PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Kto ma łatwiej w życiu – introwertyk czy ekstrawertyk?

Widoczność stała się walutą – w pracy, w relacjach, w sieci. I choć można odnieść wrażenie, że to świat raczej dla ekstrawertyków, a introwertycy muszą udawać i działać wbrew swej naturze, sprawa jest bardziej skomplikowana.

Udostępnij

1920x1080_ekstra_intro

W psychologii mówi się raczej o wymiarze niż o typach osobowości Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż Klaudia Adamek

IMG_0262
06.04.2026

Eva Chen, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci na styku mediów społecznościowych i mody, nazwała siebie „high functioning introvert”, czyli wysokofunkcjonującą introwertyczką. To całkiem celne określenie dla osób, które świetnie radzą sobie w kontaktach międzyludzkich – potrafią zabrać głos, zrobić wrażenie, a mimo to po wszystkim (albo już w trakcie) marzą o ciszy i świętym spokoju. Stwierdzenie Chen – ale i innych znanych postaci z branży modowej, takich jak Nicole Richie czy RuPaul, którzy wypowiadali się w podobnym tonie – można potraktować jak znak naszych czasów.

Wymiary osobowości

Wydaje się, że dziś, kiedy w większości przekazów medialnych premiuje się przebojowość, głośność i ciągłą obecność, część z nas musi trochę udawać, jawiąc się jako osoby bardziej ekstrawertyczne niż w rzeczywistości są. Introwertycy – stereotypowo: małomówni, wycofani, wolący własne towarzystwo – nie wpisują się tak dobrze w świat Instagrama czy TikToka. Tyle że ten podział na introwertyków i ekstrawertyków, którym tak chętnie się posługujemy, jest w gruncie rzeczy dużym uproszczeniem.

– W psychologii mówimy raczej o wymiarze niż o typach osobowości. To znaczy, że każdy z nas znajduje się gdzieś na spektrum między introwersją a ekstrawersją, a nie jest „albo–albo” – tłumaczy dr Marek Drogosz, psycholog z Uniwersytetu SWPS. Być może właśnie dlatego niektórzy mają poczucie, że trochę udają. A tak naprawdę chodzi o to, że dopasowujemy się do sytuacji, które wymagają od nas jakichś zachowań, nie zawsze wynikających z tego, jacy jesteśmy i na co mamy ochotę. – Najwięcej ludzi to ambiwertycy, czyli osoby znajdujące się gdzieś pośrodku – kontynuuje dr Drogosz.

Co to w ogóle w takim razie znaczy, że jesteśmy bardziej tacy albo bardziej tacy? W skrócie można powiedzieć, że w zależności od tego, w jakich sytuacjach i skąd w życiu czerpiemy energię, a gdzie i z jakiego powodu ją tracimy. Jeśli – mówiąc potocznie – baterie ładujemy w większym gronie, lubimy obecność innych i kontakt z nimi, a chwile samotności są dla nas czymś nieprzyjemnym, jesteśmy bliżej ekstrawersji. 

Natomiast jeśli szybko męczy nas bycie w towarzystwie wielu osób, chętnie spędzamy czas samotnie i nie mamy problemu z byciem w pojedynkę kilka dni z rzędu to z pewnością bliżej nam do introwersji. Większość z nas, gdyby zadać im pytania o powyższe kwestie, stwierdziłaby pewnie, że jest tak albo tak, ale… to zależy. I o to właśnie chodzi z wymiarem i spektrum – nie wszystko da się tak prosto wyjaśnić, a wszystkich i każdego z osobna tak łatwo zaszufladkować. Jako ludzie jesteśmy jednak nieco bardziej skomplikowani niż etykiety, które lubimy sobie przypinać.

Stymulacja układu nerwowego

Za tym wszystkim stoi nasze zapotrzebowanie na bodźce. Jak tłumaczy Drogosz, różnimy się tym, ile stymulacji potrzebuje nasz układ nerwowy, żeby działać na optymalnym poziomie. W dużym uproszczeniu: ekstrawertycy potrzebują jej więcej, dlatego dobrze czują się wśród ludzi, w ruchu, w działaniu. Introwertykom wystarcza mniej – szybciej osiągają ten wystarczający poziom pobudzenia, więc nadmiar bodźców może ich po prostu męczyć. I właśnie w tej różnicy kryje się cała sprawa – nie w tym, kto jest bardziej towarzyski, tylko w tym, jak reagujemy na świat dookoła.

Ta różnica bardzo szybko wychodzi poza teorię i zaczyna być widoczna w codziennym życiu: w pracy, relacjach, nawet w tym, jak odpoczywamy. Osoby bliżej ekstrawersji częściej odnajdują się w środowiskach, które wymagają ciągłej interakcji, szybkich decyzji i działania pod presją. Łatwiej przychodzi im funkcjonowanie w zespole, zabieranie głosu, reagowanie „tu i teraz”. Introwertycy z kolei lepiej czują się tam, gdzie jest przestrzeń na skupienie, analizę i pracę w swoim tempie. Nie chodzi o to, że jedni są lepsi od drugich, ale o to, że każdy z tych trybów ma swoje naturalne środowisko.

Co ciekawe, w praktyce te granice bardzo często się zacierają. Introwertyk może być świetnym sprzedawcą, bo naprawdę słucha i zadaje dobre pytania. Ekstrawertyk może odnaleźć się w pracy wymagającej skupienia, jeśli widzi w niej sens i ma jasno określony cel. W wielu zawodach można znaleźć swoją niszę, sposób działania dopasowany do własnych predyspozycji – tłumaczy Drogosz. I to jest chyba klucz: nie tyle wybór dla kogo jest dana rola, ile to, jak ją wykonujemy.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy przez dłuższy czas działamy wbrew swoim naturalnym preferencjom. Im większy dystans między tym, jacy jesteśmy, a tym, czego wymaga od nas codzienność, tym większy koszt. A ten najczęściej ponosimy w postaci zmęczenia, przeciążenia, a na dłuższą metę nawet wypalenia.

Gdzie funkcjonujemy?

W tym kontekście trudno pominąć jeszcze jeden element: środowisko, w którym dziś funkcjonujemy. Media społecznościowe z jednej strony wzmacniają przekonanie, że trzeba być obecnym, aktywnym i widocznym, czyli dokładnie takim jak stereotypowy ekstrawertyk. Z drugiej jednak strony, tworzą przestrzeń, która dla wielu osób bliżej introwersji może być po prostu wygodniejsza niż bezpośredni kontakt. Introwertyk często najpierw myśli, a dopiero potem mówi, więc komunikacja pisana daje mu czas na uporządkowanie tych myśli i sformułowanie odpowiedzi – zauważa dr Drogosz.

To dlatego można dziś sprawiać wrażenie osoby bardzo towarzyskiej, nie wychodząc z domu. Tworzyć wizerunek, który jest bardziej „na zewnątrz”, jednocześnie funkcjonując w bezpiecznym, kontrolowanym środowisku. I choć może to wyglądać jak sprzeczność, w praktyce jest raczej kolejnym przykładem tego, jak bardzo potrafimy się dostosowywać.

Na ile to wszystko jest w nas wpisane, a na ile się tego uczymy w wyniku wychowania, wyborów, jakie podejmujemy? Jak tłumaczy psycholog, odpowiedź jest mniej zero-jedynkowa, niż mogłoby się wydawać. Skłonność do introwersji lub ekstrawersji w dużym stopniu wynika z biologii – szacuje się, że nawet w około 50-60 proc. Reszta to doświadczenia, środowisko i to, jak uczymy się funkcjonować wśród ludzi. Innymi słowy: mamy pewien punkt wyjścia, ale sposób, w jaki go rozgrywamy, w dużej mierze zależy od nas.

To też oznacza, że choć nasze naturalne preferencje raczej się nie zmieniają, możemy nauczyć się działać w różnych trybach. Introwertyk może swobodnie występować publicznie, a ekstrawertyk odnaleźć się w pracy wymagającej odosobnienia, tyle że każde z nich będzie to kosztować inną ilość energii.

Na to wszystko nakładają się jeszcze społeczne oczekiwania związane z płcią. Bo choć – jak podkreśla Drogosz – na poziomie biologicznym nie ma istotnych różnic między kobietami a mężczyznami w rozkładzie introwersji i ekstrawersji, to już na poziomie tego, jak jesteśmy postrzegani, zaczyna się robić ciekawie. Wciąż funkcjonują dość silne wyobrażenia: mężczyzna powinien być pewny siebie, przebojowy, dominujący, kobieta – raczej spokojniejsza, bardziej wycofana. W praktyce oznacza to, że introwertyczny mężczyzna częściej bywa odbierany jako zbyt cichy albo mało wyrazisty, a ekstrawertyczna kobieta jako za głośna czy przesadnie dominująca. Nie dlatego, że faktycznie tacy są, tylko dlatego, że nie mieszczą się w społecznych wyobrażeniach o tym, jacy powinni być.

Ale to, co inni o nas myślą, to tekst nas osobną historię. W gruncie rzeczy najważniejsze jest to, co my zrobimy z wiedzą o sobie. Aby lepiej żyło nam się i z innymi, i ze sobą warto starać się organizować życie tak, aby zaspokajało nasze potrzeby. Oczywiście, to nie zawsze będzie możliwe, bo czasem trzeba zrobić coś wbrew sobie, np. założyć dresy, tenisówki i iść wyrzucić śmieci. Cóż, wtedy będzie trzeba chwilę poudawać.

IMG_0262

Od ponad dekady działa w mediach. Publikowała w tygodniku „Polityka”, magazynie „Vice” i Grupie Spider's Web. Na bieżąco śledzi trendy społeczne i popkulturowe. W myśl tego, że „wszystko jest połączone”, interesuje ją interdyscyplinarne podejście do zjawisk. Pisze o relacjach, pracy, nowych technologiach oraz o tym, o czym mówi się w sieci i poza nią.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?