Nie taki „Diabeł...” straszny, choć moralnie nadęty
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Nie taki „Diabeł...” straszny, choć moralnie nadęty
Jak na końską dawkę nostalgicznego eskapizmu sequel filmu „Diabeł ubiera się u Prady” momentami niespodziewanie odważnie zbliża się do prawdy o kondycji świata luksusowych magazynów. Niestety sam wpada w pułapki, które zastawia. A przecież bies powinien namawiać nas do złego.
Udostępnij

Kadr z filmu „Diabeł ubiera się u Prady 2” Autor zdjęcia: materiały prasowe Disney
Nie mam pojęcia, jak wiele dziennikarek mojego milenialskiego pokolenia fantazjowało od nastolęctwa o pracy w mediach. Ale doskonale wiem, kogo za to obwinić.
Oczekiwania vs. rzeczywistość
Film „Diabeł ubiera się u Prady”*, wyreżyserowany przez Davida Frankela w 2006 roku opowiadający o Andy Sachs (Anne Hathaway), która trafia na staż do redakcji wcale-nie–„Vogue’a” przemianowanego w filmie na „Runway”, z miejsca stał się hitem, wyhodowując w młodej widowni bardzo wysokie zawodowe aspiracje.
Kto po seansie „Diabła” nie marzył o poświęceniu się w całości dla miejsca, w którym biurowy open space sąsiaduje z garderobą po brzegi wypchaną projektami haute couture, niech pierwszy rzuci ulubioną gazetą. Blichtr, prestiż i figura bezwzględnej girlboss, którą najlepiej oddawała postać Mirandy Priestly (Meryl Streep) wzorowanej na Annie Wintour i Liz Tilberis, działały jak magnes albo perfekcyjnie skonstruowana propaganda sukcesu.
Przekonywano nas, że jeśli tylko damy z siebie wszystko i zdołamy znieść wszelkie wyrzeczenia i upokorzenia, zostaniemy dopuszczeni i dopuszczone do wyjątkowego wycinka rzeczywistości glossy magazines, a przede wszystkim działającego jak złoty dotyk Midasa błogosławieństwa Mirand tej branży. Ci, którzy w dorosłości postanowili spełnić te marzenia, być może nigdy, a na pewno nie w drugiej dekadzie XXI w., gdy media tradycyjne za sprawą wzrostu znaczenia cyfrowych i społecznościowych straciły na znaczeniu, nie mieli szans na to, by poczuć się jak Andy. Okazało się, że praca w zawodzie nie tylko nie wygląda jak z filmowego żurnala, lecz także, że może nie przynosić oczekiwanej satysfakcji, a w wielu przypadkach – pieniędzy.
Można było wtedy pójść śladami głównej bohaterki, która przecież ostatecznie porzuciła karierę w „Runway” na rzecz równowagi życiowej i ideałów w myśl zasady, że prawdziwie zmieniające świat dziennikarstwo robi się gdzie indziej. Ale czy faktycznie spokojniej? Choć brzmi to bardzo wzniośle, także jest iluzją, bo etat (a częściej: śmieciówka) w mediach niezależnych czy parających się tzw. „ważnymi sprawami” to jeszcze większa harówka. Ta bynajmniej nie gwarantuje balansu pomiędzy pracą a prywatnością. Zwykle oznacza przymieranie głodem połączone z przytłaczającym poczuciem odpowiedzialności i misyjności, która każe nadużywać siebie albo innych.
Bingo ambicji
Rewatch pierwszej części „Diabła…” w okolicach premiery wchodzącego właśnie do kin sequela uświadomił mi, że ten bez wątpienia kultowy, choć niezbyt dobrze starzejący się film tak naprawdę podcina własny potencjał, gdy zamiast pojechanej fantazji, próbuje dawać moralne lekcje o wartościach.
Aż chciałoby się zobaczyć znacznie bardziej konsekwentną wersję, w której Andy w pełni wchodzi szpilki Mirandy, stając się kopią swojej szefowej. Oczywiście, że zarzucano by wtedy twórcom, odklejkę od prawdziwego świata, a nawet cynizm. Ale przecież „Diabeł…” próbujący być pouczającą przypowieścią i tak lewituje bardzo wysoko.
Wybaczyłabym więc twórcom drugiej części, gdyby ich jedyną motywacją w nowym projekcie było dostarczenie widowni ładnego, pozwalającego na chwileczkę zapomnienia obrazka, albo połączenie sił Lady Gagi i Doechii w bardzo udanym utworze promującym sequel. Ale nie. Okazuje się, że mamy tu ambicjonalne bingo współczesnej krytyki systemu.
W „Diabeł ubiera się u Prady 2” pojawia się więc i śmieciowa moda z Chin, i sztuczną inteligencja, i rządy algorytmów wespół ze śpiącymi na kasie, niegrzeszących gustem ani inteligencją technofeudałami, clickbaitozę i wreszcie – powolną śmierć mediów tradycyjnych, począwszy od tych najbardziej niezależnych, a na modowych bibliach kończąc.
Widmo brutalnych: optymalizacji i restrukturyzacji nie omija i „Runway”, najpierw jednak to starsza o 20 lat Andy traci pracę w mniej komercyjnej redakcji w ramach zwolnień grupowych. Jako uznana i nagradzana reporterka, której polityka i ekonomia nie są straszne, zostaje z niczym, aż tu nagle dostaje telefon z redakcji Mirandy i za dwukrotność dotychczasowej pensji sprzedaje (ale – jak widać – nie tanio) swoje dotychczasowe ideały. Przyjmuje posadę na starych śmieciach, które nie są już tym samym, czym były 20 lat temu, a mogą stać się reliktem przeszłości.
Żeby była jasność – ani trochę nie oceniam bohaterki, bo piszę z pozycji kogoś, kto musiał dokonać podobnego wyboru. Różnica pomiędzy mną a nią polega jednak na tym, że nie próbuję nikogo przekonywać do wyjątkowości swojej profesji. To nie jest robota wykonywana wyłącznie dla wyższych celów. Może czasem bywa nośnikiem ważnych idei, ale równie często to prostu praca i usługa – jak każda inna.
W zawód dziennikarza (ale i wiele innych) wpisana jest wieczna negocjacja pomiędzy wartościami a zdolnością przetrwania (i zdrowiem psychicznym). Nie ma sensu się na to obrażać, choć oczywiście wolałabym świat, w którym takie rozterki w ogóle nie istnieją, a społeczeństwo rozumie, że potrzebuje autorów krytycznych i skupionych na tym, co najważniejsze: rzetelności, faktach, zadawaniu trudnych pytań, a także odpowiedzialnym i nieoczywistym opisywaniu rzeczywistości.
Oczywiście takie osoby (i chwała im za to) istnieją w naszej branży, ale Andy nie jest jedną z nich, choć nadal w to wierzy. Żywi również nadzieję, że w „Runway” – magazynie o modzie, który – jak by nie patrzeć – jest częścią problemu i mierzy się z właśnie wizerunkowym kryzysem oraz transformacją, można tworzyć społecznie wrażliwe i wysokojakościowe treści.
Niestety inwestorzy gazety mają na ten temat inne zdanie. Co na to postać grana przez Hathaway? Bohatersko próbuje popsuć im szyki i udowodnić, że walczy o „być albo nie być” starego dobrego dziennikarstwa.
Wesoły pogrzeb
Im dalej w fabułę, tym morał się jednak sypie. Dostajemy bowiem osąd systemu sponsorowany przez jego beneficjentów i pokazujący nam, że jedni budowniczowie niedostępnego świata są lepsi od drugich. Fabularnie wygląda to mniej więcej tak: ultrabogata Miranda z domem w Hamptons ma więcej stylu, smaku i sekretu niż władający światem panowie w garniakach i z miliardami na kontach, którzy chcą położyć łapska na „Runway”.
Andy uznaje więc, że trzeba bronić kierowanego przez Priestly magazynu przez sprzedażą w niepowołane chciwe ręce. Te same, które sesje zdjęciowe najchętniej robiły by w AI, co naszą naczelną, niegdyś wydającą krocie na profesjonalne modelki i fotografów, przyprawia o ból głowy. Nas też, ale z drugiej strony – czy w świecie kwitnących nierówności wywalanie kasy na zdjęcia w gazecie jest naprawdę etyczne?
Mnie ta opowieść nie przekonuje, bo Andy chce jednocześnie mieć i zjeść ciastko. Problem z drugą częścią „Diabła…” znowu polega więc na niekonsekwencji. Nawet gdy film próbuje uchylić rąbka prawdy o wyzysku, przemocy symbolicznej, klasowych napięciach i strukturalnych bolączkach wpisanych w branżę oraz biznesowe układy, robi to w estetyce katalogu luksusu, który legitymizuje pokręcony porządek świata. Niby dostajemy więcej bardziej zorientowanej we współczesności autorefleksji niż w jedynce, ale też tyle samo fetyszyzacji, który tę refleksję natychmiast neutralizuje. Sequel broniłby się bardziej, gdyby podkręcone do maksimum zostało jedno albo drugie.
Jednocześnie produkcja – chyba niechcący – odsłania realne mechanizmy działania branży: arbitralność gustu, tyranię deadline’ów i hierarchie przypominające bardziej feudalizm niż nowoczesne miejsce pracy. Miranda Priestly działa tu jak personifikacja systemu: bezwzględna, chłodna, a jednocześnie legitymizowana przez mit „geniuszu”. I tu właśnie – z perspektywy widza poszukującego ciekawego przesłania – robi się naprawdę interesująco. Konkretniej: gdy widać, że problemem nie jest jednostka, lecz struktura, która takie jednostki produkuje i nagradza.
Miranda wydaje się, zresztą najbardziej spójną postacią. Jej siła nie polega już na dyktowaniu trendów, tylko na zdolności adaptacji. W nowej rzeczywistości nie musi (i nie może) być tyranką – wystarczy, że będzie skuteczna. Miranda w dodatku doskonale rozumie coś, czego Andy nauczyła się za późno. Media nie mają kręgosłupa, lecz model biznesowy, a ten zwykle wygrywa z jednostkową etyką. To nie jest film, który udowadniałby coś innego, choć z irytującym uporem sili takie ambicje. Szkoda. Z perspektywy kogoś, kto widział redakcje od środka i wie, ile w nich „gównodziennikarstwa”, trudno nie odczytać tego filmu jako kolejnej próby pogodzenia ognia z wodą: besztania systemu z jego jednoczesną gloryfikacją.
Wolałabym coś innego. Nieudający czegoś, czym nie jest, ładny, błyszczący produkt, który mówi: „wiemy, że to wszystko jest popsute” i natychmiast dodaje: „ale czyż nie wygląda wspaniale?”. Zamiast więc nadążać za tą pokrętną logiką scenariusza, skupiłam się na rozrywkowo-nostalgicznej stronie tego spektaklu z głosem Gagi w roli głównej. Ostatecznie bawiłam się świetnie, wiedząc, że żegnam swoje nastoletnie marzenia, które nie miały prawa się wydarzyć. Ale to całkiem wesoły pogrzeb.
Więcej w tym temacie:
- Czy Paul Anthony Kelly to najbardziej stylowy aktor nowego pokolenia?
- Foto-pamiętnik Leny Góry z warszawskiej premiery „Erupcji”
- Odszedł Krzysztof Piesiewicz. Dokładnie w dniu premiery filmu „Historie równoległe”, który bez niego by nie powstał
- Czy to będzie najbardziej polityczne Cannes od lat? Demi Moore, Park Chan-wook, sztuczna inteligencja i wielki powrót magii kina
- Rok Wajdy: kultura jest doświadczeniem, a pamięć – zobowiązaniem
- Millennium Docs Against Gravity – czas start! Sprawdź nasze festiwalowe polecajki
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
Netflix zaprezentował drugi zwiastun serialu opartego na ikonicznej książce Bolesława Prusa. Kiedy obejrzymy produkcję?
Filmy i seriale
„The Bear” smakuje lepiej bez Carmy’ego. Przedpremierowa recenzja
Jeremy Allen White nadal jest twarzą „The Bear”, ale piąty sezon udowadnia, że serial Christophera Storera nie potrzebuje już nieustannego skupiania się na jego bohaterze. Gdy Carmy schodzi z pierwszego planu, więcej miejsca dostają inni, a „The Bear” odzyskuje smak.
Filmy i seriale
„Ród smoka” wraca. Harry Collett i Tom Glynn-Carney o nowym sezonie
„Ród smoka” właśnie powrócił z trzecim sezonem, a wraz z nim Aegon Targaryen, który próbuje poskładać się po własnym upadku, i Jacaerys Velaryon, coraz mocniej wchodzący w rolę przyszłego przywódcy. Tom Glynn-Carney i Harry Collett opowiadają o wojnie, traumach i o tym, dlaczego w Westeros największym zagrożeniem nigdy nie były smoki.
Filmy i seriale
Michał Sikorski o swoich ikonicznych rolach
Od przełomowej „Sonaty” po fenomen „1670” – Michał Sikorski opowiada o rolach, które ukształtowały jego aktorską karierę. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce rozpoczynamy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Dlaczego świat oszalał na punkcie „Backrooms”?
21-letni Kane Parsons zamienił internetową obsesję w filmowy fenomen. „Backrooms. Bez wyjścia” zarabia miliony, przyciąga młodą widownię i pokazuje, że przyszłość kina rodzi się dziś na YouTubie.
Filmy i seriale
Tom Holland i Zendaya wkraczają w nowy rozdział. Jest zwiastun „Spider-Man: Nowego początku”
Trudno powiedzieć, co dziś elektryzuje fanów bardziej: rekordowo popularny „Spider-Man: Nowy początek” czy fakt, że Tom Holland i Zendaya znów pokazują się razem. Nowy zwiastun tylko podgrzewa atmosferę wokół filmu, a świeżo upieczeni małżonkowie właśnie rozpoczęli wspólną trasę promocyjną, która potrwa jeszcze wiele miesięcy.
Filmy i seriale
„Ród smoka” wreszcie przestał być gorszą „Grą o tron”. Recenzja
Trzeci sezon „Rodu smoka” przynosi to, czego brakowało serialowi od początku: stawkę, emocje i bohaterów, których decyzje naprawdę mają konsekwencje. Produkcja HBO Max wreszcie nie sprawia wrażenia kosztownej imitacji. Westeros znowu wciąga.
Filmy i seriale
„1670” wraca z trzecim sezonem. Jan Paweł chce wysłać chłopa na Księżyc
Netflix zapowiedział trzeci sezon hitowego serialu „1670". Premiera 5 sierpnia, a fabuła zabierze widzów z błotnistej Adamczychy na królewski dwór i do Warszawy.