PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Friendflation: czy stać nas dziś na przyjaźń?

Praca i pieniądze

Friendflation: czy stać nas dziś na przyjaźń?

Przymiotnik „droga” w kontekście przyjaźni zyskuje ostatnio nowe znaczenie. Nie opisuje już wyłącznie bliskości i wagi relacji, ale coraz częściej jej bardzo realne koszty.

Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland

IMG_0262
25.12.2025

Szybka kawa na mieście, najlepiej speciality, 20 zł. Lunch w pracy z ludźmi z zespołu? Trzeba liczyć około 40 zł. Wieczorne kino z przyjaciółką – 30 zł (sam bilet), a przed seansem pogaduchy przy cynamonce z naparem imbirowym w jednej z tych minimalistycznych kawiarni z własnym merchem to znowu jakieś 40 zł, w porywach do 50. Weekendowe śniadanie ze znajomymi w tej nowej knajpce, bo przecież „trzeba sobie czasem dać” – między 50 a 70 zł. Trzydniowy city break na jarmark bożonarodzeniowy do jakiegoś większego europejskiego miasta… liczmy między 1200 a 1700 zł. Razem nawet prawie 2 tys. zł, a minęło raptem kilka dni. Czy może być drożej? Oczywiście.

Koszty przyjaźni rosną i to zaczyna być problem. Tak przynajmniej można stwierdzić na podstawie nowego słowa zyskującego w ostatnim czasie na popularności, czyli „friendflation”. Co oznacza? Słownik Cambridge tłumaczy je jako „rosnące koszty spotkań towarzyskich z przyjaciółmi”, a samo określenie tego zjawiska wzięło się z połączenia słów „friend/friendship” (pol. przyjaciel/przyjaźń) i „inflation” (pol. inflacja).

Kamil Fejfer, publicysta i pisarz, zajmujący się tematyką społeczną i ekonomiczną, twierdzi, że to pojęcie, które przybyło do nas zza oceanu, nie do końca oddaje polską rzeczywistość, a raczej amerykańską. – W Stanach Zjednoczonych inflacja wciąż jest podwyższona i realnie odczuwalna w codziennych relacjach społecznych. W Polsce sytuacja wygląda inaczej – inflacja wyraźnie spadła i od dłuższego czasu utrzymuje się na niskim poziomie. Jeśli spojrzymy na zarobki młodych ludzi, zobaczymy, że one rosną, i to gwałtownie, także po uwzględnieniu inflacji. Realne pensje młodych Polaków wyprzedzają dziś wzrost cen. Dlatego teza o powszechnym „kryzysie kosztów życia” w Polsce, zwłaszcza w odniesieniu do klasy średniej, jest w mojej ocenie nieprawdziwa, choć sama klasa średnia często tak to postrzega. Jeśli jednak chcemy być precyzyjni, warto zauważyć jeden istotny niuans: o ile łączny wzrost cen towarów i usług jest dziś niższy niż wzrost wynagrodzeń, o tyle ceny usług rosną szybciej niż ogólna inflacja, mniej więcej o 5 proc. A to może sprawiać, że część osób rzeczywiście odczuwa większe obciążenie finansowe w obszarach związanych z życiem towarzyskim czy utrzymywaniem relacji – wyjaśnia Fejfer.

Dane z raportu „Finanse Młodych Polek i Polaków” (Autopay, 2025) pokazują, że choć blisko 70 proc. osób w wieku 18–34 lat odczuwa wzrost cen i niemal połowa musiała sięgnąć w tym roku po oszczędności, a prawie jedna trzecia skorzystała z pomocy finansowej bliskich, to wciąż 2 na 10 badanych deklaruje, że nie ma żadnych wyzwań czy barier finansowych w codziennym życiu. Trudno tu więc mówić o systemowym kryzysie. Zwłaszcza że w zależności od wieku aż 78–85 proc. młodych odkłada pieniądze, a swoje nadwyżki finansowe chętnie wydaje na jedzenie poza domem, ubrania, kosmetyki i podróże.

Można powiedzieć, że w pewnym sensie mieszają się z sobą różne rzeczywistości. Z jednej strony mamy statystyki i analizy wskazujące na to, że żyje nam się coraz lepiej, a zetki są najbogatszym pokoleniem w historii, a z drugiej ich aspiracje przewyższają możliwości, dlatego mogą mieć poczucie, że jest gorzej, niż faktycznie jest. A na to wszystko trzeba jeszcze nałożyć perspektywę wielkomiejską, a nawet warszawocentryczną, i pamiętać, że w ośrodkach wielkomiejskich – co potwierdzają dane ze wspomnianego raportu – żyje się lepiej. A co za tym idzie, oczekiwania co do wysokiego poziomu życia mogą być wyższe.

Bo gdyby zastanowić się nad tym, jakie przyczyny stoją za friendflation, to można dojść do wniosku, że są nimi wygoda i łatwy dostęp do dóbr. Jak tłumaczy Fejfer: – Duża część naszych przyjaźni i znajomości funkcjonuje dziś w oparciu o to, co można nazwać rytuałami kapitalistycznymi: wspólne kawy, wyjścia do kina, wypady do restauracji, wyjazdy. Przyjaźń coraz częściej jest zapośredniczona przez rynek, podlega procesowi komodyfikacji, czyli utowarowienia. To nie znaczy, że te relacje są nieszczere, ale wyraźnie zmienił się sposób ich przeżywania. Jeszcze kilkanaście czy 20 lat temu przyjaźń częściej celebrowało się spacerami czy domówkami, dziś znacznie częściej wymaga ona infrastruktury i wydatków. Paradoks polega na tym, że to urynkowienie relacji jest w pewnym sensie efektem dobrobytu – rynek wchodzi tam, gdzie ludzi na niego stać.

Daniel Ek, szwedzki psycholog i współautor książki „The Power of Friendship: How to Create, Maintain and Deepen Relationships” (Siła przyjaźni: jak nawiązywać, utrzymywać i pogłębiać relacje) w rozmowie z SVT Nyheter zauważa, że jednym ze źródeł friendflation są media społecznościowe, które prowokują nas do porównywania się z innymi. Nawet jeśli sami nie dzielimy się własnym życiem w sieci, to przynajmniej chcemy mieć poczucie, że nie jest ono gorsze niż naszych znajomych i znajomych naszych znajomych.

Wspólne zakupy, doświadczenia, bycie na bieżąco z tym, czym interesuje się nasze otoczenie – to wszystko buduje relacje. Jednak ta przyjaźń w wersji premium ma też swoje negatywne skutki. Zacznijmy od tego, że nierzadko próba dorównania innym i nadążania za nimi prowadzi do tego, że wydajemy więcej, niż normalnie byśmy wydali. Bo jeśli tego nie zrobimy, możemy poczuć się wyobcowani, odrzuceni. Nie będziemy wtedy uczestniczyć we wspólnych wypadach za miasto, ominie nas kolacja w tej nowo otwartej restauracji, a podczas niej rozmowy i chwile budujące nasze wspomnienia, do których będziemy powracać przy kolejnych spotkaniach. A z tym łączą się rozluźnienie relacji, pogorszenie jej jakości, oddalanie się od innych, wstyd czy stres finansowy związany ze zbyt wysokimi kosztami życia.

Jeśli to wszystko, co ma uprzyjemnić i jakoś wzbogacić nasze życie, to taki problem, to dlaczego nie możemy o tym po prostu porozmawiać? Tym bardziej że przecież chodzi o naszych przyjaciół. – Oczywiście najprościej byłoby powiedzieć, że dlatego, iż pieniądze to temat tabu – śmieje się Fejfer. – Ludzie często nie rozmawiają o pieniądzach, bo nie chcą wyjść na mniej zamożnych niż reszta. Dochodzi tu do zderzenia perspektyw: ktoś zarabiający 15 tys. zł może nawet nie zauważyć wydatku rzędu 100 czy 200 zł, podczas gdy dla osoby z pensją 8 tys. zł to już realny koszt. Problem w tym, że ci lepiej zarabiający często zapominają, jak wyglądało życie przy niższych dochodach. A ci gorzej sytuowani wstydzą się o tym mówić. I tak powstaje napięcie, o którym nikt nie chce rozmawiać wprost – kontynuuje. I choć badania socjologiczne pokazują, że często otaczamy się ludźmi o podobnym statusie materialnym, nasze drogi z czasem potrafią się wyraźnie rozjechać, zwłaszcza w przypadku przyjaźni ciągnących się jeszcze ze szkoły czy studiów, gdy jednemu zaczyna się wieść znacznie lepiej niż drugiemu.

Remedium na takie potencjalnie konfliktowe sytuacje wydaje się jedno – szczera, otwarta rozmowa o naszych oczekiwaniach i granicach finansowych. A jeśli to nie jest możliwe? Cóż, brzmi brutalnie, ale być może musimy się rozejrzeć w poszukiwaniu tych prawdziwych przyjaciół, a nie znajomych do oznaczania w modnej kawiarni na Instagramie.

Więcej w tym temacie:

IMG_0262

Od ponad dekady działa w mediach. Publikowała w tygodniku „Polityka”, magazynie „Vice” i Grupie Spider's Web. Na bieżąco śledzi trendy społeczne i popkulturowe. W myśl tego, że „wszystko jest połączone”, interesuje ją interdyscyplinarne podejście do zjawisk. Pisze o relacjach, pracy, nowych technologiach oraz o tym, o czym mówi się w sieci i poza nią.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI rozkoszny

Rozkoszny stawia na smart home

Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, od lat kojarzy się z dopracowanymi przepisami i kulinarną kreatywnością. Teraz po raz pierwszy został twarzą marki z kategorii smart home.

55268417005_4f5c34ba37_k

Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?

Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1920x1080_mcdonald

Sztuka prowadzenia biznesu

O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Maciej i Łukasz (2)

To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare

Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.

Kradzież czasu pracy

Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo

Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.

ARTYKUŁ PARTNERSKI arhuaco-rogelio-walking-nature-JPG

Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact

Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.

Czym jest bańka AI?

Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?

Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze. 

Apple obchodzi 50 lat. Jaką firmę zostawia Tim Cook?

Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka

Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.