PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Jak norweski medalista zmienił olimpijskie podium w kozetkę

Czy Sturla Holm Lægreid swoim wiralowym wyznaniem niewierności przebił przyłapanych w zeszłym roku na zdradzie fanów Coldplay? Jest taka szansa, choć wszystko wskazuje na to, że jego była partnerka niespecjalnie cieszy się zdobytą sławą. Trudno jej się dziwić.

Udostępnij

Sturla Holm Lægreid – norweski biahlonista

Sturla Holm Lægreid, norweski biathlonista Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
11.02.2026

Kto by się spodziewał, że zimowe igrzyska olimpijskie 2026 trafią na nagłówki serwisów plotkarskich? Intuicja kazałaby myśleć, że nikt, choć wiadomo, że wszystkie media próbują dla siebie coś wycisnąć z tego wydarzenia. Wprawdzie olimpijskie zmagania nigdy nie były wolne od skandali, ale ten w wykonaniu norweskiego biathlonisty wydaje się dość szczególny, bo obyczajowy, a nie np. związany – jak to się nierzadko zdarza – z dopingiem czy majstrowaniem przy sprzęcie i parametrach wagowych.

Nie inaczej jest i w tym roku. We Włoszech z walką o medale musiały pożegnać się biegaczki narciarskie z Korei Południowej. Na nartach Han Da-som i Lee-Eui-jin znaleziono zakazany od 2023 roku żel fluorowy. Po stronie organizatorów też nie brakuje wpadek, bo okazuje się, że wielu sportowców dostało wadliwe, łatwo ulegające zniszczeniu medale.
 

Zdrajca ze złamanym sercem

Na ustach wszystkich znalazł się jednak Sturla Holm Lægreid i jego miłosne perypetie. Norweg, który zdobył olimpijski brąz w swojej dyscyplinie, stanął na podium z krajanem Johanem-Olavem Botnem (złoto) i Francuzem Érikiem Perrotem (srebro). Zamiast szampana u sportowca z trzecim miejscem polały się łzy. Gdy Lægreid stanął przed kamerą norweskiej stacji NRK, by skomentować swój sukces, zupełnie niespodziewanie wyznał, że… kilka miesięcy temu zdradził swoją byłą już partnerkę.

Swoje słowa skierował bezpośrednio do niej. „Chciałbym się tym podzielić z kimś, kto może dziś nie oglądać programu” – zaczął zawodnik, przyznając się do niewierności.

„Sześć miesięcy temu poznałem miłość mojego życia, najpiękniejszą i najżyczliwszą osobę na świecie. A trzy miesiące temu popełniłem swój największy błąd i ją zdradziłem. Miałem w życiu złoty medal (…) Tylko jej chcę. Nie wiem, co chcę osiągnąć tą przemową, ale sport był dla mnie czymś zupełnie innym przez ostatnie dni. Marzę, żeby móc to dzielić właśnie z nią” – dodał Lægreid. Jak dowiedziały się media, ukochana biathlonisty o jego wyskoku miała usłyszeć tuż rozpoczęciem igrzysk olimpijskich we Włoszech.

Kobieta chce pozostać anonimowa, ale zdążyła już skomentować wypowiedź sportowca. Upublicznienie sprawy oceniła negatywnie i zapewniła, że gest, który niektórzy mogliby uznać za wielki i romantyczny, był dla niej trudny i nie zmienił decyzji o rozstaniu.

„Nawet po wyznaniu miłości przed całym światem trudno jest wybaczyć. Nie chciałam znaleźć się w tej sytuacji i boli mnie, że muszę przez to przechodzić. Chcę wyrazić wdzięczność mojej rodzinie i przyjaciołom, którzy mnie wspierali w tym czasie. Dziękuję także wszystkim innym, którzy o mnie pomyśleli i okazali współczucie, nie wiedząc, kim jestem” – powiedziała norweskiej gazecie „VG”, słusznie – jeśli to ocenić po wiodących reakcjach internetowego komentariatu – zauważając, że Lægreid postąpił w nie do końca przemyślany sposób, bo niebiorący jej uczuć pod uwagę.
 

Odwaga czy egoizm?

Sportowiec zdążył już chyba zrozumieć, że olimpiada to nie najlepsza okazja do dzielenia się tak osobistymi szczegółami relacji. Przyznał później, że być może nie był w odpowiednim stanie psychicznym, by rozmawiać z mediami po wyścigu, który nastąpił nie tylko po stracie partnerki, lecz także niedawnej śmierci jego kolegi z drużyny, Siverta Guttorma Bakkena.

„Może udzielenie tego wywiadu było z mojej strony naprawdę samolubne” – powiedział, wskazując, że emocjonalnie i myślami nie był tu i teraz. Znalazły się jednak głosy, które doceniają szczerość sportowca, a nawet chwalą za to, że wymyka się stereotypowej męskości, mówiąc o swoich uczuciach publicznie.

Może jest w żałobie i przeżywa ją w nieracjonalny sposób? A może to kolejny po skoku w bok przykład niedojrzałości i niepanowania nad własnymi impulsami? Trudno przecież nie zauważyć, że chronologia zdarzeń wskazuje na dość desperacką próbę ratowania związku, który rozpadł się w wyniku odkrycia zdrady.

Wreszcie – nie jest żadnym bohaterstwem ani odwagą ponoszenie konsekwencji swoich wyborów, o których – na całe szczęście ekspartnerka Lægreida nie dowiedziała się w tym samym czasie, co miliony innych ludzi na świecie. Mogło być gorzej. Pamiętacie, jak parę żonatych kochanków kiss cam przyłapała na przytulankach podczas koncertu Coldplay?

No właśnie – nikt ich wtedy nie żałował. Można w tym miejscu dodać truizm o chwilach słabości, które zdarzają się wszystkim. Ale jak słabym trzeba być, by zdradzić po trzech miesiącach od zakochania, a potem ponownie zlekceważyć podmiotowość partnerki w telewizji?

Jednocześnie przypadku Lægreida zdecydowanie mamy za mało danych, by oceniać jego prywatne wybory. Ba, ma do nich pełne prawo, ale skoro bierze publiczność igrzysk za zakładników swojej sytuacji, to nietrudno o opinie i wyciąganie z całej historii jakiejś nauczki dla innych. Albo dostrzeżenie szkodliwych schematów.

Choćby komedie romantyczne mogły nas przyzwyczaić do tego, że okazywanie zwłaszcza przez mężczyzn widowiskowej skruchy wystarcza, by zapomnieć o krzywdzie. Rzeczywistość jednak bywa bardziej skomplikowana, a akceptacja i uszanowanie decyzji drugiej, zranionej strony powinno być priorytetem w chwili, gdy prawda o zdradzie wychodzi na jaw. Nie każdy i nie zawsze zasługuje na drugą szansę, a na pewno – nie powinien oczekiwać współczucia.
 

Kto ma prawo do prywatności?

To oczywiście nie oznacza, że oszukiwanie partnera czy partnerki skreśla kogoś na zawsze, ale wymaga wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, zrozumienia powodów, dla których się wydarzyły, i realizacji działań zapobiegającym podobnym scenariuszom w przyszłości. Może się przecież okazać, że impulsywność sportowca jest związana z innymi problemami (brakiem zaufania, uzależnieniem od seksu, ADHD), a monogamia – układem akurat się u niego niesprawdzającym.

Ta historia nie jest więc uniwersalną lekcji o miłości ani tym bardziej nie powinna być spektaklem odegranym przed olbrzymią publiką. Intymne wyznania, nawet jeśli szczere, nie przestają być intymne tylko dlatego, że padły przed kamerą. A publiczność – choć nieustannie karmiona emocjami – nie ma obowiązku uczestniczyć w cudzej terapii na żywo.

Trudno wprawdzie obrażać się w dobie mediów społecznościowych i nieustannej transmisji prywatności na to, że – chcąc nie chcąc – stajemy się świadkami cudzych katastrof. Istnieje jednak różnica między autentycznością a emocjonalnym ekshibicjonizmem. Ta pierwsza może budować mosty i inspirować, ta druga bywa próbą przerzucenia ciężaru odpowiedzialności na innych.

Być może Lægreid kierował się potrzebą oczyszczenia, może chciał odzyskać kontrolę nad narracją, a może rzeczywiście działał pod wpływem silnych emocji. To jednak nie zmienia faktu, że w tej historii jest jeszcze jedna osoba – taka, która nie wybrała rozgłosu. W świecie, w którym wszystko może stać się wiralem, umiejętność powściągliwości bywa większą oznaką dojrzałości niż najbardziej wzruszające wyznanie. Czasem największym gestem jest milczenie albo rozmowa przeprowadzona bez kamer, nagłówków i aplauzu. Na przykład – z terapeutą.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.

Francja Michael Olise

Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise

Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.