Łowca androidów w baletkach. Nowy spektakl w Teatrze Wielkim
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Łowca androidów w baletkach. Nowy spektakl w Teatrze Wielkim
Sześciu tancerzy Polskiego Baletu Narodowego podczas prób do spektaklu „Androidy” w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej opowiada nam, dlaczego warto otwierać elitarną sztukę na nowych odbiorców. I jak moda może tańczyć.
Udostępnij

Od lewej: Kristóf Szabó, Natalia Pasiut, Jaeeun Jung i Nikodem Bialik – tancerze Polskiego Baletu Narodowego Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
„Nikogo nie obchodzi już balet i opera” – tymi słowami Timothée Chalamet – jeśli wierzyć branżowym plotkom – pozbawił się szansy na zdobycie Oscara w 2026 roku i wywołał głosy oburzenia. Oczywiście można dyskutować o gustach kulturowych, dostępności sztuki wysokiej czy o tym, na ile klasyka sceniczna rezonuje z doświadczeniem współczesnego widza, ale wystarczy spróbować kupić wejściówkę na którąkolwiek z tegorocznych premier Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, by zweryfikować opinię aktora.

Od góry: Ryota Kitai, Kasper Górczak, Nikodem Bialik i Kristóf Szabó Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Na komunikat „powiadom o dostępności biletów” trafiam także w przypadku baletu z choreografią Roberta Bondary i muzyką Przemysława Zycha „Androidy”, który miał premierę 10 maja. Kilka tygodni wcześniej idę do gmachu teatru, by porozmawiać z tancerzami przygotowującymi się do występu. Mimo zapowiedzianej wizyty kilkukrotnie odbijam się od drzwi, pokonuję labirynt korytarzy, a ochronie prezentuję najbardziej uprzejme uśmiechy. Odnoszę wrażenie, że świat baletu buduje aurę niedostępności, która mogłaby potwierdzić stereotyp o jego hermetyczności. Kiedy trafiam do garderoby, ta narracja znika. Tancerze skracają dystans. Poniekąd przyznają Chalametowi rację i rozumieją zarówno możliwości, jak i ograniczenia swojego artystycznego rzemiosła.

Stylizacje tancerzy do sesji przygotował Marcin Brylski Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Napięcie między ambicjami a granicami artystów, a także instytucjonalnym zamknięciem teatru a otwartością twórców na szerszą publiczność jest wpisane w ich pracę. Wybrzmiewa to też w „Androidach”, w których konflikt fabularny rozgrywa się na styku człowieczeństwa i technologii. Inspiracją dla autorów spektaklu jest oparty na powieści Philipa K. Dicka film Ridleya Scotta „Łowca androidów”. Są tu też odniesienia do postaci Frankensteina, mitu golema i dekad fantazji nad tworzeniem tzw. sztucznego życia. Estetyka neonoir miesza się z archetypami, a przyszłość okazuje się dziwnie znajoma, bo porusza kwestie obsesji i lęków współczesności – ze sztuczną inteligencją na czele. Równie istotne jak fabuła jest to, kto ją opowiada. Sześciu tancerzy Polskiego Baletu Narodowego – artystów pochodzących z różnych stron świata – tworzy żywy organizm, który przekracza granice ciała, a także kultury i spojrzeń na nią.

Od lewej: Nikodem Bialik, Kristóf Szabó i Ryota Kitai Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Nikodem Bialik
Tłumaczy mi dynamikę między elitarnością baletu a jego obecnością w szerszym obiegu kultury. Na swoim koncie ma nie tylko teatr, lecz także film „Biała odwaga”. Nie odrzuca krytyki, próbuje ją uporządkować. – Można uznać, że niektóre opinie na temat dostępności teatru są zbyt ostre czy aroganckie, jak w przypadku Chalameta, ale nie sposób całkowicie odmówić im racji. – Nikodem uważa, że sam podział na sztukę wysoką i inne formy kultury tworzy blokadę i niechęć. Ograniczenia finansowe, mentalne i edukacyjne nie pomagają. A wrażliwość na ten rodzaj doświadczenia nie jest czymś powszechnym i oczywistym.
– Balet wzbogaca wewnętrznie, ale trzeba się go nauczyć. Ci, którzy go poznali, potrafią z niego czerpać. Jest dla nich źródłem intensywnych, często niezwykłych przeżyć – słyszę. Współczesny balet próbuje przełamywać bariery. Sięga po język bliższy widzowi, korzysta z inspiracji popkulturowych i opowiada historie zakorzenione w aktualnych problemach społecznych. – „Androidy” stawiają pytania, które dziś przestały być hipotetyczne. W futurystycznych kostiumach pojawiają się wyraziste, często kontrastowe motywy przywodzące na myśl wizję świata po katastrofie wywołanej przez ludzi, np. ślady radioaktywnych deszczy czy nietypowe zestawienia kolorystyczne. Niektóre stroje są bogate, inne bardziej minimalistyczne, ale tworzą spójną wizję przyszłości i wyraźnie różnicują postacie pod względem społecznym – mówi.
O ich koncepcji decyduje kostiumografka Martyna Kander, tancerze zgłaszają tylko uwagi techniczne. – Istotne jest, by strój nie ograniczał ruchu i umożliwiał wykonanie wszystkich elementów choreografii. Zdarza się, że dopiero na scenie okazuje się, że np. krój jest zbyt ciasny, a jakieś elementy się plączą. Ostatecznie jednak najważniejsze jest wprowadzenie widza w świat przedstawiony w spektaklu i uczynienie go wiarygodnym dla odbiorcy.

Od lewej: Jaeeun Jung, Kristóf Szabó, Natalia Pasiut, Ryota Kitai, Nikodem Bialik i Kasper Górczak Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Natalia Pasiut
Widzimy się przed przymiarkami kostiumów do „Androidów”. Solistka, od 2015 roku związana z Polskim Baletem Narodowym, nie kryje ekscytacji tą częścią przygotowań do premiery. Z jednej strony podkreśla, że strój potrafi być ogromnym wsparciem w budowaniu postaci, z drugiej wie, jak często stanowi wyzwanie fizyczne. Zdarza się, że znacząco utrudnia taniec. Jak w „Damie kameliowej” Johna Neumeiera, gdzie główna bohaterka Marguerite kilkanaście razy zmienia suknie, a w jednym z najtrudniejszych pas de deux tańczy w kreacji ważącej około sześciu kilogramów.
– Odczuwa to nie tylko ona, lecz także partner, który ją podnosi. Publiczność widzi jednak przede wszystkim efekt – sposób, w jaki materiał pracuje w świetle i buduje sceniczne wrażenie. Podobnie wymagające bywają kostiumy zakrywające twarz – ograniczają orientację i kontakt z drugim tancerzem, ale są konieczne dla spójności wizji spektaklu – tłumaczy Natalia Pasiut.
To właśnie napięcie między estetyką a funkcjonalnością uznaje za nieodłączny element pracy tancerza. Z zainteresowaniem obserwuje historyczne współprace zespołów baletowych z domami mody, takimi jak Dior („Nuit Blanche” w 2019 roku), Chanel („Eternal Rift” w 2025 roku) czy Yves Saint Laurent („Pieśni Maldorora” z 1962 roku). Szczególnie bliska jest jej twórczość Alexandra McQueena. – Jego projekty dzięki formie i odwadze w redefiniowaniu sylwetki otwierają nowe możliwości myślenia o ciele w ruchu – zauważa. Nie ma wątpliwości, że sztuka – zwłaszcza ta, którą współtworzy – odgrywa ważniejszą rolę niż tylko wizualne sprawianie przyjemności widzom.
– Nie zgadzam się z tym, że balet czy opera nikogo nie obchodzą. To coś, co pobudza wrażliwość, potrafi motywować do zmian i dawać nadzieję w chwilach kryzysu czy życiowych trudności. – Czy widzi ją w „Androidach”? – Traktuję tę opowieść o aktualnych niepokojach jako formę ostrzeżenia, próbę zatrzymania widza i skłonienia go do refleksji nad tempem i kierunkiem rozwoju technologicznego. Ten, w którym zmierzamy, bywa przerażający. Coraz więcej obszarów życia podlega automatyzacji, a nawet praca twórcza przestaje być domeną człowieka. Moi znajomi już odczuwają skutki wszechobecności sztucznej inteligencji. W tym sensie czuję się uprzywilejowana. Dostępne rozwiązania – przynajmniej na razie – nie są w stanie zastąpić mojego ciała, emocji ani przekazu, jaki tworzę na scenie. W tym odnajduję głębokie poczucie sensu – mówi.
Pytam, jak jeszcze balet ma szansę wykraczać poza tradycyjne ramy. – Nie możemy zamykać się w przestrzeni teatru. Trzeba szukać nowych miejsc, odbiorców, języków. – Jako przykład tancerka przywołuje współczesne projekty muzyczne, jak najnowsza płyta i trasa Rosalíi, w których artystka łączy pop ze śpiewem, tańcem i różnymi formami klasycznej ekspresji scenicznej. Tego rodzaju współprace postrzega jako naturalny i potrzebny kierunek rozwoju. Marzy o podobnych dla siebie.

Kristóf Szabó: „Łączenie sztuki wysokiej z bardziej komercyjnymi formatami uważam za konieczność, a nawet naturalny kierunek rozwoju baletu” Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Kristóf Szabó
Pochodzący z Węgier pierwszy solista Polskiego Baletu Narodowego w „Androidach” wciela się w łowcę. Zna tancerzy, którzy współpracowali z Rosalíą i trochę im zazdrości. Sam poza pracą sceniczną zajmuje się choreografią i coraz wyraźniej widzi potrzebę łączenia różnych dziedzin sztuki. Jego zdaniem spektakle baletowe nie powinny funkcjonować wyłącznie w przestrzeni opery.
– To, że możemy pojawić się w magazynie takim jak GQ Poland, jest świetną okazją, by dotrzeć do szerokiej publiczności. W telewizji, internecie, muzeach czy przestrzeni miejskiej widzę dużo działań ruchowych, ale nie zawsze są realizowane na wysokim poziomie. A powinien to być taniec w jego najbardziej profesjonalnej formie. Chodzi nie tyle o obecność, ile o kształtowanie świadomego widza. Takiego, który potrafi docenić jakość i precyzję. A nie jedynie popisy akrobatyczno-cyrkowe, do których niesłusznie często sprowadza się naszą pracę. W tym sensie łączenie sztuki wysokiej z bardziej komercyjnymi formatami uważam za konieczność, a nawet naturalny kierunek rozwoju baletu. Chciałbym, by zawodowi tancerze pojawiali się w reklamach, kampaniach czy sesjach mody. Zbyt często ich miejsce zajmują stylizowani modele, co zafałszowuje obraz naszej dziedziny – zauważa. Sam funkcjonuje w mediach jako „facet w baletkach”, a także ktoś, z kim można dzielić doświadczenia. Otwarcie mówi np. o zmaganiach z cukrzycą typu 1, z którą – jak przekonuje – da się żyć pełnią życia.
Sprawczość pozostaje dla niego także ważnym aspektem pracy nad „Androidami”. Ma ona dla tancerza wymiar szczególnie osobisty – nie tylko ze względu na wiodącą rolę, lecz także wieloletnią relację zawodową z choreografem. – W pracy z Robertem Bondarą najistotniejsze jest dla mnie to, że nie odtwarzam gotowych form, tylko uczestniczę w kreowaniu postaci. Każdy ruch ma sens,coś komunikuje. Technika nie jest celem samym w sobie. Wirtuozeria schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca narracji i emocji, które mają wybrzmieć przez ciało – wyjaśnia. Jego rola łowcy należy do najbardziej złożonych w spektaklu. To postać uwikłana w relacje i wewnętrzne sprzeczności, balansująca między emocjami a wyznawanym systemem wartości.
– Mój bohater musi konfrontować się z pytaniami o granice człowieczeństwa, jak choćby tym, czy android może czuć, a jeśli tak, czy wciąż można go traktować jak przedmiot. – W interpretacji Szabó te dylematy stają się osią dramaturgiczną spektaklu, przez co czynią go uniwersalnym.

Ryota Kitai: „W tańcu trudno ukryć uczucia” Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Ryota Kitai
Urodził się w Japonii, edukację baletową ukończył w Zurychu, a dziś jest pierwszym solistą w zespole Polskiego Baletu Narodowego. Największym wyzwaniem w tworzeniu języka „Androidów” jest dla niego utrzymanie balansu między chłodną futurystyką a ludzkimi emocjami. – Mam być androidem, ale jednocześnie kimś, kto wierzy, że jest człowiekiem. W tańcu trudno ukryć uczucia – mówi. To właśnie ambiwalencja, zagubienie, niepewność, balansowanie na granicy tego, co ludzkie i nieludzkie, stają się osią jego interpretacji. Relacje między bohaterami, także tymi „sztucznymi”, odbijają się zdaniem Kitaia w zbiorowym doświadczeniu. Niełatwo to jednoznacznie nazwać, ale to coś, co wszyscy dziś czujemy – dlatego tezy, że balet nikogo już nie obchodzi, uważa za krzywdzące.
– Balet jest moim życiem i wymaga troski. To trochę jak dbanie o dietę czy sposób ubierania się. Jasne, świat mierzy się z wieloma poważniejszymi problemami, ale nie oznacza to, że kwestie dla nas istotne powinny być spychane na margines. Balet i opera mają kilkaset lat historii. To część kultury – podkreśla. Balet bywa postrzegany jako konserwatywny, choć w rzeczywistości ciągle się zmienia.
– To proces bez końca. Nawet po latach pracy odkrywamy coś nowego. Sięgamy po różne środki wyrazu, rozwijamy technikę i przekraczamy fizyczne granice. Tańczymy wyżej, szybciej, odważniej. Wciąż poszukujemy inspiracji – zapewnia. Z tego względu współczesna scena coraz częściej sięga po popkulturę – film, literaturę czy muzykę – co w przypadku choreografii Roberta Bondary ma szczególne znaczenie. Punktem wyjścia staje się tu język kina, który zostaje przełożony na ruch.
– Dzięki temu historia jest bardziej czytelna dla widza, ale dla nas to dodatkowe wyzwanie. Wszystko musimy wyrazić ciałem – tłumaczy i podkreśla wagę estetycznych eksperymentów i kompromisów. – Zawsze szukamy sposobu, żeby zatańczyć w danym kostiumie i jednocześnie dobrze wyglądać na scenie. Czasem to, co nam wydaje się niewygodne czy mało atrakcyjne, publiczność odbiera inaczej. Bywa też odwrotnie – wizja projektanta nie od razu dla tancerzy jest czytelna, zwłaszcza gdy kostium ogranicza ruch.

Jaeeun Jung: „Jako tancerka baletowa wykonuję zawód, który wymaga absolutnego zaangażowania” Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Jaeeun Jung
Pochodzi z Seulu, do Polskiego Baletu Narodowego dołączyła w 2016 roku, a cztery lata później została pierwszą solistką. Dziś obok Ryoty Kitaia należy do najważniejszych twarzy zespołu. Role w „Giselle” przyniosły im Teatralne Nagrody Muzyczne im. Jana Kiepury, potwierdzając, że klasyka wciąż ma swoich ambasadorów. Jung mówi o „Androidach” z dużą świadomością zmiany, jaka dokonuje się w balecie. Inspiracje głównym nurtem – od kina po literaturę – traktuje jako naturalne rozszerzenie języka sceny.
– Nie jestem szczególnie zanurzona w popkulturze, ale oglądam filmy, słucham muzyki i widzę, że coraz więcej baletów opiera się na historiach, które widz już zna. – Jej zdaniem to działa na korzyść spektaklu – publiczność nie musi rozgryzać fabuły, może skupić się na interpretacji, na tym, jak opowieść zostaje przetłumaczona na ruch. Jung zauważa też, że granice między gatunkami i dziedzinami sztuki zaczynają się zacierać. Nie traktuje tego jako zagrożenia, raczej jako szansę na poszerzenie i urozmaicenie odbioru.
Najważniejsza w pracy jest dla niej świadomość wysiłku i odpowiedzialności. – Rozumiem, że nie każdy interesuje się baletem, ale stwierdzenie, że nikogo to nie obchodzi, jest nieprawdziwe. To zawód, który wymaga absolutnego zaangażowania. Nie można mówić w imieniu wszystkich, pomijając tych, dla których to całe życie – mówi. Istotnym elementem tej pracy pozostaje kostium – jako element wizualny i narzędzie konstruowania postaci.
– Kiedy tańczę w klasycznym repertuarze, jak „Bajadera”, stroje są bogate, dopasowane, pełne złota. Czuję się w nich królewsko, dokładnie tak, jak wymaga tego rola. Równie istotne są przeciwieństwa. W „Peer Gyncie” rządzi minimalizm. Na scenie mam luźne spodnie, sweter. Ta prostota pozwala mi na zupełnie inną ekspresję – opowiada. Moda jest dla niej potencjalnym polem współpracy. Mówi o obejrzanym w Wiedniu spektaklu, do którego kostiumy stworzył Giorgio Armani.
– Było widać, jak bardzo tancerze byli tym podekscytowani. To naprawdę działa na wyobraźnię – podkreśla. Tego rodzaju przecięcia – między światem mody a baletem – wydają się jej naturalne z uwagi na podobieństwa wybiegów do sceny i pokazów do spektakli. Kiedy jednak wraca do samej historii „Androidów”, sprowadza ją do najprostszych, a zarazem najtrudniejszych pytań o to, jak budować relacje. – W nawet najbardziej futurystycznej opowieści najważniejsze pozostaje to, co niezmiennie ważne w życiu: emocje, napięcia, zależności między ludźmi – i tymi, którzy tylko próbują nimi być – konstatuje.

Kasper Górczak: „Balet jest silnie zakorzeniony w tradycji, ale wymaga ciągłej aktualizacji i autokrytycznego namysłu” Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
Kasper Górczak
Do Polskiego Baletu Narodowego dołączył w 2019 roku. W pracy nad „Androidami” najbardziej fascynuje go warstwa ruchowa. Ciało musi nauczyć się nowych schematów – bardziej mechanicznych, momentami robotycznych, co jest odczuwalne fizycznie w pierwszych dniach prób.
– Zaskoczyły mnie zakwasy w nietypowych miejscach – śmieje się. Emocje pojawiają się w pełni dopiero w określonym kontekście. Proces pełnej transformacji uruchamiają kostium, charakteryzacja i scenografia. – Wtedy przestaję być tancerzem powtarzającym choreografię, a staje się postacią. Na to czekam najbardziej – rodzi się autentyczna interpretacja – mówi Kasper. Strój według niego powinien wspierać ruch i historię, ale nigdy nad nią dominować.
– Jeśli jest dobrze zaprojektowany, dodaje pewności siebie i pozwala poczuć postać. Nie chodzi o samą estetykę, ważny jest też komfort i uwydatnienie charakteru roli – zaznacza. Interesuje go również relacja baletu z modą – zarówno w kontekście scenicznych strojów, jak i ubrań treningowych. – Uwielbiam obserwować kolegów podczas prób, jak każdy buduje swój styl. Te trykotowe kolory, sportowe bluzy – wszystko tworzy wizualny język zespołu – mówi i marzy o współpracy ze znanymi projektantami, co w zagranicznych zespołach jest standardem.
– To zawsze działa na korzyść wszystkich, przyciąga nowych odbiorców, a nam pozwala pokazać się w świeży sposób – tłumaczy. Odnosząc się do kontrowersyjnych słów o rzekomej obojętności wobec baletu i opery, widzi w nich pozytywny potencjał. – To stwierdzenie jest mocne i prowokujące, ale może też stać się impulsem do potrzebnej dyskusji. Balet jest silnie zakorzeniony w tradycji, ale wymaga ciągłej aktualizacji i autokrytycznego namysłu. Poruszenie tego tematu zmusza nas do zadawania pytań o przyszłość sztuki, a każdy dialog w tej sprawie uważam za wartościowy – zapewnia Górczak. Trudno się z nim nie zgodzić.

Premiera spektaklu „Androidy” odbyła się w Autor zdjęcia: Branislav Šimončík
W sesji wykorzystano kostiumy do baletu autorstwa Martyny Kander, a także elementy scenografii z opery „Falstaff” autorstwa Wiesława Olki oraz z opery „Simon Boccanegra” Katarzyny Borkowskiej.
Materiał oryginalnie ukazał się w magazynie GQ Poland The ART Issue.
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.