„Klątwa Kennedych”, czyli ile tragedii można znieść
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
„Klątwa Kennedych”, czyli ile tragedii można znieść
Przez ponad osiem dekad klan Kennedych trawiły potworne tragedie. Żadna inna amerykańska dynastia nie zgromadziła tak długiej – i tak publicznej – listy przedwczesnych zgonów. Wielu wciąż wierzy, że nad słynną rodziną wisi klątwa, której do dziś nie udało się przełamać.
Udostępnij

Jacqueline Kennedy i JFK z córką Caroline Autor zdjęcia: Getty Images
Żeby w pełni zrozumieć „klątwę" Kennedych, trzeba zacząć od człowieka, który zbudował klan. Joseph Patrick Kennedy Sr., potomek irlandzkich imigrantów, był doprawdy chorobliwie ambitny. Studiował ekonomię na Harvardzie i już w wieku 25 lat został prezesem amerykańskiego banku. Później – ambasadorem USA w Wielkiej Brytanii. Trzeba mu oddać, że umiał pomnażać rodzinną fortunę. Z czasem kupił chicagowski Merchandise Mart, wówczas największy budynek na świecie. W chwili śmierci majątek Josepha szacowano na około 400 mln dolarów.
W 1914 roku Joseph Kennedy poślubił Rose Elizabeth Fitzgerald, pochodzącą z zamożnej i wpływowej bostońskiej rodziny. Tym samym zdobył to, na czym wyjątkowo mu zależało – status społeczny. Teraz mógł zacząć wcielać w życie swój plan. A ten był imponujący. Tyle tylko, że nie dotyczył samego Josepha, lecz jego dzieci. Dokładniej – synów. Mieli odnosić spektakularne sukcesy, stanowić amerykańską elitę, a jeden z nich – zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. To nie było marzenie, tylko cel do zrealizowania. A cel, jak wierzył Joseph, uświęca środki.
Klan Kennedych nie płacze

Klan Kennedych Autor zdjęcia: Getty Images
Państwo Kennedy mieli dziewięcioro dzieci – czterech synów i pięć córek. Joseph wychowywał swoje pociechy surowo, według konkretnych, niepodważalnych zasad. Jedna z nich brzmiała: Kennedy nie płaczą. Żona przyjęła tę doktrynę z entuzjazmem i nawet najmłodszym dzieciom nie pozwalała na chwilę słabości. Z czasem mężczyźni z rodu Kennedych przyjęli to za coś oczywistego. Wiele lat później, gdy mały JFK Jr. płakał po upadku na nartach, jego kuzyn, Bobby, powtarzał: „Przecież Kennedy nie płaczą”. Chłopiec odparł: „Ten Kennedy płacze”.
Joseph Kennedy trenował swoje dzieci niczym żołnierzy. Musiały być sprawne, wytrzymałe, nienaganne. Zachęcał je też do rywalizacji. Kiedyś z tego powodu doszło do wypadku. Joseph Jr. i John, zwany Jackiem, ścigali się na rowerach. Zderzyli się czołowo. W konsekwencji Jack potrzebował aż 28 szwów. Blizny dziecka niczego nie nauczyły jego ojca – przeciwnie, był zachwycony, że synowie są ambitni i nieustraszeni. Wierzył, że dzięki temu wiele osiągną. Ale nie wszystko poszło zgodnie z jego ambitnym planem.
Pasowanie na prezydenta
Pierwszego syna stracił w 1944 roku. Był to Joseph Junior – przystojny, charyzmatyczny, świetnie wykształcony, a do tego żołnierz walczący z nazistami. Innymi słowy, idealny materiał na prezydenta. Niestety, tuż przed powrotem do domu z linii frontu porucznik Kennedy postanowił podjąć się ostatniego zadania. Nie musiał – ukończył już ponad 25 misji bojowych, więc mógł wrócić do ojczyzny w pełni chwały. Ale – uczony od dziecka, że męstwo jest najwyższą wartością – zgłosił się na ochotnika. Pilotował samolot, wypełniony po brzegi ładunkiem wybuchowym. Załoga miała opuścić pokład przed detonacją. Tylko że coś poszło nie tak. Samolot eksplodował, Joseph zginął na miejscu. Tego, co czuł ojciec na wieść o śmierci ukochanego syna, nie da się opisać. Pękło mu serce. By je skleić, Joseph Sr. zaczął szykować na prezydenta drugiego syna, Johna. To w nim ulokował wszystkie nadzieje. I tym razem dopiął swego.
Ale na długo, nim John F. Kennedy zamieszkał w Białym Domu, Joseph i Rose musieli pożegnać kolejne dziecko. Tym razem córkę, Kathleen „Kick” Kennedy. Wobec córek nie mieli co prawda tak ambitnych planów jak wobec synów, ale to nie znaczy, że traktowali je ulgowo. Dziewczęta miały mieć świetne wykształcenie, brylować w światku nowojorskiej elity, a przy tym „moralnie się prowadzić”, być dobrymi katoliczkami, żonami i matkami. Kathleen miała jednak buntowniczą naturę, czego jej rodzice nie tolerowali.

JFK z braćmi Autor zdjęcia: Getty Images
Klątwa słynnej rodziny: Kathleen Kennedy
Córka Kennedych zakochała się w Williamie „Billym" Cavendishu, protestanckim dziedzicu księstwa Devonshire. Z wzajemnością. Rose Kennedy była wściekła – to, że córka poślubi niekatolika nie mieściło jej się w głowie. A jednak dziewczyna postawiła na swoim. Pobrali się wiosną 1944 roku. Jedynym Kennedym obecnym na ślubie był Joseph Jr. Niestety, Cavendish, który tak jak brat Kathleen służył w wojsku, zginął od kuli raptem cztery miesiące później. Tak więc Kathleen najpierw opłakiwała brata, a cztery tygodnie później – męża, dla którego zerwała z rodziną. Nie był to wcale koniec tragedii.
24-letnia Kathleen postanowiła zostać w Anglii. Wkrótce związała się z hrabią Peterem Wentworthem-Fitzwilliamem – żonatym playboyem, który lubił hazard i alkohol. Co gorsza, on również był protestantem. Matka zagroziła córce wydziedziczeniem. Kathleen wierzyła jednak, że zdoła udobruchać rodziców – zwłaszcza że była ulubienicą ojca. Gdy dowiedziała się, że Kennedy Sr. będzie w Paryżu, postanowiła się z nim spotkać. 13 maja 1948 roku razem z ukochanym wsiedli do małego wynajętego samolotu. Pogoda była wyjątkowo paskudna i pilot początkowo nie zgodził się na lot. Podobno Fitzwilliam zmusił go do startu. Samolot rozbił się w górach Ardèche. Joseph Sr. identyfikował ciało córki, był też jedynym członkiem jej rodziny, jaki pojawił się na pogrzebie. Później razem z żoną zrobili wszystko, by ukryć, że Kathleen spotykała się z żonatym mężczyzną. Innymi słowy, miłość Kathleen, za którą zapłaciła życiem, została wymazana..
Być idealnym Kennedym, czyli przypadek Rosemary
Ale nie był to pierwszy raz, gdy Joseph Kennedy Sr. zadecydował o losie swojej córki. W 1941 roku poddał najstarszą, Rosemary, lobotomii, czym zrujnował jej życie. Zrobił to, bo bał się, że córka przyniesie nieskazitelnemu rodowi wstyd. Najstarsza z panien Kennedy była emocjonalna, wybuchowa, czasem agresywna. Do dziś nie wiadomo do końca, czy cierpiała na dwubiegunowość, depresję, czy też w wyniku trudnego porodu była upośledzona umysłowo.
Wiadomo na pewno, że Rosemary Kennedy rozwijała się wolniej niż rodzeństwo, przez co odstawała od „idealnych” Kennedych. Tak długo, jak było to możliwe, Joseph i Rose ukrywali odmienność córki. Rosemary nie była może tak bystra jak pozostałe dzieci, ale słynęła z radosnego usposobienia, naturalności i wielkiej urody. Właśnie wspomniana uroda niepokoiła jej ojca. Bywało bowiem, że bracia musieli odganiać uporczywych zalotników od siostry. Joseph bał się, że lekkomyślna córka złapie wstydliwą chorobę lub zajdzie w niechcianą ciążę – a nie wyobrażał sobie większego upokorzenia. Dlatego postanowił utemperować temperament córki. Zgodził się poddać ją procedurze lobotomii, której efekty były nie do przewidzenia. W jej wyniku Rosemary cofnęła się intelektualnie do poziomu dwuletniego dziecka, miała zaburzoną motorykę, nie była w stanie funkcjonować samodzielnie. Z pełnej życia 23-latki stała się niepełnosprawną kobietą, która do końca życia przebywała w instytucji opiekuńczej. Matka po raz pierwszy odwiedziła ją po 20 latach od operacji. Ojciec – nigdy.

JFK W Białym domu Autor zdjęcia: Getty Images
JFK w Washingtonie
Po stracie Josepha Jr. i Kathleen „Kick” oraz „pozbyciu się problemu” w postaci Rosemary Joseph Kennedy Sr. skupił się na Johnie. Ten spełnił wolę swojego ojca 20 stycznia 1961 roku, gdy został zaprzysiężony na 35. prezydenta USA. Sukces Johna przerósł oczekiwania Josepha. Był uwielbiany – za poczucie humoru, intelekt, erudycję. Dodatkowo poślubił Jacqueline Lee Bouvier, pannę z dobrego domu, nie tylko wykształconą i elegancką, lecz także piękną i zawsze świetnie ubraną. Z miejsca stali się ulubioną parą Ameryki i uśmiechali się do zdjęć, choć ich życie pełne było bólu. Jackie pięciokrotnie była w ciąży, ale tylko dwie zakończyły się szczęśliwie. Dodatkowo o zdradach Johna, m.in. z Marilyn Monroe, huczał cały świat. Mimo to rodacy uważali Kennedych za wzór do naśladowania, a z czasem niemal za amerykańską arystokrację. Aura wyjątkowości spowiła także ich dzieci, Caroline i Johna Jr. Bajka skończyła się 22 listopada 1963 roku.
Zabójstwa Kennedych, które wstrząsnęły światem
Para prezydencka przebywała wtedy wizytą w Dallas. Było ładnie, więc z prezydenckiego Lincolna zdjęto dach. Jackie, w różowym kostiumie i takim samym toczku, siedziała w aucie obok męża i machała do zachwyconego tłumu. Nagle padły strzały. John F. Kennedy został trafiony w plecy i głowę. Krew z zadanych ran trysnęła na różowy strój Jackie – ten makabryczny obraz stał się z miejsca ikoniczny. Tuż przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta zasugerowano, by wdowa po Kennedym zmieniła ubranie. „Nie. Chcę, by wiedzieli, co mu zrobili” – odparła stanowczo. Trzy dni później, podczas uroczystego pogrzebu, mały John Jr. żegnał ojca, salutując. Tego dnia obchodził trzecie urodziny.

Dzień zabójstwa JFK w Dallas Autor zdjęcia: Getty Images
Joseph Kennedy Sr., sparaliżowany po udarze, płakał, gdy przekazano mu wieści. Nie mógł jechać na pogrzeb, był zbyt słaby. Wiedział jednak, że pałeczkę po Jacku przejmie jego brat – Robert „Bobby” Kennedy. Nie doczekał się jednak drugiego syna w Białym Domu – Bobby zginął 5 czerwca 1968 roku. Właśnie wygrał prawybory w Kalifornii. W sali Hotelu Ambassador w Los Angeles, gdzie właśnie wygłosił płomienną mowę, wiwatowano. Obok Roberta stała jego żona Ethel Kennedy. Była w ciąży z ich jedenastym dzieckiem.
Robert zdecydował się wyjść z hotelu przez kuchnię. Zatrzymał się tylko na moment, by uścisnąć dłoń boyowi. Wtedy Sirhan Bishara Sirhan, 24-letni Palestyńczyk, strzelił osiem razy. Trzy kule dosięgły Bobby’ego. Ostatnie słowa niedoszłego prezydenta USA brzmiały: Wszystko będzie dobrze. Miał 42 lata.
Pozostał tylko jeden
Z czterech synów Rose i Josepha Kennedych przy życiu został tylko jeden – Ted. I to cudem. Był bowiem uczestnikiem dwóch poważnych wypadków. Najpierw, w 1964 roku, rozbił się samolot, którym leciał na konwencję Partii Demokratycznej. Zginął pilot i asystent Teda, ale on sam przeżył. Do drugiego wypadku doszło w nocy z 18–19 lipca 1969 roku w Chappaquiddick Island. Wcześniej Kennedy, wówczas 36-letni, bawił się na przyjęciu. Nie brakowało alkoholu i pięknych kobiet. Opuścił imprezę przed północą razem ze swoją asystentką Mary Jo Kopechne. Rzekomo podwoził ją na prom. Gdy przejeżdżał przez wąski mostek bez barierek, stracił panowanie nad autem. Samochód wpadł do stawu. Ted szybko wydostał się na zewnątrz. Jego współpasażerka – nie. Twierdził potem, że nurkował wielokrotnie, by ją odnaleźć. Faktem jest, że nie zgłosił wypadku przez niemal 10 godzin. Dlaczego? Bał się skandalu. W końcu był teraz głową rodu Kennedych, ojcem trojga dzieci, no i miał wielkie polityczne ambicje. Alkohol we krwi i kobieta w samochodzie nie pasowały do tej wizji. Ciało Kopechne i wrak samochodu odkryto następnego ranka. Ted przyznał się do opuszczenia miejsca wypadku. Dostał dwa miesiące w zawieszeniu. Wtedy też wypowiedział pamiętne słowa: „Czasem zastanawiam się, czy nad naszą rodziną nie wisi jakaś klątwa”. Przyjęło się.
Uwierzono w klątwę rodziny Kennedych

John F. Kennedy Jr z żoną Carolyn Bessette Kennedy Autor zdjęcia: Getty Images
Podobno klątwy bała się nawet Jackie Kennedy. Dlatego zabroniła synowi, Johnowi Jr., choć marzył o kursie pilota. „Nie ma mowy, dopóki żyję” – powiedziała. Posłuchał – ukończył kurs pilotażu dopiero po śmierci matki. A latem 1999 roku poleciał w swój ostatni rejs, razem z żoną Carolyn Bessette-Kennedy i jej siostrą Lauren Bessette. Dopiero zdjął gips ze skręconej kostki, ale zrezygnował ze wsparcia instruktora. I to mimo że nie miał doświadczenia w pilotowaniu nocą. Wylot się opóźnił – samolot wystartował tuż po zachodzie słońca. Mowę pożegnalną na cześć Johna Jr. wygłosił jego wuj, Ted Kennedy. „Tak jak i jego ojciec John został obdarzony wszystkim – powiedział. – Z wyjątkiem długiego życia”.
Ale jeszcze przed wypadkiem Johna Jr. ród Kennedych pożegnał w tragicznych okolicznościach dwóch męskich potomków. 25 kwietnia 1984 roku David Kennedy, syn Roberta „Bobby’ego” Kennedy’ego, został znaleziony martwy w pokoju hotelowym. Przedawkowanie. W 1997 roku zginął z kolei jego brat Michael. Zgubiła go niebezpieczna tradycja kochających brawurę Kennedych – futbol na nartach. Sama nazwa tego „sportu” brzmi niebezpiecznie, a dodajmy, że za piłkę służyła oblodzona plastikowa butelka z wodą. Michael nie miał kasku. Nie dożył czterdziestki.
„Ile jeszcze tragedii zniesie klan Kennedych?”
Kolejny cios przyszedł w 2019 roku. Saoirse Kennedy Hill, wnuczkę Bobby’ego, znaleziono nieprzytomną w rezydencji Kennedych w Hyannis. Zażyła śmiertelny koktajl leków przeciwbólowych i przeciwlękowych zmieszanych z alkoholem. Wcześniej mówiła publicznie o swoich zmaganiach z depresją. Miała 22 lata. Ethel Kennedy, żegnając wnuczkę, rzekła: „Świat jest dziś odrobinę mniej piękny”. Rok później klan żegnał Maeve Kennedy McKean, która zginęła wraz z ośmioletnim synkiem. Płynęli kajakiem po piłkę, która wpadła do wody. Zatoka wydawała się spokojna, ale nagle wiatr wyniósł ich na otwartą wodę. Żadne nie miało kamizelki ratunkowej. Media pytały: „Ile jeszcze tragedii zniesie klan Kennedych?”. Przecież musi być jakaś granica cierpienia
Klątwa słynnej rodziny czy tragedie jak każde inne?
Nad tym samym zastanawiała się Tatiana Schlossberg, córka Caroline Kennedy, w eseju na łamach magazynu „The New Yorker”. Absolwentka Yale i Oksfordu, dziennikarka „The New York Times”, autorka bestsellerowej książki i matka dwójki dzieci rok wcześniej usłyszała diagnozę: niezwykle rzadka ostra białaczka szpikowa. Tatiana przeszła chemioterapię, dwa przeszczepy szpiku kostnego i próbę kliniczną eksperymentalnej terapii. Nic nie zdołało zatrzymać choroby.
W swoim eseju Schlossberg pisała: „Gdy usłyszałam: białaczka, pierwszą myślą było, że to nie może dziać się naprawdę – mnie, mojej rodzinie. Przez całe życie starałam się być dobrą – dobrą uczennicą, dobrą siostrą i dobrą córką. Starałam się chronić moją matkę i nigdy nie przysparzać jej zmartwień. Teraz dodałam nową tragedię do jej życia, do życia całej naszej rodziny, i nie ma nic, co mogłabym zrobić, by to powstrzymać”.
Tatiana zmarła 30 grudnia 2025 w wieku 35 lat. Opłakiwali ją mąż i dwójka malutkich dzieci oraz matka, która w swoim życiu stała już nad grobem ojca, brata i wujów, każdego żegnając przedwcześnie.
Niektórzy twierdzą, że za taką ilością nieszczęścia, jakie spada na jedną rodzinę, musi stać klątwa. Bo jak to inaczej wytłumaczyć? Mówi się, że rzuciła ją Rosemary Kennedy, którą ojciec zabił za życia. Tymczasem Patrick Kennedy, syn Teda, zapytany o rzekomą klątwę, powiedział: „Nasze przypadłości nie różnią się niczym od cudzych, nasze tragedie nie są też wcale aż tak niezwykłe. Jesteśmy dużą rodziną, ale przede wszystkim bardziej na widoku publicznym niż inni. Jesteśmy stale obserwowani przez media, trudniej nam więc ukrywać nasze problemy”.
Rodzina ciągle inspiruje
Rodzina Kennedych nieustannie inspiruje. W 2026 roku na Disney+ zadebiutował serial produkcji Ryana Murphy'ego „Love Story” o (tragicznym) związku Johna F. Kennedy'ego Jr. i Carolyn Bessette. Natomiast Netflix zapowiedział serial o początkach dynastii Kennedych. Głowę rodziny, ojca JFK, zagra Michael Fassbender.
Więcej w tym temacie:
- Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
- STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności
- STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- STATUS QUO: 39 sekund i 39 wet. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
- STATUS QUO: Muł i upał. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.