PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Muzyka

Bycie ojcem ma swag

2025 rokiem albumów o przewijaniu pieluch.

Udostępnij

1920x1080_plyty_swag

Autor zdjęcia: materiały prasowe, kolaż GQ Poland

Lech_Podhalicz_GQ_RAMKA
20.12.2025

Justin Bieber, Earl Sweatshirt, Dijon i Dominic Fike wydali albumy, w których po raz pierwszy publicznie poruszają kwestie związane z ojcostwem. A to zmieniło ich nieodwracalnie: od egzystencjalnych rozterek, przez docenienie prostych momentów, po zmianę gwiazdorskiego, intensywnego trybu życia. Przez pryzmat tegorocznych albumów opowiadają o rodzicielstwie z wielu różnych perspektyw i wykorzystują do tego różnorodne muzyczne chwyty.

W czasach nieustannej pogoni za karierą rodzicielstwo często jest kojarzone z nieodzowną utratą: autonomii, młodości czy potencjału. Rezygnacja z posiadania dzieci bywa w pełni świadomą decyzją – szczególnie w obliczu niekończących się kryzysów i obaw.

O ile mainstreamowi muzycy na brak ekonomicznej stabilności nie mogą narzekać, o tyle w kontekście nienasycenia sukcesami jest to ciekawsza dyskusja. W 2025 roku kilku topowych artystów postanowiło, że nie tylko spłodzi potomków, lecz także poświęci im najnowsze wydawnictwa. Ojcostwo stało się fundamentem, na którym zbudowali koncept swoich albumów: odmiennych stylistycznie, pod względem wizji rodzicielstwa lub zmian, jakie wprowadziło w ich dotychczasowym życiu.
 

Jak brzmi ojcostwo?

„Live Laugh Love” to przewrotny tytuł, patrząc na dokonania Earla Sweatshirta, który dotychczas był kojarzony z ponurym klimatem. Jak widać, rola ojca zdecydowanie mu służy, bo piąty longplay w dorobku to co prawda refleksyjna, ale celebracja bieżącego życia. W wywiadach kilkakrotnie odwoływał się do nazwy, podkreślając, że żart obrócił się przeciwko niemu, a posiadanie dziecka to poważna i zarazem wspaniała sprawa. I że nie wyobrażał sobie, że błahe i niegdyś wyśmiewane hasło stanie się nagle prawdą objawioną: proste, lecz prawdziwe.

Z członkiem Odd Future łączy mnie nie tylko rocznikowe braterstwo, lecz także wiele spostrzeżeń w kontekście rzeczywistości i podejścia do życia. W wywiadzie dla magazynu „Living Proof” podkreślał zresztą, że aby w pełni pokochać dziecko, musiał najpierw pokochać siebie: doceniać wsparcie bliskich, nie być dla siebie zbyt surowym i mieć świadomość własnej wartości. Symboliczną klamrą jest ostatni na płycie utwór „exhaust”, w którym oddaje hołd zmarłemu ojcu, poecie Keorapetse Kgositsile, rapując, że przekazał dziecku jego wygląd i imię. Dla „Ssense” wspominał zresztą, że posiadanie dziecka stało się dla niego łącznikiem z jego własnym ojcem – zrozumiał, jak bardzo są do siebie podobni.

26c4320e7c3523f8be6174a7d8628233.1000x1000x1

Okładka albumu „Baby!” Dijona Autor zdjęcia: materiały prasowe

Piąty longplay Sweatshirta to spokojne, melancholijne dźwięki. W przeciwieństwie do eksperymentalnego albumu Dijona, kalifornijski raper poszedł w bardziej oszczędną formę. Z kolei „Baby” to psychodeliczne R&B, powidoki Prince’a i czysta emocjonalność podparta świeżą wizją.

Zresztą część tych pomysłów Dijon przeniósł na „Swag” Justina Biebera, z którym to nawiązał regularną współpracę. I współodpowiadał za odświeżony sound kanadyjskiego gwiazdora: ciepły, analogowy i oparty na nostalgii.

Z kolei dzieło Dominica Fike’a – niegdyś gwiazdy „Euforii” – brzmi jakby posklejane z powyższych. Momentami surowe gitary, dużo analogowości, gdzieniegdzie nieśmiałe rapowanie i ogólnie spokojny, popowy indie rock. Jego „Rocket” brzmi co prawda najmniej ambitnie, ale reprezentuje podobny wave co „Swag”.

Rodzinny interes

Brzmienie często pokrewne, ale perspektywy na rewolucję w doczesnym życiu różnorodne. Earl Sweatshirt podchodzi do tematu ojcostwa w egzystencjalny sposób. Poddaje się tematowi, mając pełną świadomość zmian i trudów. Rzuca metaforyczne wersy dotyczące męskiej perspektywy na rodzicielstwo. Okazuje wsparcie, szacunek i podziw swojej partnerce. Jest pokorny i podekscytowany tym, co czeka go w najbliższym czasie. Rapuje o byciu obecnym i pokazuje zwykłe życie takim, jakim jest. Paradoksalnie, na „Live Laugh Love”, płycie o tak banalnym i przewrotnym tytule, nie ma miejsca na wyświechtane hasła. Odczucia Sweatshirta są pełne realizmu, racjonalnego podejścia do tematu, momentami odarte z romantyzmu. Dokument found footage, a nie żadna PR-owa laurka.

Dijon podchodzi do tematu wyłącznie w maksymalistyczny sposób. Nie tylko forma jest rozbuchana i dynamiczna. Przekaz również: Dijon Duenas jest niezwykle podekscytowany przyjściem na świat drugiego szkraba. Artysta w rozmowie z „The Fader” podkreślał, że nie chciał napisać banalnych, słodkich piosenek, lecz oddać w pełni chaos i szaleństwo towarzyszące narodzinom potomka. To surowe kroniki rodzicielstwa z uwzględnieniem wpływu na proces twórczy.

Utwory na „Baby” są skonstruowane w kolażowy sposób, a odbiorca wręcz fizycznie czuje przeładowanie emocjami – te zmieniają się tak często jak selekcjonerzy większości klubów Ekstraklasy. Nic nie jest tutaj czarno-białe: ojcostwo to crash test z rzeczywistością.
 

Przyspieszony egzamin z dojrzewania

Zarówno u Justina Biebera, jak i Dominica Fike’a ojcostwo rozbroiło im galopujące ego. Dbanie o siebie, zdrowszy styl życia i przyhamowanie w celebryckim wyścigu. Siłą rzeczy Bieber ściągnął na siebie największą uwagę: narodziny dziecka 31-letniego gwiazdora z Hailey Bieber było wydarzeniem o globalnym zasięgu. W parentingowej kategorii przyćmionym jedynie przez pojawienie się na świecie córki Rihanny i A$AP Rocky’ego.

Życiorys autora „Swag” to materiał na książkę, więc long story short: album o ojcostwie jest wypełniony dosłodzoną, podniosłą i otulającą wizją posiadania dziecka. Oddalenie się od problemów i skupienie na zapewnieniu mu bezpieczeństwa, dostarczeniu odpowiedniej ilości opieki i miłości. Bieber w wiralowym „Daisies” czy „Go Baby” i „Devotion” na wiele sposobów wyznaje żonie bezgraniczną miłość, co stanowi kolejny lejtmotyw płyty. Wszystko przy delikatnych melodiach, dopracowanym brzmieniu i sentymentalnym klimacie.

Przewartościowanie życia

W sprawozdaniu Dijona ekscytacja i radość łączą się z zasadnymi obawami. Amerykanin najpierw wykrzykuje: „Let’s make a baby – another baby!”, a później rozkminia w „Rewind”, czy dzieciak odziedziczy również jego wady i niedoskonałości.

Analogicznie Fike spogląda na swój intensywny lifestyle. Kuma, że to idealny moment na redukcję biegu, na stabilność i chwilę autorefleksji. Rozlicza się z przeszłością, odwołuje do mniej lub bardziej udanych projektów i finalizuje prostym wnioskiem: rodzina ponad sławę.

Przewartościowania doświadcza też Justin Bieber, który w „Butterflies” nawiązuje do pieniędzy, rozpoznawalności i przekłamanej, socialmediowej rzeczywistości. W impresjonistycznym tekście „Dadz Love” po prostu celebruje ojcostwo, szerzy miłość i – wspólnie z ikoną rapu i internetu Lil B – zachęca do prokreacji: tego właśnie potrzebuje ludzkość w tych trudnych i niepokojących czasach.

Artykuł oryginalnie ukazał się w pierwszym numerze GQ Poland.

Więcej w tym temacie:

Lech_Podhalicz_GQ_RAMKA

Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.

Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.

Czytaj więcej

Kasia Lins w sesji dla GQ Poland

Obywatelka K.L. powraca na scenę Męskiego Grania. Rozmowa z Kasią Lins

To jedyny festiwal, który podjął się promocji polskiej muzyki i sprawił, że jej słuchanie stało się modne. Męskie Granie pokazuje też transgresję miedzy płciami, pozwalając odkryć, że stereotypy rzadko odpowiadają rzeczywistości – mówi nam Kasia Lins.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Vinyl Corner w PRM Concept Store

Vinyl Corner w PRM to coś więcej niż miejsce z płytami

Niektóre miejsca odwiedza się po to, by konkretnie coś tylko kupić, ale są też takie, do których wraca się również dla atmosfery. PRM należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Warszawski Concept Store od początku powstał z myślą o ludziach, którzy traktują modę jako element stylu życia, a nie sezonowy trend. To właśnie w tym miejscu równie ważne jak perfekcyjnie skrojona koszula czy limitowane sneakersy są sztuka, design i muzyka. To ta ostatnia odgrywa w przestrzeni PRM wyjątkową rolę.

Otsochodzi RIOTT

Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!

Jeden z topowych rodzimych artystów zapowiedział płytę i opublikował dwa premierowe utwory z nadchodzącego materiału.

LeonKrzesniak

Leon Krześniak przez lata pisał hity dla innych. Dziś opowiada własną historię

Niektórzy muzycy od pierwszego dnia marzą o świetle reflektorów. Inni wolą zostać kilka kroków za sceną. Tam, gdzie rodzą się piosenki. Leon Krześniak przez lata należał do tej drugiej grupy. Dziś aranżuje Orkiestrę Męskie Granie i występuje z własnym materiałem.

SL_SWAE LEE-SD_020126_CAR-CRASH_01_0670

Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen

Do Warszawy przyjedzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnego rapu.

Lech Janerka

Lech Janerka kończy karierę w wielkim stylu

Bas zrobiony z półki na kwiaty, zespół rockowy założony z żoną grającą na wiolonczeli, walka z tremą – kariera Lecha Janerki od początku wymykała się prostym rockandrollowym kliszom. Dziś 74-letni artysta żegna się ze sceną na startującym 16 lipca festiwalu w Jarocinie i wraca pamięcią do czasów zespołu Klaus Mitffoch, pierwszych występów na żywo, Jarocina i tego, co przez lata dawało mu muzyczną krzepę.

Madonna

Czy nowy album Madonny był skazany na sukces?

Owszem, Instagram już roi się od prześmiewczych rolek, na których najbardziej oddani fani ogłaszają „Confessions II” arcydziełem po kilku sekundach odsłuchu. Trudniej zbyć jednak zgodny ton profesjonalnych recenzji. Nawet krytycy, którzy przez ostatnią dekadę z rosnącym sceptycyzmem przyglądali się kolejnym wcieleniom artystki, dostrzegli w tej płycie coś, czego od dawna u niej brakowało – spokój.

Smolik w sesji dla GQ Poland

Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo

– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.