Prof. Aleksandra Przegalińska: Sens jest ludzki
PARTNERZY SERWISU
Społeczeństwo
Prof. Aleksandra Przegalińska: Sens jest ludzki
AI jest jak gorący towar – wszyscy chcą mieć, nikt nie wie do końca – po co. Jeśli pomaga ludziom w pracy, daje im czas na myślenie, tworzenie, odpoczynek – to super. Ale jeśli ma zastępować prawdziwe emocje, to jest niebezpieczne – mówi Prof. Aleksandra Przegalińska, filozofka, badaczka rozwoju nowych technologii, specjalistka od AI.
Udostępnij
![Aleksandra Przegalińska: Sens jest ludzki [WYWIAD]](/uploads/media/1400x1750/00/158710-2000x3000_przegalinska_1.webp?v=1-9)
Aleksandra Przegalińska w sesji dla GQ Poland. Sweter i spódnica Zankov, naszyjnik Agmes, buty Tibi Autor zdjęcia: Mateusz Grzelak. Stylizacje: Olivia Jakubik
Naukowczyni w podróży. Kieruje zespołem badawczym w Bostonie, na Uniwersytecie Harvarda, gdzie zrobiliśmy naszą sesję zdjęciową. Równie ważny jest dla niej Nowy Jork. Profesor Aleksandra Przegalińska nigdy jednak na dobre nie wyprowadziła się z Polski. Tutaj rozpoczynała swoją karierę i podjęła nowatorski wtedy temat relacji między ludźmi a robotami. Była członkinią Rady Programowej i Mentorskiej Rafał Brzoska Foundation oraz jedną z mentorek. Dzięki umiejętności mówienia o sprawach skomplikowanych w sposób zrozumiały jest pomostem między światem specjalistów a osobami, które po prostu są ciekawe zmian.
Właśnie dlatego Omenaa Mensah, przedsiębiorczyni, filantropka i kolekcjonerka sztuki oraz udziałowczyni wydawcy GQ Poland – a także przez wiele lat dziennikarka – zaprosiła profesor Przegalińską do rozmowy łączącej tematy eksperckie z życiowymi doświadczeniami. Człowiek i jego potrzeby stoją w centrum tego spotkania tak jak w działalności obu pań.
ChatGPT bardzo ułatwia mi życie jako CEO i kobiecie zarządzającej wieloma obszarami jednocześnie, pomaga w porządkowaniu myśli, decyzji i delegowaniu zadań. To ogromne wsparcie w pracy operacyjnej. Jednocześnie mam pełną świadomość, że żadne narzędzie nie zastąpi ludzi wokół mnie, takich jak Marta, moja prawa ręka, która jako Head of Partners & Friends odpowiada za obszar relacji, partnerstw oraz współpracy na poziomie strategicznym. Technologia nie wyczuje, że ktoś z mojego zespołu ma gorszy dzień i potrzebuje zwykłej, ludzkiej wiadomości czy gestu. Czy twoim zdaniem sztuczna inteligencja może zastąpić relacje międzyludzkie i wartości, które z nich wynikają? Czy raczej pozostanie narzędziem wspierającym, ale nie konkurującym z empatią, intuicją i uważnością lidera?
W Nowym Jorku pojawiła się niedawno kampania billboardowa promująca ideę sztucznego przyjaciela – asystenta emocjonalnego, który ma cię wspierać, rozumieć, zawsze być dostępny. Ludzie zareagowali negatywnie. Zamalowywali billboardy, pisali: „Find yourself a real friend” (Znajdź sobie prawdziwego przyjaciela – przyp. red.). To był bardzo mocny sygnał, zbiorowy sprzeciw wobec przekroczenia granicy, w której technologia zaczyna naruszać wartości. Jeszcze rok temu wszyscy byli podekscytowani: AI się rozwija, pomaga, przyspiesza pracę, robi analizy, wizualizacje, wspiera w grantach. Teraz coś się zmienia. Dotarliśmy do momentu, w którym ludzie zaczynają się buntować.
Tak, bo to, o czym mówisz, to już nie jest domena techniki. Tylko relacji, emocji, uczuć.
Właśnie. Myślę, że jesteśmy na rozstaju dróg. To może pójść w dwie strony. Pierwsza – pesymistyczna – to erozja relacji społecznych. Nie martwię się superinteligencją, nie boję się, że AI nas przegoni. Bardziej boję się, że rozpadną się nasze więzi. Empatia teoretycznie jest teraz wbudowana w systemy – AI uczy się jej z naszych danych – ale to przecież tylko symulacja. Prawdziwa relacja, miłość, dotyk, zapach, kłótnia – to one tworzą więź. Jeśli ludzie stwierdzą, że nie potrzebują prawdziwych przyjaciół, skoro mogą mieć sztucznych, którzy ich tylko głaszczą, to będzie katastrofa.

Płaszcz, sukienka i spodnie Phillip Lim, kolczyki i pierścionek Agmes Autor zdjęcia: Mateusz Grzelak
To teraz zapytam cię o źródło wartości. Bo żeby jakieś mieć, trzeba je skądś wynieść. Jakie wartości wyniosłaś z domu?
Jestem dzieckiem samotnej matki. Mama jest moim absolutnym wzorem. Byłyśmy duetem, teamem. Pamiętałyśmy, że jesteśmy we dwie i musimy sobie radzić. Mama jest bardzo twardą zawodniczką – przez lata była sędzią Naczelnego Sądu Administracyjnego, teraz jest już w stanie spoczynku. Zaczynała edukację w liceum w Ostrowcu Świętokrzyskim, potem były studia prawnicze i konsekwentna, imponująca kariera.
Kiedy została sama ze mną, podjęła decyzję, że zrobi wszystko, żebym była przygotowana do życia. Nie twardym treningiem, tylko nauką samodzielności. Nauczyła mnie, jak kierować życiem, żeby od nikogo nadmiernie nie zależeć. Nie dlatego, że nie warto kochać, ale dlatego, że trzeba umieć stać na własnych nogach. Druga wartość – sprawiedliwość. Mama jako prawniczka naprawdę w nią wierzyła. I trzecia – niezależność myślenia. Mama nigdy nie była osobą stadną. Nie podążała za tłumem, raczej obserwowała z boku. Uczyła mnie: „Nie daj sobie mówić, jak masz żyć. Przemyśl to sama”. To zostało ze mną na zawsze.
Dzisiaj sama jesteś matką. Jak wychowujesz swoje dziecko jako kobieta, która doskonale zna możliwości AI?
Nigdy nie izolowaliśmy córki, która dzisiaj ma 13 lat, od technologii, ale też jej nie narzucaliśmy. Żyjemy w patchworkowej rodzinie, mój obecny partner też zajmuje się sztuczną inteligencją. Więc AI to temat, który u nas w domu się przewija – córka słyszy nasze rozmowy, dyskusje, pomysły. Z kolei jej tata, mimo że sam programuje – jest fizykiem, nauczycielem – podchodzi do nowinek technologicznych z dużą ostrożnością. Nie podoba mu się to, co dzieje się ze szkołą, gdy wchodzi tam AI. Dużo z nią o tym rozmawia. Mówi: „To jest fabrykacja fikcji. Dzieciaki delegują na modele zbyt wiele zadań, przez co same się pozbawiają nauki”. I to jest bardzo ciekawe, bo te rozmowy w domu ją ukształtowały.
Mam wrażenie, że twoja córka odziedziczyła po tobie dużą suwerenność myślenia.
Od początku była bardzo samodzielna. Nigdy nie wpadła w żaden technologiczny nałóg. Owszem, przez chwilę interesowała się Duolingo, grami, coś tam sobie tworzyła, ale nigdy nie trwało to długo. Sama odkładała telefon. Lubi ludzi, rozmowy, spotkania, więc naturalnie odnalazła balans. Na pewno wpływ na to miała edukacja. Kiedy była mała, chodziła do szkoły waldorfskiej w Stanach. To szkoła bez technologii – żadnych tabletów, komputerów, ekranów. Dzieci uczą się ręcznie, szyją buty, robią zeszyty, liczą na liczydłach. Uczą się też bliskości z naturą – karmią zwierzęta, mają lekcje na farmie. To była nauka etyki i pracy. Wielu szefów z Doliny Krzemowej posyła dzieci do takich szkół. Wiedzą, jak technologia wciąga, więc chcą, żeby dzieci miały kontakt z prawdziwym światem.
To ciekawe, że dziecko, które ma kontakt z AI w domu, dorasta w świecie tak od niej odciętym.
Można wychować dziecko w świecie technologii, ale nie w jej niewoli. Ona w sposób naturalny wybiera to, co ludzkie. Często robią sobie ze znajomymi detoks od AI. Ostatnio powiedziała mi: „Mamo, AI to śmieć”. Zaskoczyło mnie to, więc pytam: „Dlaczego?”. A ona mówi: „Bo wy mówicie o tym pozytywnie, a w mojej klasie wszyscy się tego boją. Mówią, że AI zabierze ludziom pracę. A ja chcę być artystką”. I wiesz co? To było piękne. Zrozumiałam, że ten bunt wobec technologii to też zdrowy odruch.
Rozmawiamy o wychowaniu w świecie technologii, ale trudno nie zwrócić uwagi na to, co dzieje się na rynku pracy. AI zastępuje ludzi, wielkie firmy zwalniają: Salesforce – cztery tysiące osób zwolnionych, Oracle – kilka tysięcy, Accenture – jedenaście tysięcy, wszystko w trzy tygodnie. Czy są zawody, które można uznać za bezpieczne w dobie AI? Jakie studia powinni dziś wybierać młodzi ludzie?
Obraz rynku pracy jest bardzo złożony, a dane, które do nas spływają, są sprzeczne. Z jednej strony dostajemy wyniki badań, które mówią, że w perspektywie roku czy półtora nastąpi załamanie w branży IT, że nie warto studiować projektowania graficznego, informatyki i tak dalej, bo tam nie będzie pracy. Z drugiej strony tydzień później pojawia się badanie, z którego wynika, że rynek pracy wcale się nie kurczy – jeśli chodzi o dane makro, nie widać dramatycznych zmian.
Nie mówię o zwolnieniach w firmach technologicznych, które wcześniej zatrudniały tysiące ludzi, a teraz robią korekty, bo się przeliczyły. Facebook zatrudnił masę ludzi do pracy nad Metaverse’em, kierunek się zmienił, projekt się nie powiódł – i nagle to AI stało się winne. Tymczasem to po prostu była błędna inwestycja. Więc tak, w branży technologicznej, tam, gdzie AI już jest obecne, będzie zmiana. Nie mam co do tego wątpliwości.
Czy to jednak znaczy, że nie warto iść na studia informatyczne? Nie. To znaczy tylko, że będzie to zawód elitarny – dla tych, którzy są naprawdę utalentowani, którzy kochają programowanie i potrafią tworzyć nowe algorytmy. Tacy ludzie będą potrzebni, ale w mniejszej liczbie. Jeśli ktoś wybiera informatykę tylko dlatego, że „to pewna praca”, to może się rozczarować. Jedno wiem na pewno – te zawody, które wymagają powtarzalnych czynności, będą znikać. A te, które opierają się na kreatywności, emocjach i relacjach – przetrwają.

Aleksandra Przegalińska dla GQ Poland. Sukienka Ulla Johnson, dżinsy Essentiel Antwerp, kolczyki Jennifer Zeuner, bransoletka Nickho Rey, buty Flattered Autor zdjęcia: Mateusz Grzelak
Jak sztuczna inteligencja wpływa na rynek pracy wśród młodych ludzi?
To, co mnie najbardziej martwi, to nie same zawody, tylko etap pracy. Z danych widać wyraźnie, że znikają tzw. entry level jobs – stanowiska juniorskie, staże, pierwsze prace po studiach. Bo po co dawać proste zadania stażyście, skoro ChatGPT zrobi to szybciej i taniej? Tylko że bez juniora nie będzie seniora. To jest koniec ciągłości w rozwoju zawodowym. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby odpuścić kulturę staży. To byłby mój apel do dużych firm – nawet jeśli mogą coś zautomatyzować, niech tego nie robią. Jeśli chcą mieć dobrych pracowników w przyszłości, muszą pozwolić młodym gdzieś zacząć. W naszym interesie jest nie mieć bezrobocia technologicznego w najmłodszej grupie, która ma energię, nadzieję i chce pracować.
Młodzi ludzie często mają inne podejście do pracy niż nasze pokolenie. My się wychowaliśmy w przekonaniu, że sukces to efekt wysiłku, pracy, wyrzeczeń, oni wchodzą na rynek z innymi oczekiwaniami. Czy technologia nie spowoduje, że będą musieli to zweryfikować?
Z pewnością, jednak ich stosunek do technologii też się zmienia. Ostatnio prowadziłyśmy z koleżanką na Harvardzie kurs z danych i algorytmów. Studenci mieli do wyboru – mogli pisać pracę zaliczeniową z pomocą AI albo bez niej. I wiesz co? Po raz pierwszy od dawna kilkoro z nich wysłało mi prace napisane samodzielnie. Dodali komentarz: „Zrobiłem to bez Chata GPT, bo chciałem, żeby to było moje”. To było dla mnie niezwykle poruszające. Nie dlatego, że te prace były wybitne – niektóre miały błędy – ale były ich. Prawdziwe. Młodzi ludzie zaczynają rozumieć, że w świecie, w którym wszyscy mogą być „tak samo dobrzy” dzięki technologii, wartością staje się autentyczność. Wyrównanie poziomu zabija indywidualność.
To trochę jak w sztuce – prawdziwy głos zawsze przetrwa. Ostatnio na Biennale w Wenecji mnie i mojego męża zachwyciła praca koreańskiego artysty Chun Kwang Younga, który ma dziś ponad 80 lat. Zrobił monumentalną instalację z maleńkich trójkątów zawiniętych w papierki po lekarstwach. W dzieciństwie był bardzo chorowity i pamiętał, jak matka kupowała mu lekarstwa zawinięte w stare gazety. To, co stworzył, to nie tylko forma, lecz także wspomnienie, przeżycie, emocja. Coś, czego AI nigdy nie da. Bo sztuka nie jest dekoracją, jest opowieścią. Dlatego myślę, że AI jest dobra do wykonywania powtarzalnych obowiązków, do procesów, ale nie do tworzenia sensu. Sens jest ludzki. I całe szczęście.
Ja również mam takie poczucie, że te wszystkie rzeczy – faktury, umowy, asystentka, praca, linki, mejle – można oddać technologii po to, żeby ludzie mogli się skupić na życiu, na tym, co naprawdę wartościowe. Czasem używam też AI jak sparing partnera – mówię mu pomysł, proszę o kilka wersji, przemyślenie jakiegoś zagadnienia. To jest świetne do prototypowania, do brainstormingu. Albo po prostu do przejęcia zadań, których nie lubię. Ale jeśli chodzi o sztukę, o emocje – tu technologia nie ma szans. Patrzyłam ostatnio na to, co dzieje się w Hollywood. Tam są już pomysły, żeby zatrudniać pierwszych aktorów AI. To znaczy zapłacić komuś za wizerunek, stworzyć cyfrową postać i zatrudnić ją w reklamie. To już się dzieje. W Kalifornii była ogromna dyskusja o tym, że nie wolno tworzyć postaci na bazie wizerunku prawdziwych ludzi bez ich wiedzy i zgody. Powstał nawet zakaz takiego wykorzystywania AI. Bo aktor to nie tylko twarz – on opowiada sobą historię. I jeśli zaczniemy tworzyć filmy z aktorami AI, to będzie pusty świat.
Właśnie to mnie zastanawia. Bo przecież ta technologia mogłaby dać coś dobrego, gdyby była używana z sensem. Może to kwestia tego, żebyśmy my – ludzie – nauczyli się z niej mądrze korzystać?
To wszystko sprowadza się do świadomości i do celu. Jeśli AI służy do tego, żeby pomóc ludziom w pracy, dać im więcej czasu na myślenie, tworzenie, odpoczynek – to super. Ale jeśli służy do tworzenia iluzji, do zastępowania prawdziwych emocji, to jest niebezpieczne. Widzimy to coraz częściej. Świat staje się za bardzo ustrukturyzowany. To widać w kontaktach międzyludzkich – aplikacje randkowe, algorytmy dopasowania, scoring atrakcyjności. Wszystko ma być policzalne, a człowiek nie jest algorytmem.
Ale czy AI mogłoby znaleźć dla kogoś idealnego partnera? Tyle osób czuje się samotnych.
Teoretycznie? Pewnie tak – na podstawie danych, preferencji, testów osobowości. Ale czy to będzie prawdziwa relacja? Nie. Bo chemii nie da się zaprogramować. Można dobrać ludzi podobnych, ale to nie znaczy, że między nimi zaiskrzy. Miłość nie działa według wzoru. Dlatego aplikacje randkowe, które miały łączyć ludzi, często jeszcze bardziej ich od siebie oddzielają. Tam wszyscy się „sprzedają”, retuszują zdjęcia, piszą idealne opisy. To generuje rozczarowanie. Gdyby w tym wszystkim była szczerość – gdyby te aplikacje naprawdę pokazywały ludzi, a nie ich wersje marketingowe – to AI mogłoby być pomocne. Ale nie jest. Raczej wzmacnia nasze kompleksy. Ludzie zaczynają oceniać siebie jak produkty. To bardzo niebezpieczne. Technologia powinna służyć człowiekowi, a nie go formatować.

Swetry Almada Label, pierścionek Kinraden, kolczyki Kinraden Autor zdjęcia: Mateusz Grzelak
Właśnie, ja wcale nie potrzebuję mieć jeszcze większego modelu AI, tylko potrzebuję dobrego, który będzie mi po prostu pomagał. W Polsce mamy Bielika, prawda? I jeszcze Plum – ten, który działa w mObywatelu.
Każdy kraj pracuje nad swoją platformą. I teraz zobacz – Stany walczą z Chinami, ale właściwie o co? My w ogóle nie rozumiemy Chin. Wszyscy zakładamy, że one też chcą budować wielkie modele językowe, a to nieprawda. One idą w robotykę – przemysłową, budowlaną, infrastrukturalną. Chcą, żeby roboty budowały więcej mostów, dróg, fabryk, żeby przyspieszyć gospodarkę. A my w Europie i USA ścigamy się na „czaty”.
Czyli oni budują świat, a my budujemy rozmowę o świecie.
Dokładnie. To trochę wyścig o marchewkę. Ktoś po drodze stwierdził: „OK, to może zaróbmy na tym”. Więc powstały platformy, które generują treści, fejki, śmieci. Ludzie będą się bawić, będą chcieli tego więcej, będzie ruch, reklamy, więc model się zwróci. I to jest ten najniższy poziom zaangażowania konsumenta – generowanie szlamu. W ostatnich dwóch, trzech latach zgubiły się te ciekawe, sensowne aplikacje. Chciałabym, żebyśmy zrobili korektę. Europa jest bardziej uporządkowana, jeśli chodzi o regulacje. I choć często słyszymy zarzuty, że przez to mamy mniej swobody, mniej innowacji, to uważam, że to dobrze. Bo w tym „freestyle’u” amerykańskim łatwo się pogubić. Europa nie musi się ścigać. Powinna robić swoje – wdrażać technologię tam, gdzie to ma sens. Jeśli wdroży ją w szpitalach, systemach zdrowia, edukacji, administracji – jak właśnie model Plum w mObywatelu – to wygra w inny sposób. Jeśli dzięki temu każdy będzie mógł załatwić sprawy zdrowotne w jednym miejscu, jeśli lekarz od razu zobaczy jego historię leczenia, to będzie prawdziwa rewolucja. Właśnie do tego powinna służyć technologia.
Czyli mówisz, że Europa – mimo że wolniejsza – może być mądrzejsza.
Tak, bo nie ściga się na rozmiar, tylko na sens. Niedawno na X pojawiła się dyskusja o planach Ursuli von der Leyen dotyczących AI w Europie. Jeśli te plany zostaną dobrze wdrożone, to może powstać zupełnie inny model rozwoju – odpowiedzialny i ludzki.
Ale Stany to przecież potęga. Czy naprawdę można je dogonić, robiąc wszystko spokojniej?
Nie wiem, czy trzeba doganiać. W Stanach jest coraz więcej firm, które nie chcą brać udziału w wyścigu generowania treści. Na przykład Cohere albo Anthropic próbują iść własną drogą. Ale największe spółki technologiczne są w szale inwestycji. Włożyły tyle pieniędzy, że teraz muszą wymyślać nowe sposoby, by te modele się zwróciły. Dlatego powstają boty, z którymi ludzie mają pisać codziennie, żeby system się sam utrzymywał. To, że my płacimy 20 dolarów miesięcznie za subskrypcję Chata GPT, nie pokrywa kosztów. To tylko wierzchołek góry lodowej.
Czyli cały system jest dopalany, żeby nie upadł. A jak to się ma do ekologii? Przecież te systemy pochłaniają gigantyczne ilości energii.
Dlatego coraz częściej mówi się o bańce. O tym, że to wszystko jest rozdęte do granic możliwości i w końcu przyjdzie moment „sprawdzam”. Być może taka korekta będzie potrzebna – jak po bańce internetowej. Bo dziś AI to gorący towar – wszyscy chcą mieć, nikt nie wie do końca – po co. A ekologia to temat, o którym nikt nie chce mówić. Pięć największych modeli AI zużywa rocznie tyle energii, co cała Argentyna albo Holandia. To absurdalne. A to dopiero początek. Samo OpenAI zużywa energię na poziomie dwóch dużych stanów USA i nikt tego nie kontroluje.

Płaszcz Ulla Johnson, spódnica Zankov, koszula Sportmax, pierścionki i kolczyki Kinraden Autor zdjęcia: Mateusz Grzelak
Czyli mówimy o transformacji cyfrowej, a tak naprawdę przyspieszamy katastrofę klimatyczną.
W Stanach nie ma już grantów na badania klimatyczne. Mój kolega z Harvardu musiał zmienić nazwę swojego laboratorium z „Climate Change” na „Extreme Weather Conditions”, żeby utrzymać finansowanie. Bo administracja nie chce słyszeć o ograniczaniu paliw kopalnych – uważa, że to ściema. A jednocześnie podpisuje umowy z krajami arabskimi – paliwo w zamian za chipy. To pokazuje, jak krótkowzroczne jest to myślenie.
Co musi się wydarzyć, żeby ten pęd zatrzymać? Żeby technologia była wykorzystywana w słusznej sprawie? Sama padłam ofiarą bardzo poważnych nadużyć w internecie. Co się musi wydarzyć, żeby takie sytuacje przestały mieć miejsce?
To coś absolutnie dramatycznego i niestety coraz częstszego. W takich sytuacjach działa kilka mechanizmów naraz – i żaden z nich nie ma w sobie dobra. Wystarczy, że ktoś znany pojawi się w fałszywym kontekście, i już to generuje ruch, kliknięcia, reklamy, zasięgi. A za tym stoją konkretne pieniądze. To algorytmiczny cynizm – system premiuje najbardziej emocjonalne, skrajne treści. Nikt tego nie kontroluje. Takie przypadki powinny być ścigane z urzędu. W Stanach to już się zaczyna – była sprawa Giorgii Meloni, która została osadzona w filmie pornograficznym wygenerowanym przez AI. Ona walczyła i doprowadziła do wprowadzenia przepisów chroniących ludzi przed takimi sytuacjami. To powinna być norma.
Zbliżamy się do końca rozmowy, więc chciałabym przejść do czegoś lżejszego. Porozmawiajmy o prasie. Bo wiesz, to jest wywiad do magazynu, który ma ponad stuletnią tradycję. Jak widzisz przyszłość prasy w świecie, w którym wszystko jest cyfrowe?
Ludzie są coraz bardziej przebodźcowani technologią. Zaczynają tęsknić za czymś realnym. Fenomen ASMR jest właśnie o tym – ludzie słuchają szelestu papieru, stukania w klawiaturę, bo brakuje im prawdziwych, zmysłowych doświadczeń. Papier jest takim doświadczeniem. Nie wykluczam, że prasa wróci – może nie w masowej formie, ale jako coś wyjątkowego. Coś, co daje przyjemność kontaktu z materią, z obrazem, z prawdziwym człowiekiem za tekstem. Kiedy czytasz magazyn – widzisz, że ktoś zrobił sesję, był fotograf, były makijażystka, stylistka. W przyszłości prasa stanie się czymś w rodzaju „doświadczenia premium”, rytuałem – chwilą offline, luksusem skupienia. Trochę jak papierowy list – dziś rzadki, ale przez to wyjątkowy. I może to jest właśnie paradoks tej cyfrowej epoki – im bardziej idziemy w sztuczność, tym mocniej potrzebujemy realności.
Właśnie za tę realność kocham Afrykę. Bo chociaż jej mieszkańcy chodzą z czterema telefonami, są bardzo mobilni, to przechowali o wiele więcej tego, co dotykalne: jest mama, która trzyma dziecko na piersi, są owoce na targu, które trzeba samemu wybrać, kobiety noszą kosze na głowie, jest kombinowanie, tworzenie sztuki z odpadów – prawdziwa kreatywność. To wszystko, za czym my już tęsknimy. Być może Afryka stanie się nie tylko miejscem pięknej przyrody, złóż naturalnych, lecz także miejscem wyjątkowych wartości. A na koniec, skoro jesteśmy magazynem modowym: jak myślisz, jak designerzy będą podchodzić do tematu AI?
Rozmawiałam z Gosią Baczyńską, która powiedziała mi: „AI może coś zaprojektować, ale nikt tego nie uszyje”. W dobrym scenariuszu AI to punkt wyjścia, inspiracja, czasem też narzędzie krytyki. Pewnie będą próby generowania modelek, całych kolekcji, jednak wielkie krawiectwo to cały czas sztuka połączona z rzemiosłem. I jeśli faktycznie jest tak, jak mówi Gosia, że sukienki zaprojektowanej przez AI po prostu nie da się uszyć, bo jest to niezgodne z zasadami sztuki, to jest dla mnie granica. Mam nadzieję, że moda i najpiękniejsze formy ekspresji człowieka jednak z nami zostaną.
Wywiad oryginalnie ukazał się w drugim numerze GQ Poland.
Zdjęcia: Mateusz Grzelak
Stylizacje: Olivia Jakubik
Makijaż i włosy: Amy Strozzi
Asystentka stylistki: Hailey Rowe
Produkcja: Vlad Mykhnyuk
Więcej w tym temacie:
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
- Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
- Mateusz Kmiecik i Kamil Szeptycki: dwóch rozrabiaków z „Morfeusza”
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Społeczeństwo
STATUS QUO: Dwie minuty nienawiści. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Tydzień zaczął się od ataku na dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, a skończył na wiadomości, że Ukraina i Polska może jednak dadzą radę się dogadać Po drodze obserwowaliśmy kolejne oznaki kryzysu w PiS, które może rozpadać się na naszych oczach, i prezydenta, oraz prezydenta, który zawetował ustawę, mimo że sam obiecywał jej podpisanie w kampanii wyborczej.
Społeczeństwo
Moda na ciało. Jak władza i pieniądze kreują kanony atrakcyjności
Zaglądają właściwie do każdej dziedziny naszego życia codziennego. Od tysiącleci kształtują nasze gusta. Od dekad bezpośrednio wpływają na to, co króluje na wybiegach, okładkach magazynów, a także w mediach społecznościowych. W jaki sposób polityka i gospodarka dyktują to, co jest „hot”? I dlaczego trendom ulegają nie tylko kobiety?
Społeczeństwo
Miasta przez (anty)lokalną soczewkę. Czy polscy turyści wciąż idealizują zagranicę?
Lato sprzyja zakochiwaniu się miejscach, których nie trzeba codziennie doświadczać. Czy wciąż ulegamy urokowi zagranicznych adresów, widzianych przez filtr wakacyjnej beztroski? A może coraz częściej dostrzegamy, że gdzie indziej trawa nie zawsze jest bardziej zielona niż u nas?
Społeczeństwo
STATUS QUO: Kto głośniej krzyknie. Podsumowanie ostatnich dni w polityce
Trump ingeruje w mundial. Trump ogłasza się celem zamachu. Trump znów bombarduje Iran. Trump zrywa handel z Hiszpanią. W tle - polska awantura pod pomnikiem, nowa rada przy prezydencie i pamięć o rocznicy zbrodni wołyńskiej.
Społeczeństwo
Męskość na lajkach. Jak algorytmy definiują współczesnych facetów?
Dlaczego media społecznościowe wzmacniają konkretny ideał mężczyzny? Dlaczego wielu w to wierzy i do tego dąży? Dlaczego to nie daje im szczęścia?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Nowe życie zaczyna się za drzwiami domu. Holiday Dream by Zień x Esti&Esta
Jeszcze kilka lat temu ogród czy taras traktowaliśmy przede wszystkim jako dodatek do domu. Miejsce, z którego korzystało się głównie latem, przy okazji rodzinnego grilla lub słonecznego weekendu. Ot miły dodatek do domu lub mieszkania. Dziś coraz częściej pełnią znacznie ważniejszą rolę. Stają się przestrzeniami codzienności - miejscami porannej kawy, spotkań z bliskimi, chwil odpoczynku po pracy czy momentów, które pozwalają na chwilę zwolnić tempo.
Społeczeństwo
Z warzywniaka do kampanii największych marek. Jak jedzenie sprzedaje nam modę?
To temat, który potrafi pobudzić nie tylko miłośników odkryć kulinarnych czy eksperymentów w kuchni. Jedzenie równie mocno zdaje się elektryzować branżę mody oraz wszystkich speców od sprzedaży. Czym jest i jak działa marketing sensoryczny?
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Społeczeństwo
Dobra taksówka to dziś coś więcej niż przejazd z punktu A do B
Jak zmienia się miejska mobilność?