Stare konie w krainach wyobraźni. Radek Rak o tym, co daje nam fantastyka
PARTNERZY SERWISU
Książki
Stare konie w krainach wyobraźni. Radek Rak o tym, co daje nam fantastyka
Fantastyka w rzeczywistości zadaje pytania o teraźniejszość. W dobrej fantastyce pomysły biorą się nie tylko z wyobraźni, ale z uważnej obserwacji świata.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż GQ Poland
Fantastyka – w literaturze, filmach, grach – w rzeczywistości zadaje pytania o teraźniejszość i testuje różne warianty naszego świata. Tylko pozornie jest ona gatunkiem, w którym wszystko jest możliwe, bo w naprawdę dobrej fantastyce pomysły biorą się nie tylko z wyobraźni, ale przede wszystkim z uważnej obserwacji świata.
Najgorzej jest uciekać. Kto ucieka, ten słaby, a jeśli ucieka w wyobrażone światy, to lepiej, by się do tego nie przyznawał. I wreszcie dorósł.
Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem, straszono mnie różnymi rzeczami, bo straszenie młodych to chyba norma kulturowa. A ponieważ dorastałem w zupełnie innym świecie, to i strachy były inne. Fantastykę, jedną z miłości mojego życia, której od ponad 30 lat pozostaję wierny, traktowano jako coś podejrzanego: w najlepszym przypadku coś infantylnego, w najgorszym jako drogę do odrealnienia i utraty kontaktu z rzeczywistością. Jak narkotyk, tylko wyjątkowo podstępny, bo sprawiający wrażenie nieszkodliwego dziwactwa. Zagrożenie płynęło z książek, filmów, gier RPG (też mieliśmy RPG satanic panic, choć na skromniejszą skalę niż Amerykanie pod koniec lat 80.).
Dziś te strachy wydają się równie przerażające co lampiony z dyni. Łatwo potrafię wymyślić sposoby na zepsucie sobie życia, które nie wymagają fantastyki. Tym bardziej, że ten gatunek zawsze wydawał mi się wyjątkowo zdroworozsądkowy.
Jednak sami fantaści też miewają ten problem. Dawny środowiskowy konflikt między fantastyką problemową a rozrywkową stanowił próbę odcięcia się od eskapizmu. Pierwsza kategoria to – wiadomo – Stanisław Lem, Janusz A. Zajdel czy Jacek Dukaj (którego „Perfekcyjna niedoskonałość” sprzed kilkunastu lat to jedna z najcelniejszych książek o AI). Druga to „Gwiezdne wojny” i inne laserowe piu-piu w kosmosie. To, co pobudza intelektualnie, i to, co służy ucieczce od problemów. Oczywiście istnieje całkiem szeroka strefa szarości, bo do której kategorii przypiszemy „Diunę”, to zależy wyłącznie od naszego widzimisię. Ale sam podział wydawał się jasny.

Stanisław Lem Autor zdjęcia: Getty Images
Nie brakuje jednak fanów dzieł typowo rozrywkowych, gotowych zgłębiać świat opowieści i stawiać o niego wiele pytań. Na konwentach i festiwalach nie brakuje prelekcji i paneli dyskusyjnych o politycznych, ekonomicznych, społecznych czy filozoficznych aspektach „Gwiezdnych wojen”, Śródziemia czy Warhammera. I nie wynika to tylko z tego, że wspomniany Warhammer miał być w zamierzeniu parodią brytyjskiej rzeczywistości z czasów Margaret Thatcher.
Wszystkie pytania o fantastyczne światy są tak naprawdę pytaniami o naszą rzeczywistość.
Kiedy na przełomie wieków na kinowe ekrany weszła prequelowa trylogia „Gwiezdnych wojen” („Mroczne widmo” w 1999, „Atak klonów” w 2002, „Zemsta Sithów” w 2005), przez starych fanów została przyjęta chłodno. Ogólny zamysł tła po ćwierćwieczu wypada jednak zaskakująco. Oto widzimy erozję zbiurokratyzowanej Republiki i jej osuwanie się w demokraturę, a potem w totalitarne Imperium. Zmiany te zachodzą początkowo w świetle prawa, a nawet jeśli to prawo łamią, to dzieje się to za zgodą pewnych grup interesów. W demokratyczną Republikę są wpisane mechanizmy umożliwiające jej rozmontowanie i w rezultacie unicestwienie. Przede wszystkim widać jednak przechodzenie od dominującej narracji o jedności do narracji partykularnych. Interes mojej grupy staje się ważniejszy od większego wspólnego dobra. A ktoś, kto pociąga za sznurki, doskonale o tym wie. Tworzy problemy i je rozwiązuje, a wszystko po to, by móc sprawować coraz większą kontrolę.

Kadr z filmu „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja” Autor zdjęcia: Lucasfilm/Walt Disney Company
Nic nowego, możemy powiedzieć. Widzimy tę historię na naszych oczach. Należy jednak pamiętać, że „Mroczne widmo” wchodziło na ekrany w innej rzeczywistości, w epoce „końca historii” przed 11 września 2001 roku. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce. To były czasy Starej Republiki.
Rozrywkowa fantastyka w stylu „Gwiezdnych wojen” może przedstawiać rzeczywistość równie trafnie i przekonująco co „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema, a pewnie też niejedna powieść Janusza A. Zajdla. Fantastyka jest bowiem poligonem dla myśli. Możemy tu testować różne warianty naszego świata. Tylko pozornie jest ona gatunkiem, w którym wszystko jest możliwe (zarówno jeśli chodzi o SF, jak i o fantasy). Nawet najbardziej nieprawdopodobne historie muszą trzymać się logicznych ram przedstawionego świata. Porzucając te ramy, możemy rzecz jasna stworzyć dzieło wartościowe, ale pełniące zupełnie inną funkcję niż fantastyka.
Sięgając po klasyczne SF, znajdziemy wiele przewidywań trafnych, wiele chybionych i pewnie najwięcej takich, które się spełniły, tyle że w inny sposób niż na kartach powieści albo na ekranie. Od przynajmniej kilkunastu lat żyjemy w cyberpunku, choć innego rodzaju niż w „Neuromancerze” Williama Gibsona, powieści uważanej za prekursorkę całego nurtu (choć były przed nią inne, tak samo jak przed Tolkienem napisano całkiem sporo literatury fantasy). Nie potrzebujemy tylko implantów w mózgu, by spędzać sporą część życia w cyberprzestrzeni, pracować w niej, komunikować się i w niej płacić rachunki. Mamy od tego znacznie mniej inwazyjne (?) smartfony.
Warto zadawać pytanie nie tylko o to, co przewidziano trafnie, ale przede wszystkim o to, dlaczego pewne prognozy okazały się właściwe, które nie, a które częściowo. Te ostatnie wydają się zresztą najciekawsze. W naprawdę dobrej fantastyce pomysły biorą się nie tylko z wyobraźni, ale przede wszystkim z uważnej obserwacji świata.
No dobrze, ale co z tym eskapizmem? Nie ucieka się do wymyślonych światów jedynie po to, by szukać rozwiązań na bolączki współczesności i zastanawiać się, jakie kłopoty możemy mieć prócz tych, które już mamy.

Kadr z filmu „Władca pierścieni: Drużyna pierścienia” Autor zdjęcia: New Line Cinema/Warner Bros.
Praojciec Tolkien w eseju „O baśniach” wymieniał trzy rzeczy, które przynosi opowieść: ucieczkę, uzdrowienie i pocieszenie. Uciekamy do opowieści, by powrócić odmienionymi i z zapasem nowych sił. I to jest dobre. Tego samego doświadczam, idąc do lasu albo w góry. Jeśli zaś kogoś za mocno uwiera słowo „ucieczka”, to może powiedzieć „wyzwolenie”. Być może lepiej to brzmi, a przecież Tolkien pisał właśnie o wyzwoleniu.
Byśmy chcieli uciekać w fantastyczne światy, muszą mieć jeszcze jedną właściwość. Jest nią immersja, czyli zanurzenie się w wymyśloną rzeczywistość. Pojęcia tego szczególnie często używa się w odniesieniu do gier, ale nie tylko. Kto kiedykolwiek zastanawiał się, do którego z domów w Hogwarcie by trafił, ten wie, o czym mowa. A zadanie osobie z mojego pokolenia pytania o to, którym zamkiem w Heroes of Might and Magic, oczywiście trójce, najczęściej się grało, od razu buduje pewien rodzaj więzi i porozumienia. Podobnie jak pytanie o ulubioną postać z Diablo II albo rasę ze Starcrafta.
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce słyszałem głosy zatroskanych autorytetów, że dzieci i młodzież, spędzając sporo czasu przed komputerami albo na innych dziwnych rozrywkach, jak gry RPG, nie będzie miała czego wspominać na starość. Albo, co gorsza, będzie wspominać wyobrażone przygody w wyobrażonych światach. Autorytety tamte z rozrzewnieniem wspominały przy tym własne szczenięce lata, zabawy w Indian i kowbojów, w wojnę i inne (wcale nie wyobrażone, prawda?). I – jak się okazuje – miały rację. Będąc starym koniem, do tej pory pamiętam różne sesje w Warhammera, w które grałem z kolegami albo które, o zgrozo, prowadziłem. Dobrze się je wspomina ze starymi znajomymi. Chyba nikt z nas nie stracił kontaktu z rzeczywistością mimo ekspozycji na fantastykę w wysokich dawkach. Nadal czasami gramy.
Więcej w tym temacie:
- Magic: The Gathering – karty za miliony dla milionów
- „Ród smoka”: Olivia Cooke i Fabien Frankel zdradzają, co czeka Alicent i Cole’a
- Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?
- Chorzy na Tokarczuk. Dlaczego afera wokół pisarki jest przesadzona?
- Książki, które zmieniły Jula Łyskawę
- Trzy książki, które zmieniły Łukasza Orbitowskiego
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Książki
Pasja, pieniądze, prestiż – książka, która odsłania kulisy rynku sztuki
Sztuka od wieków budzi emocje, inspiruje i prowokuje do dyskusji.
Książki
Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim
– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.
Książki
Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem
Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Książki
Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca
W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.
Książki
Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie
Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.
Książki
Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby
Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?
Książki
Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?
Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.
Książki
Chorzy na Tokarczuk. Dlaczego afera wokół pisarki jest przesadzona?
Przyglądając się burzy, jaką wywołują słowa Olgi Tokarczuk, można odnieść wrażenie, że pisarka regularnie wygłasza kontrowersyjne tezy.