 60., jak „Śniadanie u Tiffany’ego” z Audrey Hepburn. Pewnie moglibyśmy nazwać je takimi prekomediami romantycznymi.
K.: Nie zawsze łapię konteksty i odniesienia do rodzimej popkultury. Więc kiedy myślę o rom-comach, przed oczami mam „Holiday”. Pamiętacie?
S. i J.: Oczywiście!
K.: Dwie kobiety, grane przez Kate Winslet i Cameron Diaz, zamieniają się domami na czas świąt. Jedna flirtuje z Jackiem Blackiem, druga z Jude’em Law. Ten film nadal jest bardzo znaczący, bo co roku właśnie w okresie gwiazdki na TikToku pojawia się młody Jude Law, który robi maślane oczy, a dziewczyny na filmikach wygłupiają się w konwencji: „To do mnie?”.
S.: To jedna z komedii, która się nie zestarzała. A jest dużo rom-comów, które trudno się dziś ogląda.
K.: Pomyślałam o tym, gdy wspomnieliście „Śniadanie u Tiffany’ego”, w którym pojawiają się rasistowskie wątki. To ciekawy element komedii jako gatunku, bo chyba jak żaden inny potrafi łączyć różne, często problematyczne treści, także seksistowskie. Kiedyś humor mocno operował stereotypami – pewne osoby i zachowania z automatu stawały się obiektem żartów. Dlatego oglądając te filmy, możemy zobaczyć, co wtedy uważano za zabawne, a co dziś zupełnie nie ma racji bytu.
Szymon, może zabrzmię boomersko, ale twoje zamiłowanie do komedii romantycznych nie jest zbyt popularne wśród kolesi. Skąd ono?
S.: Czasami lubię się wzruszyć lub po prostu obejrzeć prostą historię – bohaterowie są wrogami, ale zostają kochankami, bo połączyło ich wspólne doświadczenie. Pamiętam, że dwa lata temu wyszedł „Tylko nie ty” z Sydney Sweeney i Glenem Powellem w rolach głównych. Byłem przekonany, że w końcu dostaniemy porządny film środka.
K.: Tak, byliśmy gotowi na renesans komedii romantycznych.
Płonne nadzieje. Emocje między aktorką i aktorem były co najmniej chłodne, a przecież chemia między bohaterami w rom-comach to element kluczowy.
S.: Myślę, że producenci stwierdzili, że wezmą najpopularniejszą aktualnie młodą aktorkę i przystojniaka, sparują ich i to wystarczy.
K.: Moim zdaniem to scenariusz był beznadziejny, nie para aktorska.
S.: Gdyby w „Tylko nie ty” zamiast Sydney grała Dakota Johnson albo zamiast Glena – Jacob Elordi, mieliby dużo lepszą romantyczną przelotkę, a my byśmy filmowi więcej wybaczyli. Bo przecież w komediach romantycznych fabuła często jest pretekstowa.
Przy okazji „Mój chłopak się żeni” wspomniałem, że przez heteronormę nie odnajdywałem siebie w komediach romantycznych. A czy wy widzieliście swoją reprezentację na ekranie?
K.: Tak, ale jeśli mówimy o klasycznej komedii romantycznej z parą hetero, dziewczyna czy chłopak dostają bardzo konkretny schemat. W późniejszym życiu zaczęłam się zastanawiać: czy wchodzę w relację naprawdę tak, jak czuję? A może raczej według wzorca, który był mi przez lata wtłaczany? W końcu według tropu to mężczyzna musi być zdobywcą, a my tą zdobywaną. Relacja musi wyglądać jak emocjonalny rollercoaster… Dziś wiem, że to zwykle przeciwieństwo tego, co jest dla mnie zdrowe. W związku cenię sobie stabilność i spokój.
S.: Zgodzę się. Na poziomie intelektualnym wiem, że niektóre romantyczne oczekiwania są totalną głupotą, ale jednocześnie są pociągające. Jednak trudno mi sobie wyobrazić, że oświadczyłbym się pod wieżą Eiffla. To granica kiczu, której bym nie przekroczył.

Getty Images
Wśród tematów, którymi grają komedie romantyczne, są męskie archetypy. Dajmy na to w „Dzienniku Bridget Jones” z jednej strony mamy luzackiego kolesia, który podrywa główną bohaterką, ale w gruncie rzeczy jest gnojem. A z drugiej ciepłą gapę, która naprawdę kocha Bridget…
S.: Powiedziałbym, że w tym filmie mamy mężulka i jebakę!
K.: Podobnie w serialu „Pamiętniki wampirów”, który uwielbiałam jako nastolatka, mamy dwóch braci konkurujących o względy Eleny: Stefana i Damona. Ten pierwszy jest stateczny, ale też tłumi emocje. Drugi to taki „fuckboy”, jest mniej bezpiecznym i pewnym wyborem, choć na pewno bardziej ekscytującym. Jednak niezależnie od tego, na którego patrzymy, ci faceci nie radzą sobie dobrze z emocjami.
S.: Takie wzorce były też w „Zmierzchu”.
K.: Tak, Edward też jest zimny, niedostępny, niebezpieczny. W książce „Mit Darcy'ego” Rachel Feder pisze, że w relacjach damsko-męskich na ekranie czy w książkach wyraźnie obecny jest ten element niebezpieczeństwa. My, kobiety, musimy same to rozgryźć: czy on jest facetem, który wzbudza we mnie lęk, bo jest niebezpieczny, czy to poza i w środku jest dobry i mogę mu ufać? A może jest naprawdę zły? Od tego, czy bohaterka potrafi odpowiednio rozszyfrować męskie intencje, zależy, jak potoczy się jej historia.
S.: Jak wybierze źle, zostanie ukarana, wykluczona ze społeczności. Koleś jest bezpieczny.
Rom-comy najczęściej są opowiadane z punktu widzenia kobiety. Mam wrażenie, że facet jest tylko dodatkiem, aczkolwiek najbardziej pożądanym. Zgodzicie się?
K.: Nie do końca się zgadzam. To są filmy, których marketing jest kierowany do damskiej publiczności, ale na ekranie widzimy często główne bohaterki, które wydają się napisane przez mężczyzn. Podejmują głupkowate wybory, są absurdalnie niezdecydowane i pogubione. Chcę zwrócić waszą uwagę na inną rzecz. Mamy teraz silny trend w mediach społecznościowych i popkulturze związany z tzw. yearningiem, czyli pragnieniem o mężczyźnie, który gdzieś tam jest i marzy o tobie. Moim zdaniem odzwierciedla to przykrą rzeczywistość, gdzie wiele kobiet nie czuje się dziś pożądanymi. Mężczyźni o nie nie zabiegają.
S.: A gdy spojrzymy na statystyki, dziewczyny coraz częściej wybierają partnerów wedle własnych upodobań. Pomaga demografia: mamy nadpodaż mężczyzn.
K.: Kobiety wybierają partnerów, ale i tak są niezadowolone z wyboru.
S.: Tak wybrały. Reklamacja?
K.: Chodzi mi o to, że kobiety czują, że nie mogą znaleźć partnerów na swoim poziomie. Czy to intelektualnym, emocjonalnym, komunikacyjnym, czy finansowym. Stąd brak satysfakcji. Inne decydują się być świadomymi singielkami.
S.: Komedie romantyczne mogłyby odwzorowywać zwykłe życie. To byłby naprawdę dobry trend – żeby bohater czy bohaterka zarabiali tyle, że starcza im do pierwszego, ale i tak próbują to życie jakoś ogarnąć.
O znaczeniu pieniędzy w dzisiejszych związkach opowiadają „Materialiści” Celine Song. Dla kontekstu: grana przez Dakotę Johnson Lucy jest swatką z luksusowej agencji, do której udają się majętne osoby w poszukiwaniu równie bogatych partnerów i partnerek. Pewnego dnia Lucy poznaje idealnego mężczyznę – Harry’ego (Pedro Pascal). Jednak w pobliżu krąży jej były chłopak – życiowy nieudacznik John (Chris Evans), który finalnie tę potyczkę o względy wygrywa. Po premierze zarzucono filmowi promowanie biednych mężczyzn.
K.: Reżyserka krytykowała postrzeganie bohatera granego przez Chrisa Evansa wyłącznie przez pryzmat jego statusu materialnego. Jest rozczarowana widownią.
S.: Stanę w obronie wszystkich chłopów na świecie – z sondaży wychodzi, że mężczyźni, których szukają kobiety, albo nie istnieją, albo jest ich po prostu bardzo mało. Mają zarabiać 300 tysięcy złotych rocznie, mieć 1,85 metra wzrostu i być intelektualistami. To warunki konieczne.
K.: Ale przecież to kobiety częściej decydują się być w związkach, w których mężczyzna jest mniej atrakcyjny od nich! A to właśnie dla facetów względy wizualne są dużo bardziej istotne. Jeśli dziewczyna nosi trochę większy rozmiar, jest skreślona.
W „Materialistach” ludzie szukają partnerów, jak wspomniałem, korzystając z usług profesjonalnych swatek. To ekstremalnie droga opcja, na którą na pewno nie mógłby sobie pozwolić John bez grosza w kieszeni. Film to nie pierwsza produkcja mówiąca o opozycji: biedny – bogata. W „Notting Hill” grana przez Julię Roberts aktorka zakochuje się w księgarzu o wyglądzie Hugh Granta. Mam jednak wrażenie, że film Celine Song miał ambicje diagnozy społecznej i dlatego poległ. Z kolei klasyk Rogera Michella skupiał się na konkretnej parze, co zagwarantowało mu sukces.
K.: Ale zauważcie, że nawet w tych filmach to zwykle mężczyźni mają problem z tym, że kobieta zarabia więcej i pragnie więcej od życia…
S.: Na przykład w „Praktykancie”, gdzie mąż bohaterki granej przez Anne Hathaway nie potrafi poradzić sobie z tym, że to ona odnosi sukces zawodowy, a on pozostaje w cieniu.
K.: Jednak kobiety rzadko wypowiadają kwestie typu: „Zarabiasz za mało kasy”. To mężczyzn niepokoi ta dzieląca ich różnica ekonomiczna. I wtedy zaczyna się kryzys.
S.: Ale w „Materialistach” Lucy w pewnym momencie wyrzuca Johnowi, że ma dosyć…
K.: Interpretuję tę scenę tak, że jej nie chodzi o to, że John nie ma pieniędzy, tylko o brak systematyczności i konsekwencji u jej partnera, o to, że porzucił ambicje.
A co z moim ulubionym filmowo-serialowym wątkiem, czyli zakochiwaniu się w facetach, w których nie powinno się zadurzać, bo nic dobrego z tego wyjść nie może?
K.: Gdy dorastałam, ważną dla mnie postacią był Chuck Bass z „Plotkary”. Wydawał mi się bardzo hot, a przecież w jednym z pierwszych odcinków dokonuje napaści seksualnej! Mimo to bohater jest tak napisany, by młode dziewczyny się w nim zauroczyły. Za każdym razem, kiedy Chuck krzywdzi Blair, jedną z głównych postaci serialu i swoją dziewczynę, tłumaczy sobie, że kocha ją tak mocno, że „musi” zrobić coś złego. Jego problemy połączone z miłością (?) są mieszanką wybuchową.
Co!?!
K.: Serio! Jest to coś, co widzę również w relacjach w realu – dziewczyny akceptują, że mężczyźni je krzywdzą. Tłumaczą, że oni są po prostu „zagubieni”, ale przecież szalenie je „kochają”.
S.: „Zdradziłem cię, ale to dlatego, że tak cię kocham i nie wiedziałem, co zrobić ze swoimi emocjami”?
K.: Idąc krok dalej, mamy też morderców, którzy w popkulturze są przedstawiani jako atrakcyjni. Na przykład Joe Goldberg z serialu „Ty” zabija ludzi, a jednak został tak przedstawiony, że widzowie są nim zafascynowani. Sieć zalały memy: „Twój chłopak ci nawet nie odpisuje, a Joe Goldberg stoi pod twoim domem w zimę”. To pokazuje, jak niskie są standardy w postrzeganiu bliskości i czułości. Widząc stalkera, myślimy: „A może to jest spoko opcja?”.
Dziewczyny myślą, że go zmienią?
S.: Jakub, przecież to pierwsze prawo ulicy! Kolejne to: „Wariat kocha najbardziej”. Jeżeli przyjmiemy, że my, chłopy, mamy problem ze sprawczością, taki złoczyńca jest najbardziej proaktywny, jak tylko się da.
K.: Musimy pamiętać, że tego typu produkcje to tylko fantazja, która wcale nie oznacza, że chcemy, by faceci się tak zachowywali.

materiały prasowe A24
W filmie z 1989 roku „Kiedy Harry poznał Sally” kilkukrotnie przeskakujemy w czasie. Drugie spotkanie tytułowej dwójki wydarza się pięć lat po pierwszym, a następne kolejne pięć lat później. Przez ten czas zarówno Sally, jak i Harry dojrzewają i zaczynają się do siebie przekonywać, by w końcu zestarzeć się razem. Każde z nich ma własny punkt widzenia, który zmienia się z czasem. W kontekście tego filmu pomyślałem znowu o „Materialistach”, gdzie Lucy spotyka się z Johnem po siedmiu latach i orientuje się, że koleś się nic a nic nie zmienił. Czy to wina durnego scenariusza? A może dzisiejsi mężczyźni są oporni na zmianę?
S.: Nie mamy dobrych wzorców w popkulturze. Faceci w filmach z mojej młodości nie gadali o uczuciach, o chęci rozwoju.
K.: Kobiety czerpią z popkultury słabe wzorce dotyczące potencjalnego partnera, a wy odnośnie do tego, kim powinniście być i jak się macie zachowywać. Nawet dziś mało kto uczy chłopców inteligencji emocjonalnej.
Podacie konkretny tytuł?
S.: Jeżeli ulubionym filmem większości mężczyzn hetero – tak jak padło w „Barbie” – jest „Ojciec chrzestny”, wiele to mówi o ich kondycji psychicznej. Obraz Coppoli niby jest o rodzinie, jednak mocno patologicznej. Tu z kobietami rozmawia się najwyżej przy obiedzie, a one nie wiedzą, co robią ich mężowie. To są wzorce, które nam gdzieś wchodzą do głowy.
Na koniec pogadajmy o seksie w rom-comach. Amerykanie to naród purytański, więc zbliżenia erotyczne, choć są sygnalizowane, często dzieją się poza kadrem. Wyobraźnia szaleje. Chociażby w „Palm Springs” postać grana przez Andy’ego Samberga utknęła w czasoprzestrzeni i na okrągło przeżywa jeden dzień niczym Bill Murray w „Dniu świstaka”. Postacie grane zarówno przez Sandberga, jak i Murraya na prawo i lewo sypiają z kobietami (a w przypadku tego pierwszego też z mężczyznami), którym pamięć każdorazowo zostaje „skasowana”, gdy kończy się dzień…
K.: Przedstawianie męskiej rozwiązłości na ekranie też jest krzywdzące dla chłopaków. Czują, że jeśli nie mają ciągłej ochoty na seks, to coś z nimi nie tak. Stereotypy odbierają mężczyznom możliwość traktowania cielesnego zbliżenia z drugą osobą jako coś znaczącego dla obojga, gdzie ważne są też uczucia i potrzeby partnerki.
S.: I tu znowu często mamy do czynienia z szkodliwym schematem: kobieta zmienia mężczyznę z rozpustnika w dobrego, uczciwego męża.
To jest megaproblematyczne, bo nie tylko odpowiedzialność za zmianę i „naprawienie” faceta spada wyłącznie na kobietę, ale też jest postrzegana jako ta, która kastruje mężczyznę. Zatem jakich mężczyzn chcemy oglądać w rom-comach?
K.: Potrzebujemy komedii romantycznej na miarę naszych czasów, a te do prostych nie należą. Zatem może warto zastosować model „Supermana” według wizji Jamesa Gunna? Pokazać bohatera, który faktycznie jest dobry, na którym można polegać. Uratuje pieska i wiewiórkę, nie chce zabijać potwora, tylko w bezpieczny sposób go unieszkodliwić. Nowy człowiek ze stali opiera siłę na współczuciu, a nie przemocy.
S.: Parafrazując słowa George Sand: „Studiowanie komedii romantycznych jest niczym innym jak studiowaniem wiedzy o człowieku”.
Idąc tropem Grety Gerwig i jej „Barbie”, powiedziałbym chłopakom: „You are Kenough”, ale z dopiskiem, żeby mówili o emocjach i o nie dbali.
Więcej w tym temacie:
- Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać
- „Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
- Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
- Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
- Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
- „I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.