PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Milimetry w służbie watów. Przewodnik po bikefittingu

Jest taki mem w świecie kolarskim. Facet zastanawia się, dlaczego ciągle boli go całe ciało. W odpowiedzi dostajemy obrazek wygiętej krewetki na rowerze i podpis: „Ja w tej pozycji przez przynajmniej 10 godzin tygodniowo”. Udręka jest wpisana w kolarstwo? Czy może da się ustawić rower tak, żeby w czasie dłuższej jazdy nic nas nie bolało? Pytamy Wojciecha Marcjoniaka, jednego z najbardziej doświadczonych bikefitterów* w Polsce.

Udostępnij

Bikefitting

Dzięki bikefittingowi można poprawić komfort jazdy i wykorzystać siłę mięśni w najbardziej optymalny sposób Autor zdjęcia: Fonsi Martin

Jonasz Tołopiło
07.05.2026

Jonasz Tołopiło: Musi boleć czy niekoniecznie?

Wojciech Marcjoniak: Zależy, co chcemy robić z rowerem i co rozumiemy przez brak bólu. Przychodzą do mnie ludzie, którzy chcą się ścigać na krótkich dystansach, a więc zależy im na uzyskaniu możliwie największej mocy i są gotowi na większy kompromis, jeśli chodzi o wygodę. Na drugim biegunie są osoby, które chcą mieć ustawiony rower pod bikepacking, czyli wielodniowe wyprawy krajoznawcze przy stałej prędkości 20–25 km/h, z sakwami przymocowanymi do roweru. Aerodynamika nie jest dla nich priorytetem, jest nim – komfort. Zwykle udaje się ustawić rower i pozycję na siodle tak, żeby spędzając wiele dni na rowerze, wciąż czuć komfort jazdy. Są też tacy, którzy jeżdżą ultramaratony na czas. Wtedy walczymy o to, żeby przesunąć możliwie najbardziej granicę bólu.

 

Czy można mówić o komforcie jazdy, kiedy mamy do pokonania 1500 czy 2000 kilometrów na czas?

To jest pewne ekstremum, jasne, ale trzeba zrobić, ile się da. Asystowałem kiedyś ultramaratończykowi, który startował w wyścigu dookoła Austrii. Łącznie ponad 2000 kilometrów i 28 000 metrów przewyższeń. Jedziesz przez sześć dni i przez pierwsze dwie doby prawie się nie zatrzymujesz.

 

I jak to przetrwał?

Pojawiły się drętwienie rąk, ból pleców – ale dopiero po trzech dobach, a nie po paru godzinach. Poza tym jak masz do osiągnięcia konkretny cel, to ten ból można jakoś zwalczyć w głowie.

 

Pogadajmy o bardziej amatorskich dystansach. Jakie błędy popełniają ludzie, którzy własnoręcznie ustawiają rower?

Kolarze często upierają się przy „pozycji mistrza świata”. Kupują rowery, które mają agresywną geometrię, niską kierownicę. Bo dobrze to wygląda, bo idol na takim jeździ. A potem się okazuje, że aby śmigać na takim rowerze i nie czuć bólu, trzeba wzmocnić mięśnie głębokie brzucha, pleców czy miednicy, zrzucić trochę kilogramów, popracować nad ruchomością bioder. I może nawet nie trzeba od razu sprzedawać tego roweru i kupować innego, ale u mnie dowiadują się, że ten proces „dopasowania do roweru” może zająć miesiące lub lata. Bywa i tak, że przy fittingu pozycja się rozjeżdża i niewiele da się ugrać.

 

Rozjeżdża?

Z powodu dawnych kontuzji, niskiej elastyczności anatomicznej ciała, niewielkiego zakresu ruchu czy asymetryczności ciała nie da się wygodnie usadzić człowieka na danym rowerze. Takie przypadki są jednak rzadkie.

 

Lepiej przyjść do ciebie przed zakupem roweru?

Można. Wtedy robimy bikesizing na maszynie, która odwzorowuje geometrię roweru szosowego czy gravelowego. Testujemy różne opcje: długość korby, mostek, liczbę podkładek, szerokość kierownicy, ustawienia kokpitu. I na tej podstawie kolarz może potem dobrać właściwy rower w sklepie.

 

Załóżmy, że kupiłem rower przed fittingiem. Jak wygląda wtedy wizyta?

Na początku przeprowadzam długi wywiad i testy anatomiczne. Pytam o przebyte kontuzje, znane kolarzowi dolegliwości. Sam sprawdzam ruchomość bioder. Ustawiania roweru zaczynamy od wpięcia go w trenażer i zaczynamy od tyłu – bo siodło i buty muszą być najbardziej stabilne. Za pomocą nóg generujesz waty, więc najpierw ustawiamy bloki, czyli elementy w podeszwach butów wpinanych w pedały. Potem siodło. To podstawa i na szukanie odpowiedniego siedziska poświęcam z kolarzem najwięcej czasu – zdarza się, że trwa to godzinę, ale rekordziści spędzają na tym etapie i trzy godziny.

 

Co można przez trzy godziny testować w siodełku?

Przede wszystkim mierzę rozstaw guzów kulszowych – punktów w dolnej części miednicy, które stykają się z siodłem. Guzy muszą mieć dobre podparcie, bo to na nich powinien opierać się ciężar ciała na siodle. Na tej podstawie wybiera się szerokość siedziska, choć to dopiero początek. Siodła mają różne stopnie twardości, kształty, do tego można je różnie ustawiać, przesuwać w przód, w tył, ustawiać pod różnymi kątami. Co ważne: gdy obniżasz kokpit i rośnie drop, czyli różnica wysokości między siodłem a kierownicą, może się okazać, że siodło, które wcześniej było super, przestaje się sprawdzać i trzeba szukać nowego.

 

Jak już ustawisz siodło, to z resztą idzie już z górki?

Niekoniecznie. Trzeba się zająć przednią częścią roweru – pracując przy kierownicy i mostku, możemy modyfikować aerodynamikę, kąt nachylenia tułowia, ułożenie dłoni na kierownicy. Kiedy kolarz czuje się na rowerze dobrze, przechodzimy do pomiaru narzędziem Retül. To technologia, która monitoruje ruch kolarza, mierzy symetrię ciała i kąty jego ustawienia – od kostek, przez biodra po kąty ułożenia łokci i nadgarstków. Wiedza ta pozwala na dopasowanie roweru do fizycznych możliwości kolarza.

 

Na co jeszcze zwracasz uwagę?

Na liniowość pracy kolana – czy ucieka do środka, czy wychyla się na zewnątrz. Czasem da się to skorygować ustawieniami samego roweru, ale czasem bez pracy nad mobilnością ciała i napięciami mięśniowymi pewnych rzeczy nie przeskoczysz. To trudny proces, bo kolarz nie czuje radykalnych zmian, ale w końcu zaczyna mówić: „Lepiej się pedałuje”, „Jest wygodniej”, „Czuję mniejszy nacisk na dłonie”.

 

Na jednej wizycie fitting się nie kończy?

Kolarz musi przecież sprawdzić w praktyce, jak mu się jeździ na ustawionym rowerze. Czasem trzeba coś poprawić, a także można pójść krok dalej. Jest coś takiego jak aerofitting, podczas którego mierzy się aerodynamikę za pomocą narzędzi do pomiaru watów i oporu. Tu zmiany zwykle są minimalne, dotyczą drobnych elementów, kasku, kół. Ale można też kombinować ze zmianą pozycji ciała – i czasem lekka korekta pozwala generować wysokie waty dłużej.

 

Czy przez ostatnie lata zmieniły się zasady dotyczące fittingu?

Kiedyś uważano, że im dłuższa korba, tym lepiej. Z perspektywy geometrii ma to sens, bo mamy wtedy dłuższą dźwignię, a co za tym idzie – szansę na generowanie więcej mocy. Ale obecnie idzie się w stronę krótszych korb, bo wtedy ergonomia ruchu jest lepsza, a w czasie obrotu mniej się wychyla – i obciąża – miednicę. Pozycja kolarza w latach 80. czy 90. była zupełnie inna niż dziś: bardziej pochylony tułów, mocno opierało się ręce na kierownicy, więc w czasie długiej jazdy były narażone na większy ból. Dziś siedzimy na rowerze bardziej przesunięci do przodu, bardziej wyprostowani, kierownica jest bliżej. Kiedyś zdarzali się też klienci, którzy prosili o ustawienie bloków bez luzu roboczego – czyli w taki sposób, że nogę wpina się w pedał na sztywno, bez możliwości choćby minimalnego ruchu. To może prowadzić do poważnych kontuzji. Standardem jest luz na poziomie kilku stopni.

 

Czy źle dobrany i nieustawiony rower to poważne ryzyko?

Od źle ustawionych bloków można nabawić się kontuzji kolana – sam jestem niestety tego przykładem, bo popełniłem ten błąd i już się nie ścigam. Do kontuzji kolan może doprowadzić też źle dobrane i ustawione siodło. Niewłaściwa pozycja kierownicy i mostka oraz wynikająca z tego nieprawidłowa pozycja może wiązać się z urazem nerwu łokciowego lub pośrodkowego. Po prostu długotrwały silny nacisk rąk na kierownicę może sprawić, że częściowo stracimy w nich czucie – regeneracja trwa nawet pół roku. Do tego zaczynają się odzywać dawne urazy, które za sprawą źle ustawionego roweru mogą się pogłębiać – np. kontuzje kręgosłupa w odcinku lędźwiowym czy szyjnym. Jest też oczywiście kwestia ucisku na gruczoł krokowy, co przy źle dobranym siodle może narobić dużo złego u mężczyzn.

 

Spotykasz się z opinią, że bikefitting* to naciąganie kolarzy, a tak naprawdę te wszystkie kąty i milimetry nie mają aż tak dużego znaczenia dla amatora?

Sam na początku byłem do bikefittingu nastawiony... no, powiedzmy, że podchodziłem do niego z dystansem. Nawet w czasie kursu byłem dość sceptyczny, ale szybko przekonałem się na własnej skórze, że to działa – można poprawić komfort jazdy, wykorzystać siłę mięśni w najbardziej optymalny sposób. Na początku bardzo zależało mi na informacji zwrotnej od kolarzy, którym szykowałem rowery – bo każdy kolejny utwierdzał mnie w przekonaniu, że robię to dobrze.

 

Jeśli nie chcę wydawać na pierwszy rower fortuny, bo nie wiem, czy się wciągnę w jeżdżenie, to pewnie też nie ma sensu, żebym przychodził na bikefitting?

Bikefitting ma największy sens dla tych, którzy są na samym początku przygody z kolarstwem. Ci, którzy jeżdżą już długo, rozmawiają z innymi kolarzami, dokształcają się, poznają możliwości roweru i swojego ciała. Jest więc szansa, że będą w stanie ustawić rower samodzielnie – może nie na bardzo dobrym, ale zadowalającym ich poziomie. A nieprawidłowo ustawiony rower może początkującego łatwo zrazić, bo źle będzie mu się na nim jeździło. Lepiej kupić tańszy rower, ale za to poświęcić część budżetu na fitting. Często raz zastosowane rozwiązania – np. siodło, ustawienie bloków czy rozstaw kierownicy – zostają z kolarzem na lata i przenoszą się na kolejne jego rowery.

 

*Bikefitting – to proces indywidualnego dopasowania roweru do ciała kolarza. Na podstawie jego parametrów – proporcji, ewentualnych asymetrii i poziomu wytrenowania – ustala się odpowiedni rozmiar i ustawienie kluczowych elementów roweru, m.in. ramy, siodła, kierownicy oraz bloków (elementów montowanych w podeszwach butów kolarskich, wpinanych w pedały).

 

Materiał oryginalnie ukazał się w trzecim numerze GQ Poland.

Więcej w tym temacie:

Czytaj więcej

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.

Francja Michael Olise

Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise

Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.