Pies a życie miłosne. Jak zwierzęta zmieniają nasze związki
PARTNERZY SERWISU

Psychologia i relacje
Pies a życie miłosne. Jak zwierzęta zmieniają nasze związki
Czy pies jest magnesem na apkach randkowych? Czy para z czworonogiem ma większe szanse na dziecko? A może to raczej zwierzę odgrywa rolę potomka? Jedno jest pewne – pies zmienia wszystko, co wiedziałeś o randkach, związkach i sobie samym.
Udostępnij
Autor zdjęcia: Getty Images, kolaż Klaudia Adamek
Coraz częściej słyszy się o „psich tatusiach”, których życie kręci się wokół czworonogów. Jednych to zjawisko dziwi, innych denerwuje. Jednak jakby przyjrzeć się bliżej, w dzisiejszych czasach wszystko jest tymczasowe: praca, miejsce zamieszkania, związki. W odpowiedzi na ten brak stabilności zaczynamy budować nowe formy przynależności.
Relacja z psem coraz częściej zastępuje inne formy długoterminowych zobowiązań, np. rodzicielstwo. Zdaniem dr Magdaleny Gajewskiej, socjolożki i badaczki z Uniwersytetu Gdańskiego zajmującej się interdyscyplinarną analizą więzi ze zwierzętami, psy nie odgrywają jednak roli dziecka w związku.
– Badania „Para i pies”, które realizowałyśmy z Magdaleną Żadkowską, Elżbietą Chruściel i Natalią Treder-Rochn, stawiały pytanie o to, czy adoptowanie psa przez młode pary wiąże się z niechęcią do rodzicielstwa i czy pies zastępuje młodym parom dziecko. Nasze badanie pokazało, że nie jest to decyzja o zastąpieniu, ale o tym, że trudno było parom odnaleźć warunki do powiększenia rodziny: mieszkaniowe, ekonomiczne, a także odpowiedni moment w karierze. Wspólna opieka nad psem była też rodzajem testu, który miał pokazać, jak to jest działać razem w opiece nad słabszą i niesamodzielną istotą. Większość par deklarowała, że nie wykluczają rodzicielstwa – wiemy o trojgu dzieci, które urodziły się już po zakończeniu badania. Badanie z Tajwanu, przywoływane w artykule „Cats, Dogs, and Babies: Quasi-Experimental Evidence on Substitutes or Complements from Linked Administrative Records”, pokazało, że prawdopodobieństwo urodzenia pierwszego dziecka u par opiekujących się psem jest wyższe o 33 proc. niż w przypadku tych, które go nie posiadały.
Czy „psi tata” to dobry materiał na partnera?
Profile „psich tatusiów” w mediach społecznościowych zbierają tysiące polubień i rozczulają wiele osób, które być może upatrują w nich ideał potencjalnego partnera. Czy posiadanie psa rzeczywiście zwiększa dziś atrakcyjność mężczyzny?
Odpowiedź nie jest prosta, ale jak podają badania – mężczyzna z psem (szczególnie z rasy uznawanej za przyjazną) – jest częściej postrzegany jako bardziej zdolny do tworzenia więzi, empatyczny i odpowiedzialny. Jednak w erze powszechnej „psiozy” ten sam sygnał uległ już lekkiemu rozmyciu i wymaga nowego odczytania. Sam fakt bycia facetem z psem to dziś za mało. Kluczowa stała się jakość tej relacji. Dopiero to daje czytelny, niewerbalny sygnał: „Potrafię się troszczyć”, który może skłaniać do chęci nawiązania bliższej relacji.
– Pies może podnosić atrakcyjność swojego opiekuna – mówi dr Magdalena Gajewska. – Jednak to, jak długo ten efekt się utrzyma i co go pogłębi, zależy od tego, jak mężczyzna traktuje swojego psa. Jeśli przejawia wobec niego agresję, dominację, a nawet przemoc, należy to traktować jako sygnał zaburzeń. Wówczas efekt będzie odwrotny. Z kolei mężczyzna, który okazuje psu troskę i stara się go zrozumieć, budzi większe zaufanie. Jest postrzegany jako osoba odpowiedzialna, wytrwała i dobrze zorganizowana, a te cechy budują pozytywny obraz męskości i zwiększają atrakcyjność.
Trening przed związkiem?
Czy pies staje się dzisiaj projektem zastępującym rodzicielstwo? Dla części par, a także singli zwierzak faktycznie stanowi alternatywę dla posiadania dziecka, ponieważ oferuje podobne gratyfikacje emocjonalne. Daje poczucie celu, zaspokaja potrzebę opiekuńczości, w zamian oferując bezwarunkową miłość, a to wszystko przy znacznie mniejszych kosztach finansowych, czasowych, mniejszej odpowiedzialności i zaangażowaniu.
Częściej jest to jednak wybór innej formy poświęcenia i tworzenia więzi. Jak wskazuje dr Gajewska, raczej można mówić o „treningu” przed związkiem, który uczy rutyny i odpowiedzialności za drugą istotę.
– Opieka nad psem czy innym zwierzęciem uczy nas tolerancji dla bardzo odmiennych zachowań, opiekuńczości i uważności na drugą istotę. Uczy nas też tego, że relacje, które tworzymy, stanowią oś naszego świata. Ta relacja oswaja nas też z fizjologicznymi aspektami życia pod jednym dachem. Pies nie rozrzuca skarpetek, ale szczeka, zostawia sierść, ślady łap, a czasem załatwia potrzeby fizjologiczne nie tam, gdzie go uczyliśmy. Jednak relacja ze zwierzęciem nie będzie nam zastępowała więzi z drugim człowiekiem. Są to odrębne jakości, inne sposoby działania, komunikowania i podziału odpowiedzialności. Pies jest „jak dziecko”, a w związku spotykamy się z drugą osobą pełnoletnią. Możemy za to wybrać, że w tym momencie naszego życia nie jesteśmy gotowi na związek albo że w ogóle nie chcemy budować relacji z drugim człowiekiem i chcemy pozostać w roli opiekuna psa – mówi dr Magdalena Gajewska.
Algorytm miłości na czterech łapach?
Pies może działać także jako naturalny lodołamacz w świecie randek. Albo stać się też potężnym filtrem i potencjalnym polem minowym. Badania opublikowane w „Journal of Social Psychology” wskazują, że osoba negatywnie reagująca na zwierzę potencjalnego partnera jest postrzegana jako mniej zgodna, co często skutkuje rychłym końcem danej relacji.
Zatem „czworonożny towarzysz” przestaje być jedynie domowym pupilem, a staje się aktywnym uczestnikiem codzienności i nawet pierwszym filtrem w procesie dobierania partnerów np. na aplikacji randkowej. Opisy na Tinderze typu „Wchodzę w pakiecie”, „Jak on/a cię nie polubi, to nie wyjdzie” nie są już nowością. Obecność psa działa jak soczewka, która wyostrza: wartości i styl życia.
Osoba skoncentrowana na swoim psie często nieświadomie poszukuje partnera, który nie tylko zaakceptuje zwierzę, lecz także chętnie włączy się w ten układ. Pies staje się więc żywym testem na kompatybilność.
– Obecność psa w naszym życiu i zorientowanie naszej codzienności wokół relacji z psem jest ważnym wskaźnikiem, z jaką osobą możemy stworzyć trwały wniosek. Z przeprowadzonych badań wynika, że osoba zorientowana na psa będzie szukała partnera otwartego na to, by budować relację z jej psem. Musi to być ktoś, która akceptuje zwierzę, nie tylko rytuały z nim związane, lecz także dyskomforty, jakie przynosi psie towarzystwo – mówi Magdalena Gajewska.
– Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, jak bycie dog-friendly wpływa na budowanie związków, ale z pewnością pozwala na większą swobodę i ułatwia parze z psem funkcjonowanie w życiu towarzyskim. Spacer z czworonogiem może zakończyć się kolacją w restauracji, a wspólna podróż samolotem na wakacje nie jest już kłopotem. Włączenie psów do życia społecznego daje szanse na to, by być widzianym w przestrzeni publicznej, jako właśnie „para z psem” – dodaje badaczka.
Nieoczywista rola psa
Współczesna kultura wciąż w jakimś stopniu wymaga od mężczyzn emocjonalnej powściągliwości i ukrywania słabości. W kontekście tej presji relacja z psem nabiera szczególnego znaczenia. W świecie, w którym oczekuje się od mężczyzn nieustannej twardości, międzygatunkowy sojusz stwarza rzadką przestrzeń, a wręcz – wentyl. W relacji z psem wielu mężczyzn znajduje przyzwolenie, by wreszcie odłożyć maskę na bok i być czułym. A pies przestaje być wyłącznie zwierzęciem domowym i staje się emocjonalnym wsparciem.
Interakcje z psem, takie jak głaskanie czy wspólna zabawa, podnoszą poziom oksytocyny, redukując stres i uspokajając. Ma to wpływ na regulację napięcia emocjonalnego – również w związkach.
– Badania mówią o tym, że możliwość głaskania, mówienia do psa, opiekowania się i obserwowania go wpływają pozytywnie na stan opiekunów. Czują się spokojniejsi, mają niższy poziom stresu. Zapewne wspierają to też obowiązkowe spacery z psami, oznaczające aktywność fizyczną poza domem. Innym aspektem życia z psem jest to, jak zwierzę reaguje na niektóre nasze zachowania. Część par opowiadała nam o tym, że od kiedy mieszkają z psem inaczej się kłócą, właśnie ze względu na to, jak ich spór – podniesiony ton głosu, agresywne poruszanie się – wpływa na psa. A zatem z różnych przyczyn mniej się denerwujemy – podsumowuje Gajewska.
Rozwód z psem w tle
Gdy związek się stabilizuje, pies staje się pełnoprawnym członkiem domowego ekosystemu. Problem pojawia się, gdy relacja się kończy. Rozstanie pary z psem bywa dziś niemal tak skomplikowane emocjonalnie jak w przypadku par, które mają dziecko. Prowadzi się spory o opiekę, ustala wizyty, a nawet dzieli koszty.
– Z naszych badań wynika, że istnieje opieka naprzemienna nad psem po rozstaniu się pary. Mężczyźni pytani o hipotetyczne rozstanie częściej odpowiadali, że zostawiliby psa partnerce, bo to ona jest bardziej z nim związana emocjonalnie. Ale ograniczeniem naszych badań jest to, że są to badania jakościowe. Doniesienia ze schronisk i z portali adopcyjnych ukazują odmienną rzeczywistość psów porzuconych, poddanych eutanazji czy oddanych do innych domów – komentuje Magdalena Gajewska.
Nadużycie psiego przywiązania?
Gdzie przebiega granica między zdrowym przywiązaniem a niepokojącym zastępowaniem? Często jest podkreślane jedno – gdy relacja z psem ogranicza lub uniemożliwia budowanie i utrzymywanie satysfakcjonujących związków z ludźmi, należy się zatrzymać i zastanowić.
– Granica zdrowej więzi przebiega w charakterze tej relacji. Badałyśmy to w naszym projekcie „Para i pies”. Za pomocą pomiaru poziomu kortyzolu, obserwacji psów i ludzi oraz testów psychologicznych badałyśmy style przywiązania, jakie pokazują psy i ich opiekunowie. U niektórych psów ujawniał się lęk separacyjny, podobnie jak u ich opiekunów. Dla psychologii niezdrowa więź nosi znamiona uzależnienia, traktowania psa jako substytutu kogoś lub czegoś. Dla behawiorysty to sytuacja, w której pies nie może być psem, kiedy jego „psie” potrzeby są ignorowane przez opiekunów. Wszędzie tam, gdzie człowiek nadużywa „psiego przywiązania” do spełnienia swoich potrzeb: ekonomicznych, emocjonalnych czy seksualnych – podsumowuje dr Magdalena Gajewska.
Pies może być wspaniałym „trenerem empatii”, ale nigdy nie zastąpi pełni skali emocji, które oferuje dojrzały związek z drugim człowiekiem.
Więcej w tym temacie:
- „Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku
- Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
- Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
- Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
- „I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
- Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Psychologia i relacje
Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?
Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.
Psychologia i relacje
Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?
Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.
Psychologia i relacje
„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?
Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?
Psychologia i relacje
Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło
Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.
Psychologia i relacje
Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?
Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?
Psychologia i relacje
Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie
Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.
Psychologia i relacje
Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?
Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?
Psychologia i relacje
Matki i synowie: co naprawdę jest trudnego w wychowaniu chłopca? Marta Niedźwiecka odpowiada
Czy matka może wychować syna tak samo jak córkę? Czy bez męskiego wzorca chłopiec sobie poradzi? I dlaczego nawet najbardziej świadome matki nieświadomie ustawiają synów na uprzywilejowanej pozycji? W Dniu Matki rozmawiamy z Martą Niedźwiecką o tym, co naprawdę różni wychowanie chłopców od dziewczynek.