PARTNERZY SERWISU
Praca i pieniądze
Brakujący klocek
Jaka ma być twoja firma? Innowacyjna i nowoczesna. Ale co to znaczy? Maciej Kuźmicz przez lata szukał metody, która pozwoli ludziom otworzyć się na warsztatach dla firm. I znalazł ją w klockach LEGO.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Karolina Jonderko
Zaczęło się od ściany. Nie metaforycznej, tylko całkiem realnej, choć zbudowanej z kawałków plastiku. Na stole leżały dziesiątki klocków LEGO, a wśród nich – on. W sensie dosłownym: jego miniaturowa wersja. Maciej Kuźmicz, dawniej dziennikarz gospodarczy, dziś CEO agencji Inntu i facylitator metody LEGO Serious Play (LSP), był teraz minifigurką – postawiony gdzieś z boku, odgrodzony od reszty swojego zespołu klockową barierą. – I ktoś wtedy powiedział: „Ty jesteś z nami, ale strasznie trudno się do ciebie dopchać” – wspomina Kuźmicz. To była tylko prosta budowla z klocków, ale kryła też prawdę, z której on sam nie zdawał sobie sprawy. Prosta, szczera i niemożliwa do zakwestionowania – model zbudowali jego pracownicy, teraz on musiał zrobić coś, by nie być dla nich niedostępnym.
Ten moment – niby zabawny, a w gruncie rzeczy bolesny – stał się dla niego czymś w rodzaju osobistego objawienia. Wiedział już wtedy, że plastikowe cegiełki potrafią mówić głośniej niż niejedna prezentacja w PowerPoincie, ale w tamtym momencie zrozumiał dwie kluczowe sprawy. Po pierwsze, kiedy ludzie bawią się klockami i nie muszą (lub zapominają) udawać poważnych, zaczynają komunikować bardziej wprost, bez owijania w bawełnę. A po drugie, że klocki LEGO i model LSP pozwalają w miękki, ale rzeczowy sposób zidentyfikować problem, a potem wspólnie znaleźć rozwiązanie.
Byłoby nieprawdą, gdybym napisał, że tak właśnie zaczęła się jego przygoda z LEGO Serious Play, bo przyglądał i uczył się jej już od jakiegoś czasu – ale wtedy ostatecznie przekonał się, że jest to metodą, która jak żadna inna pozwala zredefiniować sposób, w jaki firmy, zespoły i organizacje mogą uczyć się rozmawiać.
Napad na przedszkole
Czy Maciej Kuźmicz wygląda na człowieka, który zawodowo „bawi się klockami”? Kiedy się spotykamy, jest po rozmowach z klientami – ma na sobie jasną, starannie wyprasowaną koszulę, granatową marynarkę. Z czarnej walizki na kółkach wyjmuje szare pudełko z tym samym logo, które widnieje na zestawach kloców z serii Technic, Star Wars czy City. – Zawsze zajmowałem się zrozumieniem – mówi, wspominając czasy, kiedy jako dziennikarz ekonomiczny pisał o rozwoju gospodarek i miliardowych inwestycjach. – Tym, żeby ludzie rozumieli rzeczy skomplikowane.
To „zrozumienie” to słowo klucz do jego kariery. Kiedy przestał pisać, zajął się komunikacją korporacyjną, a potem założył ze swoją wspólniczką agencję public relations – i tam, jak sam mówi, wciąż pomaga ludziom „nawzajem się zrozumieć”. – Ja tak to rozumiem. Pomagamy się ludziom dogadać, naprawdę. Przychodzą do nas firmy, menedżerowie, samorządy i mówią: „Słuchajcie, mam ogromny projekt, wydamy na to miliardy, ale nikt tego nie rozumie, bo to jest skomplikowane technologicznie i technicznie. Pomóżcie nam opowiedzieć te historie, co to będzie, jakie będą ryzyka, co się będzie działo krok po kroku”. W tym sensie jesteśmy klasyczną agencją public relations – tłumaczy Kuźmicz.
Może i są klasyczną agencją, ale metody mają niestandardowe. No bo czy warsztat o wypracowywaniu strategii instytucji można przeprowadzić, budując z klocków?
Na pierwszy rzut oka sesja z LEGO Serious Play wygląda jak scena z przedszkola, które po godzinach opanowali rodzice – dorośli siedzą nad rozrzuconymi kolorowymi elementami, każdy coś układa, w ciszy, skupieniu, słychać tylko „klik, klik”. Ale to nie zabawa. A przynajmniej nie tylko.

Maciej Kuźmicz w biznesie wykorzystuje metodę z użyciem klocków LEGO Autor zdjęcia: Karolina Jonderko
Wymyślić siebie na nowo
Metoda powstała w Danii, w laboratoriach LEGO, kiedy na przełomie XX i XXI wieku firma szukała sposobu na... przetrwanie. Po dekadach dominacji na rynku zabawek marka zaczynała tracić pozycję – świat cyfrowy gnał do przodu, a plastikowe klocki wydawały się reliktem analogowego dzieciństwa. Wtedy szef LEGO, Kjeld Kirk Kristiansen, zaprosił dwóch profesorów z International Institute for Management Development w Lozannie, czyli jednej z najbardziej prestiżowych szkół biznesowych na świecie – Johana Roosa i Barta Victora. Poprosił ich o coś, co w biznesowym języku brzmiałoby: „Pomóżcie nam wymyślić siebie na nowo”.
To właśnie oni stworzyli pierwsze warsztaty LEGO Serious Play – eksperymenty z myśleniem przez budowanie. Zamiast prezentacji i tabel – klocki. Zamiast spotkań zarządu – stoły pełne kolorowych elementów, z których są tworzone modele, symbolizujące przyszłość, cele, wyzwania i wartości firmy. Pomysł okazał się rewolucyjny: użyjmy rąk, żeby uruchomić głowę.
LEGO z pomocą Johana Roosa i Barta Victora stworzyło metodę, którą wykorzystują firmy takie jak Google, NASA czy Deloitte. Wszędzie tam, gdzie trzeba połączyć analityczny umysł z dziecięcą ciekawością.
Kuźmicz trafił na LEGO Serious Play przypadkiem – a może to klocki trafiły na niego. – Zobaczyłem, że ktoś robi takie warsztaty i pomyślałem: „To musi być ciekawe” – opowiada. – A potem wsiąkłem. Bo to było dokładnie to, czego zawsze szukałem – sposób, żeby ludzie mówili o tym, co naprawdę mają na myśli, zamiast rzucać korporacyjnymi hasełkami.
Przyznaje, że zanim odkrył metodę, sam próbował różnych „szamańskich sposobów” uruchamiania emocji: kazał ludziom układać historie z abstrakcyjnych zdjęć, rysować swoje projekty, opowiadać o pracy w formie metafor. Ale dopiero klocki LEGO okazały się narzędziem, które naprawdę działa – tym ostatnim brakującym klockiem. Dlaczego? Bo każdy z nas zna ten system. Bo wystarczy położyć garść klocków na stole, a ręce same zaczynają coś z nich składać. I bo – jak mówi Kuźmicz – „zabawa wcale nie wyklucza powagi”.
Jak mówić przez klocki?
Na warsztatach Kuźmicza wszystko ma określony rytm. Uczestnicy zaczynają od prostych ćwiczeń – klasyka to „zbuduj najlepszego psa na świecie z sześciu klocków”. Wszyscy dostają te same elementy, ale każdy pies jest inny. Jeden ma długą szyję, inny stoi na czterech klockach jak na szczudłach, trzeci ma skrzydła. Potem przychodzi czas na opowieści: dlaczego właśnie taki pies? Co oznacza ten klocek? I okazuje się, że ludzie szybko i swobodnie zaczynają nadawać sens temu, co zbudowali. I odkrywają, że właśnie opowiedzieli coś ważnego o sobie.
– To jest genialne ćwiczenie – mówi Maciej Kuźmicz. – Bo nikt nie zbuduje dwóch takich samych psów. I nagle widzisz: każdy ma inną wyobraźnię, inny sposób myślenia, inaczej opowiada. A przecież wszyscy dostali te same klocki. To metafora pracy w zespole w pigułce.
Ćwiczenie, pozornie banalne, uczy podstawowego języka LEGO Serious Play: budujesz – opowiadasz – słuchasz – pytasz. Nie ma złych modeli, nie ma interpretacji psychologicznej, nie ma rywalizacji. Są znaczenia, historie, refleksje. „Model należy do właściciela modelu” – powtarza Kuźmicz uczestnikom, zanim rozpocznie się prawdziwa praca.
Dla niego samego ten moment – kiedy ludzie zaczynają „mówić” przez klocki – jest zawsze lekko mistyczny. – To nie jest żadna psychoanaliza – zastrzega. – To po prostu głębsze myślenie. Ludzie przestają mówić o „strategii wzrostu”, „innowacyjności”, „konkurencyjności”, a zaczynają pokazywać, czym ta innowacyjność lub wzrost są. Że to np. drabina, po której wspinają się z trudem. I wtedy naprawdę wiadomo, co sprawia trudności, co jest wyzwaniem.
To właśnie ta prostota – i szczerość, która z niej wypływa – sprawia, że LEGO Serious Play działa lepiej niż niejedno spotkanie zarządu. Kiedy wszyscy siedzą przy stole i patrzą na wspólny model firmy, rozmowa staje się nagle... prawdziwa. Bo zamiast mówić: „A ja uważam”, można powiedzieć: „Zobaczcie, ten klocek to nasza komunikacja. I chyba coś się urwało”. Metoda LSP nie zachęca do szukania winnych, rozliczania, oskarżania, ale wręcz przeciwnie – do szukania sposobów rozwiązania problemu.
– Najczęściej zaczynam od pytania: „Jak wygląda wasza firma dziś, a jak ma wyglądać za trzy lata?” – tłumaczy Kuźmicz. – I wtedy zaczyna się prawdziwa praca. Bo każdy widzi to inaczej. A dopóki tego nie zbudują, dopóty tego nie zobaczą i będą rozmawiali o zupełnie różnych rzeczach.
Ktoś stawia wysoką wieżę. Ktoś inny buduje labirynt. Ktoś dodaje przezroczysty klocek i mówi: „To jest nasz marketing – niby jest, ale niewidoczna”. Na końcu stołu leży mała figurka z Duplo: „To ja, szef”, mówi ktoś. „A tu są kościotrupy – moi ludzie, którzy już nie mają siły”. Wszyscy się śmieją, ale też wiedzą, że padły ważne słowa. Bo oto ktoś właśnie powiedział coś, czego w korporacyjnej sali konferencyjnej nie odważyłby się nawet pomyśleć.
Maciej Kuźmicz opowiada, że to właśnie w takich chwilach dzieje się coś najważniejszego. Ludzie zaczynają mówić bardziej otwarcie – o lękach, napięciach, konfliktach, o tym, co zwykle znika za kolorowymi slajdami i wykresami z prezentacji. Ważne jest też to, że w LSP każdy buduje swój własny model i potem sam o nim opowiada – dla niektórych pracowników to czasem pierwsza szansa, by podzielić się swoją wizją firmy, by w ogóle odezwać się przy szefach i kolegach.
– Wiesz, ile razy ktoś mówił mi po warsztacie: „Andrzej pracuje u nas od sześciu lat, a ja nie nie miałem pojęcia, co myśli o naszej firmie?” – śmieje się. – Albo: „Nie wiedziałem, że oni się boją, że sukces projektu doprowadzi do tego, że wszyscy odejdą, bo będą tak wykończeni”. Przecież tego nikt nie powie wprost. A w modelu – leżą kościotrupy i wszystko widać jak na dłoni.
I to jest siła LEGO Serious Play: zabawowa forma otwiera przestrzeń do poważnych rozmów.

Autor zdjęcia: Karolina Jonderko
To nie „LEGO Masters”
W świecie zalewanym przez nadmiar słów Kuźmicz proponuje coś, co brzmi jak bluźnierstwo: mniej mówić, a więcej budować. Zamiast kolejnych mejli, zebrań i prezentacji – plastikowe klocki. – Nie trzeba filozofować – mówi. – Trzeba po prostu pokazać, co się ma na myśli. A najlepiej to zbudować. Bo jak coś już stoi na stole, nie da się tego zignorować.
To właśnie dlatego LEGO Serious Play trafiło tak wysoko – od start-upów po korporacyjne zarządy. W NASA używa się tej metody do modelowania procesów komunikacji w zespołach międzywydziałowych. W Google – do pracy nad innowacyjnością i kulturą współpracy. W firmach konsultingowych – do diagnozowania problemów, których nie widać w raportach.
Wszystko dlatego, że „budując, zaczynasz myśleć inaczej. Dosłownie – bo angażujesz inne części mózgu. Myślenie staje się trójwymiarowe”.
Żeby zobaczyć, jak to działa w praktyce, wystarczy jeden warsztat. Na początku jest niepewność – uczestnicy siadają przy stole z zestawem klocków i wymieniają porozumiewawcze spojrzenia: „Serio, mamy się bawić?”. Potem pojawia się śmiech. Potem cisza – ta dobra, wynikająca ze skupienia. A po godzinie ktoś mówi: „Nie wiedziałem, że potrafię tak opowiedzieć o wartościach naszej firmy”. – Ludzie wychodzą z warsztatów zmęczeni jak po całym dniu roboty fizycznej – mówi Kuźmicz. – Bo pracują nie tylko głową, lecz także emocjami. Kiedy ktoś prosi, żeby zburzyć model, który z takim zaangażowaniem budował, to jest prawdziwy ból. Naprawdę. Widziałem łzy. To nie jest zabawa dla zabawy – podkreśla Kuźmicz. – To zabawa na poważnie.
Facylitator zaznacza, że metoda jest mocno osadzona w nauce. Bazuje na konstruktywizmie i konstrukcjonizmie – teoriach, które mówią, że człowiek uczy się najlepiej, gdy sam coś tworzy i dotyka problemu dosłownie. – To dlatego budowanie ma taki sens. Bo nie tylko mówisz o idei, lecz także ją kształtujesz, obracasz w dłoniach, zmieniasz. I widzisz efekty w czasie rzeczywistym – mówi.
Kiedy pytam go, czy ludzie mają opór przed budowaniem, śmieje się. – Każdy ma. Na początku. Ale jak dasz im kilka klocków i powiesz: „Zbuduj psa”, to po chwili zwierz jest gotów. Bo to nie jest „LEGO Masters”. Tu nie chodzi o ładne modele. Tu chodzi o znaczenie. Czasem najlepsza metafora to trzy krzywo połączone klocki, które dokładnie opisują, jak wygląda jakiś proces w firmie.
Nie da się jednak ukryć, że w Polsce metoda LEGO Serious Play brzmi dla wielu jak egzotyczny eksperyment. Kiedy Kuźmicz wrócił z certyfikacji w Danii, musiał długo tłumaczyć, że nie chodzi o zabawę, tylko o poważne narzędzie pracy. – Ja do tej metody nikogo nie przekonuję, raczej aktywnie zniechęcam. Bo to nie jest metoda dla wszystkich. Ona jest świetna, ale trzeba być też na nią gotowy. Czyli trzeba wiedzieć, czego się chce, i chcieć odkryć np. powody, dlaczego to się nie udaje. Więc jeżeli chcesz się czegoś dowiedzieć naprawdę, to jest metoda dla ciebie. I dlatego nie proponuję tego każdemu: „Hej, zróbmy to, bo to fajne – pobawimy się”. Nie. Twórca tej metody mówi: „It's actually not about play”. Oczywiście zabawa jest niezbędnym elementem, ale tu nie chodzi o zabawę jako taką. Tu chodzi o wnioskowanie, zrozumienie, wymianę myśli. A tego nie każdy chce. My, Polacy, mamy kłopot z dogadywaniem się. Mamy kłopot ze wzajemnym słuchaniem się. LEGO Serious Play to dobra metoda, żeby w spokoju zobaczyć, co myśli człowiek po drugiej stronie stołu i pomyśleć: „Aha, to nie tak, że on mnie nie lubi. On po prostu inaczej postrzega różne rzeczy” – podsumowuje Kuźmicz.
Narzędzia rozmowy
Dziś prowadzi warsztaty dla firm, organizacji pozarządowych, samorządów. Pracował z zespołami, które nie potrafiły się dogadać mimo miesięcy spotkań. Po jednym dniu z klockami zaczynały się do siebie zbliżać. – Bo w tym wszystkim chodzi o bezpieczeństwo – tłumaczy. – O to, że można powiedzieć trudne rzeczy, ale przez model i o modelu. Wtedy nie atakujesz człowieka, tylko rozmawiasz o tym, co na stole.
Właśnie to „bezpieczeństwo psychologiczne” jest wielką zaletą metody. – Jak pytasz o wybudowany model, a nie o człowieka, to dajesz ludziom prawo do bycia szczerym – mówi facylitator LSP. – Nie trzeba mówić: „Jesteś arogancki”, tylko: „Zauważyłem, że wieża w twojej budowli jest bardzo wysoka – co to znaczy?”. I nagle można o tym rozmawiać bez uprzedzeń i stosowania mechanizmów obronnych.
Kuźmicz wie, że to nie metoda dla każdej sytuacji. Nie sprawdzi się, gdy decyzje już zapadły, a dialog nie jest możliwy. – Nie robi się warsztatów o tym, jak zwalniać ludzi. Ale można zrobić o tym, co dalej, jak się pozbierać po takim procesie. Wtedy działa znakomicie.
Dla niego samego to nie tylko narzędzie zawodowe, lecz także sposób myślenia o świecie. – Wszystko, co robimy, można zbudować. Albo rozmontować i złożyć inaczej. W tym jest coś bardzo uwalniającego. Pokazuje na rozrzucone w nieładzie klocki i mówi: – To są narzędzia do rozmowy. Nie o tym, jak coś wygląda lub powinno działać, tylko o tym, jak się z tym czujesz. A tego w biznesie zawsze brakuje.
Więcej w tym temacie:
- Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
- Swarovski tworzy nowe pojęcie luksusu
- Partnerstwo, nie patronat. Nowe otwarcie współpracy afrykańsko-europejskiej na TOP CHARITY ChangeMAKERS 2026
- Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?
- Hojny kibic. Robert Dobrzycki nie tylko o piłce
- Sztuka prowadzenia biznesu
Dziennikarz i redaktor z 25-letnim doświadczeniem w pracy w radiu i prasie. Kierował zespołami redakcyjnymi w magazynach „Malemen” i „Twój Styl Man”, jego teksty były publikowane m.in. w „National Geographic”, „Esquire”, „Twoim Stylu”, „Zwierciadle”, „Kukbuku” i Veridica.ro. W latach 2003–2004 był korespondentem Polskiego Radia w Iraku. W ostatnich latach jako niezależny twórca produkował podcasty m.in. dla Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, Muzeum Getta Warszawskiego, culture.pl oraz Papaya Films – za serię „Odpowiednik” otrzymał w 2021 roku nagrodę Audioteki „Dobrze opowiedziana historia” w konkursie Podcast Roku im. red. Janusza Majki.
Pracuje nad podcastem dokumentalnym o ludziach pozostających w związku ze sztuczną inteligencją.
Z wykształcenia jest psychologiem, więc człowiek pozostaje w centrum jego zawodowych zainteresowań. Ponadto ciekawią go sprawy Bliskiego Wschodu, od dziecka gra w tenisa, lubi chodzić do kina, kocha czytać, jeść kanapki i wygłupiać się z synami.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Praca i pieniądze
Rozkoszny stawia na smart home
Michał Korkosz, czyli Rozkoszny, od lat kojarzy się z dopracowanymi przepisami i kulinarną kreatywnością. Teraz po raz pierwszy został twarzą marki z kategorii smart home.
Praca i pieniądze
Co „jara" w biznesie Rafała Brzoskę?
Prowadzenie firmy porównuje do zawodów sportowych. – Biznes jest dopalaczem, który sprawia, że jesteś gotowy na duże poświęcenia, byle tylko osiągnąć cel – mówi Rafał Brzoska, przedsiębiorca, założyciel InPost, inwestor i mecenas startupów.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Sztuka prowadzenia biznesu
O spełnianiu marzeń w życiu zawodowym i prywatnym, o budowaniu biznesu z wielkim zaangażowaniem przy zachowaniu balansu porozmawialiśmy z Anną Kiełczewską-Włodarczyk, Senior Director w McDonald’s Polska odpowiadającą za obszar Franczyzy.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
To nie jest męski biznes. Historia marki Sensum Mare
Zdarzyło im się to zdanie usłyszeć, ale każdego dnia udowadniają, że jest inaczej. Maciej Tęsiorowski i Łukasz Kołodziejek stworzyli jedną z najbardziej lubianych polskich marek beauty – Sensum Mare. Nam opowiadają, jak wygląda prowadzenie takiego biznesu i jak sami dbają o pielęgnację.
Praca i pieniądze
Kradniesz czas w pracy? To nie złodziejstwo
Robisz pranie, pracując zdalnie? Pozwalasz sobie na drzemki? A może spędzasz dużo czasu na lunchu lub przerwie na papierosa? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałeś: „tak”, to wcale nie musi oznaczać, że jesteś złym pracownikiem. Po prostu próbujesz przetrwać w systemie, który oczekuje nieustannej dyspozycyjności i produktywności.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Praca i pieniądze
Rituals: W drodze do harmonii. Wywiad z Niki Schilling, Executive Director of Impact
Rituals przeznacza 10% zysków netto na działania wspierające dobrostan ludzi i kondycję planety, na nowo definiując sens luksusu w branży beauty. O tym, jak prowadzić biznes odpowiedzialny i dalekowzroczny, opowiada Niki Schilling, Executive Director of Impact.
Praca i pieniądze
Bańka AI. Pękła, pęka czy pęknie?
Czy gorączka wirtualnych tulipanów się kończy? Czy rynek AI przeżywa właśnie krach? W pewnym sensie tak – ale to nie jest najważniejsze.
Praca i pieniądze
Apple ma 50 lat. Oto pięć lekcji od Tima Cooka
Apple kończy 50 lat, a Tim Cook po 15 latach sterowania firmą ustępuje ze stanowiska, zostawiając po sobie technologiczne imperium warte biliony dolarów. Jakie decyzje i zasady pozwoliły Apple nie tylko przetrwać po erze Steve’a Jobsa? Oto pięć kluczowych lekcji, które definiują sukces jednej z najpotężniejszych firm świata.