PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
1920-1080-max

Psychologia i relacje

Świąteczny coming out – co może pójść nie tak?

Idealny moment na obwieszczenie rodzinie: „Jestem queer”, nie istnieje. Tak samo jak nie istnieją idealne święta z reklamy coli bez igieł na dywanie i kłótni przy stole. A jednak to właśnie wtedy wiele osób zadaje sobie pytanie, czy to dobry czas na wyjście z szafy.

Udostępnij

Jak być sobą przy wigilijnym stole? Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
24.12.2025

Skoro kultura terapeutyczna podpowiada, by asertywnie strzec własnych granic i autentyczności, wyznanie rodzinie całej prawdy o sobie wydaje się całkiem logiczne. Szkoda tylko, że logika rzadko idzie w parze ze świąteczną rzeczywistością.
 

Tęczowy prezent

Gdy wpisuję w wyszukiwarkę „coming out” i „Christmas”, okazuje się, że najwięcej strategii na bycie sobą w święta proponuje mi popkultura. Piosenka Aurelio Voltaire’a o takim tytule sugeruje, bym do sprawy podeszła odważnie i z dumą. A gdy te spotkają się z dezaprobatą rodziców, najlepiej wszystko bezpardonowo zignorować w myśl zasady, że nie znajdą pod choinką innego prezentu niż ujawnienia mojej orientacji czy tożsamości.

„Jeśli mnie znienawidzicie, to trudno. (…) wybieram się na imprezę i możecie pocałować mnie w gejowski tyłek, gdy tam będę, cześć!” – śpiewa mroczny tekściarz znany z czarnego humoru i – zdaje się – dość twardej skóry, skoro w innym utworze przekonuje, że Święty Mikołaj jest Szatanem. Jeśli nie chcecie przyprawiać waszych religijnych babć o zawał, może nie idźcie drogą Voltaire’a. Ja – choć radykalizm mam we krwi – szukam świątecznych porad dla queerów dalej. Zamiast przypominać wszystkim, że „Last Christmas” to piosenka śpiewana przez geja o miłości do (najpewniej) drugiego mężczyzny, natrafiam na film z 2021 roku.

W „Christmas coming out” głównemu bohaterowi Patrickowi w rozmowie z rodziną o swojej orientacji pomaga ożywiony magią Gwiazdki plastikowy żołnierzyk. Ten ostatni ma całkiem niezłe argumenty i mógłby pewnie zrobić karierę terapeutyczną. W prawdziwym życiu zabawki jednak nie przemawiają ludzkim głosem nawet w Wigilię. Może to i lepiej, bo co powiedziałaby Barbie, której brutalnie obcięliście w dzieciństwie długie blond włosy?

Czy bardziej pomocny okaże się więc komediodramat z 2023 roku, który wikła lesbijkę Monet w konieczność zabrania na rodzinne święta chłopaka? Niekoniecznie, bo nie uwierzycie, ale absurdalny pomysł, by dziewczyna głównej bohaterki przebrała się za chłopaka, wypala tak sobie. Podobnie jak żądanie od par jednopłciowych, by potulnie patrzyły na łamanie swoich praw. Niedoczekanie, drodzy rządzący!

Na szczęście w filmie pod jakże zaskakującym tytułem „Coming out for Christmas” – inaczej niż w polskiej polityce – ostatecznie wszystko kończy się dobrze (wybaczcie spoiler, ale to nie jest kino specjalnie trzymające w napięciu), choć najpierw musimy przeżyć mnóstwo iście niezręcznych sytuacji. To już bardziej przypomina wszystko, czego możecie spodziewać się w domu rodzinnym.

Jeden z moich najmądrzejszych kolegów zwykł mawiać, że kiedy dziecko wychodzi z szafy, to wchodzą do niej rodzice. Niektórzy przy tym trzaskają drzwiami, inni milkną na wieki, a są i tacy, którzy jedną nogę wystawiają na zewnątrz, nie wiedząc właściwie, czy potrafią zaakceptować swoje dziecko ze wszystkimi jego cechami. 

Rozsądek podpowiadałby, że jeśli nie są w stanie, nie powinni mieć dzieci, ale na tę refleksję jest już za późno, a stres związany z organizacją świąt wokół – jak by nie patrzeć – narodzin boskiego dziecka niekoniecznie sprzyja weryfikacji rodzicielstwa. Kto wie, czy nie trzeba byłoby wtedy rodziców Jezusa bez dachu nad głową uznać za niezbyt odpowiedzialnych.
 

Czemu akurat Gwiazdka?

Ale do brzegu. Taka ze mnie mądralińska, bo coming out mam za sobą, nie robiłam go w święta, a mnóstwo wigilijnych konfliktów nauczyło mnie, że pewnych spraw lepiej nie poruszać nad talerzem barszczu. Długo jednak żywiłam przekonanie, że mam prawo żądać od konserwatywnej rodziny bezwzględnej otwartości. A gdy jej nie dostałam, mogłam sierotkować, jaką jestem czarną i niezrozumianą owcą.

Nie zrozumcie mnie źle. Brak akceptacji nie jest niczym chwalebnym tak samo jak homofobiczne zachowania krewnych. Nie musicie ich tolerować. Powinniście je potępiać. Pytanie brzmi, czy jesteście wtedy bezpieczni?

Mnie do zadania sobie tego pytania skłoniła psycholożka Joanna Flis, która w jednym z wywiadów stwierdziła, że za nagłą stanowczością wobec bliskich czy wypowiadaniem niewypowiedzianych przez cały rok słów w trakcie świąt może kryć się ucieczka przed bliskością.

„Jest wiele różnych innych przestrzeni, w których zdecydowanie łatwiej byłoby próbować np. ustawić hierarchię w rodzinie na nowo, asertywnie się zachować albo wypracować nowe zasady postępowania w systemie rodzinnym. Robienie tego w święta wydaje mi się dość karkołomne” – stwierdziła specjalistka. Nie wiem, czy miała wtedy na myśli coming outy, ale przy pierwszej lekturze tej wypowiedzi, od razu się wściekłam.

Znowu cały ciężar związany z emocjami i odpowiedzialnością miałby spoczywać na tych słabszych, młodszych, zależnych. Na tych, którzy już i tak wykonują najtrudniejszy ruch, próbują żyć w zgodzie z sobą na przekór światu. Przez chwilę buntowałam się przeciw tej myśli, bo wydawała mi się równoznaczna z poleceniem „bądź mądrzejsza”, „odpuść”, „zrozum”, które tak często słyszą osoby LGBT+ w rodzinnych domach, jak gdyby empatia stanowiła reglamentowany zasób, przysługujący tylko jednej stronie.

A jednak im dłużej o tym myślałam, tym wyraźniej widziałam, że nie chodzi o usprawiedliwianie cudzej queerfobii ani o unieważnianie własnych granic. Chodzi raczej o wybór momentu i miejsca, a także świadomość, że święta z całym ich napięciem, rytuałem i symbolicznym nadmiarem rzadko bywają przestrzenią realnej rozmowy.
 

A może Wielkanoc?

Gdy ludzie, którzy rzadko widzą się w rodzinnym komplecie, przebywają razem przez wiele godzin lub dni w ograniczonej przestrzeni, z bagażem dawnych konfliktów, niedopowiedzeń i hierarchii, łatwo o wybuch. Do tego dochodzi presja dbania o magię świąt, czyli przekonanie, że wszyscy powinni być mili, wdzięczni i szczęśliwi. 

W takiej scenerii szczerość może zostać odebrana nie jako akt odwagi, lecz jako „psucie atmosfery”. Jako feministyczna psujzabawa w ślad za Sarą Ahmed nie jestem kimś, kto by się tym przejmował, ale wiem też, że reakcje otoczenia bywają brutalne i niespodziewane nawet w tych w rodzinach, które deklarują bezgraniczne wsparcie.

Zresztą Ahmed jako jedna z najwybitniejszych żyjących, bezkompromisowych queerowych feministek nie zapomina o samoopiece i przetrwaniu jako odmowie nieistnienia, w które m.in. społeczność LGBT+ próbuje wcisnąć system – rodzinny i społeczny. Nie należy więc ignorować faktu, że jeśli rozmowa z rodziną pójdzie źle, nie zawsze da się po prostu wyjść i wrócić do siebie.

Nie każda osoba – jak wynika z moich rozmów z innymi queerami na ten temat – ma bezpieczne miejsce, do którego może uciec, plan B, kogoś, do kogo może zadzwonić. Niejedna czuje, że coming out spotkał się z całkowitą ignorancją i równie dobrze mógłby się nie odbyć.

– Coming out pod choinkę wydaje mi się najbardziej chybionym pomysłem. Mam taki za sobą, tzn. nie mój (ten obył się w zupełnie innych – choć wcale nie lepszych – warunkach), ale bardzo bliskiej mi osoby. Na szczęście dostała morze wsparcia od najmłodszej części rodziny. Starsza większość zrobiła wszystko, by skupić uwagę na własnym – większościowym – skonfundowaniu. Pojawiły się dobrze znane lamenty: „Co znaczą te wszystkie obce słowa”, „Po co?”, „Dlaczego?”, „Gdzie był błąd w wychowaniu?”, „Czym są zaimki?” „Komu to potrzebne?”. W harmidrze i załamywaniu rąk większości zginęła nie tylko magia świąt, lecz także głos osoby, która zrobiła coming out. Później wparowali kolędnicy, po nich makowiec, sernik i nalewka. Miejsca na rozmowę już zabrakło – i tak naprawdę do dziś się nie odbyła, choć to już pewnie specyfika (czyt. homofobia) mojej rodziny – powiedział mi Kuba.

Jednocześnie ujawnienie się przed rodziną to nie obowiązek ani test dojrzałości, lecz proces, który da się dostosować do własnych możliwości, mając świadomość, że nie będzie idealnie zadowalający dla wszystkich. Ale nie musi taki być, jeśli będzie bezpieczny dla was, a wraz z upływem czasu może okazać się także całkiem zabawny.

Dlatego Ola wyjście z szafy poleca w czasie świąt Wielkiej Nocy. „Zdetonowałam tęczową bombę wiosną, bo jest więcej słońca, ludzie wydają się mniej rozdrażnieni, a czasu jest wystarczająco dużo, by przetrawić nowiny do znacznie huczniej obchodzonej Gwiazdki”.

Nie wiem jak was, ale mnie ten coming out z zajączkiem przekonuje jak mało co.

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Tagi

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?