PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl nohoone

Sylwetki

Chase Infiniti: rozmowa z aktorką, która wymyka się schematom Hollywood

Spotykamy się z Chase Infiniti, by porozmawiać o serialu „Testamenty” na podstawie Margaret Atwood. Aktorka porzuca emocjonalny chaos znany z „Jednej bitwy po drugiej” na rzecz roli, w której kontrola i wiara w system zaczynają ją uwierać.

Udostępnij

Chase Infiniti

Chase Infiniti w nagrodzonym Oscarami filmie „Jedna bitwa po drugiej” Autor zdjęcia: Warner Bros

Zdj profil - 2023 ja
08.04.2026

– Hej, jestem Chase. A ty? Jak się masz?” – pyta mnie Chase Infiniti Payne, podając mi dłoń przy powitaniu. Spotykamy się z okazji premiery serialu „Testamenty” – kontynuacji kultowej „Opowieści podręcznej”. Książka opowiada o dwóch dziewczynach, których spotkanie na zawsze odmieni losy totalitarnego Gileadu. Choć produkcja z Elisabeth Moss była swego czasu ogromnym hitem, dziś chyba mało kto czeka na jej kontynuację – od premiery pierwszego odcinka minęło już parę dobrych lat, a sequel powieści z 1985 roku nie należał do zbyt udanych.

Twórcy mieli szczęście, że w zeszłym roku Infiniti stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd młodego pokolenia. To dlatego Disney tak silnie promuje „Testamenty” twarzą Chase oraz Lucy Halliday – partnerującej jej aktorce, która dopiero wkracza na hollywoodzkie salony.

Gdy zespół Chase kończy ostatnie szlify związane z makijażem (jestem pierwszym dziennikarzem, z którym dzisiaj rozmawia), mamy chwilę, by lepiej się poznać. To zresztą ciekawy moment dla obu stron – oboje nie zakładamy jeszcze żadnych masek (ja – dziennikarza, ona – aktorki promującej serial) i po prostu próbujemy skrócić dystans. Albo zagłuszyć ciszę. Nawet jeśli otacza nas jakieś 10 osób – agenci, PR-owcy Disneya itd. – sytuacja przypomina rozmowę z nowo poznaną osobą w pobliskim barze.

Ktoś w końcu musi się odezwać, by nie było niezręcznie.

Prawdopodobnie wiek robi swoje – dwójka 25-latków bawi się w wielki świat, przymyka oczy na tysiąc niedociągnięć, opóźnienia, wieczne zmiany w harmonogramach i na dodatek udaje, że to wszystko ma jakiś sens. Zerkamy na siebie na zasadzie: „Co my tutaj tak właściwie robimy?”. Różnica polega jedynie na tym, że ona właśnie była na rozdaniu Oscarów. A ja po prostu wykonuję swoją pracę i jestem dla niej jedynie kolejnym dziennikarzem do odhaczenia.

Aczkolwiek pozory czasami mylą.

Niespodziewanie Chase zaczyna zadawać mi pytania: czy jestem stąd, czy widziałem serial? Aktorka staje się aktywną częścią konwersacji. Wspominam, że z samego rana wsiadłem do pociągu prosto z Londynu. – Tak? To my dziś właśnie tam jedziemy – mówi.

Śmieję się, że w takim razie mogliśmy się spotkać już tam na miejscu. – Po co to całe zamieszanie? 

Chase odwdzięcza mi się skromnym chichotem.

Gwiazda „Testamentów” ciągle się uśmiecha, ale wydaje się nieco przestraszona. Chociaż to chyba złe słowo – „zestresowana” brzmi lepiej. Albo „spięta”. Udzielanie wywiadów to chyba nie jest jej bajka – w sytuacji vis-à-vis nie przypomina tej samej rozradowanej Chase, którą mogliśmy obserwować podczas ostatnich filmowych gal.

Niby na wstępie skracamy dystans, a u mnie pojawia się pierwsza refleksja – Infiniti nie została jeszcze spaczona przez swoją branżę. Jej zainteresowanie w trakcie konwersacji nie jest wcale takie oczywiste – aktorzy zazwyczaj mają serdecznie dosyć dziennikarzy (co jest spowodowane spadkiem ogólnego poziomu, zadawaniem plotkarskich pytań czy zapraszaniem tiktokerów i influencerów na eventy prasowe). Zdaje się, że junkety prasowe są jej na ten moment obojętne, a na dziennikarzy nie patrzy jeszcze wilkiem.

Dystans wraca od razu po włączeniu dyktafonu. Oboje wcielamy się w pewne role, stajemy się częścią tego teatrzyku. Wymiana barterowa we współczesnym świecie – ja liczę na to, że uda mi się ją zainteresować, ona zaś musi się jak najlepiej zaprezentować, a przy okazji zachęcić czytelników do sięgnięcia po serial.

Śmiem twierdzić, że presja leży po jej stronie.

Chase Infiniti: rozmowa z aktorką, która wymyka się schematom Hollywood

Kadr z serialu „Testamenty” Autor zdjęcia: materiały prasowe, Disney+

W „Testamentach” Infiniti udowadnia, że w żadnym wypadku nie jest aktorką jednej roli. Prawdopodobnie większość widzów obawiała się, że po sukcesie „Jednej bitwy…” Chase zacznie nas rozczarowywać. Nic bardziej mylnego – w swoim najnowszym serialu aktorka oferuje zupełnie inną gamę emocji. Tym razem – jako Agnes, jedna z głównych protagonistek – nie jest buzującym wulkanem emocji, który wybucha przy każdej możliwej sekwencji z jej udziałem. Wręcz przeciwnie: w serialu czeka na odpowiedni moment, by następnie wystrzelić ze zdwojoną siłą. Chase w serialu Disneya jest jak bezbronny szczeniak znaleziony na ulicy, który spogląda na ciebie swoimi oczami, daje się głaskać, ale w każdej chwili będzie gotowy, by już za chwilę przyatakować i nieoczekiwanie ugryźć.

– Wszystko zaczyna się od scenariusza – tłumaczy mi Chase, opowiadając o swojej roli. – Jeśli tekst jest dobry, to aktor będzie wiedział, jak się w nim odnaleźć. W tym przypadku każde zdanie coś wnosiło, było konkretną informacją i nakierowywało mnie, po jaki rejestr emocji sięgnąć.

Do tego dochodzi jeszcze własny research. – Zapoznałam się z oryginalną powieścią, czytałam o różnych religiach i kultach, a dodatkowo próbowałam zrozumieć, jak to jest wychowywać się w bardzo religijnym domu. Przeprowadziłam też liczne rozmowy z showrunnerami, w tym z Elisabeth Moss, która jest jedną z naszych producentek wykonawczych.

Chase opowiada mi, że jej rodzina była całkiem religijna, co okazało się dla niej minimalnym punktem wejścia w rolę. – No, ale nie byli oni jednak aż tak ortodoksyjni! – dodaje, śmiejąc się pod nosem. Tu ciekawostka: aktorka swoje chwytliwe imiona (drugie stosuje jako nazwisko) zawdzięcza właśnie religijnym rodzicom. 

Chase pochodzi od imienia bohaterki Nicole Kidman (Chase Meridian) z filmu „Batman Forever” z 1995 roku, a nazwisko wzięło się z powiedzenia Buzza Astrala („Toy Story”): „To infinity and beyond” (Na koniec świata i jeszcze dalej). Oba człony łączą się w stylową całość, o której trudno zapomnieć. Chase Infiniti? Brzmi chwytliwie. Tak jakby jej rodzice od początku wiedzieli, że ich córka zostanie przyszłą gwiazdą współczesnego kina.

Do wejścia w rolę Agnes pomógł jej również kostium. – Stroje, które nosi moja bohaterka, pozwoliły mi zrozumieć jej fizyczność i sposób, w jaki się porusza. One reprezentują dorastanie mojej postaci, więc założenie ich po raz pierwszy miało dla mnie wymiar symboliczny – opowiada Chase, sama ubrana w fioletową marynarkę ze wzorami przypominającymi białe pnącza.

Chase Infiniti: rozmowa z aktorką, która wymyka się schematom Hollywood

Series Mania Festival w Lille we Francji Autor zdjęcia: Marc Piasecki/WireImage

Lwia część akcji serialu rozgrywa się w konwencie dla młodych dziewczyn (niejako przypominającym szkołę), w którym „studentki” są przygotowywane przez gileadowski system, by stać się „idealnymi” żonami dla swoich przyszłych partnerów. Wszystkie noszą coś w rodzaju purpurowych mundurków – a jak wiemy, kolor ten symbolizuje czystość i szlachectwo.

Dla Chase najważniejsze było znalezienie wspólnego języka z resztą obsady. Od razu zaznacza, że w ekspresowym tempie zaprzyjaźniła się z partnerującą jej Lucy Halliday, co jedynie wzmocniło ich ekranowe zgranie. Słowo, którego używa, to właśnie „chemia”. – Miałyśmy całkiem spore szczęście, że tak prędko się dogadałyśmy. Coś kliknęło między nami i cała reszta poszła już z górki – wspomina.

Podpytuję, ile było w tym sporo kalkulacji, rozmów, docierania do siebie, czy może cały ten proces okazał się zupełnie organiczny. – Wydaje mi się, że ta chemia, o której rozmawiamy, pojawiła się całkiem naturalnie. To nie zawsze ma miejsce, warto o tym pamiętać.

Ann Dowd, amerykańska aktorka i zdobywczyni nagrody Emmy, która w serialu powraca jako Ciotka Lydia, powie mi potem, że dla niej również najważniejsze było zgranie z obiema aktorkami. – Sama wierzę w chemię ekranową i zazwyczaj staram się reagować na to, co otrzymuję od partnerujących mi osób. Czułam między nami te iskierki i dla mnie ta chemia była wielowymiarowa, przyjmowała sporo różnych barw i emocji.

Wspomniana Lucy Halliday nadmieni, że praca z całym zespołem – w tym z Chase – była dla niej jedną wielką przygodą. – Aktorom bardzo pomaga atmosfera obecnie panująca na planie. Jeśli wszyscy są wobec siebie mili, ciepli i otwarci, to od razu pracuje nam się lepiej, bez niepotrzebnej presji oraz stresu. Przyjaźń, którą zbudowałyśmy z Chase, udało nam się przenieść do serialu – tłumaczy Halliday.

Chase Infiniti: rozmowa z aktorką, która wymyka się schematom Hollywood

Aktorka na tegorocznym rozdaniu Oscarów Autor zdjęcia: John Shearer/WireImage

Od dłuższego czasu próbuję zrozumieć fenomen Chase Infiniti. Urodzona w 2000 roku dziewczyna wzięła się znikąd i w ciągu dosłownie kilku lat podbiła Hollywood. Obecnie jej filmografia składa się z trzech tytułów i każdy z nich to najwyższa hollywoodzka liga. Nie ma tu filmów indie, krótkometrażówek czy też projektów zwanych „fillerami”, czyli zapychaczami (w końcu od czegoś trzeba zacząć). Zazwyczaj aktorki i aktorzy w jej wieku próbują otrzymać angaż w czymkolwiek – tonący brzytwy się chwyta.

Jej przypadek to coś zupełnie innego. Chase zaczynała od grania córki Jake’a Gyllenhaala („Uznany za niewinnego”), następnie jej ojcem był Leonardo DiCaprio („Jedna bitwa…”), a teraz młoda aktorka zapisze się na kanwach serialowej historii rolą w kontynuacji wielkiego przeboju. Takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często. Ba, one w ogóle nie mają miejsca, szczególnie we współczesnym Hollywood, w którym liczba chętnych do roli jest wprost nieproporcjonalna do liczby produkcji, jakie powstają w ciągu roku.

Chase Infiniti ma na pewno świetny PR – na imprezach branżowych zawsze zaskakuje kreacjami (które są zazwyczaj w punkt, a do tego po prostu świetnie się prezentują), jest rewelacyjnie przygotowana do rozmów, a do tego emanuje uśmiechem – nie da się jej nie lubić.

Odkąd dowiedziałem się o naszym wywiadzie, uważnie obserwowałem ją w social mediach. Widzę, jak ważna jest dziś prezencja medialna dla aktorki, którą ludzie kojarzą – na ten moment – z tak naprawdę jednego filmu. 

Jednym z game changerów była 98. ceremonia wręczenia Oscarów. Chase zrobiła wtedy furorę swoją fioletową, elegancką sukienką Louis Vuitton (podprogowa promocja „Testamentów”? Całkiem możliwe). W każdym razie jej produkcja zdobyła Oscara za najlepszy film, a Anderson wywołał ją nawet na scenie, mówiąc, że jest sercem tego projektu. Cały świat ponownie usłyszał o Chase Infiniti.

Tym sposobem w ciągu nocy przybyło jej około 100 tysięcy followersów na Instagramie. 

Boom – to tzw. sława kontrolowana, oparta na strategii wymyślonej przez sztab ludzi stojący za Chase. Ale nie tylko – aktorka ma w sobie klasyczny glamour, to coś, co hipnotyzuje i przyciąga postronnych widzów. Chwilami przypomina Dorothy Dandridge, ale tak naprawdę gra w swojej własnej lidze, zachwycając wdziękiem i naturalnością. Nie próbuje być kimś innym. Jest sobą – zakładając, że „bycie sobą” nie będzie kolejną kreacją wymyśloną na potrzeby promocji własnego wizerunku.

Śledztwo trwa: zastanawia mnie, co o Chase powie mi reszta zespołu „Testamentów”. Podpytuję o nią Bruce’a Millera i Warrena Littlefielda – showrunnerów i producentów wykonawczych serialu. Opowiadają, że casting był dla nich bardzo ważny i grał kluczową rolę w doborze wszystkich najważniejszych aktorek.

– Szukaliśmy kogoś, kto będzie spełniał nasze wszystkie wymagania. Nie zależało nam na znanych nazwiskach, a raczej na kimś, kto wpasuje się w naszą wizję – mówi mi Miller. – Tutaj potrzebowaliśmy młodych nazwisk, więc naturalnie otrzymaliśmy ogromną liczbę zgłoszeń. Nasz dział castingu obejrzał około tysiąca aktorek, a ja na koniec dostałem CV jedynie dziesięciu z nich. 

– To w teorii prosty proces – kontynuuje Miller. – Nasz zespół ogląda te osoby w teatrach i w kinie i decyduje, kto zasługuje na tego typu szansę. Problem rodzi się wtedy, gdy pojawia się tak ogromne zainteresowanie. Chase i Lucy nagrały najlepsze self-tape’y i od razu wiedzieliśmy, że to są nasze bohaterki.

– O Chase usłyszeliśmy nie za sprawą filmu Andersona (wtedy jeszcze go nie widzieliśmy), lecz właśnie serialu „Uznany za niewinnego” – tłumaczy Littlefield. – Polecił nam ją O-T Fagbenle, który pracował z nami przy „Opowieści podręcznej” i grał w produkcji Apple’a wraz z Chase.

Wspominam im, że próbuję zrozumieć fenomen Chase, która znienacka podbija zarówno amerykański rynek, jak i ekrany naszych telefonów (szczególnie gdy odpalamy social media). Littlefield doskonale wie, o co mi chodzi.

 – Taką trajektorię kariery mają wyłącznie gwiazdy z wszelkimi predyspozycjami, by osiągnąć globalny sukces. Chase wskoczyła do statku kosmicznego i leci nim, by podbić świat kina. Muszę jednak przyznać, że Chase twardo stąpa po ziemi i jest po prostu skromną i pracowitą osobą. W tej branży jest to równie ważne jak talent i umiejętności.

– To nie jest przypadek – dopowiada Miller. – Chase zachwyciła nas, kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy ją przed kamerą. Do tego jest znacznie bardziej dojrzała, niż sugeruje jej wiek. I właśnie dlatego tak prędko znalazła się na samym szczycie.

Została nam dosłownie chwila – Chase ma przed sobą jeszcze kilka rozmów z francuskimi mediami.

Czy był jakiś moment, w którym poczułaś, że weszłaś na wyższy – aktorski – poziom? Czy jesteś z czegoś szczególnie dumna?

Infiniti zastanawia się przez dłuższą chwilę i chyba nie zdaje sobie do końca sprawy, że czas nas nagli. – Przede wszystkim jestem dumna z efektu końcowego i tego, co udało nam się wspólnie osiągnąć – odpowiada. – Na tego typu projekt patrzysz całościowo. Dałam z siebie całe sto procent i pozostaje mi wierzyć, że widzowie obdarują nasz serial taką samą miłością, jaką my zalaliśmy go w trakcie pracy na planie – konstatuje.

Tydzień po naszej rozmowie – kiedy spisuję wywiad i myślę o naszym spotkaniu – przed oczami mam jej zagubienie. A przynajmniej w ten sposób odczytuję ówczesne spojrzenie Chase – tak jakby myślami była gdzieś zupełnie indziej. Tęskniła za domem? Myślała o bliskich? A może to był jet lag?

Mogę jedynie spekulować – nie mam odpowiedzi na żadne z powyższych pytań.

Niemniej są pewne tropy.

Chwilę wcześniej – tuż przed naszym wywiadem – podpytałem jednego z agentów, czy mają dzisiaj wyjątkowo pracowity dzień. Rzecz jasna odpowiedział, że tak. Następnie zaczął kartkować harmonogram przed moimi oczami, tak jakby to jedno pytanie zmusiło go do sprawdzenia (po raz kolejny!), czy wszystko idzie zgodnie z planem.

Sam tak naprawdę chciałem dowiedzieć się, ile dokładnie mają czasu na wywiady (spoiler: niedużo) i w jaki sposób muszą operować czasem gwiazd, które są uzależnione od tego, co akurat zostanie im powiedziane. Ba, zakomunikowane. Nie wiem, co o tym wszystkim myśli Chase, ale jedno jest pewne – jej grafik nie jest już w pełni zależny od niej. A do tego jest cholernie obładowany.

Zakładam, że trudno nadążać przy takim rytmie. Godzina tutaj, potem pół godziny na spakowanie się, chwilę potem przesiadka do vanów, które zawiozą na lotnisko, i jeszcze po południu wizyta w Londynie, by dalej promować serial. Po stolicy Anglii pora na Los Angeles. I tak w kółko. Hotel za hotelem, wywiad za wywiadem, poza za pozą. Można zwariować.

Wychodząc z hotelu, zobaczę pięć samochodów i ochroniarzy pakujących walizki całej ekipy. Agentki będą palić papierosy na zewnątrz i czekać, aż aktorki zejdą gotowe, by wyruszyć w drogę. Chase może i zagrała w filmie Andersona, dzięki czemu jest na ustach większości kinomaniaków, ale zastanawiam się, czy to wszystko ją po ludzku nie przytłacza.

Pragnę wierzyć, że takie życie – w tej chwili – jej odpowiada. Że przynajmniej próbuje się w nim jakoś odnaleźć. Sława i rozgłos przyszły do jej domu całkowicie znienacka. Czasem między Hollywood a normalnym życiem istnieje cienka linia. 

Chase się jednak nie zatrzymuje – epatuje ciepłem, naturalnością i jest na dobrej drodze, by stać się ikoną swojego pokolenia. Imię i nazwisko zobowiązują – mimo wieku i małego doświadczenia w branży Chase Infiniti ściga aktorskie nieskończoności. I nie zamierza się zatrzymywać.

Więcej w tym temacie:

Zdj profil - 2023 ja

Doktorant kierunku Film Studies na uczelni King's College London. Publikował m.in. w „Interview Magazine”, na portalu Collider, „Cineuropie”, „Schön! Magazine”, „The Upcoming”, „Talking Shorts”, „GQ Poland”, „Vogue Polska” oraz w serwisach internetowych, takich jak Onet, Interia Film, WP Film, a także w „Polityce”, „Rzeczpospolitej”, „Przeglądzie” i wielu innych miejscach.

Przeprowadził kilkaset rozmów i wywiadów, m.in. z George'em Clooneyem, Adamem Sandlerem, Madsem Mikkelsenem, Guillermo del Toro, Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Amandą Seyfried, Joshem Brolinem, Oskarem Isaakiem, Jacobem Elordim, Andrew Scottem czy Glenn Close.

Czytaj więcej

Jacob „Kuba” Bojsza pracował z Paulem Thomasem Andersonem

Kim jest Jacob „Kuba” Bojsza? Polak z Los Angeles, któremu zaufał Paul Thomas Anderson

Jedna wiadomość od Paula Thomasa Andersona wystarczyła, żeby Jacob „Kuba” Bojsza znalazł się na planie „Jednej bitwy po drugiej”. Jednak historia operatora o polskich korzeniach zaczęła się dużo wcześniej – od deskorolki, filmowania kolegów i pracy przy teledysku Radiohead. Dziś opowiada nam o Hollywood, rodzinie i o tym, jak wyglądało powstawanie jednego z najgłośniejszych filmów ostatnich lat.

Dlaczego tysiące kibiców wolały „kogokolwiek, byle nie Zwierew”?

Alexander Zverev: Sportowe niebo, marketingowe piekło

Dlaczego tysiące kibiców wolały „kogokolwiek, byle nie Zverev”? Choć Alexander Zverev jest jednym z najlepszych tenisistów świata, oskarżenia o przemoc domową i kontrowersje wokół jego osoby sprawiły, że jego wizerunek pozostaje jednym z najtrudniejszych do sprzedaży w sporcie.

Trzy historie Romów

Czym jest męskość dla współczesnych Romów? Trzy historie, trzy odpowiedzi

Jeden męskości nauczył się od dziadka. Drugi widzi jej fundament w przyjaźni, a za wzór uważa Jezusa. Trzeci twierdzi, że prawdziwy mężczyzna musi choć raz w życiu włożyć szpilki. Czym jest męskość dla współczesnych Romów? 

Adam Driver to aktor nieprzeciętny

Adam Driver: Aktor, który nie znosi oglądać siebie na ekranie. Czy dlatego jest najlepszy na świecie?

Scorsese nazwał go najwybitniejszym aktorem swojego pokolenia. Nolan go obsadził. Spielberg też. A on wciąż wymyka się z premier, gdy gasną światła – żeby nie musieć patrzeć na samego siebie. Adam Driver to najbardziej intrygująca sprzeczność współczesnego Hollywood.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Mateusz Banasiuk zegarki

Nosi na nadgarstku swoje wspomnienia. Mateusz Banasiuk o swoich zegarkach

Jako nastolatek mijał go niemal codziennie w przejściu podziemnym. Patrzył, odkładał pieniądze, marzył. W końcu kupił. I stracił w miejscu, gdzie najmniej się spodziewał. Dziś Mateusz Banasiuk ma kolekcję zegarków, z których każdy nosi historię ważnego momentu. Aktor Opowiada, dlaczego bez zegarka na nadgarstku nie wyjdzie z domu i czemu żadnego nigdy nie sprzedał.

Livka na Orange Warsaw Festival

Livka: „Chciałabym, żeby ludzie dalej marzyli”

Marzenia są po to, żeby je spełniać. Tak głosi słynne powiedzenie, a kariera Livki, która marzyła o występowaniu na scenie od dziecka, jest żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe.

Anthony Boyle w wywiadzie specjalnie dla GQ Poland

Aktor Anthony Boyle: od „Harry’ego Pottera” do antykapitalistycznego buntu w Cannes

Broadway, Spielberg, Netflix, Festiwal Filmowy w Cannes. Anthony Boyle jest wszędzie, ale nigdy nie zapomina, skąd przybył. Przy okazji festiwalowej premiery „I See Buildings Fall Like Lightning” irlandzki aktor opowiada GQ Poland o tym, co napędza jego bohaterów – i jego samego.

Robert Biedrzycki

Hojny kibic. Robert Dobrzycki nie tylko o piłce

Robert Dobrzycki jest wizjonerem. Nie miał nawet 30 lat, kiedy zaczął od zera budować w Europie potęgę Panattoni. Dziś jest współwłaścicielem i CEO firmy w Europie, Indiach i krajach Bliskiego Wschodu. Nie kupuje luksusowych dóbr, ale w czasie aukcji charytatywnych wydaje ciężkie miliony. Ostatnio rozbił transferowy bank Ekstraklasy, sprowadzając do Widzewa Łódź kilka prawdziwych gwiazd.