PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Gen szybkości. Nastoletni Gustaw Wiśniewski podbija świat Lamborghini

Osiemnastolatek z Warszawy już należy do najszybszych kierowców na świecie. W tym roku Gustaw Wiśniewski zamierza podbić Azję. Najciekawsze jest to, że do niedawna nie miał nawet prawa jazdy.

Udostępnij

Nastoletni Gustaw Wiśniewski ściga się jak nikt

Gustaw Wiśniewski w szczytowej formie Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Oskar Maya
19.04.2026

Lamborghini Huracán Evo2, to nie jest zwykły samochód. To maszyna zaprojektowana wyłącznie na tor, o potężnej mocy 620 KM. Podczas zawodów Gustaw Wiśniewski jest w stanie rozpędzić się nawet do 300 km/h. „Setkę” osiąga w niewiele ponad trzy sekundy. Dla zwykłego kierowcy takie prędkości i przeciążenia towarzyszące każdemu zakrętowi byłyby nie do zniesienia. Tymczasem Wiśniewski od najmłodszych lat był przygotowywany do wyczynowego sportu. Jego dzień jest zaprogramowany co do minuty. Bez takiej organizacji nie mógłby marzyć o osiągnięciu swojego wymarzonego celu: dołączenie do F1 – królowej motosportu. 


Długa droga

Osiemnastolatek z Warszawy zaszedł już naprawdę bardzo daleko, ale przed nim co najmniej kilka kluczowych sezonów, które mogą zdecydować o jego dalszej karierze. Po raz pierwszy usiadł za kierownicą, zanim skończył 10 lat, ale wyścigi wcale nie były jego pierwszym wyborem. Rodzinną tradycją Wiśniewskich jest pływanie i nurkowanie, dlatego pierwsze profesjonalne treningi Gustaw miał właśnie na basenie. 

 Gustaw Wiśniewski ma potencjał na prawdziwego sportowca

Osiemnastolatek z Warszawy idzie jak burza Autor zdjęcia: archiwum prywatne

– Oczywiście przykładałem się do treningów najlepiej, jak umiałem, ale szybko też zrozumiałem, że pływanie nie do końca odpowiada mojemu temperamentowi. Treningi wydawały mi się zbyt monotonne i przewidywalne – mówi Gustaw Wiśniewski. – Do motosportu trafiłem przypadkowo, po prostu szukaliśmy z mamą miejsca na zorganizowanie moich urodzin i znaleźliśmy halę, gdzie można było pojeździć gokartami. To wtedy po raz pierwszy dostrzegli, że mam predyspozycje i dostałem zaproszenie na otwarty tor. Tam też poszło mi całkiem dobrze.


Sport to najlepsze wychowanie

Pływanie szybko zostało zamienione na treningi na torze kartingowym. Rodzice Gustawa od zawsze wiedzieli, że przyszłość syna będzie w stu procentach związana ze sportem. Dyscyplina miała drugorzędne znaczenie. 

– Zawsze uważałem, że sport wychowa dziecko lepiej niż rodzice, dlatego chciałem synowi zaszczepić jakąkolwiek aktywność, żeby prowadziła go przez życie. Myślę, że to mi się udało – mówi Filip Wiśniewski, tata Gustawa.

Zawodniczą licencję Wiśniewski zdobył już jako dziesięciolatek, a na otwartym torze ścigał się ze starszymi od siebie zawodnikami i zawodniczkami. Karting jest jedną z nielicznych dyscyplin, gdzie nie ma podziału ze względu na płeć. Niektóre dziewczyny jeżdżą równie szybko, a czasami nawet szybciej od chłopaków. Gustaw od początku wyróżniał się przebojową jazdą. Już w drugim zawodowym sezonie został mistrzem Polski w swojej kategorii wiekowej.

 Gustaw Wiśniewski szkolił się od małego

Rodzice Gustawa zawsze wspierali syna Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Puchary od małego

– Atmosfera na zawodach kartingowych przypomina jedno wielkie miasteczko namiotowe – opowiada Gustaw. – Wszyscy trzymają się swoich teamów, analizują przejazdy z telemetrystami. 

W taki sposób mój rozmówca spędzał czas przez niemal większość swojego dzieciństwa. Nawet lekcje odrabiał podczas zawodów. Mimo że był jednym z najmłodszych i najchudszych kierowców, bardzo szybko zaczął jeździć w juniorach. 

– Nie pamiętam zawodów, po których nie wracałbym do domu z pucharem – wspomina z dumą. – Później postanowiliśmy, że dla mojego rozwoju dobrze byłoby startować również za granicą.

– Kiedyś Ayrton Senna powiedział, że bez kartingu nie ma prawdziwego kierowcy i ja się z tym zgadzam – dodaje Filip Wiśniewski. – Uważam, że obojętnie, którą drogę wybierze zawodnik, czy to będą rajdy górskie, single seatery (bolidy), zawsze trzeba przejść przez karting. Można powiedzieć, że to takie przedszkole i szkoła podstawowa dla kierowców. 

Motorsport to bardzo wymagająca dyscyplina, która nie zależy w stu procentach tylko od zawodnika. Najważniejszy jest zespół. Chyba niewiele osób poza najbliższą rodziną zdaje sobie sprawę, jak dużo dodatkowych zajęć ma wyczynowy kierowca. Liczy się kondycja, sprawność fizyczna, praca z fizjoterapeutami, a także odpowiednie przygotowanie mentalne. Psycholog sportowy pojawił się już na początku jego profesjonalnej kariery. Do pierwszego spotkania doszło w rodzinnym domu Wiśniewskich na warszawskim Żoliborzu.

 Gustaw Wiśniewski gotowy do wyścigu

Gustawa Wiśniewski przed wyścigiem Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Potencjał młodego zawodnika

– Nasza współpraca zaczęła się od przeprowadzenia badań psychomotorycznych, mających na celu określenie jego naturalnych umiejętności – mówi Marcin Kwiatkowski, psycholog sportowy. – Sprawdzaliśmy czas reakcji, koordynację wzrokowo-ruchową oraz tzw. dokładność postrzegania. 

Badałem odporność Gustawa na stres, przeprowadzaliśmy też badania genetyczne, które miały potwierdzić, że nadaje się akurat do tego sportu.

Wyniki, również na podstawie DNA, potwierdziły ogromny potencjał młodego zawodnika, który przy odpowiednim rozwoju może pozwolić mu zajść bardzo daleko. Według psychologa kluczowym czynnikiem sukcesu wyczynowego sportowca jest jego najbliższe otoczenie. 

– W przeciwieństwie do wielu talentów, których rozwój był hamowany przez rodzinę, tutaj mamy do czynienia wręcz z wzorowym prowadzeniem – tłumaczy Kwiatkowski. – Rodzice od początku zorganizowali treningi na poziomie kadry narodowej, dbają o logistykę, sprzęt, dietę i opiekę specjalistów. Obecnie w wieku osiemnastu lat chłopak ma jeden z najlepszych czasów reakcji wśród sportowców motorowych, bez podziału na dyscypliny.


Najważniejsze bezpieczeństwo

Ojciec Gustawa również czasami przychodzi na sesję z psychologiem. To bardzo trudna sytuacja dla rodzica, kiedy dziecko uprawia sport ekstremalny, podczas którego dochodzi czasami do niebezpiecznych sytuacji.

– Musiałem to sobie dobrze w głowie poukładać – przyznaje Filip Wiśniewski. – Podczas zawodów widzę, jak mój syn jedzie w tłumie innych samochodów, często 300 km/h. Mam w sobie wtedy sprzeczne emocje. Chcę, żeby „cisnął”, jak najlepiej potrafi, jednak najważniejsze jest przecież bezpieczeństwo mojego dziecka.

Po bardzo udanej karierze kartingowej Gustaw dostał propozycję z kilku zespołów F4, czyli przedsionka Formuły 1. Pojechał kilka rund z jednym z hiszpańskich teamów. Ostatecznie wybrał skandynawską serię Nordic 4, gdzie zdobył wicemistrzostwo w kategorii debiutantów mimo dołączenia do stawki w trakcie sezonu.


Przeskok do bolidów

– Przeskok z kartingu do bolidów jest znaczący. Nie tylko dlatego, że w tym pierwszym jedziesz maksymalnie 140 km/h, a w F4 prędkości dochodzą nawet do 250 km/h – tłumaczy Gustaw. – Są zupełnie inne przeciążenia, mam też inną kierownicę, więcej guzików i trzy pedały zamiast dwóch, jak to było w kartingu. 

– Czy czujesz się bezpiecznie w bolidzie? – pytam. 

Oczywiście. W obecnych czasach poziom bezpieczeństwa zawodników bardzo się poprawił. Mamy homologowany sprzęt, zaczynając od skarpetek aż po odpowiedni kask. Ale zdarzają się też sytuacje, na które nie byłem przygotowany. W F4, szczególnie tej skandynawskiej, liczy się niestety polityka. Wielokrotnie miałem wrażenie, że organizatorom bardziej zależało, żeby wygrywali Skandynawowie. Kilka razy odczułem to boleśnie, ale cóż – to jest dla mnie kolejne doświadczenie w kształtowaniu charakteru.

Motorsport to zdecydowanie najdroższa dyscyplina na świecie. Bez budżetu rozwój zawodnika nie jest możliwy. Nawet w kartingu sezon średnio kosztuje 100 tys. zł, które w większości przypadków pokrywają rodzice. W wyższych seriach nie ma już finansowego limitu. Pieniądze pozwalają na zakup lepszego silnika, wyższej jakości opon, dołączenia do bardziej utytułowanego zespołu. Jeśli zawodnikowi uda się dopiąć budżet, czyli znaleźć sponsora, ścieżka kariery do F1 staje się o wiele krótsza.

 Gustaw Wiśniewski ma przed sobą świetlaną przyszłość

Co czeka młodego zawodnika? Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Co dalej 

– Oczywiście zdarzają się wyjątki. Najlepszym przykładem jest Robert Kubica, który wszedł do F1 głównie dzięki ciężkiej pracy i swojemu talentowi. Pokazał, że również z mniejszym budżetem jest to możliwe. Ale także w jego przypadku wszystko zostało postawione na jedną kartę – opisuje Filip Wiśniewski. – Gustaw spędza dużo czasu w padoku i myślę, że już zaczyna sobie zdawać sprawę, ile to wszystko kosztuje. Niedawno jako najmłodszy zawodnik startował w 24-godzinnym wyścigu Michelin w Dubaju. Tylko na jego samochód poszła ciężarówka opon. 

W obecnym sezonie Gustaw będzie kontynuował karierę w jednym z najlepszych zespołów VSR Lamborghini Super Trofeo Asia. Nadal chciałby kiedyś dołączyć do F1, ale doświadczenia, które już zdobył na torach całego świata, pozwalają mu spojrzeć na ten sport z szerszej perspektywy.

– Wiem, że przede mną jeszcze długa droga. Czuję, że jestem już na całkiem wysokim poziomie, ale chcę dojść w tym sporcie najdalej, jak się tylko można. Ściganie daje mi w życiu tyle emocji, że nie wyobrażam sobie, żebym mógł robić coś innego. Teraz koncentruję się na wyścigach samochodowych. Jako kierowca zespołu VSR Lamborghini mam przed sobą jasno określone cele. 

– Kto jest twoim największą inspiracją? – pytam na koniec mojego rozmówcę.

Słyszę: – Ayrton Senna. Chociaż Formuła 1 bardzo zmieniła się od jego czasów, to wybitny kierowca zawsze potrafi się do przyzwyczaić do każdych warunków.

Więcej w tym temacie:

Oskar Maya

Dziennikarz z ponad 20-letnim doświadczeniem. Agent reprezentujący osoby publiczne, pisarz oraz uczestnik misji humanitarnych ONZ w Afryce. Specjalizuje się w tematyce społecznej, lifestyle’owej i sportowej. Pisał dla „Rzeczpospolitej”, NaTemat, „Ozonu” oraz „Party”. Pasjonat tenisa, motorsportu, hobbystycznie występujący w Teatrze IMKA. Współautor bestsellerowej książki „Inna miłość szejka” oraz „Mody na modelkę”, opisującą kulisy świata modelingu.

Czytaj więcej

Podsumowanie mundialu 2026

Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?

Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.