PARTNERZY SERWISU

Sylwetki
John F. Kennedy Jr. – idol mimo woli
Już w chwili narodzin stał się „amerykańskim księciem”, własnością tłumów, symbolem pomyślności, bogactwa, z czasem i seksu. Ten tytuł mu ciążył, ale niósł go z godnością. Aż do przedwczesnej śmierci. Dziś, na fali zainteresowania biograficznym serialem o burzliwej relacji John F. Kennedy Jr. z ukochaną, jego historia powraca z nową siłą – już nie jako legenda, lecz jako opowieść o samotności, presji i wielkiej miłości.
Udostępnij
John F. Kennedy Junior w 1988 r. Autor zdjęcia: Rick Maiman/Sygma/Getty Image
Był dzieckiem, gdy jego ojciec, John F. Kennedy, 35. prezydent USA, został zastrzelony na oczach całego świata. 25 listopada 1963 roku, w dniu jego pogrzebu obchodził ledwie trzecie urodziny. Każdy pamięta to słynne zdjęcie, na którym malutki chłopiec salutuje ojcu zamkniętemu w trumnie, oddając mu ostatni hołd.
Pięć lat później żegnał stryja, Roberta F. Kennedy’ego, zastrzelonego podczas kampanii prezydenckiej. Śmierć od początku naznaczyła jego życie. Dlatego John Kennedy Jr. nie chciał tracić ani chwili – chwytał każdy dzień, łaknął dobrej zabawy, kochał ryzyko i otaczał się ludźmi, którzy byli dla niego ważni. Był przy tym szarmancki i pełen wdzięku, nigdy nie zadzierał nosa – przeciwnie, chciał być jak wszyscy. A przecież nie był – już w chwili narodzin stał się „amerykańskim księciem”, własnością tłumów, symbolem pomyślności, bogactwa, z czasem i seksu. Ten tytuł mu ciążył, ale niósł go z godnością. Aż do przedwczesnej śmierci.
„Gdy zmarł tata, zostaliśmy we troje – mama, Caroline i ja” – powiedział John Kennedy Jr. w jednym z wywiadów.
Był bardzo zżyty zarówno z matką, Jackie Kennedy Onasis, jak i starszą siostrą, choć byli z Caroline zupełnie różni. Ona, ułożona, pilna, zawsze postępująca tak, jak należy. On, ze stwierdzonym zespołem deficytu uwagi (ADD) oraz dysleksją, nie radził sobie równie dobrze ani w szkole, ani w życiu.

Kennedy Jr. nie zdecydował się jak ojciec studiować na Harvardzie Autor zdjęcia: Getty Images
W poszukiwaniu własnej drogi
W miarę, jak dorastał, rozumiał, że rodacy chcą w nim widzieć jego ojca. Tymczasem John czuł, że nigdy mu nie dorówna. Dlatego planował pójść zupełnie inną droga. Najpierw dużo podróżował – z plecakiem, bez planu. Spędził trzy miesiące w Indiach, był też w Gwatemali. Wszędzie zjednywał sobie ludzi, wracał z nowymi znajomościami, przyjaźniami, romansami.
Kennedy Jr. nie zdecydował się jak ojciec studiować na Harvardzie – licencjat zrobił na Uniwersytecie Browna, potem studiował prawo na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Nie chciał bowiem być z nim porównywany. Poza tym jego prawdziwą pasją było aktorstwo. John podobno marzył o scenie i – jak twierdzą jego koledzy z roku – miał talent. O tym, żeby karierę prawniczą zamienić na teatr, nie było jednak mowy. Jackie Kennedy gardziła środowiskiem aktorskim.
„Uważała, że aktorstwo to zajęcie niegodne jej syna – wspominał biograf klanu Kennedych, Christopher Andersen. – Wierzyła, że John urodził się, by osiągnąć wiele, ale bynajmniej nie w Hollywood”.
Fakt, że syn po prostu kochał grać, niespecjalnie ją interesował. Poza tym kariera prawnicza była niemalże tradycją w klanie Kennedych i John nie odważył się z nią zerwać.
W 1989 roku młody Kennedy ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Przez cztery kolejne lata pracował jako asystent prokuratora okręgowego Manhattanu. Warunki nie były idealne – miał niekiedy do czynienia z kryminalistami, których odwiedzał w brudnych celach, ale nie narzekał. Wierzył bowiem, że w ten sposób pozostaje blisko ludzi.
„John ze swoimi koneksjami mógł zaczepić się w najlepszej kancelarii w Nowym Jorku – wspominał jego kolega ze studiów. – Zamiast tego wybrał krew, pot i łzy. Czuł, że tak właśnie powinno być. A do pracy dojeżdżał codziennie rowerem. Chciał prowadzić tak normalne życie, jak tylko się dało”. By kontynuować karierę prawniczą, Kennedy musiał zdać egzamin adwokacki, tzw. BAR. Za pierwszym razem się nie udało – oblał egzamin, razem z 2187 tysiącami innych studentów. Ale tylko wynik Johna pojawił się na okładkach tabloidów. Z niewybrednym komentarzem: „Przystojniak dał ciała”. Po raz drugi Kennedy podszedł do egzaminu trzy miesiące później. Niestety, wtedy też się nie udało – zabrakło 11 punktów. Wtedy trochę się załamał.
„Jak widać nie jestem geniuszem prawa” – żartobliwie skomentował swoją porażkę.
Ale w rzeczywistości nie było mu do śmiechu. Po pierwsze, jego siostra Caroline zdała BAR za pierwszym razem, i to celująco. Co więcej, John wciąż porównywał się z ojcem. Ten w jego wieku miał już na koncie medal bohatera wojennego, dwa wydane bestsellery, Nagrodę Pulitzera i miejsce w Senacie.
John postawił sobie za cel zdać BAR za trzecim podejściem. Zatrudnił nawet prywatnego korepetytora, któremu płacił krocie. Ale, choć studiował zaciekle, media i tak przykleiły mu łatkę „tępaka”. „To było nie fair, bo John nie był głupi” – komentowali przyjaciele Kennedy’ego.
Porażki syna przeżywała też jego matka, dla której nagłówki tabloidów, kpiące z intelektu jej ukochanego syna, były jak potwarz. W końcu, w lipcu 1990 roku, John Kennedy Jr. zdał egzamin. Ale prawa miał już dosyć. Po głowie chodziło mu kilka pomysłów, w tym jeden na styku polityki i show-biznesu – dwóch teoretycznie różnych światów, w których funkcjonował. Do tego pierwszego przynależał z urodzenia, a drugi wkrótce się o niego upomniał.

Magazyn „People” we wrześniu 1988 roku obwołał Kennedy’ego Jr. „najseksowniejszym mężczyzną na świecie” Autor zdjęcia: Getty Images
Tajemne latanie i śmierć matki
Zaczęło się od magazynu „People”, który we wrześniu 1988 roku obwołał Kennedy’ego Jr. „najseksowniejszym mężczyzną na świecie”. Numer z jego zdjęciem na okładce przez 30 kolejnych lat pozostawał najlepiej sprzedającym się wydaniem pisma. Tym samym syn Jackie Kennedy stał się symbolem seksu. I w sumie nic już nie musiał – ale to nie byłoby w stylu Johna. Zresztą matka zawsze powtarzała, że musi pamiętać, skąd pochodzi, i żyć tak, by rodzina była z niego dumna. Napisała mu to nawet w liście, jaki mógł odczytać dopiero po jej śmierci. Zachęcała przy tym syna, by szedł własną drogą – z pewnymi ograniczeniami oczywiście. Po pierwsze, żadnego aktorstwa. Po drugie, żadnego latania. A John marzył, by pilotować samolot, bo tylko w powietrzu czuł się naprawdę wolny.
Jeszcze na studiach, w sekrecie przed matką, pobierał nauki latania. Gdy Jackie się o tym dowiedziała, wpadła w histerię. Kazała synowi przyrzec, że dopóki ona żyje, nie usiądzie za sterem samolotu. Jej emocje nie brały się znikąd – wielu członków klanu Kennedych zginęło podczas podróży lotniczej. John, co prawda z trudem, ale dotrzymał obietnicy – licencję pilota wyrobił dopiero po śmierci matki.
Jackie Kennedy Onasis zmarła 19 maja 1994 roku. John rozpaczał. Zwierzył się przyjacielowi, że dorosłość zaczyna się wtedy, gdy traci się oboje rodziców.
„Wtedy człowiek rozumie też, czym jest samotność” – miał powiedzieć.
W opłakiwaniu matki wspierała go ówczesna dziewczyna, aktorka Daryl Hannah. Byli razem z przerwami przez pięć lat. Hannah jako gwiazda Hollywood, znana z takich filmów, jak „Wall Street”, „Plusk” czy „Stalowe magnolie”, umiała radzić sobie z paparazzi, którzy podążali za Johnem krok w krok. Jednak w 1994 roku Kennedy, choć oficjalnie wciąż z Hannah, myślał już o innej kobiecie – Carolyn Bessette.

John F. Kennedy Junior i Carolyn Bessette Autor zdjęcia: Getty Images
Co to był za ślub!
Nie jest do końca jasne, jak się poznali. Podobno w butiku Calvina Kleina, gdzie Bessette pracowała, doradzając klientom VIP. Któregoś dnia John rzekomo zaszedł do Kleina, by wybrać garnitur. Wyszedł kilka godzin później z naręczem smokingów, płaszczem, marynarką i swetrem. Kupował wszystko, co sugerowała Carolyn, tak był nią oczarowany. Druga wersja mówi, że spotkali się na przyjęciu i wymienili numerami telefonów. Jakby nie było, wkrótce stali się nierozłączni.
Latem 1995 roku media żyły wieścią o ich zaręczynach. Bessette, dotychczas znana tylko w kręgach high fashion, nagle stała się osobą publiczną. Kiepsko radziła sobie z zainteresowaniem mediów. Jednak, jak powiedziała kiedyś Sarah Jessica Parker, była dziewczyna Kennedy’ego Jr., nikt nie był w Nowym Jorku równie pożądany co John.
„Dopiero będąc z nim, zrozumiałam, czym naprawdę jest sława” – wyznała.
Choć Bessette nie pragnęła życia na świeczniku, a stała obecność fotoreporterów pod oknem niezwykle ją irytowała, zgodziła się zostać żoną „pierwszego syna Ameryki”. Plany ślubne udało się utrzymać w tajemnicy dłużej niż informację o zaręczynach. „To zasługa Johna – komentowali później jego przyjaciele. – Rozplanował wszystko niczym James Bond. Ten ślub był absolutnie tajny”.
Rzeczywiście, informacja o zaślubinach Kennedy’ego i Bessette przedostała się do prasy dopiero cztery dni po ceremonii. Gdy w mediach pojawiły się zdjęcia, jedno stało się jasne – oto narodziła się najbardziej stylowa para na świecie. Carolyn Bessette-Kennedy, która na tę okazję wybrała prostą, jedwabną sukienkę od wówczas mało znanego projektanta Narciso Rodrigueza, z miejsca została ikoną stylu.
Gdy po dwutygodniowej podróży poślubnej wrócili do swojego nowojorskiego apartamentu, na schodach powitali ich reporterzy. John, jak zawsze z klasą, zwrócił się do nich ze szczerą prośbą o uszanowanie prywatności swojej żony. Oczywiście nikt nie zamierzał jej spełnić. Właśnie z powodu ciągłej obecności mediów w ich życiu między Johnem i Carolyn dochodziło do spięć.
„Czuję się osaczona” – skarżyła się Carolyn mężowi.
Ten starał się ją rozumieć, choć dla niego obecność paparazzi była normą – media towarzyszyły mu przecież od najmłodszych lat. Drugą kwestią sporną było potomstwo. John, zbliżający się do czterdziestki, pragnął dzieci. Bessette – niekoniecznie. Swoim „dzieckiem” Kennedy uczynił więc magazyn „George”. Był to jego pierwszy autorski pomysł, jaki zrealizował od początku do końca i wypuścił w świat.

Z powodu ciągłej obecności mediów w ich życiu między Johnem i Carolyn dochodziło do spięć Autor zdjęcia: Getty Images
Redaktor Kennedy
„George” miał być w założeniu magazynem o polityce, ale tworzonym z dystansem i polotem. Był „sexy”, jak mawiała Carolyn Bessette-Kennedy. „Nikt jeszcze nie mówił w taki sposób o poważnych sprawach” – reklamował swój magazyn John. Do współpracy zaprosił najlepszych dziennikarzy, słynnych autorów, a także gwiazdy.
„Na okładce mógł mieć każdego, bo Johnowi nikt nie śmiałby odmówić” – wspominał jego współpracownik.
Na pierwszej, sensacyjnej okładce, wystąpiła absolutna gwiazd tamtej epoki – supermodelka Cindy Crawford. Pozowała w białej peruce w stylu George’a Washingtona, któremu magazyn zawdzięczał swoją nazwę.
W każdym numerze John publikował swój wstępniak, a także polityczne dywagacje osób, które teoretycznie z polityką miały niewiele wspólnego – jak choćby jego byłej dziewczyny, Madonny. Pierwszy numer, wydany w liczbie ponad pół miliona egzemplarzy, wyprzedał się na pniu. Pomogły oczywiście urok i sława Johna – tym bardziej że Kennedy Jr. chętnie swój magazyn promował. Wystąpił w popularnym serialu komediowym „Murphy Brown”, zasiadł na kanapie u Oprah Winfrey, a także wystąpił w wieczornym show Jaya Leno. Dlatego drugie i trzecie wydanie magazynu wciąż sprzedawało się nieźle. Ale już kolejne – słabo. „George”, mimo popularności swojego założyciela zaczynał tracić reklamodawców, aż w końcu jego los był zagrożony.
Szczególnie ciężko zrobiło się w 1999 roku. To był zresztą wyjątkowo kiepski rok dla Johna Kennedy’ego Jr. pod każdym względem. Jego kuzyn i przyjaciel, Anthony Radziwill, syn siostry Jackie Kennedy, Lee Radziwill, umierał na raka. John w ciągu zaledwie kilku lat miał stracić kolejną ukochaną osobę. Był też w kiepskich relacjach z siostrą – poróżnili się w kwestii dysponowania majątkiem po matce. No i jeszcze napięcia w jego małżeństwie, które wciąż narastały. Z powodu ciągłej nagonki mediów Carolyn przeżyła załamanie nerwowe. Kłócili się z Johnem nieustannie, bywało nawet, że Kennedy nocował w hotelu zamiast w domu. Tak było też w noc z 15 na 16 lipca 1999 roku.

Tragiczny koniec
John Kennedy Jr. miał już wtedy licencję pilota i latał regularnie. Lubił się popisywać, przyprawiając najbliższych o szybsze bicie serca. Ryzyko było bowiem jego sposobem na rozładowanie stresu. A tego miał w ostatnim czasie w nadmiarze.
„Niebezpieczeństwo go ekscytowało, dostarczało silnych emocji, dzięki którym mógł zapomnieć o problemach” – opowiadał biograf Laurence Leamer.
To dlatego raz John omal nie zginął, podpływając kajakiem tuż pod prom. Innym razem ledwo starczyło mu paliwa, by samolot, który pilotował, wylądował. Kiedy indziej zabrał przyjaciół na rajd motorówką, która z powodu szarży Johna zaczęła przeciekać.
Na krótko przed feralnym lotem na ślub swojej kuzynki, Rory Kennedy, John zdjął gips z nogi. Został mu założony po wypadku na paralotni. Gdy tego wieczoru wychodził z redakcji „George’a”, by udać się na lotnisko, poruszał się o kulach. Był jednak przekonany, że czeka go łatwy i krótki lot. Pogoda była dobra, a planowali wylecieć, nim się ściemni. Obok Carolyn i Johna w samolocie miała się znaleźć też siostra Bessette, Lauren. To ona namówiła Carolyn, by ostatecznie towarzyszyła Johnowi na ślubie – bo relacje między małżonkami były napięte. Lauryn miała być „katalizatorem”, by nie skakali sobie do gardeł.
Wszystko poszło jednak niezgodnie z planem. John i Lauren utknęli w korku i dotarli na lotnisko z opóźnieniem. Tam musieli jeszcze czekać na Carolyn, która w ostatniej chwili postanowiła zmienić kolor swojego manikiuru. Gdy w końcu wszyscy wsiedli do małego samolotu Piper Saratoga, była 20.38, dokładnie 12 minut po zachodzie słońca. Na wybrzeżu pojawiła się mgła. Tymczasem John zrezygnował z asysty drugiego pilota – uznał, że tę krótką podróż z żoną i bratową odbędzie sam. Być może była to arogancja, być może brawura, a może naiwność. Ale przecież ze wszystkich dotychczasowych opresji John Kennedy Jr. zawsze wychodził cało, prawda? Niestety, nie tym razem.
Zobacz także: Niech żyją lata 90.: jak Paul Anthony Kelly jako JFK Jr. przywrócił modę tamtych czasów
Więcej w tym temacie:
- Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
- Jak z kiczu zrobić sztukę? Moschino opanowało ją do perfekcji
- Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie
- Potwór na miarę swoich czasów. „Przylądek strachu” jest historią amerykańskich lęków
- „Ranczo Duttonów”: Najbardziej nieoczywista para telewizji, czyli Beth i Rip, powraca
- Rafael Nadal bez maski. Netflix pokaże kulisy życia legendy tenisa
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.