Poza „piękną śmiercią”. Nowe czytanie „Kamieni na szaniec”
PARTNERZY SERWISU
Książki
Poza „piękną śmiercią”. Nowe czytanie „Kamieni na szaniec”
Spekulacje o homoerotycznej relacji Zośki i Rudego budzą większe emocje niż ich wojenne biografie. Kornelia Sobczak w swojej książce wykorzystuje ten punkt zapalny, żeby opowiedzieć o czymś więcej niż tylko o jednej relacji.
Udostępnij

Zośka i Rudy Autor zdjęcia: materiały prasowe, Krytyka Polityczna
W rozmowie o książce Kornelii Sobczak „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce” wracamy do jednej z najbardziej utrwalonych opowieści polskiej kultury – i próbujemy przeczytać ją od nowa. Porzucamy szkolny filtr, nie szukamy prostych wzruszeń ani nie podsuwamy gotowych odpowiedzi.
Punktem wyjścia książki Sobczak jest pytanie pozornie proste: co właściwie opowiadają dziś „Kamienie na szaniec”? Czy to wciąż historia o dojrzewaniu, odpowiedzialności i pracy na rzecz wspólnoty, którą widział w niej Aleksander Kamiński, czy raczej mit heroizmu, poświęcenia i „pięknej śmierci”, dominujący w jej odbiorze? W wywiadzie zastanawiamy się, dlaczego ten drugi okazał się silniejszy, a także co po drodze zostało wyciszone.
Wracają też wątki, które od lat budzą największe emocje: spekulacje wokół relacji Zośki i Rudego, pytanie o miejsce czułości i bliskości w kulturze zdominowanej przez twardy model męskości, a także kontekst polityczny i ideowy przedwojennej Polski – z ONR, nacjonalizmem i antysemicką przemocą wpisaną w tamten świat. Nie po to, żeby ferować wyroki, ale żeby zobaczyć pełniejszy obraz.
To rozmowa nie tylko o książce, lecz także o tym, jak działa pamięć zbiorowa: co wybieramy z historii, co wygładzamy, a co konsekwentnie ignorujemy. I dlaczego lektura, którą wszyscy „znamy”, okazuje się tak rzadko czytana naprawdę.
Na początku twojej książki „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce” piszesz, że bohaterowie „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamieńskiego „funkcjonują w zbiorowej wyobraźni w charakterze na poły mitycznym, na poły historycznym, gdzieś pomiędzy czytanką a panteonem bohaterów narodowych”. „Kamienie…” są lekturą w podstawówce. Zastanawiam się więc, po co właściwie ona jest czytana i co mówi nam o bohaterstwie. Czy jest próbą wtłoczenia młodym ludziom pewnych mitów narodowych, które potem są rozwijane na lekcjach historii?
Czym innym jest obraz bohaterstwa utrwalany w szkolnej edukacji, a czym innym ten, który chciał przekazać Kamiński. On chciał zreformować model patriotyzmu opartego na brawurze, ułańskiej fantazji, na spontanicznym, hurraoptymistycznym działaniu w ostatniej chwili. Jego bohaterowie mieli zamiar zmienić kraj na lepszy jako społecznicy, ekonomiści, inżynierowie. Wiedzieli, że Polska jest zacofana gospodarczo, edukacyjnie i kulturalnie, chcieli walczyć z niesprawiedliwościami społecznymi, z biedą i wykluczeniem. Ale wybuchła wojna, byli więc zmuszeni realizować swoją obywatelską postawę w inny sposób. Kamińskiemu zależało jednak na tym, żeby z ich historii nie powstała kolejna opowieść w stylu romantycznego westernu. Chciał pokazać, że praca konspiracyjna wymaga odpowiedzialności, rzetelności, dobrego przygotowania. Problem polega na tym, że ten pozytywny program patriotyzmu często ginie w naszym odbiorze tej książki.
Ale czy faktycznie w „Kamieniach…” te prospołeczne postulaty są obecne? Przecież pełno tam propagandowej wizji bohaterstwa przez duże „B”.
Nie jesteś pierwszą osobą, która podaje w wątpliwość wyrazistość tych prospołecznych kwestii. To bardzo ciekawe, że one gdzieś giną. A może są niezręcznie wplecione w opowieść? A może problem polega na tym, że legenda bohaterskich, heroicznych czynów zbrojnych w dużej mierze przykryła inne elementy tej opowieści? Podziemne harcerstwo, czyli Szare Szeregi, których program wychowawczy Kamiński opiewał, programowo przywiązywało dużą wagę do tego, żeby wojsko nie uwiodło młodych ludzi, żeby wojna ich nie zdemoralizowała. Ale jednocześnie Kamiński nie ma wątpliwości, że na wojnie trzeba strzelać, trzeba zabijać. Uczciwie relacjonuje związane z tym dylematy Alka i Rudego, jednak proces rozwoju żołnierza wymaga, żeby pogodził się z koniecznością zabijania. „Kamienie…” nie są książką pacyfistyczną. Mogą jednak pomóc uwrażliwić nas na katastrofę, jaką jest wojna, a z którą nie wygra nawet najszlachetniejszy projekt wychowawczy.
Książka wciąż bywa czytana przede wszystkim jako przykład heroizmu – opowieść o strzelaniu do wrogów, o poświęceniu i pięknej śmierci. Po co nam taki patriotyzm?
Nie powiem „po co”, ale spróbuję powiedzieć „dlaczego” – dlaczego ta lektura wciąż tak dobrze się trzyma w szkolnym kanonie i w naszej zbiorowej świadomości? Kusi mnie odpowiedź: „bo jej nie czytamy” i „bo nie interesujemy się tym, co muszą czytać dzieci”. Na pewno jednak ogromną rolę odgrywa tu siła tradycji i do pewnego stopnia inercji. Ta książka szybko stała się legendą, a potem książką kształtującą legendę, każde kolejne pokolenie miało do niej podchodzić jak do tekstu arcyważnego. Więc teraz trudno byłoby ją po prostu usunąć z kanonu. Pisząc swoją książkę, wyszedłem z założenia, że skoro już nam się podsuwa „Kamienie na szaniec” jako przedmiot kultu, to potraktujmy je poważnie. Zobaczmy, co jest w środku. To może być opowieść o trochę innym patriotyzmie. Nawet nie chodzi o to, żeby nazywać go progresywnym, raczej żeby się zastanowić, co rozumiemy pod pojęciem „ojczyzna”. Bo przecież często uwielbienie dla ojczyzny idzie w parze z niechęcią do rodaków, do ludzi. Kamiński i jego bohaterowie zdają się pokazywać, że ojczyzna to także bardzo konkretne sprawy, np. dzieci mieszkające w barakach, które nie mają co zjeść na obiad. Wtedy pytanie o patriotyzm staje się pytaniem praktycznym: co właściwie możemy zrobić, żeby im pomóc? Oni zresztą – co Kamiński podkreśla – nie lubili wielkich słów, praktycznie nie używali takich pojęć jak „Polska” czy „ojczyzna”, a o swojej działalności, o swojej służbie mówili po prostu „praca”.

Okładka książki Kornelii Sobczak „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce” Autor zdjęcia: materiały prasowe, Krytyka Polityczna
Nie jest to seksowna wizja chłopaków w mundurze…
Kamiński próbował uczynić swój model patriotyzmu atrakcyjnym. Tymczasem jednak narzędzia, których użył, sprawiły, że efekt okazał się inny, niż zamierzał. To trochę tak, jak gdyby napisać na bardzo atrakcyjnym torsie hasła w rodzaju „solidarność” czy „prawa pracownicze”. Istnieje ryzyko, że ludzie nie będą zwracać uwagi na same hasła, tylko właśnie na tors.
Niemniej jednak Kamińskiemu udało się napisać książkę, która do dziś podoba się młodzieży. Co ciekawe – nawet bardziej dziewczynom niż chłopakom. W internecie funkcjonuje cała kultura fanowska wokół tej książki, na Wattpadzie można znaleźć bardzo dużo gejowskich fanfików inspirowanych książką Kamińskiego.
Serio?!
Tak, znajdziesz tam wszystkie odcienie romantyzmu między chłopakami, chociaż oczywiście bardzo dużo jest też historii, w których autorki obsadzają się w roli ukochanych Zośki, Rudego bądź Alka. Na to zjawisko zwróciła mi uwagę Emilia Dłużewska. Te pisane przez nastolatki historie pozwalają też zorientować się, jak wyobrażają sobie realia okupacji.
Potencjalna nieheteronormatywność Zośki i Rudego idzie w poprzek tradycyjnemu wyobrażeniu polskiego patriotyzmu. Gdy literaturoznawczyni Elżbieta Janicka tylko zasugerowała queerowość, „polscy patrioci” zwarli szyki i postanowili bronić przed homoseksualnością harcerzy Kamińskiego.
Pewne środowiska bardzo szybko mobilizują się, żeby odeprzeć takie sugestie. To dość klasyczny mechanizm. Kiedy mamy do czynienia z homospołecznymi środowiskami – czyli takimi, w których mężczyźni działają razem i są od siebie zależni, jak w drużynie sportowej czy w wojsku – musi między nimi powstać bardzo silna więź. Bez niej taka wspólnota nie byłaby w stanie funkcjonować. Jednocześnie ta więź nie może być zbyt otwarcie czuła ani zbyt intensywnie okazywana, bo natychmiast pojawia się podejrzenie o homoseksualność. W tradycyjnym modelu męskości to wciąż bywa traktowane jako najcięższy zarzut.

Kornela Sobczak Autor zdjęcia: Jakub Szafrański
Z drugiej strony jednak sama opowieść, w której pojawia się czułość i możliwość nieheteronormatycznej relacji, jest zwyczajnie fascynująca.
Oczywiście! Historia dwóch młodych mężczyzn, którzy razem dokonują bohaterskich czynów, a jednocześnie łączy ich niezwykle intensywna więź opisywana bardzo czułym językiem – to po prostu atrakcyjny literacko motyw, który działa na wyobraźnię. Myślę też, że kryje się w tym pewne pragnienie, również ze strony samych mężczyzn, żeby fizyczna czułość – dotyk, bliskość – została w pewnym sensie uwolniona od natychmiastowych podejrzeń. W naszej kulturze mężczyźni mają niewiele możliwości dotykania się: albo sportowa agresja, albo pod wpływem alkoholu, albo jest to już dotyk erotyczny. To jest oczywiście straszliwy absurd, że mówimy tutaj o sytuacji, w której czuły dotyk dwóch chłopaków jest „usprawiedliwiony” tym, że jeden bohaterów nich zostaje porwany przez gestapo i torturowany, a drugi go ratuje. Jakbyśmy potrzebowali aż takiej ekstremalnej okoliczności, żeby pozwolić bohaterom na czułość. Mam też wrażenie, że za naszą fascynacją tą historią kryje się pewna tęsknota za wyjściem poza bardzo sztywny podział na dotyk „niewinny” i „podejrzany”, na gesty uznawane za dopuszczalne i takie, które od razu są seksualizowane.
Potencjalna homoseksualność Rudego i Zośki wzbudziła oburzenie. Jednak fakt, że któryś z nich mógł należeć do ONR, przeszedł bez echa. Dlaczego?
Myślę, że może to być związane z niskimi poziomem świadomości historycznej dotyczącej dwudziestolecia międzywojennego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo przemocową organizacją był ONR, jak agresywny był antysemityzm tego obozu. Nie mówię tutaj „tylko” o hasłach czy uprzedzeniach, ale o bezpośrednich i dosadnych wezwaniach do przemocy fizycznej. Wprost: jeśli spotkasz Żyda na ulicy, uderz go laską czy pałką. Nie wpuszczaj go na uniwersytet, nie przejmuj się tym, że leci krew. Nie pamiętamy, że była to organizacja programowo antydemokratyczna, dążąca do zmiany ustroju siłą. Dziś pewnie myślimy o ONR jak o jakiejś skrajnie prawicowej, ale jednak partii. Przykładamy ją do współczesnych ugrupowań, które nawet jeśli są bardzo radykalne, to jednak funkcjonują w ramach systemu demokratycznego i starają się wygrywać wybory, a nie przeprowadzić zbrojny przewrót. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że po latach ta organizacja bywała wybielana przez część historyków i to, że traktujemy historię wybiórczo. Przecież antysemityzm i antyukraińskość stanowiły clou programu ojca endecji – Romana Dmowskiego, a polityk ten ma swoje ronda, ulice i pomniki. A oba odłamy ONR wywodziły się z endecji.
Zabrzmi to banalnie, ale po prostu traktujemy historię dość wybiórczo.
Tak, zdecydowanie. I moim zdaniem wynika to po części z niewiedzy, po części z braku chęci, żeby tę wiedzę poszerzyć, a trochę z tego, w jaki sposób się nas historii uczy. W szkole brakuje czasu na zgłębienie XX wieku, a polityka historyczna często infantylizuje problemy oraz skupia się na dostarczeniu atrakcyjnych bohaterów i opowieści. Brakuje też nam czasem gotowości do naprawdę uważnego czytania tekstu i umieszczania go w kontekście historycznym. Dla mnie np. bardzo wstrząsającym momentem było uświadomienie sobie, że kiedy bohaterowie „Kamieni…” jadą na wycieczkę przed maturą to jadą na Zaolzie – na tereny zabrane Czechosłowacji po konferencji w Monachium w 1938 roku. W szkole ten temat traktuje się oględnie, a przecież Polska wykorzystała słabość sąsiada, który właśnie padał ofiarą Hitlera. Zajęcie Zaolzia wiązało się z szykanami wobec miejscowej ludności.
Na początku książki mamy też scenę, w której Alek i jego koledzy marzą o wielkich czynach. Zastanawiają się, co mogliby zrobić: może przepłynąć Bałtyk kajakiem, a może „zdobyć dla Polski kolonię na Morzach Południowych”. I ta „kolonia” jest jeszcze w wydaniu z 1957 roku, dopiero później przeredagowano ten fragment.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak typowa fantazja z chłopięcej powieści przygodowej!
Tak, ale kiedy przypomnimy sobie, że w dwudziestoleciu międzywojennym Polska rzeczywiście zgłaszała roszczenia kolonialne i uważała, że „należą się jej” kolonie ze względu na sprawiedliwość dziejową, to nagle zaczyna to brzmieć zupełnie inaczej. Widać wtedy, jak bardzo pewne schematy myślenia były wówczas powszechne – i jak nawet ktoś taki jak Kamiński, który poświęcił życie walce o demokrację i wychowanie obywatelskie w pewnym sensie pozostawał pod ich wypływem. I to też jest część tej historii.
Kornelia Sobczak – doktor kulturoznawstwa (praca doktorska pisana w Instytucie Kultury Polskiej UW dotyczyła właśnie „Kamieni na szaniec”), publicysta, współautorka książki „Chopinowskie igrzysko. Historia Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina 1927–2015” (WUW 2020), autorka rozdziałów w monografiach zbiorowych. Redaktor miesięcznika „Dialog”. Członek Zespołu Badań Pamięci o Zagładzie oraz Pracowni Studiów Miejskich przy IKP UW.
Więcej w tym temacie:
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
- Jak z kiczu zrobić sztukę? Moschino opanowało ją do perfekcji
- Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Książki
Pasja, pieniądze, prestiż – książka, która odsłania kulisy rynku sztuki
Sztuka od wieków budzi emocje, inspiruje i prowokuje do dyskusji.
Książki
Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim
– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.
Książki
Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem
Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Książki
Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca
W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.
Książki
Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie
Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.
Książki
Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby
Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?
Książki
Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?
Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.
Książki
Chorzy na Tokarczuk. Dlaczego afera wokół pisarki jest przesadzona?
Przyglądając się burzy, jaką wywołują słowa Olgi Tokarczuk, można odnieść wrażenie, że pisarka regularnie wygłasza kontrowersyjne tezy.