PARTNERZY SERWISU

Psychologia i relacje
Era Tindera odchodzi do lamusa?
Sztuczna inteligencja w roli swatki sprawdzi się lepiej niż ludzie i znane aplikacje? Takie nadzieje mogą mieć ci, których zmęczyły poszukiwania miłości, przyjaźni i seksu online, a na pewno – podzielają je twórcy serwisów randkowych, ochoczo inwestujących w narzędzia AI.
Udostępnij
Jak sztuczna inteligencja sprawdzi się w roli swatki? Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland
Nie tak dawno pisałam o tym, że nie do końca skuteczna w zastępowalności ludzkiej pracy sztuczna inteligencja organizuje nam czas wolny. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak głęboka jest to ingerencja, bo okazuje się, że algorytmy decydują nie tylko o tym, co robimy po godzinach, ale i z kim.
Chatbot zaprasza na randkę
Wprawdzie liczby pokazują, że bańka AI pęka, bo 95 proc. firm, które w nią zainwestowały, nie widzi specjalnych korzyści lub sposobów zarabiania na technologii. Straty wygenerowane przez imperium Sama Altmana w trzecim kwartale 2025 r. wyniosły 11,5 mld dolarów. Akademicy zaś od dawna wieszczą – jak w eseju opublikowanym na łamach SpringerNature – że „chat gpt to bullshit”. Mimo to w świecie cyfrowego kojarzenia par, gdzie od dłuższego czasu obserwujemy stagnację łamaną na odpływ, sztuczna inteligencja wydaje się obietnicą wielkiego przełomu.
Start-up Known oferuje na przykład usługi AI-swatki, która już za 25 dolarów i po zapisaniu się na listę oczekujących, na podstawie wskazanych przez użytkownika preferencji, dobiera mu potencjalnego partnera lub partnerkę. Umawianie się na randki jeszcze nigdy nie było – jak przekonują twórcy Know Dating – tak „magicznie” proste.
Ty mówisz, czego chcesz, a Known przesyła wiadomość z datą spotkania. Niemal identycznie działa CupidBot, gdzie wszystko odbywa się inaczej niż jeszcze do niedawna na Tinderze czy Bumble’u: bez konieczności przeglądania setek profili i zdjęć, które niewiele nam mówią; bez „niekończącej się pogoni za dopaminą w postaci lajków i przesunięć w prawo”; i wreszcie – bez presji, wypalenia randkowego i naszego czynnego udziału w poszukiwaniach. Ale czy bezpiecznie?
Fałszywa prywatność
Przeglądając strony nowych serwisów, przypomniałam sobie serialową scenę, w której CEO wpływowej amerykańskiej stacji telewizyjnej znajduje powierniczkę swoich najskrytszych emocjonalnych tajemnic asystetce AI. Chodzi o czwarty sezon hitowego „The Morning Show”, którego scenarzyści wikłają Stellę Bak (w tej roli znakomita Greta Lee) w intymną relację z technologią. Tej ostatniej ewidentnie osamotniona na szczycie bohaterka wyznaje, że ma romans z mężem szefowej (konkretniej prezeski zarządu UBN).
W kryzysowej sytuacji AI wydaje się lepszym i na pewno mniej oceniającym słuchaczem niż człowiek. Niestety, okazuje się, że co najmniej takim samym jak on manipulatorem i paplą, przez co prawda o życiu uczuciowym Bak wychodzi na jaw. A to bezpowrotnie burzy w realu nie tylko jej prywatne relacje, ale i zawodową, bardzo obiecującą karierę.
Nie ma wątpliwości co do tego, że przewrotność sceny zaprezentowanej w serialu obnaża mit o istnieniu cyfrowej poufności między nami a chatem GPT. U Stelli to, co miało pozostać prywatną spowiedzią, staje się pożywieniem dla komercyjnych modeli pozyskujących dane i bronią przeciwko użytkownikom tychże. Przecież wszystko, czego modele językowe się o nas dowiedzą, ma potem przełożenie na ich zasoby.
Jak są potem wykorzystywane? Właśnie w tej kwestii OpenAI i inne firmy są niespecjalnie przychylne transparentności, przez co ich usługi na pewno wzbudzają wątpliwości etyczne, a mogą też i naruszać prawo w szeroko rozumianym zakresie cyberbezpieczeństwa czy dyskryminacji.
Weźmy pod uwagę halucynacje oraz uprzedzenia, których chatboty uczą się od ludzi. Przesiąknięta nimi sztuczna inteligencja może pogłębiać istniejące nierówności, umożliwiać stosowanie przemocy, oszukiwać, szerzyć dezinformację, a także profilować podsuwane nam treści w sieci. Gdy w grę wchodzi więc tak wrażliwa sfera, jak intymność i związki, czynienie z AI arbitra życia uczuciowego wydaje się co najmniej ryzykowne.
Jeśli chatbotowi z Known opowiemy o naszych psychologicznych triggerach, uzależnieniach czy fetyszach, bądźmy pewni, że nie mamy ani pół procenta pewności, jak przetwarzane są te dane i komu udostępniane. Ba, nie zdajemy sobie sprawy, ile z tych faktów o nas trafi choćby do randkowiczów, z którymi połączy nas AI.
Nie sam wyciek danych jest tu jednak największym problemem, ale to, że nie mamy żadnej kontroli nad chatbotami. Konsekwencji nie przewidziała przecież Stella Bak, mimo że współpraca ze sztuczną inteligencją była jej flagowym zawodowym projektem dla telewizji.
Równie dobrze można by jednak powiedzieć, że serialowa protagonistka miała pecha albo po prostu jest wytworem nadmiernie wybujałej wyobraźni twórców „The Morning Show”.
Przyznaję, problemy Stelli – choć poruszające – wydawały mi się w chwili oglądania tej sceny odległe i to pomimo wszędobylskich doniesień o tym, jak AI zastępuje ludziom (bez względu na ich kapitał ekonomiczny czy edukacyjny) przyjaciół, terapeutów i partnerów. Ale wieść, że sztuczna inteligencja staje się ważnym graczem na rynku matrymonialnym, dała mi sporo do myślenia.
AI antidotum na samotność?
Przypadek Bak nie doszacowuje technologicznego wpływu na to, jak odpowiadamy na swoje podstawowe potrzeby bycia lubianymi, kochanymi, pożądanymi i tak dalej. Paradoksalnie bowiem, narzędzie, które miało zmniejszyć poczucie alienacji, sprawiło, że Stella stała się jeszcze bardziej samotna. Czy podobny scenariusz wydarzy się w świecie randek?
Właściwie już się wydarzył. Sztuczna inteligencja opisywana jako ultrawydajne narzędzie do znajdowania optymalnych międzyludzkich dopasowań w rekordowo krótkim czasie, nie musi strącać nam snu z powiek, ale tak czy siak będzie modelować społeczne oczekiwania i wyobrażenia o nawiązywaniu relacji. Nie jest to zupełnie nieprzewidywalna rewolucja, bo doskonale wiemy już, jak wygląda tinderyzacja miłości.
Aplikacje randkowe pozbawiły nas pewnego rodzaju spontaniczności, tajemnicy i ekscytacji z poznawania drugiej osoby, przez co widocznie odnotowują spadki zainteresowania klienteli, zwłaszcza wśród zetek i milenialsów. Skróciły żywotność związków poprzez ciągłą dostępność czekających za rogiem matchy i ku wszędobylskiej panice moralnej (nieważne, czy zupełnie słusznej) sprawiły, że tworzenie związków wygląda dla wielu jak gra w łapanie pokemonów.
Tinder i jego konkurenci uwidocznili matrymonialną powierzchowność i transakcyjność tam, gdzie próbowały jej nie dostrzegać osoby wierzące w lansowaną uparcie przez popkulturę – jako najcenniejszą wartość – miłość romantyczną. Ba, Tinder i jego konkurenci uwypuklili różnice genderowe i klasowe. Okazało się na przykład, że heteroseksualne kobiety mają lepsze notowania w apkach niż mężczyźni, a największym braniem cieszą się użytkownicy, którzy opłacają wersje premium albo są wystarczająco znani i zamożni, by dołączyć do wersji VIP.
Piosenkarka Lilly Allen poznała tak przecież swojego eks-męża, aktora Davida Harboura. Wyszła z tego niedawno świetna płyta, ale nie związek, na co pewnie wpływ miała różnica podejść małżonków do monogamii. A skoro już przy „nieskakaniu w bok” jesteśmy – choć bynajmniej nie jest to coś, co biologicznie i ewolucyjnie wysysamy z mlekiem matki, w erze randkowych aplikacji stało się towarem deficytowym. Nie twierdzę, że to źle. Po prostu nie idzie w parze z konserwatywnymi deklaracjami społecznymi o pragnieniu miłości do końca życia i faktycznymi wyborami randkowiczów, którzy – jak by nie patrzeć – na kapryśności algorytmów chwilowo mogli się emancypować i bawić, ale z czasem – mocno się przejechali.
Tonący AI się chwyta
Frustracja, wypalenie, poczucie niesprawiedliwości, zamknięcie w bańkach ideologiczno-klasowo-informacyjnych i tak chętnie odmieniana przez wszystkie przypadki epidemia samotności w klęsce urodzaju – to uproszczony bilans tinderowej ery, o której wpływie więcej przeczytacie w świetnej książce prof. Tomasz Szlendaka. W „Miłość nie istnieje. Związki, randki i życie solo w XXI wieku” socjolog pokazuje, że aplikacje nie działają, bo tak naprawdę wcale nie mają nas łączyć w pary. Gdyby były skuteczne, przestalibyśmy ich używać. A to odbiera Tinderom i spółce rację bytu. I rzeczywiście – widzimy odpływ użytkowników.
Co na to cyfrowe imperia randkowe? Chwytają się sztucznej inteligencji jak tonący brzytwy. Tinder eksperymentuje z usługą Chemistry, która za pomocą AI będzie skanować galerie zdjęć w naszych telefonach, na tej podstawie zbierać informacje, a następnie wykorzystywać je do znalezienia nam dopasowania. Wiele aplikacji oferuje pomoc chatbotów w „ćwiczeniu flirtu”. Proponuje podrywanie chatbota, przerabianie z nim scenariuszy randkowych, sugestie odpowiedzi w czacie albo – jak w przypadku Grindra – korzystanie z porad cyfrowego skrzydłowego o uroczej nazwie gAI (od gej i AI). Facebook z kolei „zatrudnia” sugerującego tematy rozmów dla zmatchowanych Dating Asystenta i raz w tygodniu podsuwa dopasowania. Jak nietrudno się domyślić, te treningi i porady zdają się na niewiele, gdy przychodzi zmierzyć się z prawdziwym człowiekiem, bo ten w przeciwieństwie do zawsze miłej sztucznej inteligencji jest mniej obliczalny.
Jeśli więc dziś poszukiwacze towarzystwa chcą naprawdę zaoszczędzić czas i pozbyć się problemów toczących aplikacje randkowe, mogą być pewni, że sztuczna inteligencja ich nie zbawi, a jedynie pogłębi istniejące wyzwania. A do tego może doprowadzić do zaniku autentyczności i mniej lub bardziej uzależnić od siebie w bezustannym gonieniu cyfrowego króliczka. Tak, jak w przypadku aplikacji randkowych, znajdą się jednak chlubne wyjątki. W końcu co najmniej parę tinderowych spotkań skończyło się ślubem. Ale nie każdy i każda z nas tego właśnie szuka.
Więcej w tym temacie:
- Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać
- „Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
- Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
- Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
- „I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
- Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać
Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.
Psychologia i relacje
Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.
Psychologia i relacje
Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.
Psychologia i relacje
„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?