PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Psychologia i relacje

Jak dobrze czuć się nago? Rozbieraj się częściej

Idealne ciało nie zwalnia z kompleksów, obyczajowa otwartość – ze wstydu, a brak ubrań – z przyzwoitości. Na szczęście nad swoim podejściem do nagości da się pracować, ale najpierw trzeba zrozumieć, co właściwie nas ogranicza.

Udostępnij

1920x1080_jak_dobrze_czuc

Nie pozwól na to, by wstyd odebrał ci radość z życia. Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
22.12.2025

Jak z napędzonej zaburzeniami nienawiści do ciała przeszłam do beztroskiego, nagiego saunowania nawet w towarzystwie przyszłej teściowej? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, przypomniałam sobie scenę z „Seksu w wielkim mieście” (panowie, nie zamykajcie jeszcze strony!), w której jedna z głównych bohaterek, Charlotte York, przeżywa koszmar w damskiej łaźni. Z jakiegoś powodu nie tylko nie może zrzucić z siebie ręcznika w obliczu innych rozebranych kobiet, lecz także natychmiast z przerażeniem opuszcza saunę.
 

Kulturowy wstyd

W przebieralni na pytanie serialowej przyjaciółki, Carrie Bradshaw, co właściwie się stało, Charlotte z oburzeniem odpowiada, że nie wychowała się w domu golasów.  „Ja też nie” – słyszy pruderyjna uciekinierka i w odwecie wypala: „Ale ona na pewno”, wskazując z pogardą na przechodzącą obok i wyraźnie swobodnie czującą się bez ubrań przypadkową kobietę.

Pod koniec odcinka dowiemy się, że za zachowaniem Charlotte stoją własne ograniczenia, kompleksy i zazdrość, mimo że jest piękną kobietą idealnie mieszczącą się w urodowo-sylwetkowym kanonie. Jak w takim razie ma się czuć większość z nas, która nie spełnia ani wcale nie musi spełniać wyśrubowanych, a przy tym często uznaniowych i niezdrowych standardów atrakcyjności?

Przykład Charlotte jasno pokazuje, że nawet perfekcyjne ciała nie są gwarancją wysokiej samooceny ani neutralnego podejścia do negliżu. Autokrytyczne blokady tkwią zazwyczaj w głowie, a w niej lądują już z niekoniecznie zależnych od nas powodów.

Już oświeceniowy, ale wciąż pokutujący prymat rozumu nad materią oddzielił ducha od ciała, alienując nas od tego drugiego. Mniej lub bardziej religijne wychowanie w pruderii, a także przekonaniu o płynącej z ciał nieczystości oraz grzechu to wylęgarnia chorobliwego wręcz i izolującego nas społecznie wstydu.

Spieniężający wszystko kapitalizm wmawia nam, że jesteśmy wiecznie niewystarczający tylko po to, by wcisnąć nam kolejne produkty i usługi. Kultura diety, powszechna fatfobia, czyli lęk przed przytyciem i pogardliwe traktowanie grubości, a także wszędobylskość retuszowanych w mediach społecznościowych ciał kreuje z kolei nierealne ideały i wpycha nas w ramiona patologicznego autokrytycyzmu.

Tak silnego, że nawet w takich przestrzeniach, jak baseny, przebieralnie, sauny, wstyd bierze górę nad rozsądkiem. Niedawno byłam świadkinią, jak 20-letnia dziewczyna nie była w stanie wejść do jacuzzi przy własnej mamie, ale gdy sama byłam w jej wieku, omijałam siłownie w strachu przed rozebraniem się w szatni i ćwiczeniem w sportowym, obcisłym stroju. Nie muszę chyba dodawać, że każda z nas wyglądała i wygląda zupełnie zwyczajnie.
 

Tabu męskiej nagości

Długo wydawało mi się, że ten problem dotyczy poddawanych surowej ocenie pod względem powierzchowności kobiet, dla których wygląd ma być najważniejszą walutą w patriarchacie. Ale przecież ten sam niezwykle wymagający rzeczy niemożliwych system krzywdzi wszystkich, w tym mężczyzn, których wartość jest określana przez wielkość penisów czy muskulatury.

Długo przypisywane głównie dziewczętom i kobietom zaburzenia odżywiania, coraz częściej dotyczą chłopców i mężczyzn. Jak pisze Magdalena Korczyńska w książce „Pułapka płci”: „(…) już w wieku szkolnym chłopcy mają dobrze przyswojone kulturowe standardy męskiej atrakcyjności. Ich uwaga koncentruje się na mięśniach i sportowych umiejętnościach, a preferowany typ sylwetki zmierza w kierunku większego i cięższego ciała niż posiadane. W badaniach zagranicznych potwierdzono, że już w wieku 8 lat chłopcy mogą zmagać się z negatywnym wizerunkiem ciała oraz że wiek, w którym pojawia się pierwsze niezadowolenie chłopców z ciała, uległ w ostatnich latach obniżeniu”.

Lęk mężczyzn przed nagością ma swoje źródła przede wszystkim w socjalizacji do bezwzględnego dystansu wobec własnego ciała i ciał innych oraz w budowaniu przekonania, że nagie ciało może istnieć wyłącznie w kontekście erotycznym. Towarzyszy temu stopniowe pozbawianie chłopców nieseksualnej bliskości. Badania pokazują, że już niemowlęta płci męskiej są rzadziej przytulane niż dziewczynki, a wraz z wiekiem wszelkie cielesne interakcje między chłopcami zaczynają być postrzegane jako niewłaściwe. To, co w przypadku dziewczynek, jak np. trzymanie się za ręce czy przytulanie, uchodzi za naturalne, u chłopców bywa piętnowane lub wyśmiewane.
 

Sprawa życia i śmierci

Dodatkowo silny wpływ mają homofobiczne normy kulturowe, według których „prawdziwi mężczyźni się nie dotykają”, a każda forma fizycznej bliskości może zostać uznana za podejrzaną lub zagrażającą męskiej tożsamości. W efekcie dorastający chłopcy, a później dorośli mężczyźni często doświadczają dotyku wyłącznie w kontekście masturbacji lub seksu.

To zawężenie w połączeniu z niską dostępnością wspólnych przestrzeni, w których można bez erotycznego kontekstu przebywać bez ubrań, sprawia, że nagość zostaje trwale skojarzona z pobudzeniem seksualnym, a pozbawiona innych znaczeń, takich jak naturalność, neutralność czy bliskość, zaczyna budzić wstyd, napięcie i lęk. Z czasem mężczyźni mogą unikać nagości nie dlatego, że jest ona sama w sobie problematyczna, lecz dlatego, że kultura nie dała im narzędzi do przeżywania jej w sposób nieseksualny i bezpieczny. Ba, nawet widok gołego męskiego ciała we współczesnej popkulturze to rzadkość.

Jedyne, co przychodzi mi w tej chwili do głowy, to niesamowity, triumfalny taniec bohatera „Saltburn”, który nago buja się do „Murder on the Dancefloor”, a także scena z męskiej szatni w „Euforii”. W pierwszym przypadku jednak bohater jest seryjnym mordercą, a w drugim – patrzymy na obnażone penisy z perspektywy bohatera odkrywającego swoją seksualność. Co z normalizacją nagości w pozytywnym i pozaerotycznym kontekście? I czy naprawdę jest nad czym drzeć szaty?

Życie to przecież nie serial ani film. Dziennikarz Mike Urbaniak o zwykłym doświadczaniu cielesności napisał tak: „Kiedy jakiś czas temu zacząłem chodzić na basen na Termy Maltańskie, okazało się, że katolicka III RP wychowała tabuny pruderyjnych wstydnisiów. Nikt się w męskiej szatni nie rozbiera, nikt! Faceci myją swoje najcenniejsze klejnoty w kąpielówkach, gimnastykując się przy tym w sposób iście komiczny. Nawet wycierają się w kąpielówkach, a potem owijają ręcznikiem – jak na plaży – żeby ubrać gacie”.

Ten przykład nie musi was przekonywać o powszechności wstydu, ale może zrobią to potwierdzone przez naukowców doświadczenia lekarzy, którzy jasno wskazują, że mężczyźni boją się rozbierać nawet w gabinecie i przez to unikają badań. Dla wielu osób strach bywa też przyczyną samoizolacji, która skutkuje brakiem podejmowania interakcji społecznych, w tym także kontaktów seksualnych. Podejście do nagości może być więc kwestią (jakości) życia i śmierci. Co robić, by móc się nią prawdziwie cieszyć?
 

Częściej się rozbieraj

Choć w obliczu tylu ograniczeń, o których pisałam wyżej, może się wydawać to niewykonalne, spróbuj poszukać przestrzeni, w których bezpiecznie możesz rozszerzać swoją strefę komfortu. Praktyka naprawdę czyni mistrza. Choć mnie osobiście nabycie swobody zajęło sporo czasu, nic nie miałoby sensu bez przećwiczenia tych sytuacji, których się najbardziej się obawiałam w neutralnych warunkach. Czemu by więc nie zacząć od domowego zacisza, w którym oswoisz się ze swoim ciałem, częściej chodząc po nim w bieliźnie lub zupełnie bez niczego? Puść ulubioną muzykę i zacznij tańczyć albo sprzątać, a podziękujesz sobie za moc wyzwolenia, a następnie spróbujesz tego w miejscach publicznych, jak przebieralnie, szatnie, basen czy sauna. Rób to stopniowo solo albo poproś partnerkę czy partnera o wsparcie.

Nie czekaj na idealny moment

Zmarnowałam mnóstwo okazji na świetny seks, wypad na plażę czy trening na siłowni tylko dlatego, że uważałam swoje ciało za niewystarczające do pokazywania publicznie. Nie powtarzaj moich błędów. Nie musisz robić kaloryfera, żeby móc cieszyć się latem. Rozmiar twojego penisa nie obchodzi innych mężczyzn w saunie, a z partnerem lub partnerką możesz o tym porozmawiać wprost. Nie pozwól, by wygląd odebrał ci radość z życia. Rób to, co kochasz na przekór ograniczającej cię kulturze, i mając na uwadze to, jak się czujesz, a nie – jak wyglądasz.
 

Szukaj pomocy u specjalisty

Moja droga do większej samoakceptacji wiodła przez wyboiste terapeutyczne wyzwania, w ramach których zrezygnowałam np. z używania domowej wagi. Skupiając się na emocjach, a nie liczbach opisujących stan mojego ciała, nauczyłam się większej życzliwości do samej siebie. Wiem jednak, że bez wskazówek eksperta to by się nigdy nie udało. Polecam więc kontakt ze specjalistą każdemu, kto mierzy się z odbierającymi chęć do czegokolwiek kompleksami. Nie musisz od razu umawiać się na wizytę. Możesz skorzystać z pomocy dostępnych bezpłatnie psychologicznych linii pomocy albo wsparcia zaufanych osób. Najważniejsze jest to, by nie być sam na sam ze swoim wewnętrznym krytykiem.
 

W stadzie siła

Grupa Performatywna Chłopaki, męskie kręgi, a może po prostu wypad z przyjaciółmi na saunę? Wszystkie te opcje, w których możesz budować nieseksualną bliskość z innymi mężczyznami, mogą wesprzeć się w budowaniu pewności siebie i samoakceptacji. Nie zawsze chodzi o to, by spotykać się bez ubrań, ale można pogadać o tym, co powstrzymuje cię przed ich zdjęciem. Szybko może się okazać, że inni faceci mają podobne doświadczenia. Spytaj ich, jak sobie z nimi radzą.
 

Strzeż własnych i cudzych granic

Może to zabrzmi jak truizm, ale warto go przypomnieć. Każdej podejmowanej próbie oswajania się z własnym ciałem, najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo i komfort. Nie skacz na głęboką wodę, lecz sprawdzaj, co mieści się w twoich możliwościach. W ten sam sposób traktuj innych, a gdy nie masz pewności – pytaj. To dużo lepsze wyjście niż poleganie na lęku albo ignorancji.
 

Ucz się, ucz

Jeśli chcesz pogłębić rozumienie źródeł wstydu i lęku przed nagością, sięgaj po książki i opracowania naukowe, które pokazują kulturowe, religijne i polityczne aspekty postrzegania ciała, a także dekonstruują mity dotyczące płci. W szczególności polecam takie tytuły, jak „Polityzacja ciała. Między dyskursem publicznym a teorią socjologiczną” Sylwii Breczko, „The Male Body: A New Look at Men in Public and in Private” Susan Bordo, „Po męstwie” Wojciecha Śmiei, a także „Męska rzecz. Wszystko, co mężczyzna musi wiedzieć, by żyć długo i aktywnie”, której autorzy – Robert Kowalczyk, Dawid Krawczyk, Piotr Paweł Świniarski – niedawno gościli na naszych łamach

Nie zapominaj też, że pozytywne podejście do ciał ma wpływ na nasze otoczenie, w tym dzieci. Pokazując synowi albo córce własną ciałopozytywność, możesz mieć pewność, że będzie im łatwiej poruszać się w niesprzyjających samoakceptacji warunkach kulturowych. Jeśli masz wątpliwości, jak to robić skutecznie, skorzystaj ze wsparcia książkowego, np. „Wielkiej księgi siusiaków” albo poradnika „Twoje ciałopozytywne dojrzewanie dla chłopców”. Może też czegoś nowego się z nich nauczysz.

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

1920x1080_ex

Nie pytaj, czy wracać do byłej. Zapytaj, co nowego możecie sobie dać

Ponad dwie dekady po rozstaniu Michał Wiśniewski i Mandaryna znów są razem. W międzyczasie każde z nich zdążyło przeżyć osobne życie, a w przypadku Wiśniewskiego także kolejne małżeństwa. Taka historia aż prosi się o romantyczną puentę o miłości, która przetrwała próbę czasu.

Glue Running – popularna, dynamicznie rozwijająca się społeczność biegowa, która skupia biegaczy w kilku największych miastach Polski, w tym w Krakowie i Warszawie

Czy Strava może okazać się nowym Tinderem?

Internet i aplikacje coraz częściej zastępują bezpośredni kontakt między ludźmi – także ten pierwszy. Pandemia dodatkowo przyspieszyła ten trend, a jednocześnie wywołała boom na aktywność fizyczną – szczególnie outdoorową i grupową. Wraz z popularnością sportowych społeczności rośnie liczba użytkowników aplikacji takich jak Strava, które dla wielu stały się nową przestrzenią poznawania ludzi – niczym Tinder dla aktywnych.

Niewerbalny Język ojcowskiej miłości

Niewerbalny język miłości ojców. Dlaczego łatwiej umyć samochód, niż powiedzieć „kocham”?

Okazywanie uczuć i emocji nie musi być wyłącznie werbalne. – W przypadku ojców to, co najważniejsze, częściej bywa wyrażane za pomocą gestów – mówi nam psychoterapeuta Michał Pozdał.

Czemu zdradzamy?

„I że cię nie opuszczę... aż do kolejnych motyli w brzuchu”. Czemu zdradzamy?

Skoro coraz bardziej kontestujemy monogamię, a prawo i obyczaje nie zmuszają nas do niej tak silnie, jak naszych przodków, to czemu wciąż wybieramy niewierność zamiast etycznej poliamorii?

Ewa Woydyłło

Czy szczęścia naprawdę można się nauczyć? Pytamy Ewę Woydyłło

Nie nazwałabym szczęścia kompetencją, ale jak najbardziej zgadzam się z tym, że ponosimy odpowiedzialność za jego osiągnięcie – mówi nam dra Ewa Woydyłło.

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing

Obsesja samodoskonalenia i friction-maxxing. Jak wpadliśmy w pułapkę bycia lepszą wersją siebie?

Kult nieustanne samodoskonalenia trwa. Po jednej stronie mamy pogoń za lepszym wyglądem i próbą zatrzymania biologicznego zegara. Po drugiej – friction-maxxing, który ma przywracać nam sprawczość. Gdzie szukać rozwiązań i – co ważniejsze – jak nie stracić w tym siebie?

Eksperci radzą, jak być dobrym partnerem

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem. Eksperci mają inne zdanie

Nie chodzi o wielkie gesty. Chodzi o to, czy naprawdę słuchasz, czy potrafisz odpuścić rację i czy wiesz, czego twój partner lub partnerka tak naprawdę potrzebuje – zanim sami ci o tym powiedzą.

Dlaczego nie dorastamy?

Nie dorastamy, bo nas na to nie stać?

Wielu z nas wychowali zupełnie niedojrzali i niegotowi do roli opiekunów rodzice, ale słyszymy, że to my jesteśmy zdziecinniali. A co powiedzieć o apologetach i architektach systemu, w którym ciężka, uczciwa praca nie gwarantuje stabilności?