PARTNERZY SERWISU
Zdrowie
Czy prawdziwy facet może rzucić mięso?
Najwięksi sportowcy świata przechodzą na dietę roślinną. Lewis Hamilton, Novak Djoković, Chris Paul, Venus Williams, Patrik Baboumian czy Scott Jurek są w topowej formie bez steka na talerzu. A ty wciąż boisz się, że bez mięsa „nie zrobisz masy”? Ten mit nie ma uzasadnienia w nauce, a jedynie w reklamie i przestarzałej kulturze macho.
Udostępnij

Czy dieta roślinna dobrze wpływa na zdrowie aktywnych fizycznie mężczyzn? Autor zdjęcia: Getty Images
Czy trwający rok może okazać się momentem przełomowym dla naszych talerzy? Choć w USA trwa ideologiczna walka o nową piramidę żywieniową, nauka mówi jasno: mięso nie jest niezbędne do zdrowego życia. A liczba osób, które świadomie z niego rezygnują, rośnie szybciej, niż chcieliby to przyznać jego najwięksi obrońcy.
Co trzeci Polak ogranicza mięso
Za nami Veganuary – coroczna międzynarodowa kampania zachęcająca do wypróbowania diety wegańskiej przez cały styczeń. Akcja powstała z inicjatywy brytyjskiego małżeństwa działającego na rzecz praw zwierząt. Jane Land i Matthew Glover od 2014 roku promują alternatywne nawyki żywieniowe, udowadniając, że talerz weganina to znacznie więcej niż liść sałaty i kostka tofu.
Co roku miliony ludzi z różnych powodów dołącza do ich wyzwania, przekonując się, jak jeść smacznie, zdrowo, bez szwanku dla środowiska i cierpienia zwierząt, a wielu zostaje z wegańskim albo wegetariańskim jadłospisem na dłużej. Ten trend widać także nad Wisłą choćby z tego względu, że Warszawa od kilku lat znajduje się w globalnej czołówce miast z najbogatszą ofertą wegańskich knajp, a roślinne alternatywy coraz śmielej wchodzą do mainstreamu – od barów mlecznych po półki największych sieci handlowych.
Zmiana nie dotyczy jednak wyłącznie mody czy stylu życia, ale znajduje odzwierciedlenie w twardych danych. Z najnowszego sondażu przeprowadzonego w styczniu 2026 roku przez agencję PBS na zlecenie Compassion in World Farming Polska wynika, że co trzeci Polak i Polka planują w tym roku ograniczyć spożycie mięsa lub całkowicie z niego zrezygnować.
26 proc. ankietowanych deklaruje, że chce jeść go mniej, 3 proc. zamierza całkowicie odstawić mięso, a kolejne 3 proc. nie spożywa go już od co najmniej dwóch lat. To wyraźny sygnał, że zmiana sposobu odżywiania przestaje być marginesem, a staje się realnym wyborem społecznym.
Jedzenie mięsa, czyli polityczny kotlet
Mimo to temat mięsa wciąż budzi ogromne emocje oraz bywa instrumentalnie wykorzystywany w sporach politycznych I kulturowych na całym świecie. Dieta oparta na produktach odzwierzęcych od dawna jest elementem ideologicznej wojny, symbolem konserwatywnych wartości, a w narracjach genderowych – pozostaje wyznacznikiem stereotypowo rozumianej męskości. Każda próba zwrócenia uwagi na to, jak przemysłowa produkcja mięsa przyczynia się nie tylko do krzywdy zwierząt, lecz także ludzi, kończy się zaś oskarżaniem wegan o radykalizm i zakazywanie wszystkiego.
Najnowsze amerykańskie zalecenia żywieniowe Departamentu Rolnictwa (USDA Dietary Guidelines 2025–2030) pokazują, że polityka jedzenia w Stanach Zjednoczonych wciąż jest polem nacisków polityczno-biznesowych, a niekoniecznie – nauki. Choć dokument jest przedstawiany jako odpowiedź na kryzys zdrowotny, jego kształt wzmacniający rolę mięsa i nabiału stał się przedmiotem ostrej krytyki ze strony ekspertów zdrowia publicznego. Wskazują oni na konflikty interesów i silny wpływ lobby mięsnego oraz mleczarskiego na proces decyzyjny USDA, co ponownie stawia pytanie, czy federalne rekomendacje służą obywatelom, czy branżom, które mają największy głos przy stole.
W Polsce z kolei weganizm to skuteczny antyliberalny straszak niemal każdej wyborczej kampanii. „Jedzenie mięsa zostało upolitycznione i temat diety służy dziś też jako narzędzie do polaryzowania społeczeństwa. Straszy się nas jedzeniem robaków, rzekomo mających być alternatywą, do której zostaniemy zmuszeni wkrótce, i podkreśla się w tych dyskusjach niemalże zamach na wolność wyboru. Tymczasem Polki i Polacy chcą żyć zdrowiej i wybierają produkty roślinne coraz częściej. Co trzeci Polak chce zmniejszyć spożycie mięsa w tym roku lub całkowicie przestać je jeść i jest to bardzo dobra wiadomość” – podkreśla prezeska Compassion in World Farming Polska, Małgorzata Szadkowska.
Warto przy tym pamiętać, że w Polsce zjadamy średnio około 73 kg mięsa rocznie na osobę, a aż 41 proc. ankietowanych uważa, że poziom jego spożycia powinien zostać obniżony. Ta zmiana myślenia znajduje solidne uzasadnienie w badaniach naukowych. Nadmierne spożycie zwłaszcza czerwonego mięsa i wysoko przetworzonych produktów mięsnych jest wiązane ze zwiększonym ryzykiem wielu chorób, udarów i niektórych nowotworów.
Mięsna czy roślinna, czyli dieta okiem kardiologa
Zamiast kolejnych politycznych przepychanek i kulturowych etykiet warto oprzeć rozmowę o diecie na faktach medycznych, o które spytałam kardiologa i specjalistę żywienia, dr. n. med. Tomasza Jeżewskiego. Okazuje się, że jadłospis z mocno ograniczonym spożyciem mięsa lub całkowitą jego eliminacją zmniejsza np. szanse wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych.
– Dzieje się tak pod warunkiem, że mówimy o diecie roślinnej opartej na naturalnych produktach roślinnych, a nie na ultraprzetworzonych zamiennikach i słodyczach – precyzuje lekarz i dodaje, że z perspektywy kardiologa stoją za tym bardzo konkretne mechanizmy: spadek LDL-cholesterolu i ApoB (czyli liczby cząstek aterogennych), a następnie poprawa ciśnienia, masy ciała, glikemii i stanu zapalnego.
– Klinicznie to działa jak odciążenie naczyń: mniej „materiału” do budowy blaszki miażdżycowej, lepsza funkcja śródbłonka, mniej stresu oksydacyjnego. Kluczowe jest to, że efekt wynika nie z samego „braku mięsa”, tylko z zamiany: mniej tłuszczów nasyconych i sodu, więcej – błonnika, potasu, polifenoli, steroli roślinnych i tłuszczów nienasyconych – mówi dr Jeżewski.
U pacjentów ograniczających mięso najczęściej poprawiają się parametry kluczowe dla rozwoju miażdżycy – stężenie LDL, frakcji non-HDL oraz ApoB – zwłaszcza gdy zmianie towarzyszy realne obniżenie spożycia tłuszczów nasyconych i wzrost podaży błonnika. Często obserwuje się również poprawę ciśnienia tętniczego, a wraz z redukcją masy ciała – spadek poziomu trójglicerydów i markerów zapalnych.
Mimo to zwłaszcza wśród mężczyzn pokutuje przekonanie, że jedzenie mięsa jest warunkiem koniecznym do budowy siły i zdrowia – zwłaszcza jeśli uprawia się sport. Nie potwierdzają go jednak – jak podkreśla mój rozmówca – ani praktyka kliniczna, ani fizjologia wysiłku.
– Niezbędne są: odpowiednia podaż energii, odpowiednia ilość białka (i jego rozkład w ciągu dnia), trening oporowy, sen i regeneracja. To da się zrealizować na białku roślinnym, pochodzącym ze strączków, soi/tofu/tempeh, pełnych ziaren, orzechów i nasion), a dodatkową przewagą bywa to, że taki model żywienia „przy okazji” wnosi błonnik i mikroelementy, których w diecie wysokomięsnej często brakuje. Jeśli ktoś chce twardych liczb kardiologicznych: problemem typowej diety wysokomięsnej jest to, że łatwo przekracza próg tłuszczów nasyconych, sodu i gęstości energetycznej – i to pogarsza lipidogram oraz ciśnienie – dodaje kardiolog i nie pomija przy tym często podnoszonych w dyskusji o weganizmie zagrożeń w postaci niedoborów żelaza, witaminy B12 czy spadku masy mięśniowej.
Oczywiście, że trzeba na nie uważać, ale to kwestia – jak mówi dr Jeżewski profesjonalnego „dopięcia diety”.
– W dobrze zaplanowanym modelu żywienia są to elementy przewidywalne i łatwe do kontrolowania. Witamina B12 w diecie bez produktów zwierzęcych wymaga obowiązkowej suplementacji i należy traktować ją jako standard bezpieczeństwa, ponieważ jej niedobór może wpływać na wzrost homocysteiny i pogarszać profil ryzyka wystąpienia chorób układu sercowo-naczyniowego. Żelazo w diecie roślinnej występuje w formie niehemowej, ale jego biodostępność można istotnie poprawić przez m.in. odpowiednie planowanie posiłków i przyjmowanie witaminy C – podkreśla ekspert i uspokaja, że u mężczyzn ciężkie niedobory tego składnika są relatywnie rzadkie.
Przestrzega przy tym, by intensywnej aktywności fizycznej monitorować ferrytynę. Jednocześnie uspokaja, że zarówno u siebie, jak i swoich aktywnych fizycznie pacjentów obserwuje stabilne, prawidłowe poziomy żelaza po przejściu na nieprzetworzoną dietę roślinną.
– Jeśli chodzi o masę mięśniową, problemem nie jest brak spożycia mięsa, lecz niedobór energii, białka albo brak treningu oporowego, ale to czynniki w pełni sterowalne i łatwe do oceny w praktyce.
Lekarz poleca też pamiętać o regularnym monitorowaniu i dostosowanym do potrzeb przyjmowaniu witaminy D, a także – zwłaszcza mężczyzn rezygnujących z ryb i jaj – kwasów DHA i EPA z alg.

Dr Tomasz Jeżewski, kardiolog. Autor zdjęcia: Facebook
Profilaktyka i moc
W przypadku uprawiających sport dr Jeżewski zwraca uwagę na kilka powtarzających się korzyści. Najczęściej obserwuje lepszą kontrolę masy ciała i ciśnienia tętniczego, co ma bezpośrednie znaczenie kardiologiczne, a także subiektywnie lepszą regenerację powysiłkową – mniejszą „ciężkość” po posiłkach i wyższą jakość żywienia. Przy korzystaniu z jadłospisu opartego na nieprzetworzonych roślinach często poprawia się również profil zapalny i metaboliczny.
Wreszcie – diety roślinne – jak zauważa ekspert – często ułatwiają dostarczenie „paliwa” do treningu – głównie węglowodanów i mikroelementów – co może sprzyjać wydolności tlenowej. Zbiorcze dane wskazują z kolei, że wydolność aerobowa może się poprawiać, a parametry siłowe nie muszą się pogarszać, jeśli całkowita podaż energii i białka jest odpowiednio zaplanowana.
Spokojni mogą być też ci, którzy nie wierzą w metodę małych kroków i obawiają się, że nagłe odstawienie mięsa może okazać się szokiem dla organizmu.
– U większości osób nie wiąże się z ryzykiem kardiologicznym, a ewentualne trudności mają zwykle charakter przejściowy i praktyczny. Najczęściej dotyczą układu pokarmowego – wzdęć wynikających z gwałtownego wzrostu podaży błonnika – lub zbyt niskiej kaloryczności diety, szczególnie u osób trenujących. Błędy techniczne, takie jak pomijanie suplementacji B12 czy zbyt mała ilość białka w dni treningowe, są najczęstszą przyczyną problemów. Rozsądna strategia polega na stopniowym zwiększaniu ilości strączków i pełnych zbóż, dbaniu o nawodnienie oraz od początku uwzględnieniu suplementacji. Jest to raczej kwestia komfortu adaptacji niż bezpieczeństwa zdrowotnego – wskazuje dr Jeżewski.
Z perspektywy prewencji sercowo-naczyniowej, szczególnie u mężczyzn po 40. roku życia, dieta oparta na nieprzetworzonych roślinach bywa jednym z najskuteczniejszych narzędzi. W tym wieku bezwzględne ryzyko incydentów rośnie, a zmiany miażdżycowe są często już obecne w formie subklinicznej. Obniżenie stężenia cząstek aterogennych, poprawa kontroli ciśnienia i redukcja przewlekłego stanu zapalnego to filary profilaktyki, które ten model żywienia potrafi adresować jednocześnie.
– Mówiąc krótko – nie znam bardziej skutecznego protokołu przeciwmiażdżycowego i z tego powodu ten właśnie schemat odżywiania stosuję od 12 lat u siebie i wdrażam u swoich pacjentów przed zawałami i udarami oraz po nich (profilaktyka pierwotna i wtórna) – zaznacza dr Jeżewski.
Gdy pytam go o aktualną popularność diet wysokobiałkowych, mówi mi, że nie widzi problemu z dużą zawartością protein w diecie, zwłaszcza w krótkiej perspektywie czasowej, ale w tym, jak takie diety wyglądają w praktyce – już tak.
– „Wysokobiałkowość” bardzo często oznacza więcej produktów zwierzęcych, więcej
tłuszczów nasyconych, mniej błonnika i mniej roślin – czyli kierunek przeciwny do zaleceń kardiologicznych. Dodatkowo pojawiają się mechanistyczne sygnały ostrzegawcze: w pracy opublikowanej w „Nature Metabolism” opisano próg wysokiej podaży białka/leucyny, powiązany z aktywacją szlaków w monocytach/makrofagach i nasileniem procesów miażdżycowych w modelach doświadczalnych – co w praktyce wspiera zasadę „umiarkowanie i jakość źródeł białka”. A jeśli mówimy o mięsie przetworzonym, dane epidemiologiczne konsekwentnie wiążą je z wyższym ryzykiem incydentów sercowo-naczyniowych i zgonów – mówi kardiolog.
Jak podsumowuje mój rozmówca, serce nie reaguje na ideologię, lecz na biochemię. – Jeśli dzień po dniu dostarczamy mniej tłuszczów nasyconych i sodu, a więcej błonnika, potasu i związków przeciwzapalnych, to lipidogram i ciśnienie zaczynają to pokazywać jak w lustrze. To nie jest kwestia przekonań – tylko mechaniki ryzyka miażdżycy – zaznacza dr Jeżewski i dodaje:
– Opieram się na aktualnych danych naukowych, jednak warto pamiętać o znanych osobach ze świata sportu, które – by osiągać i utrzymać najwyższy poziom – stosują dietę roślinną. W sporcie wyczynowym dieta roślinna nie jest egzotyką – otwarcie mówią o niej m.in. Lewis Hamilton, Novak Djoković, Chris Paul, Venus Williams, Patrik Baboumian czy Scott Jurek. To tylko kilka przykładów, ale skutecznie odczarowujących mit, że „bez mięsa nie ma mocy”.
Więcej w tym temacie:
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Zdrowie
Sukces Mai Chwalińskiej był impulsem, którego potrzebowałem. Jak wrócić do aktywności fizycznej po przerwie?
Wracasz do biegania, siłowni albo ulubionego sportu po dłuższej przerwie? Zanim zaczniesz trenować tak jak dawniej, warto pamiętać o kilku zasadach, dzięki którym unikniesz przeciążenia i nie stracisz motywacji.
Zdrowie
Wystarczy wcześnie wstawać? Niekoniecznie
Spadkobiercy fortun przekonują, że doszli do bogactwa dzięki pobudce o świcie, influencerzy wynaleźli wstawanie o piątej rano jako trend zmieniający życie, a cały świat od dawna funkcjonuje tak, jak gdyby istniały na nim wyłącznie skowronki. Czy naprawdę trzeba zaczynać dzień z kurami, by zwiększyć produktywność?
Zdrowie
Jak mądrze inwestować w ciało? Radzi lekarz ortopeda
Szanuj swoje ciało, bo to jedyny egzemplarz. Bez gwarancji, serwisu, szans na transfer do innego organizmu i upgrade’u do nowej wersji. Nie będzie aktualizacji ani wersji „pro”, choć sprzedawcy suplementów sugerują co innego.
Zdrowie
10 nawyków, które neurolodzy polecają dla zdrowia mózgu
O zdrowiu mózgu zwykle myślimy dopiero wtedy, gdy zaczynają pojawiać się problemy z pamięcią, koncentracją albo ze snem. Tymczasem neurolodzy podkreślają, że profilaktyka zaczyna się dużo wcześniej i wcale nie musi oznaczać wielkiej rewolucji.
Zdrowie
Diety cud nie istnieją, ale mogą cię skrzywdzić
Jeśli ktoś obiecuje ci, że schudniesz w 30 dni, głodząc się albo jedząc wyłącznie mięso, to ściemnia i prowadzi cię do otyłości. Nawet jeśli zrzucisz wagę do wakacji, tuż po nich możesz przytyć dwukrotnie więcej i wrócić z urlopu chory.
Zdrowie
Forma na lato zaczyna się poza siłownią. Dlaczego sam trening nie wystarczy?
Forma na lato nie powstaje wyłącznie podczas treningu. Równie ważne są procesy, których nie widać ani w lustrze, ani w sportowej aplikacji. Właśnie o tym opowiada ekspertka.
Zdrowie
Przewlekły stres to cichy sabotażysta. Jak sobie z nim radzić?
Stres miał pomagać nam przetrwać. Dziś coraz częściej staje się jednym z największych zagrożeń dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Jak sobie z nim radzić?
Zdrowie
Brain fog, stres i przebodźcowanie – tak dziś starzeje się mózg
Jeszcze niedawno zdrowie mózgu było tematem zarezerwowanym głównie dla seniorów i neurologów. Dziś staje się nowym wellness. Biohacking, longevity, cold plunges, suplementy na koncentrację, mikrodozowanie, aplikacje do medytacji – wszyscy próbują „zhakować” swój umysł. Problem w tym, że większość z nas nadal funkcjonuje dokładnie w sposób, którego mózg nie akceptuje.