PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sylwetki

Ivo Dimchev – queer bez granic

– Kiedy miałem 18 lat, zostałem zwolniony z wojska tylko dlatego, że byłem gejem. W moich aktach było napisane, że jestem osobą z zaburzeniem, może nawet niepełnosprawnością. Bo homoseksualizm był postrzegany jako choroba – mówi Ivo Dimchev, bułgarski wokalista, choreograf i artysta wizualny, o którego fenomenie rozpisywały się m.in. „The New York Times” i „The New Yorker”. Podczas tegorocznej edycji festiwalu Watch Docs można było zobaczyć dokumentalny film o jego życiu i twórczości pt. „W piekle z Ivem”. Artysta odwiedził Polskę.

Udostępnij

Kenerov-Dimichev-1 copy

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

AWAL0502 (1)(1)
05.01.2026

„Dla Ivo nie istnieje tabu – bez ogródek opowiada o życiu z HIV, seksie czy wyniesionych z domu traumach. Ostentacja i przesada stały się dla niego sposobem na życie, który pomaga przetrwać we wciąż pełnym uprzedzeń społeczeństwie. (…) Łącząc queerową wrażliwość z bałkańskimi beatami, porusza najtrudniejsze tematy związane z tożsamością, wiarą, polityką i aktywizmem” – czytamy w opisie filmu. Ivo Dimchev zasłynął na międzynarodową skalę w 2018 roku występem w brytyjskim „X Factorze”. W 2020 roku ogłosił się na Facebooku z serią prywatnych koncertów w samym środku lockdownu.

„Nie chcę śpiewać online – pisał. – Chcę śpiewać w domach ludzi. To znaczy w waszych salonach. Przychodzę, siadam, niczego nie dotykam. Wy na sofach, ja na krześle trzy metry od was z klawiszem na kolanach. Oczywiście wszyscy w maskach. Śpiewam przez 30–40 minut i wychodzę”. Cena domowego koncertu wynosiła tyle, ile zakup koszulki Ivo Dimcheva. „The New Yorker” opublikował kilkustronicowy portret artysty, a jego zdjęcie zilustrowało internetowe wydanie magazynu. W czasie pandemii Dimchev dał ponad 400 domowych koncertów w Bułgarii, Stambule, Nowym Jorku i Los Angeles, skąd płynęły zapytania. W jednej chwili stał się najsłynniejszym bułgarskim artystą na świecie.

Od listopada 2023 roku Dimchev jest artystą rezydentem w teatrze La MaMa w Nowym Jorku, gdzie odbyły się premiery jego monodramu „METCH” (Music, Exhibition, Texts, and Choreography – przyp. red.) oraz musicalu „In Hell with Jesus/Top 40”. Dimchev prowokuje w nich swoich widzów, zadaje wiele niewygodnych pytań: czy wolałbyś mieć pomnik Madonny czy Mariny Abramović w Washington Square Park? Z kim wolałbyś uprawiać seks: z Bidenem, Putinem czy Dalajlamą? Lepiej być w piekle z Jezusem czy w niebie z Trumpem? Pięciu wokalistów wycofało się z udziału w spektaklu ze względu na zawarte w nim treści seksualne.

Mateusz Demski: Robimy rozmowę dla GQ, magazynu, który z założenia skupia się na męskiej modzie i kulturze. Dla ciebie w ogóle istnieje coś takiego jak „płeć kultury”?

Ivo Dimchev: O, to dobre pytanie, ale nie mam chyba w tym temacie nic mądrego do powiedzenia. Istnieją pewne konwencje, ale myślę, że są one częścią kultury jako takiej, częścią tego, co uznamy za „normę” albo działanie niekonwencjonalne. Kultura – mam taką nadzieję, że coraz częściej – podważa stereotypy dotyczące tego, co męskie, co kobiece. Płeć nie ma chyba już tak kapitalnego znaczenia. Ja sam jestem częścią kultury queer, która po prostu łączy różne rzeczy, chodzi o manifestowanie braku granic między tymi światami. A ponieważ my, artyści queer, nie przejmujemy się binarnymi podziałami, możemy pracować z różnymi treściami i kontekstami, możemy je dekonstruować.

IN HELL WITH IVO PRESS Still 3

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

O męskości ciągle jednak mówi się dużo, obowiązują pewne wzorce i stereotypowe ramy. Faceci nie płaczą, powinni być twardzi, niewzruszeni, najlepiej ze skrzydłami husarskimi przypiętymi do pleców.

Dla mnie to jest świetna sprawa! Ci wszyscy rycerze, żołnierze – naprawdę uważam, że w tym tkwi duża wartość. Bo wszystko, jak powiedziałem, jest treścią, jakimś kodem, z którym można sobie pofolgować – można coś dodać, coś odjąć, można z sobą wszystko wymieszać. Sztuka to prawdopodobnie jedna z ostatnich platform, na której możesz z tymi rzeczami dyskutować. To miejsce, gdzie jesteś w stanie zakwestionować w zasadzie każdy rodzaj konwenansu, począwszy od religijnych, przez estetyczne, po seksualne. Jednocześnie za każdym z tych symboli stoi jakaś historia, jakiś człowiek. Traktowałbym to jako bazę.

A jaka jest twoja baza?

Moja baza jest zależna od kontekstu. Urodziłem się w Sofii, tu się wychowałem i czasem mam ochotę zabawić się różnymi konwenansami wynikającymi z tutejszej kultury, z zasad etycznych, religijnych czy politycznych. Innym razem przypominam sobie Bułgarię z czasów mojej młodości. Wszystko wokół było szare i przewidywalne, ale dzięki temu traktowałem ten kraj, jak puste płótno. Cokolwiek byś na nie nałożył, będzie się mienić na tle tej szarości.

A jak pisze się o tobie i twoim scenicznym wizerunku w Bułgarii?

To zależy, z której strony spojrzeć. Czasem były głosy agresywne, czasem bardziej przyjazne. Kiedy 10 lat temu byłem kojarzony głównie z moich spektakli i performance’ów, pisało się o „prowokacji”, „przesadzie”. Albo że jestem „radykalny”. Przyzwyczaiłem się do tego rodzaju łatek. Gdy wskoczyłem w świat muzyki popularnej, narracja się poszerzyła. Pisało się już głównie o moich trasach koncertowych poza Bułgarią albo o tym, że żyję z wirusem HIV. Niektórzy próbowali mi zaszkodzić, pisali, że zaraziłem setki osób. Z jednej strony to czyni cię bezbronnym, a z drugiej wzmacnia – mogę mówić o rzeczach, o których nikt inny nie mówi głośno. Mogę podnosić na duchu i motywować ludzi jak nikt inny.

Ale spotkałem się też z atakami. W internecie znajdziesz dużo gróźb śmierci pod moim adresem. Jedną z tych osób pozwałem do sądu, rozprawa odbędzie się za miesiąc. To takie ostrzeżenie, że kiedy grozisz komuś śmiercią w Bułgarii, musisz ponieść za to konsekwencje – zwykle ludzie myślą, że to uchodzi na sucho. Poza tym czuję się bezpiecznie, nie doświadczyłem przemocy na ulicy, ale wiesz, większość spędzam w samochodzie. Żyję w centrum Sofii, w bańce, która – mam nadzieję – szanuje się nawzajem. Nawet jeśli ktoś na mój widok myśli sobie: „Znowu te cholerne pedały!”, to nie odważy się podnieść na mnie ręki.

IHWI still 4B

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Jesteś tego pewien?

Ludzie chyba z natury są zalęknieni i bojaźliwi. A przede wszystkim nieśmiali. Często jedynym miejscem, w którym mogą ukryć swoje kompleksy, są media społecznościowe. Jednak nie mam już trochę skrupułów, dlatego pozywam takich ludzi, pokazuję ich w social mediach. Bo nie mam tolerancji na agresję.

To jaka jest sytuacja osób LGBT+ w Bułgarii?

No cóż, mamy kluby gejowskie i kilka organizacji, które ogólnie robią niewiele, może poza paradą równości. Podkreślmy w tym miejscu, że jest to „radziecka parada równości”. Nie widziałem, by mówili w mediach o prawach osób LGBT+, o kulturze queerowej. Dlatego myślę, że najskuteczniejszą metodą, by stworzyć w tym kraju pewną bezpieczną przestrzeń, jest zaproszenie do dyskusji sławnych osób, które otwarcie mówią o własnych doświadczeniach – lekarzy, dziennikarzy, prawników, polityków, artystów. Im bardziej otwarcie mówią o byciu osobami queer, tym lepsze miejsce się tworzy dla wszystkich innych.

A czy widzisz jakieś zmiany na plus?

No oczywiście, kiedy miałem 18 lat, zostałem zwolniony z wojska tylko dlatego, że byłem gejem. Istniało wtedy prawo, które w pewnym sensie chroniło przed wstąpieniem do armii, jeśli tylko psychiatra stwierdził, że jesteś homo. W moich aktach było napisane, że jestem osobą z zaburzeniem, może nawet niepełnosprawnością. Bo homoseksualizm był postrzegany jako choroba psychiczna. Co roku musiałem zgłaszać się przed komisję, robić testy psychologiczne, kazali mi wkładać damskie ubrania, żeby się ponabijać. Ale mnie to uratowało przed wojskiem. Homofobia w bułgarskiej armii mogłaby być zabójcza.

Jak pamiętasz swój coming out?

Nigdy niczego nie ukrywałem, otwarcie mówiłem o byciu gejem swoim znajomym. Jedynie z moimi rodzicami trwało to znacznie dłużej. Od dziecka się przebierałem, niewiele różniło się to od pokazów drag queen. Brałem udział w takich „małych paradach równości”. Rodzice byli więc przyzwyczajeni do mojego queerowego stylu bycia. Jeśli chodzi o moją seksualność, to sądzę, że zaakceptowaliby ją o wiele łatwiej, gdyby nie przejmowali się tym, co powiedzą nasi krewni albo ich znajomi. To największa trudność i bariera dla rodzica. I jedna z najtrudniejszych rzeczy dla dziecka.

„W piekle z Ivem”, film dokumentalny o twoim życiu i twórczości, kończy się sceną, w której konfrontujesz się z rodzicami. Padają mocne słowa o homofobii, przemocy domowej, której doznałeś z ręki ojca.

Kristina Nikolova, reżyserka filmu, nalegała na to, by te słowa wybrzmiały z ekranu. Nigdy tych rzeczy nie ukrywałem, ale jak dotąd mówiłem o nich chyba z neutralnej perspektywy. Pytałem ich więc wprost o to, czy znają innych homoseksualistów, a jeżeli nie, to czemu mają problem z tym, że jestem gejem. Albo czy przyszliby na mój ślub, gdybym stanął przed ołtarzem z mężczyzną. To wyraźnie pokazuje, na jakim etapie naszej relacji jesteśmy. Najważniejsze moim zdaniem jest pokazanie, że bez względu na to, jak trudny jest to dla nas wszystkich temat, nadal możemy się kochać, możemy troszczyć się o siebie. Bez względu na to, jak bardzo się różnimy politycznie albo jak postrzegamy świat, możemy być dla siebie ważni.

Photo 25-09-23, 00 58 20

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Widać jednak, że wiele to twoich rodziców kosztuje.

W prawdziwym życiu do takiej rozmowy między nami by nie doszło. Żeby jednak w ogóle ruszyć ten temat i go zamknąć, musiałem poświęcić ich i mój własny komfort. Umieściłem ich w performatywnej, zaaranżowanej do pewnego stopnia sytuacji, ze wszystkimi tymi rozpisanymi pytaniami. To był jedyny sposób, żebyśmy się spotkali. Przyznaję, że dla nich to było jak zamknięcie w klatce. Nie mieli drogi ucieczki, byli otoczeni kamerami.

Równie szczerze przed kamerą mówisz o życiu z wirusem HIV.

W tym roku minęło 19 lat od diagnozy. Nie mam czego ukrywać, bo choroba nie zmieniła ani mojego codziennego funkcjonowania, ani mojej aktywności seksualnej. Biorę jedną tabletkę dziennie, przed położeniem się do łóżka. I tyle. Nie da się zwalczyć wirusa, ale jestem w terapii od prawie dwóch dekad. Z początku była ona bardziej agresywna dla mojego ciała, leki niszczyły wątrobę. Obecne kuracje są ulepszone, nie ma skutków ubocznych. Wiele wskazuje na to, że jestem zdrowszy, sprawniejszy od większości ludzi, których znam.

Nie przeszkodziło ci to na pewno w rozwoju kariery. Koncertowałeś po całym świecie, dużo czasu spędziłeś w Nowym Jorku. W maju tego roku w sieci pojawił się twój nowy singiel o tytule „The Apology of Trump”. Czy myślisz, że prezydent przesłuchał?

Nie wiem, ale nie uważam, żeby ta piosenka działała na jego szkodę! W końcu, jak wskazuje tytuł, Trump przeprasza, czyli pokazuję go jako miłą, skłonną do skruchy osobę. Nawet jeżeli od dwóch lat nie dostaję wiz do Stanów Zjednoczonych. Poza tym myślę, że w tym, co widzimy w mediach, jest wiele pozy. Być może ten facet jest super czuły dla swoich bliskich. Ale lubi grać rolę tego złego i wierzy, że ta rola przysparza mu podziwu i zwolenników.

Trump jest dobrym performerem?

Na pewno zabawnym, to zdecydowanie. Nie wydaje się zbyt bystry, ale dobrze gra. Zawsze mnie to bawi, kiedy mówi z przekonaniem i prosto z mostu o wielu skomplikowanych sprawach, na których ewidentnie się nie zna. To czyni go jeszcze bardziej komicznym.

Na koniec filmu zadajesz Amerykanom pytanie: lepsze piekło z Jezusem czy niebo z Donaldem Trumpem? Zdania w tej sprawie są podzielone.

Zawsze podczas moich występów zadaję to pytanie i oczywiście wśród publiczności znajdują się i tacy, którzy wybierają niebo z Trumpem. Z różnych powodów. Zakładam, że chodzi przede wszystkim o komfort materialny. W końcu jesteś w niebie, masz wszystko z góry zapewnione, nie obchodzi cię, z kim tam będziesz siedział. Dla mnie ważniejszy jest komfort psychiczny, społeczny, dlatego poszedłbym do piekła z Jezusem. Ale podoba mi się to, gdy ludzie na moich występach są podzieleni w ten sposób. To pozwala wyjść z bańki, spotkać kogoś, kto ma inne zdanie. Nie chodzi o to, by ich za to odrzucać, spychać na bok. Są różni ludzie z różnymi poglądami, z różnymi wartościami. Tak wygląda życie na zewnątrz naszej bańki.

IN HELL WITH IVO PRESS Still 2

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Więcej w tym temacie:

AWAL0502 (1)(1)

Dziennikarz, krytyk filmowy, filmoznawca. Publikuje m.in. w „Przekroju", „Przeglądzie", a także w portalach dwutygodnik.com, culture.pl, mintmagazine.pl, onet.pl. Ponadto gościnnie pisze na łamach „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „Kino” i wielu innych tytułów. Do ubiegłego roku prowadził cotygodniową audycję w OFF Radiu Kraków. Autor kilkuset rozmów i wywiadów z nagradzanymi na światowych festiwalach twórczyniami i twórcami filmowymi, m.in. z Jonathanem Glazerem („Strefa interesów”), Laurą Poitras („Całe to piękno i krew”), Bong Joon-ho („Parasite”), duetem Daniels („Wszystko wszędzie naraz”), Arim Asterem („Bo się boi”).

Czytaj więcej

Borja Iglesias

Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias

„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?

Artur Dela w sesji dla GQ Poland

Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”

Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.

Cezary Pazura jest kultowym aktorem

Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”

Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.

NIGO

Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype

Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.

Jeremy Sochan

Jeremy Sochan. Władca pierścienia

W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.

Masza Wągrocka z „Matek pingwinów” o odwadze

Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu

„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.

Kylian Mbappé w sesji dla GQ

Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo

Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.

Hugh Jackman nie może uwolnić się od roli Wolverine'a

Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?

Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.