PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Jakub Przygoński, Adam Małysz i Krzysztof Hołowczyc o tym, jak przetrwać Rajd Dakar

Tegoroczny Rajd Dakar powoli zbliża się do mety. Zanim jednak poznamy zwycięzców poszczególnych kategorii, wróćmy myślami do wspomnień. Często ekstremalnych i trudnych, ale zawsze satysfakcjonujących. Nic tak nie męczy jak Dakar i nic nie daje takiej przyjemności jak Dakar.

Udostępnij

1920x1080_rajd_dakar

Krzysztof Hołowczyc, Adam Małysz i Jakub Przygoński opowiadają GQ Poland o Rajdzie Dakar Autor zdjęcia: materiały archiwalne zawodników; kolaż GQ Poland

Lech_Podhalicz_GQ_RAMKA
14.01.2026

Doskonale wiedzą o tym polscy rajdowcy. O to, jak funkcjonowali w trakcie wyścigów rodzimi zawodnicy osiągający duże sukcesy, zapytaliśmy legendy rajdu: Jakuba Przygońskiego, Krzysztofa Hołowczyca i Adama Małysza. Startowali w Rajdzie Dakar od początku lat 2000., zaliczyli występy w kategorii motocykli (Przygoński) oraz samochodów (wszyscy trzej) i zebrali całą masę wspomnień z wykańczającego motoryzacyjnego maratonu. Zarówno w wersji afrykańskiej, południowoamerykańskiej, jak i najnowszej, na Bliskim Wschodzie.
 

Jakub Przygoński

M61_5369

materiały archiwalne Jakuba Przygońskiego Autor zdjęcia: MCH Photo


Co pakuje się na Rajd Dakar? Co trzeba z sobą wziąć? Bez czego nie można się obejść?

Na Rajd Dakar pakuje się na wszystkie możliwe warunki, czyli na upały, na deszcz, na śnieg i na zimno. Trzeba być przygotowanym na każdą sytuację pogodową.

Co je się w czasie rajdu? Czy jest czas na normalne jedzenie?

Są dwie możliwości. Jeżeli jesteś normalnym zawodnikiem, to codziennie na biwaku jest organizowana taka, można powiedzieć, wielka stołówka, gdzie organizator karmi te trzy tysiące uczestników. Tam są zawsze dostępne makaron, woda, inne napoje, owoce.

Duże zespoły mają prywatne kuchnie i kucharzy. To dodatkowa oszczędność czasu, bo biwak ma kilka kilometrów długości, więc w dużych zespołach, gdzie ścigają się najszybsi zawodnicy, je się na miejscu, przy samym samochodzie.

Czy w trakcie rajdu są przerwy poza tymi na sen i naprawy?

Rajd Dakar to około dwóch tygodni ścigania, Najpierw siedem dni jazdy, potem dzień przerwy, w którym pojazdy przechodzą przegląd, a zawodnicy poświęcają czas na wywiady i planują taktykę na drugą część.

Jak wygląda kwestia snu? Gdzie i ile się śpi?

Zawodnicy początkujący śpią w namiotach, co jest bardzo trudne i bardzo męczące, bo nie dość, że jest albo zimno, albo gorąco, to do tego jest duży hałas na biwaku. To sprawia, że poziom regeneracji jest niski. Czołówka zawodników śpi w kamperach i to pozwala im znacznie lepiej się regenerować, bo można się zamknąć w swoim pomieszczeniu, nie słychać tam hałasu, lepiej się śpi, więc ogólnie lepiej odpoczywasz.

Co jest najtrudniejsze w czasie całego rajdu?

Wytrzymanie presji i tempa rajdu. Codziennie przejeżdża się nawet 500–700 km, co oznacza, że pokonujemy dystans Warszawa–Wiedeń, Wiedeń–Mediolan, Mediolan–Paryż i tak w kółko. Zmienia się teren, zmienia się otoczenie, zmieniają się temperatury. Wszyscy są zmęczeni: zawodnik, pilot, menedżer, mechanik, dziennikarz, każda osoba przeżywa ten rajd na swój sposób, ale każdy musi codziennie rano wstać, codziennie wieczorem gdzieś znaleźć miejsce do spania. Zorganizować wszystko, rozłożyć od nowa i ruszyć do następnego etapu. Weźmy pod uwagę, że jedzie się w samochodzie, w którym jest 50–60 stopni, jest potężna presja, jedziesz bardzo szybko i dzieje się bardzo dużo różnych rzeczy. Z kolei na motocyklu, na którym musisz siedzieć lub stać na całym odcinku, to staje się jeszcze bardziej męczące.

Pierwsze skojarzenie, gdy ktoś pyta o Rajd Dakar?

Rajd Dakar jest niesamowicie ekstremalnym wyzwaniem. Im jesteś lepiej przygotowany, tym na pewno masz dużo łatwiej, ale jeżeli jedziesz jako po raz pierwszy i masz małe doświadczenie, to na pewno przeżyjesz piekło.

M61_3508

materiały archiwalne Jakuba Przygońskiego Autor zdjęcia: MCH Photo

Najwyraźniejsze wspomnienie ze startów?

Wstajesz, jak jest ciemno, jedziesz, jak jest ciemno i jest zimno, jesteś w dzikim terenie na środku pustyni i tak naprawdę jesteś tam sam. To też niesamowite, bo ścigamy się w terenie, w którym nie ma żadnych ludzkich osad.

Czy po tylu startach człowiek czuje się bardziej przygotowany? Czy każdy start jest inny?

Mam przejechane 13 Rajdów Dakar: 6 rajdów motocyklem i 7 samochodem, czyli mam bardzo duże doświadczenie i wiedzę. Mimo to zawsze coś potrafi zaskoczyć zawodników. Raz jest to ulewa i jest powódź, gdzie trzeba się ścigać i przejeżdżać przez rzeki, w których można utopić motocykl czy samochód. Raz jest to śnieg, raz jest to burza piaskowa, raz organizator coś pomylił i wszyscy się gubią na pustyni. I co rajd są takie 2–3 dni, które zmieniają całkowicie kolejność wyników i zmieniają wszystko to, do czego było się przygotowanym.

Jaka była najbardziej ekstremalna sytuacja w czasie rajdów?

Ekstremalnych sytuacji jest mnóstwo. Zdarzało się, że jechałem na felgach, żeby przetrwać. Naprawialiśmy samochód, wymienialiśmy skrzynię biegów, co wiązało się z tym, że później trzeba było nadrabiać w nocy po pustyni, gdzie – wiadomo – nie ma pomocy, nie latają śmigłowce, więc trzeba sobie radzić samemu. I na takiej nocnej trasie, która ma te 300–400 km, każdego dnia ktoś jedzie z problemami, szuka rozwiązania i dalszej drogi.

Jak dba się o ciało i głowę przez te dwa tygodnie?

Najważniejsza jest regeneracja, szczególnie początkowe dni. Zawodnicy, którzy po raz pierwszy startują, są bardzo podekscytowani tym, że jadą w Rajdzie Dakar, i tracą za dużo energii, bo choć kończą dzień o 17 i mają czas na regenerację, to chodzą po całym biwaku, marnując energią. Po siedmiu dniach na pewno zostaną za to ukarani, bo będą mieli za mało regeneracji, za mało snu. Cała czołówka rajdu mało się przemieszcza poza jazdą, od razu robi masaż i jak najwcześniej kładzie się spać, żeby się regenerować, bo każdy wie, że czekają go dwa tygodnie ścigania, więc trzeba szanować organizm.

O czym kibice nie mają pojęcia – jaka jest największa prawda o Rajdzie Dakar?

Wydaje mi się, że rozmiar biwaku, który jest tak duży, że często nawet zawodnicy z Polski mogą się nie spotkać. Jeżeli miałem iść pół godziny do innego zawodnika i z nim pogadać, to często odpuszczałem, bo każdy jest skoncentrowany głównie na przetrwaniu. Kibice myślą, że wszyscy zawodnicy z Polski siedzą razem przy stole i jest wesoło. A tak naprawdę jest inaczej, bo przede wszystkim każdy zawodnik przyjeżdża o innej godzinie. Motocykliści kończą trzy godziny później, więc chodzą spać wcześniej. Każda kategoria żyje w odmiennych trybach czasowych.
 

Krzysztof Hołowczyc

M63_4879

Autor zdjęcia: materiały archiwalne Krzysztofa Hołowczyca


Co pakuje się na Rajd Dakar? Co trzeba z sobą wziąć? Bez czego nie można się obejść?

Na Dakar pakuje się bardzo dużo rzeczy, ale z czasem człowiek rozumie, że nie chodzi o ilość, tylko o sens. Sprzęt sportowy, zapasowe rękawice, buty, bieliznę termiczną, leki, suplementy, elektrolity – wszystko, co pozwala funkcjonować dzień po dniu.

Ale najważniejsza jest głowa. Jeśli nie masz w sobie zgody na to, że będzie ciężko, brudno, niewygodnie i nieprzewidywalnie, to nawet najlepszy sprzęt nie pomoże. Dakar wygrywa się przygotowaniem mentalnym.

Co je się w czasie rajdu? Czy jest czas na normalne jedzenie?

Jedzenie na Dakarze ma jedno zadanie – dać energię. Nikt tam nie je dla przyjemności. Batony energetyczne, żele, ryż, makaron, czasem coś ciepłego w biwaku, jeśli akurat się wyrobiłeś. Bardzo często jesz w biegu, między jednym a drugim zadaniem.

Dakar uczy szacunku do prostych rzeczy – ciepłej herbaty czy normalnego posiłku po całym dniu walki.

Czy w trakcie Rajdu są przerwy poza tymi na sen i naprawy?

Nie ma klasycznych przerw. Dakar to stan ciągłego napięcia – nie tylko dla zawodników, lecz także dla całego zespołu obsługującego start. Nawet kiedy fizycznie siedzisz i – wydawałoby się – odpoczywasz, głowa cały czas pracuje. Analizuje trasę, decyzje, błędy, wyciąga wnioski z tego, co się wydarzyło, i planuje strategię na kolejny dzień.

To są dwa tygodnie życia na bardzo wysokich obrotach – fizycznych i psychicznych. Tam nie da się wyłączyć. Każda chwila dekoncentracji może spowodować błąd, który kosztuje cenny czas, a czasami znacznie więcej: zdrowie albo życie. Dakar ma swoją historię i ona nieraz pokazała, jak cienka bywa granica między walką a tragedią.

Jak wygląda kwestia snu? Gdzie i ile się śpi?

Sen jest krótki, często przerywany, w hałasie i kurzu. Śpisz tam, gdzie się da – w namiocie, w bazie, w samochodzie. Paradoksalnie, kiedy jesteś naprawdę zmęczony, zasypiasz natychmiast. Organizm bardzo szybko uczy się wykorzystywać każdą minutę regeneracji.

Zdarzają się też sytuacje ekstremalne – kiedy zostajesz na środku pustyni z uszkodzonym samochodem, a wóz serwisowy potrzebuje nawet kilku dni, żeby do ciebie dotrzeć. Zamykasz się wtedy w śpiworze i chronisz każdy gram jedzenia przed zwierzętami, które nocą pojawiają się dosłownie znikąd. To niesamowite, ile życia budzi się na pustyni po zmroku.

⁠Co jest najtrudniejsze w czasie całego rajdu?

Najtrudniejsze na Dakarze jest podnoszenie się z permanentnego zmęczenia. Każdego dnia musisz być maksymalnie skoncentrowany, mimo że ciało coraz głośniej mówi „dość”. Tu nie ma miejsca na ulgę ani taryfę ulgową. Dakar nie polega na jednym heroicznym zrywie. On bezlitośnie sprawdza, czy potrafisz być konsekwentny wtedy, gdy wszystko zaczyna boleć.

Bo jeśli myślisz, że cena zwycięstwa jest zbyt wysoka – Dakar bardzo szybko ci pokaże, ile naprawdę kosztuje brak koncentracji, chwila zwątpienia albo odpuszczenie o jeden procent. Tu każdy błąd ma swoje konsekwencje. Czasem to stracone minuty, czasem godziny, a czasem coś, czego nie da się już odrobić.

Ten rajd nagradza tylko upór, pokorę i konsekwencję dzień po dniu. Nie tych, którzy jadą efektownie, ale tych, którzy potrafią wstać rano mimo zmęczenia i jeszcze raz zrobić dokładnie to, co trzeba.

Kluczowe jest oswojenie bólu – przyzwyczajenie się do niego i zaakceptowanie, że przez kolejne dni będzie twoim stałym towarzyszem. Twoim zadaniem jest go przełamywać i iść dalej. Osiągnąć taki poziom wytrzymałości, który pozwoli dotrwać do samego końca. To niezwykle trudne, ale najlepsi potrafią to okiełznać.

Pierwsze skojarzenie, gdy ktoś pyta o Rajd Dakar?

Granice. Granice wytrzymałości fizycznej, psychicznej i emocjonalnej. Dakar to miejsce, gdzie bardzo szybko dowiadujesz się o sobie rzeczy, których w normalnym życiu nigdy byś nie odkrył.

Paradoksalnie człowiek najlepiej poznaje siebie w momentach największego dyskomfortu, wysiłku i bólu. Dakar obnaża to bezlitośnie, ale w bardzo uczciwy sposób i uświadamia, że największą granicą jest nasza głowa.

Najwyraźniejsze wspomnienie ze startów?

Momenty absolutnej ciszy w głowie. Kiedy jedziesz na limicie, ale czujesz pełną kontrolę i jesteś całkowicie „tu i teraz”. Nie ma przeszłości ani przyszłości – są tylko droga, samochód i decyzje podejmowane w ułamkach sekund.

To są chwile, w których człowiek czuje się niesamowicie żywy. Takie momenty zostają w pamięci na całe życie i sprawiają, że mimo wszystkich trudów chcesz tam wracać.

DSC_8809

Autor zdjęcia: materiały archiwalne Krzysztofa Hołowczyca

Najzabawniejsza sytuacja z Dakaru?

Humor na Dakarze jest specyficzny, często bardzo czarny. Śmiejemy się z rzeczy, które w normalnym życiu nie byłyby śmieszne, ale tam pomagają przetrwać. Najczęściej śmiejemy się z własnych błędów, bo dystans do siebie to jedna z najważniejszych umiejętności na tym rajdzie.

Czy po tylu startach człowiek czuje się bardziej przygotowany? Czy każdy start jest inny?

Zdecydowanie tak. Doświadczenie pomaga podejmować lepsze decyzje i chłodniej oceniać sytuacje. Ale każdy Dakar jest inny. Dakar nie uznaje stażu, nie ma sentymentów i każdego traktuje równo. Potrafi zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych zawodników.

To rajd bezwzględny dla słabości i braku przygotowania. Bardzo szybko obnaża wszystkie wady człowieka – fizyczne, mentalne, organizacyjne. Z jednej strony doprowadza do absolutnych granic wytrzymałości, z drugiej – pozwala poznać samego siebie i jasno wskazuje, nad czym trzeba jeszcze pracować.

Jaka była najbardziej ekstremalna sytuacja w czasie rajdów?

Najbardziej ekstremalnym momentem w mojej karierze był wypadek, w którym doznałem złamania kręgosłupa – kompresyjnego zmiażdżenia kręgów. To nie była już adrenalina rajdowa, tylko bardzo twarde zderzenie z pytaniem: co dalej z życiem.

W takich chwilach nie myślisz o ściganiu ani o wynikach. Zastanawiasz się, czy będziesz mógł normalnie chodzić, funkcjonować, robić podstawowe rzeczy. To doświadczenie uczy ogromnej pokory i daje potężny szacunek do życia. Od tamtej pory każdy start traktuję jako przywilej.

Jak dba się o ciało i głowę przez te dwa tygodnie?

Ciało to trening, regeneracja, rutyna i żelazna dyscyplina. Ale absolutnie kluczowa jest głowa. Trzeba nauczyć się zarządzać strachem i zmęczeniem, a nie z nimi walczyć.

Na Dakarze kluczowe jest nastawienie i świadomość, że to rywalizacja rozłożona na kilkanaście dni, a przede wszystkim rywalizacja z samym sobą. To nie jest sprint ani walka na jeden efektowny moment. To długi, wyczerpujący maraton, w którym każdego dnia sprawdzasz własne granice. Musisz być gotowy na dyskomfort, ból i chwile zwątpienia, bo to one są prawdziwym przeciwnikiem.

Na końcu tej drogi czeka ogromna satysfakcja. Czasem jest nią wysokie miejsce w klasyfikacji, ale bardzo często samo przełamanie własnych słabości daje poczucie spełnienia, którego nie da się porównać z żadnym wynikiem na mecie.

⁠O czym kibice nie mają pojęcia – jaka jest największa prawda o Rajdzie Dakar?

Wielu kibiców myśli, że Dakar wygrywa się samą prędkością. To nieprawda. Dakar wygrywa się mądrością w podejmowaniu decyzji wtedy, gdy organizm jest na granicy wyczerpania. To rajd, w którym trzeba nieustannie ważyć tempo, dbać o sprzęt i myśleć nie o jednym odcinku, ale o dwóch tygodniach jazdy dzień po dniu. Tu każda zbyt agresywna decyzja wraca później z podwójną siłą.

Dakar to nie tylko kierowca i gaz w podłodze. To także samochód, który musi dojechać do mety, i mechanicy pracujący nocami na granicy własnej wytrzymałości. Każda naprawa, każdy wybór tempa, każdy kompromis ma znaczenie. W tym sensie Dakar jest jak rajdowe Le Mans – tylko że zamiast 24 godzin trwa dwa tygodnie bez przerwy.

To ogromna operacja zespołowa. Komunikacja, logistyka, nawigacja i zaufanie do ludzi wokół są tak samo ważne jak szybkość na odcinku. Jeśli którykolwiek element zawiedzie, cały plan się rozsypuje. Na Dakarze nie ma nic oczywistego i właśnie dlatego ten rajd bezlitośnie weryfikuje charakter, pokorę i prawdziwą dojrzałość zespołu.
 

Adam Małysz

SI201307190124

Adam Małysz Autor zdjęcia: Red Bull Content Pool


Co pakuje się na Rajd Dakar? Co trzeba z sobą wziąć? Bez czego nie można się obejść?

Przede wszystkim komplet sprzętu osobistego: kombinezon, kask, buty, bielizna pod kombinezon, specjalne skarpetki. Wszystko certyfikowane i niepalne. Często, zwłaszcza podczas rajdów w Ameryce Południowej, zabieraliśmy własne jedzenie. Jeśli wysyłało się kampera, to był wypełniony niezbędnym wyposażeniem do życia i regeneracji. Jeśli nie – obowiązkowo namiot i śpiwory.

Co je się w czasie rajdu? Czy jest czas normalne jedzenie?

Śniadania są raczej bardzo skromne, głównie po to, żeby uniknąć problemów żołądkowych w trakcie odcinka. Z piciem zazwyczaj nie ma większego kłopotu, bo przy wysokich temperaturach wszystko się wypaca. Wyjątkiem była Boliwia, gdzie jechaliśmy na dużych wysokościach i przy niskich, czasem minusowych temperaturach bywało tam różnie. Podczas jazdy dominują energetyki, batoniki oraz specjalne shoty energetyczne, które pomagały utrzymać koncentrację i nie obciążały żołądka. Często jedzie się po prostu na głodzie. W trakcie samego odcinka bardzo trudno coś zjeść, ale zdarzają się neutralizacje (przejazdy przez wioski z narzuconą prędkością) i wtedy jest chwila, żeby szybko coś wypić albo przegryźć. Wieczorem, jeśli dojedzie się odpowiednio wcześnie, można skorzystać z posiłku od organizatora. Często jednak gotowaliśmy sami albo korzystaliśmy z kucharzy zespołowych. Gdy jechaliśmy kamperem, zabierałem z Polski specjalne, jonizowane posiłki zalewane wrzątkiem.

Czy w trakcie rajdu są przerwy poza tymi na sen i naprawy?

To zdarza się rzadko i w dużej mierze zależy od tego, o której godzinie dotrzesz na metę etapu. Jeśli przyjedziesz wcześniej, masz trochę czasu na umycie się, jedzenie, odpoczynek czy chwilę relaksu. Jeśli jednak pojawią się problemy, bywa bardzo ciężko. Podczas mojego pierwszego Dakaru zdarzało się, że snu było zaledwie 3–4 godziny. Jedynymi dodatkowymi przerwami są sytuacje awaryjne, gdy coś się zepsuje i próbujesz naprawić pojazd w trakcie jazdy albo czekasz na pomoc.

Jak wygląda kwestia snu? Gdzie i ile się śpi?

Bogatsze zespoły lub bogatsi zawodnicy mają własne kampery, a czasem – choć w Ameryce Południowej było to rzadkie – nocują w hotelach, zazwyczaj tylko w dniu przerwy. Obecnie są też etapy maratońskie, podczas których wszyscy muszą spać w namiotach.
Jeśli nie kamper, to namiot. Podczas mojego pierwszego Dakaru spałem właśnie w namiocie i sen był tam luksusem. Dojeżdża się późno, bo jedzie się z tyłu stawki, a rano trzeba wcześnie wstać. Do tego w nocy mechanicy pracują przy samochodach i motocyklach: silniki odpalane, wycie kompresorów – warunki do spania są naprawdę trudne.

Co jest najtrudniejsze w czasie całego rajdu?

Nie da się wskazać jednej rzeczy. Dakar to po prostu ekstremalnie trudny rajd. Ogromnym problemem jest brak snu, o którym już mówiłem. Bardzo wymagająca jest też nawigacja oraz sam teren, który sprzyja awariom i uszkodzeniom pojazdu. Kolejna kwestia to koncentracja i brawura. Utrzymanie skupienia przez kilka godzin jest niesamowicie trudne, zwłaszcza że etapy mają od 300 do nawet 700 km i jedzie się bardzo szybko. To jedno z największych wyzwań szczególnie dla tych, którzy faktycznie się ścigają. Są oczywiście zespoły, które jadą spokojniej, z nastawieniem na samo ukończenie rajdu.

Pierwsze skojarzenie, gdy ktoś pyta o Rajd Dakar?

Z jednej strony – „przerąbane”. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak trudny to rajd. Z drugiej strony to ogromna przygoda i czyste ściganie. Jeśli ktoś lubi adrenalinę we krwi, to Dakar zapewnia jej naprawdę dużo, i to przez długi czas.

Najwyraźniejsze wspomnienie ze startów?

Trudno wybrać jedno. Przejechałem kilka Dakarów i każdy miał swoje bardzo wyraźne momenty – często ciężkie, ale też piękne. Najbardziej zapadają w pamięć chwile na mecie, gdy kończysz rajd i jesteś niesamowicie dumny z siebie, że udało się go ukończyć bez kontuzji i bez zniszczenia samochodu. Wtedy dochodzi do człowieka, że codzienne problemy są niczym w porównaniu z tym, co właśnie przeżył.

SI201307190121

Adam Małysz Autor zdjęcia: Red Bull Content Pool

Najzabawniejsza sytuacja z Dakaru?

Nie wiem, czy wtedy była zabawna – raczej nie (śmiech). Dziś można się z tego śmiać. Jedna z takich sytuacji to moment, kiedy wylądowaliśmy na drzewie, praktycznie wbici w nie przez przednią szybę.

Czy po tylu startach człowiek czuje się bardziej przygotowany? Czy każdy start jest zupełnie inny?

Zdecydowanie czuje się różnicę. Doświadczenie robi ogromną robotę – po każdym rajdzie wiesz coraz więcej i lepiej rozumiesz, z czym to się wiąże. Każdy Dakar jest inny, ale bez doświadczenia bardzo trudno sobie tam poradzić.

Jaka była najbardziej ekstremalna sytuacja w czasie rajdów?

Było ich sporo. Dachowania, urwane koła, loty na wydmach…to nigdy nie jest przyjemne. Jedna z najbardziej ekstremalnych sytuacji wydarzyła się chyba nie na samym Dakarze, ale podczas jednego z Rajdów Baja. Próbowaliśmy podjechać pod wydmę, której nie dało się pokonać inaczej niż na pełnym gazie. Liczyliśmy, że z drugiej strony będzie łagodnie, ale okazało się, że była stroma i ścięta z obu stron. Wylecieliśmy w powietrze, a przy lądowaniu zobaczyliśmy przed sobą samochód, który wcześniej dachował. Chłopaki postawili go na koła, ale zbyt wcześnie wyłączyli sentinela i zabrali ze szczytu wydmy elementy ostrzegawcze. Uderzyliśmy w nich, im przestawiliśmy całą przednią oś, a my dachowaliśmy na stromym zboczu. Trzeba było odkopać samochód, wybić przednią szybę, założyć gogle i jechać dalej – w kasku, goglach i bez szyby, jak na skoczni (śmiech). Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale sytuacja była naprawdę ekstremalna.

Jak dba się o ciało i głowę przez te dwa tygodnie?

Ogromną rolę odgrywają masażyści i osteopaci. My mieliśmy ogromne szczęście, pracując ze Staszkiem Czopkiem, którego „dzieliłem” z Rafałem Sonikiem. To było coś niesamowitego, bo ciało jest cały czas napięte – siedzisz ciasno zapięty w pasach, jedziesz w trudnym terenie, ciągle dobijasz, uderzasz, a mięśnie są permanentnie spięte. Na Dakar nie jedzie się jednak nieprzygotowanym. Kto nie jest fizycznie gotowy, ten bardzo szybko odpada. Szczerze mówiąc, w trakcie rajdu nie ma też zbyt wiele czasu na regenerację, ona przychodzi dopiero po jego zakończeniu. Zdarzały się różne sytuacje: poparzenia nóg, odparzone stopy od temperatury w samochodzie. Trzeba było montować specjalne płyty termoizolacyjne. W pierwszych Dakarach, gdy nie mieliśmy klimatyzacji, temperatura w kokpicie dochodziła nawet do 60 stopni. To nie jest przyjemne, ale… czego się nie robi dla adrenaliny (śmiech).

Więcej w tym temacie:

Lech_Podhalicz_GQ_RAMKA

Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.

Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.

Czytaj więcej

Podsumowanie mundialu 2026

Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?

Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.