PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Igrzyska 2026: Klaudia Adamek i Linda Weiszewski – bardzo szybkie, gotowe na więcej!

Po raz pierwszy w historii polskie bobsleistki wystąpią na zimowych igrzyskach olimpijskich. Klaudia Adamek będzie pierwszą Polką oraz drugą w historii zawodniczką, która wystąpi zarówno na letnich, jak i zimowych igrzyskach olimpijskich.

Udostępnij

Bobsleistki Klaudia Adamek i Linda Weiszewski: Bardzo szybkie, gotowe na więcej!

Bobsleistki Klaudia Adamek i Linda Weiszewski jadą na zimowe igrzyska olimpijskie Autor zdjęcia: materiały prasowe i archiwum prywatne (Linda Weiszewski)

Oskar Maya
01.02.2026

Kiedy po nieszczęśliwym wypadku Lindzie musieli usunąć kawałek palca, poprosiła lekarzy o włączenie utworu „Bohemian Rhapsody”. Klaudia od czasów juniorskich nie rozstaje się ze swoim talizmanem-maskotką: pluszowym prosiakiem. Linda Weiszewski i Klaudia Adamek zostały pierwszymi polskimi bobsleistkami, które wystartują w zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech. Klaudia będzie również drugą zawodniczką w historii, która wystąpiła zarówno na letniej, jak i zimowej olimpiadzie.

– Jakie to uczucie jechać w lodowej rynnie 130 km/h? Trochę jak przejazd rollercosterem. Tylko że to ja nim steruję, a nie maszyna – mówi GQ Poland Linda Weiszewski, pilotka polskiej drużyny bobsleistek.

– Dzięki bobslejom wreszcie poczułam się sportowo doceniona. Mimo że nadal kocham lekkoatletykę, tam nie zawsze tak było – dodaje Klaudia Adamek, rozpychająca reprezentacyjnej dwójki bobslejowej.

Klaudię znają bardzo dobrze kibice lekkoatletyki. Do niedawna jedna z najlepszych polskich sprinterek, rywalizowała z najszybszymi kobietami na świecie. W 2021 roku spełniła największe marzenie każdego sportowca – pojechała na igrzyska olimpijskie do Tokio, gdzie biegła w sztafecie 4x100 metrów obok innej polskiej gwiazdy, Ewy Swobody. Ale po powrocie z igrzysk zaczęły się problemy z formą i motywacją.

– Mimo porażek i trudnych momentów nie wyobrażałam sobie świata bez biegania. Lekkoatletyka jest i będzie moją pierwszą wielką miłością. Ale doszłam do momentu, kiedy trenerzy zaczęli obsesyjnie kontrolować moją wagę. Zamiast myśleć o startach, moim głównym problemem było bieganie po lekarzach i sprawdzanie, dlaczego nie chudnę. Do tego dochodziły problemy hormonalne i nieustanne branie leków, żeby jakoś zbić wagę. Dotarłam do momentu, kiedy byłam zwyczajnie w świecie wykończona. A kiedy organizm się blokuje, głowa także przestaje funkcjonować. Pod koniec po prostu nie chciałam już chodzić na treningi. I właśnie wtedy odebrałam telefon od trenera z propozycją przejścia do bobslejów. Postanowiłam zaryzykować. To pozwoliło mi odrodzić się na nowo. Już po kilku treningach poczułam, że jestem znowu doceniana, nikt nie szuka we mnie minusów – mówi Klaudia w rozmowie z GQ Poland.

W bobslejowej dwójce została rozpychającą. Jej zadanie polega na wspólnym z pilotką rozpędzeniu ważącego 165 kg boba, przebiegnięciu około 20 metrów i błyskawicznym wskoczeniem do środka. Później już tylko może liczyć na umiejętności koleżanki z zespołu. Jadąc blisko 150 km/h, Klaudia widzi przed sobą tylko skulone plecy Lindy. Wszystko trwa około minuty. Tętno u zawodniczek szybuje wtedy do maksimum.

– Z pierwszego mojego zjazdu właściwie pamiętam tylko tyle, że po prostu mocno się trzymałam. Poczułam takie mocne uderzenie adrenaliny, że to zaburzyło moje myślenie. Teraz, po tylu wspólnych zjazdach, po prostu trzymam kciuki za Lindę, żeby pięknie pojechała. Wiem, że jest świetną pilotką, która wyratuje nas z każdej opresji – opowiada Klaudia.

Bobsleistki Klaudia Adamek i Linda Weiszewski jadą na zimowe igrzyska olimpijskie

Bobsleistki Klaudia Adamek i Linda Weiszewski Autor zdjęcia: materiały prasowe i archiwum prywatne (Linda Weiszewski)

Linda Weiszewski nie wyobraża sobie zamiany ról. Dla niej kluczowa jest kontrola nad tym, co dzieje się na torze.

– Nigdy w życiu nie siedziałam z tyłu jako rozpychająca. I nie ma mowy, żeby to się zmieniło. To kwestia mojej natury. Ufam tylko sobie. Mam nawet problem, żeby jechać w samochodzie na siedzeniu pasażera. Adrenalina? Oczywiście jest uzależniająca. Nawet w wolnym czasie szukam prędkości. Czasami jeżdżę na motocyklu, w samochodzie też niestety mam dość ciężką nogę – opowiada 26-letnia zawodniczka z Torunia.

Linda urodziła się w Niemczech. Tata grał tam w piłkę nożną w niższych ligach klubu z Mönchengladbach. Później jej rodzina przeniosła się do Polski. Od dzieciństwa ciągnęło ją do sportów uznawanych na męskie. Najpierw poszła śladami taty – zainteresowała się piłką nożną. 

– Byłam dobrą, a może nawet bardzo dobrą juniorką. Najszybsza na boisku, przeganiałam nawet chłopaków. Najczęściej grałam właśnie z nimi, nie było wtedy zbyt wielu klubów kobiecych. Po przeprowadzce do Polski zamieszkaliśmy w Toruniu. Nie miałam szans rozwijać się w futbolu kobiecym. Tata powiedział wtedy: „W piłce kobiet pieniędzy nie będzie, idź do tej lekkoatletyki”. Zaczęłam biegać sprinty i startować w siedmioboju. Pamiętam, że jako młodziczka stanęłam nawet na starcie z Klaudią. Ona wygrała, a ja dobiegałam jako szósta. Później były sporty pożarnicze. Zostałam nawet mistrzynią świata, indywidualną i drużynową. Zanim pojawiły się bobsleje, po drodze było jeszcze rugby. Jak widać, jestem specjalistką w niszowych dyscyplinach – mówi Linda.

Linda Weiszewski

Linda Weiszewski Autor zdjęcia: materiały prasowe i archiwum prywatne (Linda Weiszewski)

– Zaznaczmy to od razu. Bobsleje to jedne z najniebezpieczniejszych dyscyplin na świecie – tłumaczy Mirosław Cygan, dyrektor sportowy Polskiego Związku Bobslei i Skeletonu – na światowych torach zdarzały się nawet wypadki śmiertelne. Najwięcej wspólnego z bobslejami mają chyba wyścigi Formuły 1. Dlatego jestem pełen podziwu dla obu dziewczyn, bo każdy przejazd wiąże się z ogromnym stresem. Trzeba umieć zapanować nad ciałem oraz błędnikiem. Do bobslejów nie trafiają przypadkowi zawodnicy. Najczęściej są to sportowcy, którzy postanowili spróbować swoich sił w innej dyscyplinie.

Jak bardzo jest to niebezpieczny sport, Polki przekonały się podczas swojego debiutu w Pucharze Świata. Na jednym z zakrętów bob przewrócił się i przez kilkadziesiąt metrów ślizgał się na boku aż do mety. Linda i Klaudia wyszły z wypadku tylko mocno poobijane.

Mniej szczęścia Linda miała podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata w Lake Placid w USA. Po treningu, podczas przenoszenia sprzętu, w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności płoza od bobsleja odcięła jej palec. Linda sama go odnalazła leżącego między kufą a płozami. Była potrzebna natychmiastowa operacja obcięcia wystającej kości i naciągnięcia reszty skóry. Poprosiła o znieczulenie miejscowe i … włączenie ulubionego utworu – „Bohemian Rhapsody” grupy Queen. Ta piosenka towarzyszy jej zawsze przed startem.

Po takiej strasznej kontuzji wiele zawodniczek miałoby problem z powrotem do wyczynowego sportu. Kiedy Linda po operacji zobaczyła swój obcięty palec, w pierwszej chwili po prostu się rozpłakała. Kiedy leżała w szpitalu, napisała do niej była mistrzyni olimpijska Laura Nolte, która startowała w bobslejach bez czterech palców: „Masz się nie załamywać i wracać do sportu”. Pomogło.

Po raz pierwszy w historii polskie bobsleistki jadą na zimowe igrzyska olimpijskie

Autor zdjęcia: materiały prasowe i archiwum prywatne (Linda Weiszewski)

– Cóż, to tylko kawałek palca. Straciłam resztę sezonu, ale najbardziej się bałam, że nie będą mogła trenować na siłowni, nie będę mogła złapać sztangi całą dłonią. Musiałam się od nowa nauczyć dźwigać ciężary. Ale nie jest źle. Mój personal best: 140 kg w przysiadzie, w zarzucie 95 kg i 67,5 kg w rwaniu. Palec jeszcze czasami boli, szczególnie na mrozie. Nie daj Boże, jak czasami uderzę się w niego w bobsleju… – mówi Linda.

Obie zawodniczki zaczynały w sportach indywidualnych, ale bobsleje to sport wybitnie zespołowy. Ze sprintem łączy je tylko to, że przez większość czasu trenują, a sam start trwa tylko kilkanaście sekund. Poza sezonem dziewczyny trenują… nad morzem. W Cetniewie, gdzie jest zainstalowany trenażer, na którym mogą trenować rozbieg. Większość czasu spędzają poza Polską, gdzie mogą korzystać z profesjonalnych torów. Linda i Klaudia liczą, że mimo mniejszego doświadczenia na igrzyskach olimpijskich będą rywalizowały z najlepszymi zespołami. Nie zawsze też mogą polegać wyłącznie na własnych umiejętnościach. Na wynik wpływ ma pogoda, odpowiednie smarowanie płoz czy dyspozycja dnia. Oprócz treningów siłowych i szybkościowych zawodniczki regularnie pracują z psychologiem sportowym. Bez tego trudno jest rywalizować na najwyższym poziomie.

– To sport wymagający maksymalnej koncentracji, a o sukcesie decydują naprawdę detale. Mały błąd sprawia, że murowane faworytki mogą zakończyć wyścig na ostatnim miejscu – mówi Marcin Kwiatkowski, psycholog sportowy kadry. – W bobslejach liczą się przede wszystkim: czas reakcji, umiejętność kontroli stresu oraz tzw. czucie stawowo-mięśniowe. Najważniejsze są predyspozycje indywidualne, umiejętnie znalezienie balansu między nadmierną brawurą a zbytnią ostrożnością. Linda i Klaudia mają zupełnie inne profile psychologiczne. Dlatego tak świetnie się uzupełniają. Cieszę się, że dzisiaj polskie bobsleje mają właśnie kobiecą twarz.

Po świetnym starcie w Pucharze Świata w Innsbrucku dziewczyny zdobyły wymagane kwalifikacje i przypieczętowały swój udział w igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie D’Ampezzo. Klaudia zapisze się jako druga zawodniczka na świecie, która ma za sobą starty w obu igrzyskach. Podczas zawodów ma z sobą zawsze swój talizman – pluszowego prosiaka, którego kiedyś przypinała do torby lekkoatletycznej, a teraz bobslejowej. Ma przynosić szczęście i chronić przed kontuzjami.

– Polscy kibice kochają wyścigi samochodowe i często jeżdżą na zawody F1. Jeśli tak kochają prędkość, to powinni zimą oglądać bobsleje. Na żywo to robi naprawdę niesamowite wrażenie – zachęca Klaudia Adamek.

Pierwsze zawody bobslejowe na igrzyskach olimpijskich rozpoczną się 15 lutego 2026 roku.

Więcej w tym temacie:

Oskar Maya

Dziennikarz z ponad 20-letnim doświadczeniem. Agent reprezentujący osoby publiczne, pisarz oraz uczestnik misji humanitarnych ONZ w Afryce. Specjalizuje się w tematyce społecznej, lifestyle’owej i sportowej. Pisał dla „Rzeczpospolitej”, NaTemat, „Ozonu” oraz „Party”. Pasjonat tenisa, motorsportu, hobbystycznie występujący w Teatrze IMKA. Współautor bestsellerowej książki „Inna miłość szejka” oraz „Mody na modelkę”, opisującą kulisy świata modelingu.

Czytaj więcej

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.

Francja Michael Olise

Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise

Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.