PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Koniec beztroski. Tomek Berkieta i Alan Ważny w dorosłym świecie tenisa

Jeszcze wczoraj wygrywali juniorskie Wielkie Szlemy. Dziś wchodzą do świata, w którym talent to dopiero początek, a prawdziwa gra zaczyna się poza światłami największych stadionów. Tomek Berkieta i Alan Ważny będą pisać kolejny rozdział historii polskiego tenisa. Pod warunkiem, że przetrwają brutalną lekcję dorosłego touru.

Udostępnij

Witamy w dorosłym świecie!

Tomek Berkieta Autor zdjęcia: materiały prasowe

Oskar Maya
17.03.2026

– Tenis to sport ludzi samotnych. Człowiek częściej ląduje pod wozem niż na wozie, ale dla tych kilku momentów „na wozie” i tak warto codziennie wychodzić na kort – mówi GQ Tomek Berkieta, jeden z najbardziej obiecujących tenisistów młodego pokolenia. 

– Wejście do dorosłego tenisa to rewolucja. Jednego roku unosisz puchar zwycięstwa na Wimbledonie, a w następnym grasz na dziurawych kortach na peryferiach tenisa, piłkami, które często nie nadają się nawet do treningu – mówi Alan Ważny, zwycięzca dwóch juniorskich turniejów Wielkiego Szlema.

Obaj odnieśli wielkie sukcesy w sporcie juniorskim. Tomek w 2024 roku doszedł aż do finału Roland Garros w singlu. Podczas wcześniejszego turnieju Australian Open zaserwował z prędkością 233 km/h. To był drugi z najszybszych serwisów w turnieju, również wliczając turniej seniorski. Rok młodszy Alan w parze z Finem Oskarim Paldaniusem wygrali zarówno French Open, jak i Wimbledon. 

Dziś obaj Polacy są już seniorami. Żeby przebić się w „dorosłym” tenisie, muszą się zmierzyć z wyzwaniami nie tylko sportowymi, lecz także mentalnymi i finansowymi. 

Jeszcze kilkanaście lat temu, takie wyniki, jakie odnieśli Tomek i Alan, byłyby określane mianem sensacji. Jednak sukcesy Igi Świątek i Huberta Hurkacza, a wcześniej Agnieszki Radwańskiej sprawiły, że polscy kibice przyzwyczaili się do nowej rzeczywistości: powoli stajemy się tenisową potęgą.

Witamy w dorosłym świecie!

Alan Ważny Autor zdjęcia: Oskar Maya

Gen ponadprzeciętności

– Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Tomka podczas turnieju juniorskiego na Wimbledonie, zrobił na mnie niesamowite wrażenie – mówi Dawid Celt, obecny trener Berkiety. – Mało jest zawodników, którzy na tym etapie kariery tak dobrze się prezentują na korcie. Tomek miał wszystko, czego potrzebuje ponadprzeciętny tenisista. Warunki fizyczne i bez wątpienia już bardzo dużo potrafił.

Tomek pochodzi z Warszawy, pierwsze lata trenował pod okiem mamy. Miał podobno niewiele ponad rok, kiedy po raz pierwszy wziął rakietę do tenisa do ręki. Regularnie zaczął grać dopiero po skończeniu 11 lat – wcześniej próbował pływania, ale treningi na basenie wydały mu się zbyt monotonne i trudno było je pogodzić z treningami tenisa. A okazało się, że ma do tenisa wyjątkowy talent. Zdobywał mistrzostwa Polski we wszystkich kategoriach wiekowych. Kiedy zaczęły się pierwsze wyjazdy na zagraniczne turnieje, rodzice kupili kampera, żeby ograniczyć koszty podróży..


Szkoła życia w kamperze

– Tenis wiąże się z olbrzymimi kosztami, ponoszonymi na trenerów, loty, dojazdy, hotele, fizjoterapię. Trzeba było szukać oszczędności na każdym etapie, więc kamper był wtedy najlepszym rozwiązaniem. To był dobry czas, bo sami z rodzicami robiliśmy jedzenie, spałem we własnej pościeli i czułem się trochę jak w małym domu. Niestety, nie wszędzie można było dojechać kamperem. Długie podróże półciężarówką nie sprzyjały regeneracji. Myślę, że gdyby nie te doświadczenia, nie byłbym tym, kim jestem. Niczego w życiu nie dostałem za darmo, musiałem na wszystko zapracować sam – opowiada Tomek. 

Przełomem był 2023 rok i juniorski Australian Open. Szesnastolatek dotarł do półfinału, przegrywając dopiero z Amerykaninem Learnerem Tienem. W Melbourne Berkieta zrobił furorę. Na jego mecze przychodzili kibice, podziwiając potężny serwis i forhend oraz wygląd surfera. Tomek uwielbia grę pod publiczkę i ma zadatki na gwiazdę mediów.

– Gra przy pełnej publiczności to uczucie nie do opisania. Trybuny potrafią nieść zawodnika i sprawić, że wyciskasz 100 proc. swoich możliwości. Ale to działa w dwie strony, kiedy na Roland Garros grałem przeciwko Francuzowi, kibice gwizdali i buczeli po każdym moim wygranym punkcie. To mnie paraliżowało. Pierwszy raz miałem styczność z takim zachowaniem. Rok później grałem z innym Francuzem w ćwierćfinale RG i już wiedziałem, jak sobie z tym poradzić.

Witamy w dorosłym świecie!

Autor zdjęcia: materiały prasowe

Brutalny świat seniorów

Po sukcesach w tenisie juniorskim pojawili się sponsorzy i Tomek nie musiał już podróżować kamperem. Zetknięcie z dorosłym tenisem zawsze jest szokiem. 

– Jak każdy chyba tenisista chciałbym szybko wejść na szczyt, ale teraz po prostu cieszę się procesem. Musiałem ciężko pracować na to, co osiągnąłem. Jestem więc przekonany, że ciężka praca, jaką wkładam w treningi, wkrótce zaowocuje. 

We wrześniu ubiegłego roku był o krok od sensacji. Podczas meczu Polska–Anglia w ramach Pucharu Davisa grał przeciwko faworyzowanemu Brytyjczykowi Cameronowi Norriemu. Brakowało jednej piłki do wygrania pierwszego seta.

– Zabrakło zimnej krwi i doświadczenia. W pewnym momencie uwierzyłem, że set wygra się sam, gdy usłyszałem wrzawę na trybunach przy piłce setowej. Tenis bardzo uczy pokory, jeden moment decyduje o meczu, a nawet o dalszej karierze. Ale dziś wiem, że jestem już gotowy, żeby rywalizować z najlepszymi – twierdzi Tomek.

Różnicę między „dorosłym” a juniorskim tenisem podkreśla także trener Celt.

– W rozgrywkach juniorskich czasami wystarczy dobry serwis, żeby kontrolować cały mecz. W seniorach jest już trochę inaczej, tam nawet najlepiej serwujący zawodnicy muszą się wykazać cierpliwością i dojrzałością na korcie. Żeby się przebić do czołówki, musisz startować w turniejach w odległych miejscach, takich jak Monastyr. To długa droga, która nie zawsze kończy się sukcesem. Ale Tomek na pewno ma zadatki na bardzo dobrego gracza – mówi Celt dla GQ Poland.


Samotność na peryferiach

Alan Ważny pochodzi z Rzeszowa. To nie jest tenisowe centrum Polski. Króluje siatkówka. Tata Alana amatorsko gra w tenisa, więc zaprowadził pięcioletniego syna jednak na kort. Alan od razu złapał tenisowego bakcyla. Tyle że w Rzeszowie utalentowany junior nie miał z kim trenować. – Mając 13–14 lat, trenowałem głównie z koleżanką, która odnosiła ogólnopolskie sukcesy. Rodzice nigdy nie chcieli wyprowadzić się z Rzeszowa do jakiegoś większego tenisowego ośrodka – mówi Alan w rozmowie z GQ Poland.

 

Podobnie jak Tomek dominował w kraju we wszystkich kategoriach wiekowych. Jego juniorski debiut w Wielkim Szlemie nie należał do udanych. Alan przegrał w pierwszej rundzie zarówno w singlu, jak i deblu. Ale to tylko sprawiło, że na French Open pojawił się jeszcze bardziej zdeterminowany. W parze z Finem Oskarim Paldaniusem wygrał juniorskiego Roland Garros. O Alanie dowiedział się cały tenisowy świat. Niespełna dwa miesiące później Polak potwierdził swój talent, wygrywając również z Paldaniusem juniorski Wimbledon. 

– Na początku był zachwyt, fajnie jest być popularnym. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Ale z czasem stało się to odrobinę męczące. Traktuję to jako szansę, by zostać zauważonym i pozyskać sponsorów. Na początku czułem nawet spory stres przed kontaktami z mediami. Ale po wizycie w „Dzień Dobry TVN” coś pękło. Jak stamtąd wychodziłem, poczułem, że teraz już będzie tylko łatwiej.

Mimo sukcesów rzeczywistość zawodników rozpoczynających seniorską karierę przypomina walkę o przetrwanie. Tenis jest nadal jednym z najdroższych sportów na świecie. Wyjazdy, trenerzy, budowanie rankingu – to wszystko kosztuje. Bez sponsora właściwie jest niemożliwy rozwój zawodnika.

– Nawet kiedy wejdę do pierwszej 500 rankingu, nadal będę dokładał do kariery. Teraz trenuję z trenerem z Bośni, Robertem Raguzem. Jeżdżę w miejsca, gdzie naprawdę jest walka o wszystko. Czasami jakość piłek i kortów jest tragiczna. Pamiętam trzy tygodnie na Cyprze. Zakwaterowanie i jedzenie były takie, że chciało się wyjechać jak najszybciej. Jak byłem juniorem, po meczach często spotykaliśmy się grupą. W dorosłym tenisie każdy jest sam, a po przegranym meczu ucieka do hotelu.

Tomek i Alan rozumieją, że tenis jest sportem ludzi samotnych, a życie polega na czekaniu. Na lotniskach, w hotelach, w szatniach. Trzeba być na to gotowym fizycznie i mentalnie.

Witamy w dorosłym świecie!

Alan Ważny Autor zdjęcia: Oskar Maya

Inwestycja

– Tenis to nie jest tylko poświęcenie zawodnika, ale tak jak w moim przypadku całej rodziny. Wiem, że nie wszyscy rodzice są gotowi na takie wyrzeczenia. Przede wszystkim finansowe. Kiedyś ich zapytam, ile tak naprawdę kosztowało ich przygotowanie mnie na zawodnika. Jeszcze mi tego nie powiedzieli – podsumowuje Berkieta.

– Wychowanie tenisisty to lata pracy, poświęceń i odwagi całej rodziny – mówi GQ Poland Monika Bondarowicz, managerka Tomka. – Żeby grać profesjonalnie, należy zebrać budżet około miliona złotych rocznie. To wymaga stworzenia stabilnego zaplecza i znalezienia sponsorów, którzy rozumieją cały proces. Mówimy o młodym, bardzo perspektywicznym tenisiście, który buduje ranking. Kluczowe jest też stworzenie zespołu, który daje zawodnikowi poczucie bezpieczeństwa w bardzo trudnym świecie profesjonalnego tenisa. Sukces to zawsze suma wielu czynników: ciężkiej pracy Tomka, determinacji jego rodziców i wspólnej odpowiedzialności zespołu.

Tomek ostatnio trenuje we włoskim ośrodku tenisowym Piatti Tennis Center, w którym ma okazję grać treningi z takimi gwiazdami tenisa, jak Lorenzo Musetti (obecnie nr 5 ATP), Félix Auger-Aliassime (nr 7 w rankingu ATP) czy Holger Rune. Przebywa tam również Hubert Hurkacz. 

– Polski tenis idzie w dobrą stronę. Mam nadzieję, że dzięki Idze Świątek, Hubertowi czy Kamilowi Majchrzakowi ktoś wreszcie zainwestuje w Polsce w ośrodek sportowy z prawdziwego zdarzenia – marzy Tomek.

Alan wciąż jest związany z Rzeszowem. Jest ambasadorem programu sportowego miasta, wspierają go sponsorzy oraz firma jego ojca.

– Nie mam stałej bazy: trenuję w Rzeszowie, w Walencji u mojego trenera motorycznego, w Monte Carlo. Trenowałem z Musettim i Alexem de Minaurem i wiem, że w zwykłym odbijaniu piłki nie ma między nami wielkiej różnicy. Dopiero podczas gry na punkty widać ich ogranie turniejowe – podkreśla Alan. – Na szczęście mam z moim zespołem przygotowany plan na ten rok. Nadal korzystam z tzw. junior spots – dzięki wysokiej pozycji w rankingu juniorów mam ułatwiony wstęp na niektóre turnieje zawodowe i dzikie karty w challengerach. Na ten rok jestem zabezpieczony.

Więcej w tym temacie:

Oskar Maya

Dziennikarz z ponad 20-letnim doświadczeniem. Agent reprezentujący osoby publiczne, pisarz oraz uczestnik misji humanitarnych ONZ w Afryce. Specjalizuje się w tematyce społecznej, lifestyle’owej i sportowej. Pisał dla „Rzeczpospolitej”, NaTemat, „Ozonu” oraz „Party”. Pasjonat tenisa, motorsportu, hobbystycznie występujący w Teatrze IMKA. Współautor bestsellerowej książki „Inna miłość szejka” oraz „Mody na modelkę”, opisującą kulisy świata modelingu.

Tagi

Czytaj więcej

Podsumowanie mundialu 2026

Zmiennicy, nowe rozdania i rozstania. Czy futbol obronił mundial?

Przed startem mistrzostw świata nie brakowało obaw o poziom, ingerencje polityczne i formę najlepszych drużyn. Jak było w praktyce? Podsumujmy mundial po finałowym meczu.

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.