PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sztuka i design

Peter Tarka: Strefa gradientu

Wydawał się zwyczajnym nastolatkiem z wrocławskiego osiedla. Dostęp do komputera miał tylko w weekendy, a programy odpalał z pirackich płyt. Musiał mieć talent. Cóż innego mogłoby sprawić, że dziś Peter Tarka jest jednym z najwybitniejszych na świecie projektantów 3D?

Udostępnij

peter tarka strefa gradientu tekst wywiad

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Ta opowieść zaczyna się we Włoszech, a w zasadzie w Mediolanie. To właśnie tam, na spektakularnym wydarzeniu „Sensorium Worlds” zorganizowanym w słynnym Pirelli Hangar Bicocca, poznaliśmy 20 najzdolniejszych młodych twórców z całego świata, wśród których znalazł się Polak, Piotr Tarka. Dla świata sztuki – Peter Tarka z Londynu. Teraz także trochę z Tokio, o czym za chwilę.

Petera do włoskiej stolicy mody i designu ściągnął mistrz sztuki projektowej – Stefano Seletti, który jako 17-latek zaczynał od projektowania kubków i talerzyków, a dziś jest niekwestionowanym w świecie autorytetem komercyjnego designu. Najpierw w połowie ubiegłego roku Seletti zorganizował w swojej rodzinnej miejscowości Cicognara na północy Włoch kreatywne warsztaty dla obiecujących projektantów z całego świata, wśród których znalazł się również Peter Tarka. To, co powstało z tego nietuzinkowego spotkania, zaprezentowano podczas globalnej premiery Iqos x Seletti w Mediolanie.

W czasie krótkiej rozmowy podczas tego wydarzenia Peter otworzył przede mną drzwi do swojego świata. Usłyszałem początek niesamowitej historii o artystycznym pędzie, który czuł od najmłodszych lat. W każdym razie – widzieć go tam, Polaka na scenie, wśród tej dwudziestki awangardy designu – to była duma. Czułem się, jakby rodak zdobył złoto na tegorocznej zimowej olimpiadzie.

Teraz już przenieśmy się do Tokio. Peter przeprowadził się tam z partnerką, żeby zrealizować sekretny projekt dla jednego z gigantów elektroniki użytkowej. Gdyby ujawnił nam, co to za realizacja, musielibyśmy zamilknąć na wieki. Ale to wielka rzecz i kosmiczne pieniądze. W Tokio zrobiliśmy zdjęcia Petera tak, żeby oprócz swojego naturalnego oblicza mógł pokazać i to artystyczne. Do zdjęć fotografa Stanisława Bonieckiego dorysował myszką w swoim stylu obiekty, które może uda się wam wypatrzeć na kolejnych stronach. Opowiedział nam, jak się zaczęła jego artystyczna przygoda. Mówił, a nam nie chciało się w to wszystko wierzyć.

Peter Tarka: Strefa gradientu wywiad

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Wrocław 

W domu nie mieli komputera, ale w weekendy ojciec przywoził z pracy całą maszynerię – komputer, monitor, 10 kabli, klawiaturę i mysz. Wszystko w kartonach. Przywoził Fiatem Uno, więc komputer zajmował cały bagażnik. Wszystko pospinane trytrytkami, żeby się nie uszkodziło. To był firmowy sprzęt. W latach 90. komputer był pewnie wart kilka wypłat ojca.

– Wypakowywanie tego sprzętu z bagażnika to był nasz cotygodniowy rytuał. Chyba już wtedy wiedziałem, że to jest moja droga, że tym się chcę zajmować.

Oczywiście wtedy Piotr nie myślał o tym, żeby kiedyś pracować dla najważniejszych marek planety. Zresztą nie było jeszcze wtedy ani Google, ani Spotify. Na razie siedzieli z bratem przed ekranem i przeglądali płyty z programami, które przynosił skądś ich wuj. Przeważnie gry.

A potem odkryli Microsoft Paint. To było ciekawe, bo okazało się, że można narysować coś za pomocą myszki. Że nie potrzebujesz do tego ani papieru, ani ołówka.

– A dzisiaj? Wciąż używasz myszki czy przerzuciłeś się na jakieś zaawansowane technologicznie rozwiązania?

– Nie, skąd – uśmiecha się Peter. – To wciąż tylko myszka.

Przełom nastąpił, kiedy wśród tych wszystkich płyt trafił na spiratowanego Photoshopa CS2. Na wkładce był wpisany numer licencji. Wstukał kod z klawiatury. Tak to się działo w czasach sprzed kultury internetu.

– Mogę powiedzieć, że pewnego dnia zainstalowałem Photoshopa i tak już zostało do dzisiaj. To zmieniło moje życie.

– Pamiętasz swoje pierwsze rysunki? Odtwarzałeś świat czy od razu to było coś istniejącego tylko w wyobraźni?

– Myślałem o tym ostatnio. To wcale nie chodzi o temat, tylko o ten moment, kiedy siadasz przed czystą kartką, pierwszy moment styczności z pustym dokumentem. Ja to nazywam momentem flow, bo to jest trochę tak jakby jazzowe jam session. Czysta improwizacja. Zaczynam od jakichś podstawowych kształtów i daję sobie czas, żeby to mnie gdzieś samo poniosło. Chyba od samego początku to miałem. Nigdy nie miałem planu. Nie zakładałem z góry niczego, nie myślałem, w jakim kierunku pójść. Jestem abstrakcjonistą, a to sprzyja dowolności form. Nieco inaczej jest, kiedy chcę stworzyć produkt, wtedy są pewne ramy, wiadomo, w jakim kierunku iść, ale nawet wtedy nie mogę powiedzieć, że mam stuprocentowy plan, jak to będzie wyglądać od A do Z.

Na początku te swoje rysunki zapisywał na dyskietkach. Potem miał własny komputer, a naszą planetę oprócz zwyczajnej atmosfery oplotła sieć internetu. Znalazł platformę Behance. To takie miejsce, gdzie twórcy grafiki 3D wrzucają swoje obrazki. Największa kreatywna platforma do udostępniania prac.

Peter Tarka sesja drugi numer GQ Poland

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Behance

– Nie jestem w stanie powiedzieć, który projekt był punktem zwrotnym, który sprawił, że nagle stałem się znany… Myślę, że to się budowało latami, kiedy robiłem te swoje projekty dla samego siebie. Przecież nikt mnie nie wynajmował, nie miałem żadnych zleceń. Robiłem to dla siebie.

Tworzył i wrzucał prace na Behance. Nikomu właściwie o tym nie opowiadał. Może tylko swojej dziewczynie. Pytamy o inspiracje. Przecież kiedy zaczynał, Polska nie była jeszcze w NATO, a dystans do Unii Europejskiej wydawał się nie do pokonania. Za oknami wciąż jeszcze szary świat wielkiej płyty, ale w kioskach było już „Bravo”, a na targowiskach ciuchy z Turcji i Chin.

– Mnie, dzieciakowi, wbrew pozorom świat wydawał się mega kolorowy. Pewnie tak już jest, że kiedy wracasz myślami do dzieciństwa, to wszystko wydaje się super, ale końcówka lat 90. to są już początki internetu, działa MTV, królują teledyski i to na pewno oddziaływało na moją wyobraźnię. Mieliśmy kablówkę, dostęp do telewizji z Niemiec i gdzieś tam z Europy, a ja sobie lubiłem poskakać po tych kanałach, zobaczyć, co jest ciekawego w Europie. Pamiętam spoty MTV w okresie między 2005 a 2010 rokiem. Oni zapraszali najlepszych artystów do tego, żeby pracowali z logotypami MTV. To dla mnie był impuls, żeby przesiąść się z grafiki 2D na 3D.

– A czy możesz laikowi wytłumaczyć, na czym polega różnica między grafiką 2D na 3D? 

– Najlepiej wyobrazić to sobie, jakby w komputerze istniało studio fotograficzne. Ustawiasz kompozycje, scenografię, czy cokolwiek chcesz tam mieć, a potem to oświetlasz za pomocą technik znanych z fotografii. Oczywiście musisz się nauczyć trochę o naturze światła. O tym, czym jest cień. No i jak działa aparat fotograficzny, bo 3D to w zasadzie fotografia jeden do jeden, tyle że w komputerze.

– No, ale czym jest ten obiekt, który fotografujesz? 

– Jest autorską formą. Trochę w tym rzeźby, trochę jakby modelowania przy użyciu gliny albo innych rzeźbiarskich czy malarskich technik, które sprawiają, że obiekt może wyglądać realistycznie albo – jeśli zechcesz – totalnie abstrakcyjnie, jakby nie z tego świata. Czasem mówię o tym, że to fotografia na sterydach.

Dziś Tarkę inspiruje prawdziwe życie. Ulice, samochody, przedmioty, które ma na biurku, wystawy sklepów, ruch uliczny w momencie, kiedy nagle zagrają mu jakieś kolory. Nawet mapa metra.

– Złapałem się na tym, że w obcych miastach lubię patrzeć na mapy, na których przecinają się linie metra, bo tam znajduje te niesamowite połączenia kolorów. Robię sobie fotkę, bo wiem, że wrócą do mnie w jakimś projekcie.

To może tłumaczyć, dlaczego nie złapał żadnego flow z Warszawą. W 2010 roku pewien ceniony w branży marketingowej singapurski specjalista, przeglądając portfolio publikowane na Behance, pomyślał, że ta stylistyka idealnie wpisuje się w jego plany nowej kampanii reklamowej pewnej firmy telekomunikacyjnej. Pod obrazem Piotra Tarki był numer kontaktowy. Sprawdził, jaka jest różnica czasu. „No cóż – pomyślał – najwyżej go obudzę”. Nie wiedział, bo niby skąd miał wiedzieć, że dzwoni do licealisty. Piotr był wtedy w drugiej klasie. 

Singapur

Pytamy, czy rodzice nie mieli pretensji o jego wieczne przesiadywanie przed komputerem. 

– Na pewno. To było ciężkie szczególnie dla mamy. Dla niej komputer był całkowitą nowością. Pocieszałem ją, że to konieczne, żeby być w czymś dobrym, jakbym chodził do szkoły muzycznej, byłoby tak samo. Rodzice widzieli też, że nie siedzę w grach po 20 godzin, ale coś tam sobie dłubię. Na początku tylko do szuflady. Mama chyba do dzisiaj nie za bardzo ogarnia, co ja właściwie robię, widzi tylko tych kolejnych klientów… Nie pomagało mi, że nie byłem jakimś wybitnym uczniem. Nie byłem, bo już wtedy na początku liceum wiedziałem, co chcę robić w życiu.

No i wtedy odbiera ten telefon z Singapuru.

– Przysłali założenia, mieli swój pomysł, chcieli po prostu, żebym to przepuścił przez swoją wrażliwość, żebym im to zrealizował. No i zapytali o cenę. Wyceniłem to na 300 dolarów. Skąd miałem wiedzieć, jakie to są pieniądze? Dla mnie 300 dolarów to wtedy była przecież abstrakcja. Gość mi odpisuje, że chyba tam zginęło jedno zero. Czy się zgadzam na 3000 dolarów. No to mówię mamie, pracowała w banku, że jest taka sprawa, mam dostać za projekt 3000 dolarów i muszę mieć konto, no bo jak on mi ma przesłać te pieniądze. Mama oczywiście pomyślała, że to jakiś oszust, że ktoś chce mnie zrobić totalnie w balona i że wyjdzie z tego jakieś samo zło. Wyszło na to, że oni ode mnie nie chcieli żadnych dokumentów, ale ja od nich musiałem ściągnąć potwierdzenie, że są legitną firmą, bo mama się bała podawać jakiekolwiek dane.

Piotr przygotował ten projekt, a dalej już jakoś poszło. Ale spędzał nad komputerem jeszcze więcej czasu, bo miał pewność, że kiedyś da się z tego wyżyć. Ojciec też to zrozumiał. Kiedy Piotr dostał się na studia, wyłożył 13 tysięcy na pierwszego iMaca. To była na swoje czasy potężna maszyna. Mama totalnie tego nie rozumiała. Taki komputer? Za 13 tysięcy? Po co to komu w ogóle? A ojciec wyłożył kasę i nie zadawał pytań.

– Kiedyś to się spłaci.
 

Warszawa 

Lista klientów Petera Tarki jest imponująca. Apple, Google, Bloomberg, Sony, Porsche… Na pytanie, który z tych projektów jest dla niego najważniejszy, odpowiada, że liczy się tylko ten, nad którym pracuje obecnie, bo on w swojej robocie najbardziej lubi ten moment „blank canvas” – kiedy ma przed sobą czystą kartę. Zwłaszcza kiedy zleceniodawca daje mu wolną rękę, open brief.

– Nigdy nie myślałem o sobie jako o osobie specjalnie utalentowanej. Raczej przeciwnie, jest w mojej sztuce jakiś ślad lenistwa, bo ja zawsze szukam dróg na skróty, tnę wbrew regułom, znajduję jakieś dziwne, nieoczywiste rozwiązania i okazuje się, że one działają. Może nie odniósłbym sukcesu, gdybym nauczył się tych skomplikowanych technik.

– Czyli jednak talent.

– Raczej ciekawość świata. Ona pozwala mi na inspirowanie się wieloma rzeczami.

Pierwsze pieniądze, te 3000 dolarów, wydał na iPada i iPhone’a. Ale najważniejsze, że to zlecenie uchyliło Piotrowi drzwi do międzynarodowej kariery. Pojawiły się kolejne zlecenia i propozycje pracy. Kończył licencjat i pakował kufry, żeby pracować w warszawskiej firmie reklamowej. Wyjechał do stolicy i… po trzech miesiącach wrócił do Wrocławia. – Okazało się, że jest dla mnie było za wcześnie, może też za dużo chciałem od razu osiągnąć.

Bez poczucia przegranej, bo realizował właśnie duży projekt dla klienta w USA, więc w tej Warszawie chodził spać o ósmej rano, wstawał o szesnastej, to był grudzień, więc w ogóle nie widział słońca.

Zrozumiał, że zamiast szukać pracy w jakimś studiu, powinien skupić się na realizacji kolejnych projektów i budować własną markę. Postawił wszystko na jedną kartę.

– Pomyślałem, że jestem młody, mam dużo czasu, by zrobić to po swojemu. W swoim tempie. I tam, gdzie czuję się dobrze.

Zamienił Polskę na Anglię. Londyn. Jego szyld i marka to Peter Tarka.

Peter Tarka artysta wizualny GQ Poland

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Deadline

Tymczasem świat się zmieniał. Technologie cyfrowe weszły w fazę rewolucji w geometrycznym tempie. 

– Jeszcze niedawno fotografia była po prostu szybsza. Wciskasz migawkę i widzisz, jak to wygląda, ale renderowanie, czyli jakby wywoływanie tego cyfrowego obrazka, w 2010 roku potrafiło zabrać kilka dni. Dzisiaj to się dzieje natychmiast. Widzę efekt i mogę zmieniać kształty, kolory, nasycenia, kształty, oświetlenie i widzę to po prostu „right here, right now”. Wtedy po dwóch dniach widziałem, że coś się wywaliło i że trzeba zaczynać od nowa. Tak było z moim pierwszym projektem. Musiałem się tłumaczyć, prosić o dodatkowy czas… dziś się to już nie zdarza. – Komputery, jakich używa Piotr, wciąż są pokaźnych rozmiarów, to jednak nieporównywalnie mniejsze niż studia fotograficzne.

Rynek reklamowy zatrudnia artystów z branży 3D, bo to tańsze niż zatrudnienie fotografa i jego ekipy, modeli, fryzjerów, makijażystów, stylistów. Nie trzeba wynajmować studia, odpada cały proces postprodukcji. Technologia cyfrowa pozwala twórcy na uzyskanie efektu identycznego jak najlepsza fotografia. Odbiorca nie potrafi odróżnić jednego od drugiego. 

– Wtedy miałeś czas, żeby każdy szczegół przemyśleć. Czy dzisiaj technologia cię nie wyprzedza?

– No nie. Umożliwia mi ten twórczy flow. Pozwala wszystko robić w locie, eksperymentować. Wbrew pozorom nadmiar czasu na myślenie sprawiał, że projekty były zbyt solidne, za ciężkie, raczej broiłem, niż robiłem lepiej. Czasami w kilka kwadransów przed deadline’em robię niesamowite rzeczy, o jakich nie potrafiłem nawet pomyśleć przez trzy poprzednie tygodnie.
 

Tokio 

Tarka jest w Tokio trzeci raz i lubią się z tym miastem z wzajemnością. Piotr lubi rytm wielkiego miasta połączony z niesamowitym spokojem i poukładaniem. 

– Możesz sobie skręcić w uliczkę otoczoną wieżowcami i nagle masz przed oczyma miniaturową świątynię, oazę mistycyzmu, która sprawia, że wręcz nie słyszysz brzmienia tego miasta. Tokio zresztą jest zadziwiająco ciche, jeśli nie ma jakiejś budowy w okolicy. Nie ma tramwajów, ludzie poruszają się metrem albo pociągami. Auta są w większości hybrydowe albo elektryczne, więc w tym zgiełku jest jakaś dziwna harmonia. Nie mógłbym tu pewnie mieszkać na stałe, bo myślę, że Europa to jest moje miejsce na Ziemi. 

Peter Tarka w obiektywie Stanisława Bonieckiego dla GQ Poland

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Sztuczna inteligencja

Pytamy Piotra, czy AI zmieniło jego życie. Odpowiada, że nie jest entuzjastą tego narzędzia. Że stara się go – zupełnie jak my – nie używać w pracy.

– Nie używam AI na żadnym etapie generowania obrazów, bo uważam, że to niemoralne, żeby tech bros brali sobie wszystko z internetu i trenowali na tym swoje modele. Gdyby to zrobił jakiś artysta innemu artyście, gdyby po prostu wziął sobie czyjeś dzieło i po zmodyfikowaniu traktował jak swoje, to ten pierwszy poszedłby do sądu i od razu wygrał sprawę. Właściciele AI mają po prostu za duży portfel, żeby ktokolwiek ryzykował z nimi takie procesy. Ale to jest niemoralne, bo nikt nie dał zgody na to, żeby jego praca stała się poligonem do trenowania jakiegoś modelu generatywnego AI – mówi. Trzy lata temu, kiedy AI jeszcze raczkowało, Tarka był zainteresowany, czym jest to narzędzie, co potrafi stworzyć, czy jest w stanie go zaskoczyć. Jego przygoda z AI skończyła się po godzinie. – Zrozumiałem, że gubię to uczucie, które sprawia, że jestem twórcą. Coś tam sobie wpisywałem, narzędzie wypluwało jakiś obrazek i to niby było OK, ale to już nie było moje. Rozumiem, że to się nawet mogło komuś podobać, ale dla mnie jako twórcy najważniejsza jest po prostu podróż, tworzenie, ono sprawia mi przyjemność. Dlatego AI jest w mojej pracy bezużyteczne. Ja lubię to, co robię. Nie rozumiem, dlaczego chcemy zastąpić sztukę jakimś produktem zastępczym. Nie ma nic bardziej ludzkiego niż muzyka, pisanie, malowanie, kręcenie filmów. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak ktoś może chcieć konsumować treści tworzone przez maszynę.

Peter Tarka sesja w Tokio dla GQ Poland

Autor zdjęcia: Stanisław Boniecki

Własny styl 

Zdaniem Petera Tarki artystę wyróżnia własny, indywidualny, rozpoznawalny styl. Jeśli zestawić to z algorytmami AI, artysta stoi na dokładnie przeciwnym biegunie tej skali. Własny wizualny język jest szczególnie istotny w dzisiejszym świecie podporządkowanym dyktaturze social mediów, które dają każdemu obrazowi sekundę albo dwie, żeby zdążył zatrzymać widza. 

Udaje się to tylko najlepszym, a Peter Tarka ma w tym świecie własne miejsce. 

– W moim przypadku chodzi przede wszystkim o działanie koloru i specyficznej, przerysowanej formy, w której nie zgadza się skala wielkości przedmiotów. Odbiorca widzi to jako realistyczne, ale jednak niemożliwe do zaistnienia. Jest to więc miks światów i przedmiotów, które mogłyby istnieć w rzeczywistości, ale raczej nie w naszym wymiarze. Miałem to od początku, choć jest w mojej drodze wyraźna ewolucja. Kiedy tworzę nowe projekty zauważam, że wciąż mają ten wspólny mianownik. Mnie. I zazwyczaj gdzieś tam zawsze pojawi się kula, doskonała figura, w której światło odbija się w jakiś nierzeczywisty sposób.

Ten styl jest już obecny we wczesnych pracach Petera Tarki. Zapytany o to mówi, że to pewnie efekt korzystania z najbardziej prostych, podstawowych kształtów: sześcianu, stożka, piramidy, walca. To ich używa do tworzenia kompozycji i to się nigdy nie zmieniło. Ten indywidualny styl przyniósł mu nie tylko rozgłos w świecie projektowania 3D, lecz także spore zasięgi w social mediach. Rosną, kiedy jego pracami interesują się światowe gwiazdy internetu. Japońscy influencerzy mają po 10 milionów followersów. Wśród obserwujących Peter Tarka ma kolumbijskiego piosenkarza J Balvina (35 milionów sprzedanych płyt) czy modelkę Georginę Rodríguez Hernández, prywatnie związaną z Cristiano Ronaldo.

– Internet jest alternatywnym światem, dziwnym miejscem, w którym nigdy nie wiesz, kto trafi, komu przypadnie do serca twoja praca. Ale kiedy widzisz, że podoba się ona osobowościom światowego formatu, to dodaje ci pewności siebie. Podobnie jak zaproszenie od Selettiego do realizacji wspólnego projektu. To może oznaczać, że w twórczości Piotra Tarki nadchodzi czas na nowy etap – fizyczny design, czyli tworzenie przedmiotów, akcesoriów, mebli, zegarków, ekspresów do kawy czy choćby lamp.

– Czy wtedy poczułbyś się spełniony?

– Nie wiem. Nie wiem, gdzie jest mój sufit, czy go kiedyś dogonię. Chciałbym być jeszcze lepszy w tym, co robię. Często mam tak, że patrzę na te swoje projekty i się zastanawiam, jak ludziom się to może podobać. Traktuję to jako impuls, potrzebę, żeby iść dalej, żeby być coraz lepszym.

– Może to jest właściwy moment, żeby twoje prace zaczęły się pojawiać w galeriach sztuki, nie w internecie, ale w analogowych przestrzeniach przeznaczonych do prezentowania sztuki współczesnej?

Piotr ma za sobą kilka wydarzeń, podczas których jego prace były prezentowane na wielkoformatowych ekranach, ale pełnej, indywidualnej wystawy jeszcze nie miał. Może zrobimy ją wspólnie na wydarzeniu GQ Poland.

Zdjęcia: Stanisław Boniecki/Visual Crafters

Ilustracje 3D: Peter Tarka

Stylizacje: Dominika Szmid

Grooming: Kurushima

Artykuł oryginalnie ukazał się w drugim numerze GQ Poland.

Więcej w tym temacie:

Czytaj więcej

Spektakl „Dystans” w reż. Tiago Rodriguesa

Żałoba po świecie, który jeszcze istnieje. O spektaklu Tiago Rodriguesa

Na tegorocznej edycji festiwalu Malta najgłośniej mówiło się o 24-godzinnym eksperymencie teatralnym „The Second Woman” z udziałem Magdaleny Cieleckiej. Jednak mój zachwyt wzbudził znacznie mniej spektakularny logistycznie, ale nad wyraz bogaty w treść i emocje mimo swojej kameralnej, 1,5 godzinnej formuły spektakl Tiago Rodriguesa pt. „Dystans”.

Bozenna Biskupska

6 wystaw, dla których warto zaplanować wakacyjny city break w Polsce

Gorąco? To może połączmy przyjemne z pożytecznym i pooglądajmy w chłodzie galerii ciekawe wystawy? Lato to też dobry moment, by połączyć weekendowy wyjazd z dawką sztuki, architektury i designu. W lipcu galerie i instytucje kultury w całej Polsce zapraszają na wystawy, które nie tylko zachwycają estetyką, ale także opowiadają o współczesności, pamięci miejsc i przyszłości naszych miast. Oto kilka ekspozycji, które szczególnie warto wpisać na wakacyjną listę.

Robert Majkut w sesji dla GQ Poland

Historia pewnego designu i fortepianu. Rozmowa z Robertem Majkutem

Robert Majkut stworzył polski język designu, zanim to słowo weszło do słowników. Autor słynnego fortepianu Whaletone opowiada, skąd czerpie inspiracje i dlaczego najlepiej mu się pracuje wśród drzew.

Albumy, które usłyszymy na polskich festiwalach muzycznych w 2026 roku

Więcej niż muzyka. Jak widać festiwale?

Przelotne miłości, koncertowe uniesienia czy po prostu dobry czas spędzony z przyjaciółmi. Podczas kilku dni festiwalu można nazbierać wspomnień i zainspirować się na cały rok. Zwłaszcza gdy z muzyką współgra warstwa wizualna.

ARTYKUŁ PARTNERSKI SAO MIASTOPROJEKT_Nobu Cultural District_Kino Roberta De Niro

NOBU Cultural District. Projekt, który może zmienić Kraków

Przy ulicy Kraszewskiego, w sąsiedztwie krakowskich Błoń, na terenie dawnego kompleksu SAO MIASTOPROJEKT, którego właścicielem jest krakowska firma architektoniczna SAO Investments, powstaje NOBU Cultural District. Będzie to pierwsza na świecie dzielnica kultury rozwijana pod marką Nobu. Jej nazwę zaproponował Robert De Niro, współzałożyciel marki.

David Hockney zmarł w wieku 88 lat

David Hockney nie żyje. Malarz, który nauczył świat patrzeć inaczej, miał 88 lat

Brytyjski artysta David Hockney zmarł w wieku 88 lat. Przez ponad sześć dekad zmieniał sposób, w jaki patrzymy na obrazy, nieustannie uciekając przed zaszufladkowaniem. Malował baseny, portrety i krajobrazy, eksperymentował z Polaroidem i iPadem, a przy łóżku trzymał kartkę z napisem: „Wstań i natychmiast zacznij pracować”.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Teatr Słowackiego odzyskuje blask. Zakończyła się wielka modernizacja krakowskiej perły

Nie tylko smok wawelski jest symbolem stolicy Małopolski, ale także to wyjątkowe miejsce, jakim jest Teatr im. Juliusza Słowackiego. Swoją działalność rozpoczął w 1893 roku i trwa do dziś.

Nowe zawody w sztuce

Kto jest kim? Nowe zawody i zjawiska w sztuce

Świat sztuki zmienia dynamikę. Już nie tylko kurator, kolekcjoner i artysta, nowe zawody i sposoby działania tworzą bardziej demokratyczny porządek. Lepiej dopasowany do rzeczywistości wokół nas.