Nie chodzi tylko o sztuczki. Iluzjonista Y o tym, po co nam magia
PARTNERZY SERWISU

Zajawki
Nie chodzi tylko o sztuczki. Iluzjonista Y o tym, po co nam magia
Swoją magią zachwycił Jareda Leto, Mike’a Tysona czy Jessego Eisenberga. Potrafi włamać się do ludzkich umysłów, a mimo to wciąż walczy z wrodzoną nieśmiałością. „Mam w sobie syndrom oszusta. Nawet będąc zaproszonym do eleganckiego hotelu w Nowym Jorku na spotkania z wielkimi gwiazdami, miałem poczucie, że zaraz się obudzę i to okaże się tylko snem” – mówi nam iluzjonista Y.
Udostępnij
Iluzjonista Y: „Magia jest tylko narzędziem, pretekstem do spotkania się w emocjach” Autor zdjęcia: Jakub Hajduk
Y trzyma karty w dłoni i bezwiednie przetasowuje je jedną ręką.
Oskar Maya: Nigdy nie rozstajesz się z kartami?
Y: Kiedyś rzeczywiście tak było. Wydawało mi się, że moja pewność siebie bazuje wyłącznie na moich umiejętnościach. Był taki okres w moim życiu, kiedy np. idąc ulicą, zdawałem sobie sprawę, że nie mam przy sobie kart, i czułem się, jakbym nie założył spodni. Nieraz wracałem po nie do domu. Prawdę mówiąc, to dzięki sztuce iluzji zbudowałem pewność siebie.
Znasz iluzjonistów, którzy w ogóle nie używają rekwizytów?
Wydaje mi się, że chcąc zostać magikiem, całkowita rezygnacja z przedmiotów jest niemal niemożliwa. Istnieje faktycznie nurt znany jako propless mentalism – czyli mentalizm bez rekwizytów. W najlepszym wypadku używa się tylko notesu i długopisu. Dla mnie to jednak dość ograniczające. Uważam, że przedmiot może być kluczem do włamania się do umysłu. Kiedy na przykład obserwujesz kogoś przy kartach, widzisz jego tiki nerwowe, wiesz, kiedy blefuje. Ale dla mnie nie liczy się technika, tylko to, jakie wrażenie wywołuje to u drugiej osoby i jaką opowiadam historię.
Kiedy występujesz, dopasowujesz historię do widza?
Prawdopodobnie jestem najbardziej znany z tego, że personalizuję iluzję i dopasowuję ją do konkretnych osób. Zwłaszcza w branży eventowej, gdzie przygotowuję spersonalizowane pokazy dla firm. Zrobiłem setki takich występów. Taki sobie wymyśliłem koncept. Kiedy nagrywam z gwiazdami, magia także jest przygotowana konkretnie pod nie. Przed spotkaniem robię dokładny research na ich temat. Na przykład skonnstruowałem całą iluzję wokół faktu, że pradziadek Jessego Eisenberga był Polakiem. Widz może myśleć, że przedmiot jest przypadkowy, ale dla tej konkretnej osoby ma on głębokie znaczenie.
Jak udało Ci się umówić z Jessem Eisenbergiem?
To było akurat dość proste. Pracowałem przy promowaniu drugiej części filmu „Iluzja”, a dystrybutor był bardzo zadowolony z efektów. Osiem lat czekaliśmy na trzecią część. Kiedy pojawił się trailer, wysłano zapytanie do twórców w USA, czy mogą przysłać z Polski iluzjonistę zamiast zwykłego dziennikarza. Odpowiedź przyszła błyskawicznie – uznali, że to świetny pomysł. To było wniesienie nowych wartości do promocji. Celebracja świata iluzjonistów przedstawionego w filmie.

Iluzjonista Y: „Na scenie potrafię być otwarty i energiczny, bo tego nauczyła mnie praca, ale po spotkaniach z ludźmi muszę się wycofać i pobyć sam” Autor zdjęcia: Wiktor Olender
W filmie „Iluzja” dużo iluzjonistów korzysta z zaawansowanej technologii. Czy rozwój technologii pomaga w tej dziedzinie czy przeszkadza?
Według mnie technologia raczej pomaga, choć w środowisku iluzjonistów wciąż trwa na ten temat gorąca dyskusja. Żyjemy w czasach, w których właściwie wszystko, co robi iluzjonista, może być postrzegane jako technologia. Dla mnie najważniejsza jest jednak dobrze opowiedziana historia. W iluzji nie chodzi o to, żeby przekonać widza, że magia istnieje logicznie, tylko emocjonalnie. Jeśli uda mi się poruszyć widza, przestaje on chcieć szukać rozwiązania. Nawet jeśli jego racjonalna część mózgu próbuje zrozumieć, „jak to działa”, to emocjonalnie wie, czym jest ten spektakl.
I nie próbują zrozumieć, na czym polega twoja iluzja?
Właśnie. Mój mentor Luke Jermay powiedział kiedyś, że ludzie zawsze wybiorą najciekawszą historię. Rolą iluzjonisty jest opowiedzieć ją w taki sposób, żeby sama opowieść była ciekawsza niż wyjawienie sekretu, „jak on to zrobił?”.
Sam tak pomyślałem po wyjściu z twojego show: „To nie jest pokaz, lecz wieczór, który się pamięta”. Stąd wzięła przewrotna nazwa twojego spektaklu: „To jest ustawione”?
Poszedłem w tym jeszcze krok dalej. Otwarcie konfrontuję się z zarzutami, że w moich spektaklach występują podstawieni aktorzy. Rozmawiam z widzami wprost o tym, jak postrzegają iluzję, i o tym, że w dużej mierze jest ona umową i zabawą. Gdyby iluzja naprawdę polegała tylko na podstawianiu ludzi, pewnie zajmowaliby się nią doświadczeni aktorzy sceniczni. Tymczasem bardzo często zostają nią introwertyczni, nieśmiali ludzie tacy jak ja – osoby, które większość życia spędziły samotnie, z kartami w rękach. Poza tym jestem dużym fanem powiedzenia, że kłamstwo ma krótkie nogi. W dobie internetu nie wyobrażam sobie, żeby ktoś przez lata podstawiał ludzi na scenie i żeby to po prostu nie wypłynęło.
Co z ludźmi, którzy demaskują iluzje w sieci? Widziałem sporo tego typu stron.
Uważam, że jest to szkodliwe. Iluzjoniści nie chronią sekretów dla własnego ego, ale właśnie dla widza. Wyjaśnienie iluzji jest zawsze mniej interesujące niż opowiadana historia. Można to porównać do spoilerowania filmów w kinie. Mimo że celem wyjawiania fabuły jest rozrywka, chyba zgodzisz się, że to po prostu psucie ludziom zabawy?
Zdecydowanie. Zwłaszcza że przecież twój spektakl, daje więcej niż tylko dobrą rozrywkę. Porównałeś iluzję do sztuki filmowej. A dla ciebie iluzja to sztuka czy rzemiosło?
To sztuka performatywna. Dla mnie definicją sztuki jest coś, co wzbudza emocje, wymaga rzemiosła i niesie jakieś przesłanie. Dobry pokaz iluzji spełnia te warunki. Nie twierdzę, że każdy pokaz magii je spełnia – ale przecież nie każdy film czy koncert też jest sztuką. Fakt, że w moim spektaklu łamię czwartą ścianę albo wchodzę w interakcję z publicznością, nie umniejsza temu, że opowiadam ważne historie. Opowiadam o braku akceptacji w młodości, którego sam doświadczyłem. Jeśli po występie podchodzą do mnie rodzice i mówią, że ich dziecko czuje się podobnie, wiem, że poruszyłem coś istotnego. To jest dla mnie ważne – moje prawdziwe historie.
Mówisz o sobie, że jesteś nieśmiałym introwertykiem. To część twojej kreacji?
Nie. To po prostu fakt z mojego życia. Na scenie potrafię być otwarty i energiczny, bo tego nauczyła mnie praca, ale po spotkaniach z ludźmi muszę się wycofać i pobyć sam. Wiele osób myli introwertyzm z nieśmiałością, a to nie zawsze idzie w parze. Mogę bez problemu wyjść na scenę, ale każda taka interakcja kosztuje mnie sporo energii. Nie zawsze potrafiłem występować. Pamiętam jeden z moich pierwszych filmów na YouTubie – w ramach budowania historii miałem powiedzieć jedno zdanie do kamery. Samo nagranie zajęło mi kilkanaście godzin, a i tak miałem poczucie, że to nie wyszło idealnie. To doświadczenie nauczyło mnie pokory. I chyba też tego, że w występowaniu nie chodzi o bycie głośnym czy pewnym siebie, tylko prawdziwym.
Ale musiałeś mieć „ciąg na scenę”, skoro zająłeś się spektaklami?
Miałem raczej ciąg do występów. Bardzo długo myślałem, że będę iluzjonistą close-upowym, czyli takim, który robi wyłącznie magię z bliska. Dobrze zrobiona iluzja z bliska robi niewiarygodne wrażenie, często wywołuje szok. Na początku nie chciałem robić iluzji scenicznej, bo nie wierzyłem, że jestem w stanie wywołać takie same emocje, będąc na scenie. Przekonałem się dopiero, kiedy zobaczyłem reakcję 300 osób naraz na ten sam efekt. Właśnie dlatego podczas mojego przedstawienia widzowie robią swoją pierwszą iluzję z kartami. To wywołuje reakcje, jakbym pokazał im coś niesamowitego każdemu z osobna.
Spotykasz też wiele gwiazd światowego formatu. Czy to buduje twoją pewność siebie?
Wcale nie. To tak nie działa. Spotkania ze znanymi osobami nie budują mojej pewności siebie, bo w gruncie rzeczy spotykam po prostu ludzi, których wcześniej znałem tylko z ekranu. Oczywiście część z nich była moimi idolami z dzieciństwa, więc możliwość dzielenia się z nimi swoją pasją jest spełnieniem marzeń. Ale to nie jest kwestia pewności siebie. Czasami mam wręcz wrażenie, że to wszystko jest trochę nierzeczywiste. Wciąż mam w sobie syndrom oszusta. Nawet będąc zaproszonym do eleganckiego hotelu w Nowym Jorku na spotkania z wielkimi gwiazdami, miałem poczucie, że zaraz się obudzę i to okaże się snem. Dorastałem w niezamożnej rodzinie i długo wydawało mi się, że świat, w którym dziś pracuję, nigdy nie będzie dla mnie dostępny. Dlatego do dziś zadaję sobie pytanie: „Kim ja właściwie jestem, żeby to wszystko robić?”. I paradoksalnie to pytanie wciąż pcha mnie do pracy dalej.

Iluzjonista Y: „Zawsze dbam o bezpieczeństwo swoich widzów, choć wiem, że iluzję można wykorzystywać do niecnych czynów” Autor zdjęcia: Daniel Krakowiak
W Polsce najczęściej porównują cię do Davida Copperfielda, ale chyba nie jest on twoim ulubieńcem?
Nie, absolutnie go szanuję. Chodzi raczej o to, że jeśli ktoś w Polsce zna jakiegoś zagranicznego magika, to zazwyczaj jest nim David Copperfield. W związku z tym porównują mnie do kogoś, kogo już znają. Robimy jednak zupełnie inne rzeczy. On zajmuje się dużymi iluzjami, a ja występuję w formule one man show. Jeśli już miałbym się kimś inspirować, to byłaby to postać Derrena Browna z Wielkiej Brytanii, a jeśli chodzi o treści w internecie i pokazywanie magii na ulicy, zapoczątkował to David Blaine. W Stanach podział w moim fachu jest bardzo ciekawy. Illusionist to osoba, która zajmuje się wielkimi iluzjami na scenie, przecinaniem kobiety na pół itd., a taka osoba jak ja to raczej magician.
Bo w twoim przypadku to nie jest iluzja dla oczu – jesteś iluzjonistą, który nie oszukuje oczu, tylko umysł. Jesteś też mentalistą. O ile iluzjonista budzi zaciekawienie, o tyle mentalizm często budzi niepokój. Nie lubimy, gdy ktoś zagląda do naszej głowy. A nuż odkryjesz jakąś ciemną stronę…
Ja przede wszystkim dbam o bezpieczeństwo swoich widzów. Uwierz mi, iluzję także można wykorzystywać do niecnych czynów. Ludzie często pytają mnie, czy potrafiłbym sprawić, żeby podpis pojawił się na czyimś kontrakcie. Szczerze mówiąc, bez problemu mógłbym to zrobić, ale poza nielegalnością takiego działania, najważniejsza pozostaje dla mnie kwestia etyki. Istnieją performerzy, swoją wizję artystyczną opierają na wzbudzaniu uczucia niepokoju, ale wtedy przecież nie musimy iść na ich pokaz. Ja jednak nigdy nie używam podczas występu na przykład hipnozy. To jest coś, czego ludzie się boją – i zresztą bardzo słusznie. Dlaczego mieliby się podczas mojego występu stresować?
Co w takim razie chciałbyś, żeby widz zapamiętał z twojego spektaklu?
Chciałby, by przez chwilę poczuł się mniej samotny – nie dlatego, że ktoś go pocieszył, ale dlatego, że zobaczył, iż inni przeżywają bardzo podobne rzeczy. Magia jest tylko narzędziem, pretekstem do spotkania się w tych emocjach. Jeśli widz wyjdzie z poczuciem, że ktoś go dostrzegł i że nie jest w tym sam, to dla mnie ten spektakl ma sens.
Więcej w tym temacie:
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
- Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
- Mateusz Kmiecik i Kamil Szeptycki: dwóch rozrabiaków z „Morfeusza”
Dziennikarz z ponad 20-letnim doświadczeniem. Agent reprezentujący osoby publiczne, pisarz oraz uczestnik misji humanitarnych ONZ w Afryce. Specjalizuje się w tematyce społecznej, lifestyle’owej i sportowej. Pisał dla „Rzeczpospolitej”, NaTemat, „Ozonu” oraz „Party”. Pasjonat tenisa, motorsportu, hobbystycznie występujący w Teatrze IMKA. Współautor bestsellerowej książki „Inna miłość szejka” oraz „Mody na modelkę”, opisującą kulisy świata modelingu.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Zajawki
Taras z widokiem, dla którego warto zostać w Warszawie
To jedno z tych miejsc, które latem nabierają zupełnie nowego charakteru. Wystarczy kilka stopni więcej, zachodzące słońce i kieliszek dobrze schłodzonego koktajlu, by miejska przestrzeń zaczęła przypominać wakacyjny kurort. W samym sercu Warszawy powstał adres, który udowadnia, że po śródziemnomorską atmosferę nie trzeba wyjeżdżać na Lazurowe Wybrzeże.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Sztuka, design i nowoczesna mobilność. Relacja z Art Evening EXLANTIX
23 czerwca warszawski showroom EXLANTIX przy ulicy Żelaznej 24 na jeden wieczór zmienił się w przestrzeń, w której współczesna sztuka i nowoczesna motoryzacja stworzyły wspólną opowieść o designie, emocjach i estetyce.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Miejsca, które pozwalają odkryć kolejne oblicza włoskiego dolce vita
Podróż po Włoszech rzadko kończy się na jednej wizycie. To kraj, który potrafi zachwycić swoją różnorodnością – za każdym razem odkrywa przed odwiedzającymi zupełnie inne oblicze – raz zachwyca średniowiecznymi uliczkami i starożytnymi budowlami, innym razem zaprasza na wulkaniczne wyspy, a gdzie indziej pozwala odnaleźć spokój na niemal pustych plażach. Ale jedno jest niezmienne – niezwykła kuchnia, która w każdym regionie karmi nas nieco inaczej, ale z włoskim akcentem.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Dlaczego warto skręcić z głównej drogi do Domu Jantoń?
W samym sercu Polski, na Wysoczyźnie Łaskiej, znajduje się miejsce, które łączy historię, krajobraz i wieloletnią pasję do uprawy winorośli. Dom Jantoń, położony w Wymysłowie Francuskim, otacza siedmiohektarowa winnica wpisana w charakterystykę regionu i jego wyjątkowe warunki przyrodnicze.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Dlaczego wygląd sprzętu AGD zaczyna mieć znaczenie?
Jeszcze do niedawna odkurzacz był urządzeniem, które po skończonym sprzątaniu jak najszybciej znikało w szafie lub schowku. Dziś coraz częściej zostaje na widoku. W nowoczesnych mieszkaniach sprzęty AGD przestały pełnić wyłącznie praktyczną funkcję, a stały się integralną częścią wystroju wnętrza.
Zajawki
Coolcation i nie tylko. Jak Polacy planują wakacje 2026?
Google przeanalizowało wakacyjne wyszukiwania Polaków, a wyniki pokazują wyraźną zmianę w planowaniu wakacyjnych urlopów. Od najpopularniejszych kierunków po zupełnie nowe trendy, zobacz co tego lata cieszy się największym zainteresowaniem.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zajawki
Letni wieczór z Bvlgari. Zaprosiliśmy gości na Taras Glorietta
Warszawa ma kilka miejsc, które latem nabierają wyjątkowego klimatu. Jednym z nich jest Taras Glorietta w Hotelu Bristol. To właśnie tam razem z Bvlgari zaprosiliśmy gości na kameralne spotkanie, podczas którego główną rolę odegrały włoski styl, ponadczasowe wzornictwo i rozmowy prowadzone z panoramą miasta w tle.
Zajawki
Najciekawsze komiksy drugiego półrocza 2026
Za nami nafaszerowane ciekawymi komiksowymi pozycjami pół roku. Przyjrzyjmy się temu, co nas czeka w nadchodzących miesiącach.