PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Jak dwóm mamom wychowuje się dzieci w Polsce?
Cztery tęczowe rodziny opowiadają o swojej codzienności.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż Grzegorz Komorowski
– Każda zmiana środowiska to konieczność coming outu, tłumaczenia, kto kim jest, pozwoleń, oświadczeń, zaświadczeń. To strasznie frustrujące i uwłaczające, przecież jesteśmy zwykłą rodziną – mówi Milena, partnerka Oli, z którą wychowuje synów ze swojego poprzedniego związku. Podobnie jak Karola i Ola, Jola i Ania oraz Paulina i Patrycja są uczestniczkami projektu Równe Rodziny Kampanii Przeciw Homofobii, którego celem jest stworzenie przestrzeni dla par jednopłciowych będących rodzicami lub planujących rodzicielstwo. Wspólnie walczą o prawa zarówno dla siebie, jak i innych osób LGBT+ oraz ich dzieci.
W Polsce żyje ponad 50 tys. takich rodzin. Brakuje jednak danych, ile jest queerowych matek, a ilu ojców. Moje rozmówczynie mieszkają w różnych częściach kraju. Niektóre wychowują dzieci z poprzednich związków, a niektóre zdecydowały się na nie dopiero wspólnie. Choć wszystkie spełniają się jako mamy, brakuje im poczucia bezpieczeństwa. Jak wyjaśnia Patrycja, nie mogą ruszać się z domu bez upoważnień notarialnych, bo polskie prawo nie uznaje matki społecznej. – Jeśli zgłaszamy się do jakiejś instytucji, musimy tłumaczyć naszą sytuację i przedstawiać dokumenty. I choć ludzie w większości starają się nam pomóc, to są takie sprawy i regulacje prawne, których ludzka życzliwość nie przeskoczy – mówi.
Karola i Ola: „Najważniejsze, by zbudować dzieciom bezpieczny, różnorodny i akceptujący świat”
– Kiedy byłam w życiowym dołku, umieściłam ogłoszenie na portalu dla lesbijek. Opisałam wszystkie swoje wady, a Ola odpowiedziała dwoma słowami: „Zaczarowałaś mnie” – wspomina Karola. Ich relacja rozwijała się szybko. W listopadzie 2012 roku postanowiły się z sobą związać, a w lutym 2013 – wspólnie zamieszkać w Warszawie. – Ola od zawsze marzyła, by mieć syna. Już na samym początku znajomości powiedziała mi o swoich pragnieniach. Ja nigdy wcześniej nie czułam instynktu macierzyńskiego. Przez lata dorastałam do tego, by zostać mamą, aż w pewnym momencie poczułam, że nasza rodzina może się powiększyć. Zaznaczyłam jednak, że w ciąży nie będę – opowiada Karola.
Ola obiecała jej, że jeśli pozwoli na to zdrowie, dzieci nie zmienią ich życia. Tak się stało. Co więcej, dzięki nim dziewczyny nabrały jeszcze większej chęci do poznawania i zdobywania świata. – Olek i Jagna pokazali nam, że wspólne gotowanie, podróże, oglądanie bajek Disneya, czytanie książek i aktywne spędzanie czasu może dawać jeszcze więcej satysfakcji. Z Olą nadal jesteśmy przyjaciółkami i partnerkami, a każda z nas jest tak samo zaangażowana w życie rodzinne – mówi Karola i dodaje, że najważniejsze jest dla nich, by zbudować dzieciom bezpieczny, różnorodny i akceptujący świat.
Dokonywanie coming outu na każdym kroku, czy w przychodni, czy w przedszkolu, kiedyś sprawiało Karoli dużą trudność. Dziś bardzo często robią to za nią i Olę ich dzieci. Cały czas jednak doświadcza lęku o przyszłość. – Będąc mamą społeczną, codziennie budzę się i zasypiam z myślą, żeby nic nie stało się Oli. Musiałabym posiąść nadludzką siłę, by walczyć o Olka i Jagnę w rozpaczy po stracie miłości mojego życia – mówi.
Milena i Ola: „Ludzie zachowują się, jakby chcieli postawić między nami granicę”
Milena i Ola poznały się 17 lat temu na Woodstocku. Obie przyjechały tam ze swoimi ekipami. – Ola szukała podwózki do domu – dostała cynk, że gdzieś tam jest rozbita drużyna z Kołobrzegu. Znalazła nas i zabrałam ją ze swoim ówczesnym chłopakiem – wspomina Milena. Później nie miały kontaktu. Dopiero po kilku latach ich drogi skrzyżowały się ponownie, tym razem w boksie crossfitowym. Nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek będzie je łączyć coś więcej. Jednak przez kolejne lata związki Oli rozpadały się, a małżeństwo Mileny dobiegło końca. Przyjaźń przerodziła się w zauroczenie, a potem miłość.
– Byłam przekonana, że nie będę mieć dzieci. Aż nagle zorientowałam się, że nie tylko ja jestem dla synów Mileny światem, ale oni są również moim. I teraz już nigdy nie mówię nigdy – przyznaje Ola.
Dziś wspólnie tworzą gwarny dom na wsi, w Ząbrowie pod Kołobrzegiem. Mieszkają z trzema psami i dwoma kotami, blisko lasu i natury. Ich codzienność jest intensywna, bo poza opieką nad dziećmi i zwierzętami obie działają na rzecz rodzin LGBT+ oraz w kobiecej drużynie pożarniczej OSP.
W domu Milka jest kucharką, sekretarką, pielęgniarką, sprzątaczką i główną logistyczką. To ona również angażuje rodzinę w akcje społeczne. Olcia z kolei jest główną konserwatorką, drwalką, weterynarką i nauczycielką podwórkowych obowiązków. Pokazała chłopakom, jak rozpalić ognisko, kupiła im pierwsze siekiery, zabrała na wakacje pod namiot.
– Lubimy być głośno, rozmawiać, śpiewać w aucie i robić imprezki w domu, czyli włączać muzykę, gasić światło i tańczyć. Lubimy wspólnie wyjeżdżać, poznawać nowe miejsca i dzielić się jedzeniem w knajpie. Po prostu lubimy być razem – mówią Milena i Ola. Doceniają też, że obie potrafią rozmawiać o emocjach. – Tadek i Edward pięknie to podłapali i jak mijają pierwsze nerwy, zwyczajnie wyjaśniają, co się stało i jak się czuli – kontynuują.
Choć Milena tego nie okazuje, odczuwa stres za każdym razem, kiedy chłopcy wchodzą w nowe otoczenie. – Pamiętam obawy, jak przechodzili z przedszkola do zerówki, potem do klas I–III, a teraz do starszych – mówi Milena. – Nie lubię też, kiedy podczas rozmowy z nauczycielem czy lekarzem Ola jest pomijana, mimo że stoi obok mnie. To strasznie irytujące i przykre, bo jest tak samo bliska Tadkowi i Edwardowi jak ja, a ludzie zachowują się, jakby chcieli postawić między nami granicę – dla zasady – dodaje.
– Zawsze z tyłu głowy mam myśl, że jestem tą „mniej ważną”, niepotrzebną mamą. Bo przecież „zgodnie z prawem” jestem dla chłopców nikim. Nie ma dnia, kiedy nie miałabym obaw, że jeżeli coś w naszym związku pójdzie nie tak, to nie będę miała prawa do kontaktu z nimi – mówi Ola.
Jola i Ania: „Najtrudniejszy jest brak otwartości i zrozumienia”
– Kiedy przedstawiłam Anię swoim bliskim, to nie było to tylko – jak w przypadku par hetero – wprowadzenie nowej osoby do rodziny. Wcześniej byłam w związkach z mężczyznami, więc był to też coming out. W dodatku w moim życiu nie pojawiła się jedna osoba, tylko aż trzy! – opowiada Jola. Cała rodzina, nawet jej 95-letnia babcia, przyjęła to jednak z ciekawością, zrozumieniem i przede wszystkim szczerą radością, że jest szczęśliwa.
Z Anią poznała się na lokalnej grupie dla mam na Facebooku. Dziś mają dwa koty i psa oraz wychowują wspólnie czwórkę dzieci, co – jak mówi Jola – napawa ją szczęściem i dumą. Każda z nich ma dwójkę z poprzedniego związku. – Przy naszym stole zawsze jest minimum sześć osób, a w święta musimy dostawiać krzesła, żeby wszystkich pomieścić obok siebie – opowiada Ania. Od dawna marzyła o licznej rodzinie. Jola również nie wyobrażała sobie nie mieć dzieci, zwłaszcza że sama posiada czwórkę wspaniałego rodzeństwa. – Bardzo lubię patrzeć na interakcje między dzieciakami – jak się bawią, wygłupiają, uczą od siebie nawzajem, a także jak się kłócą i rozwiązują konflikty. Każde z dzieci wnosi do relacji coś innego, swojego, a pozostałe z tego czerpią. My też wiele się od nich uczymy – mówi.
Życie dzielą między Warszawą a wsią pod Białymstokiem, więc ich codzienność to logistyczna układanka. Dzieci wychowują w opiece naprzemiennej, w związku z czym w tygodniu zajmują się albo jedną, albo drugą dwójką. Z kolei weekendy to czas, w którym ładują baterie. Wtedy wszyscy są razem, podobnie jak w wakacje i inne dni wolne od szkoły. Ania mówi, że gdy ma się tak liczną rodzinę, zawsze jest coś do załatwienia. Kogoś trzeba zawieźć, kogoś odebrać, zrobić zakupy, wstawić pranie, a wszystko kręci się wokół planu lekcji i zajęć dodatkowych.
– Wciąż niewiele mówi się o tym, że macierzyństwo nie tylko sprawia dużo satysfakcji, lecz także bywa trudne i frustrujące – zwraca uwagę Ania. – A jest jeszcze trudniejsze, kiedy musimy tłumaczyć, kim jesteśmy, dlaczego i jakie są nasze potrzeby. Najgorszy jest brak otwartości i zrozumienia po drugiej stronie – podkreśla. Jednak jak mówi, na szczęście w większości przypadków z Jolą spotykają się z życzliwością, serdecznością i zrozumieniem.
„A może to fanaberia?”
Wiele bliskich osób LGBT+, w przeciwieństwie do bliskich osób hetero, nie przyjmuje z łatwością informacji o ich tożsamości, wejściu w związek czy założeniu rodziny. Czasu, by się z nią oswoić, potrzebowali krewni prawie wszystkich par. Karola i Ola mówią, że są szczęściarami, bo dziś mają pełne wsparcie ze strony rodziny, choć każdy jej członek musiał to przepracować. Milena i Ola również mają świetne relacje ze swoimi najbliższymi. Najpierw jednak rodzice Mileny byli pewni, że skoro wyszła za mąż i ma dzieci, to tak już pozostanie, a rodzice Oli oczekiwali, że ostatecznie zwiąże się z mężczyzną.
– Rozwód i wejście w związek z Olą to były dla nich dwie potężne bomby. Najwięcej obaw było o bezpieczeństwo chłopców, akceptację ze strony rówieśników, nauczycieli i innych rodziców. „A może to fanaberia? Może moda, ciekawość, odskocznia, flirt?” Myślę, że lata pracy nad relacją Oli z chłopcami dały pewność moim rodzicom, że to właściwa osoba u mojego boku – mówi Milena.
– Myślę, że gdy kończyłam związek z kobietą, moi rodzice odczuwali ulgę. Z kolei po zakończonym związku z mężczyzną nakłaniali mnie, żebym spróbowała jeszcze raz. Czułam presję. Dlatego związki z dziewczynami były wyborem dla mnie, a te z chłopakami – „dla rodziców” – wyjaśnia Ola. Dziś Tadek i Edward są zawsze mile widziani w ich domu i przyjaźnią się z dziećmi jej rodzeństwa.
Patrycja i Paulina: „Obydwie rodziny myślały, że postradałyśmy zmysły”
Patrycja ma dwie córki z poprzedniego małżeństwa, Anię i Nadzieję. A odkąd nie żyje jej biologiczny ojciec, jest również rodziną zastępczą dla swojej młodszej siostry przyrodniej, Dominiki. Dla młodszej od Patrycji o osiem lat Pauliny wspólne wychowywanie dziewczyn było przyspieszonym kursem rodzicielskim. Po jakimś czasie zdecydowały się na jeszcze jedno dziecko. Urodził się Vincent. Mieszkają w małej wiosce na Dolnym Śląsku, ale jak mówi Patrycja, żyją na dwa kontynenty – starsze dziewczyny obecnie uczą się w Stanach Zjednoczonych.
Z jej byłym mężem obie mają super kontakt i wspólnie wychowują Anię i Nadziejkę. Nie jest on również obcy dla młodszej dwójki. Jednak, mimo że krewni od początku pomagali w opiece nad dziećmi, Patrycji i Paulinie długo brakowało ich wsparcia emocjonalnego.
– Na początku obydwie rodziny myślały, że postradałyśmy zmysły. Ja przechodzę kryzys wieku średniego, mając zaledwie 31 lat, a Paulina eksperymentuje, bo jest młoda, ma lat 24. Nie brali naszego związku na poważnie. Słyszałam teksty typu: „Dla swoich zachcianek niszczysz swoim dzieciom życie”, „Nie trafiłaś jeszcze na odpowiedniego faceta”, „Ona cię opętała”. Nie wszystkie nadają się do przytoczenia – mówi Patrycja.
Poznały się w lutym 2017 roku, ale nie bardzo przypadły sobie do gustu. Paulina deklarowała, że jest hetero, Patrycja miała męża. Nie było mowy o bliższej, romantycznej relacji. Ich wspólny znajomy uznał, że świetnie się dogadają. Miał rację, chociaż dziewczyny potrzebowały czasu. Gdy kolejny raz spotkały się na jego urodzinach, atmosfera się ociepliła, ale nadal było to tylko koleżeństwo. Po kilku miesiącach przerodziło się jednak w przyjaźń, a z przyjaźni w miłość. Działo się to, gdy Patrycja kończyła związek małżeński.
– Długo walczyłyśmy o szacunek dla naszego związku, naszej rodziny. Niektórzy nie potrafili nas zaakceptować i ucięli z nami kontakt. Z innymi relacje po latach się poprawiły, z innymi pogorszyły, a jeszcze inne właśnie odbudowujemy – mówi Patrycja. – Nie chcemy już wszystkiego tłumaczyć i walczyć o akceptację najbliższych. Po tym, gdy same postawiłyśmy granicę i zawalczyłyśmy o siebie, wszystko się ułożyło – stwierdza.
Jak mówi Patrycja, z Pauliną cały czas uczą się, jak być lepszym rodzicem, partnerką, przyjaciółką. – Razem dorastamy i się zmieniamy, opiekujemy się sobą, dbamy o siebie i nasze dzieci. Żyjemy na własnych zasadach, a nie tak, jak chcą inni, i to jest w tej relacji najlepsze – podkreśla.
Więcej w tym temacie:
- Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
- Tata w pracy czy w domu? Czy współcześni ojcowie mają wybór?
- Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
- Jak mieć kanapkę i ją zjeść? O wypaleniu sandwich generation
- Odłóż telefon, usiądź przy stole. Gessler i Chmura o sztuce bycia razem
- Diagnoza to nie wyrok. Co naprawdę oznacza męska niepłodność?
Dziennikarka i kulturoznawczyni. Odkrywa herstorie, pisze o kulturze, hip-hopie i na tematy lifestyle’owe. Interesują ją teorie feministyczne i queer oraz sztuka współczesna, ale najbardziej lubi słuchać muzyki i trenować na siłowni. Współpracowała lub współpracuje m.in. z „Krytyką Polityczną”, „Mint Magazine”, „newonce”, „Onet Kultura”, „Vogue Polska”.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.