Marynarka to zbroja. Remigiusz Mróz o stylu, nowej książce i Chacie GPT
PARTNERZY SERWISU
Książki
Marynarka to zbroja. Remigiusz Mróz o stylu, nowej książce i Chacie GPT
Najsłynniejszy polski pisarz o „Węźle czasu”, dyscyplinie, moralnych paradoksach podróży w czasie oraz o tym, dlaczego nie pozwoli pisać za siebie AI.”
Udostępnij

Autor zdjęcia: Olga Majrowska
Remigiusz Mróz to pisarz, który od lat dzieli Polaków: dla jednych – pracowity wizjoner i mistrz dyscypliny, dla innych – literacki automat, który produkuje książki szybciej, niż zdążą trafić na półki. Od lat słyszy, że jest grafomanem. Tymczasem on po prostu nie potrafi przestać pisać. W „Węźle czasu” po raz kolejny udowadnia, że interesuje go coś więcej niż rozrywka: wplata bohaterów w moralny paradoks podróży w czasie i zadaje pytanie, czy da się naprawić historię, nie zaburzając jej losów. W rozmowie z GQ Poland mówi o dyscyplinie, samotności i o tym, dlaczego nigdy nie pozwoli, by pisała za niego sztuczna inteligencja.
Zdradzisz, dlaczego nie chciałeś spotkać się na żywo, tylko odpisać na pytania?
Chętnie! Od lat mam prostą zasadę – wywiady drukowane robię w formie pisanej. Nagrywanie rozmów i ich transkrypcja to dla mnie pozostałość dawnych czasów, kiedy nie było mejli, komunikatorów i innych narzędzi pozwalających na swobodne komunikowanie się pismem. Dziś możemy spisać wszystko tak, jak się ukaże – i wydaje mi się to rozwiązaniem najuczciwszym wobec odbiorcy. Oprócz tego zawsze mam wrażenie, że zmiana form prowadzi do braku naturalności – szczególnie że często wymaga potem przepisania wszystkiego na nowo. Jeśli idę na wywiad na żywo do telewizji, to jest emitowany na żywo. Jeśli do radia, ma formę samej fonii. Nagrywanie mowy i przekładanie jej na słowa pisane to trochę tak, jakbym robił wywiad telewizyjny, ale wcześniej nagrał wywiad radiowy i podłożył głos z tamtego do wizji. Ostatecznie wszystko sprowadza się do jednolitości przekazu.
Od razu pomyślałem, że to przez zbudowany przez ciebie wizerunek. Raczej tajemniczy pracuś, zawsze, jeśli nie w marynarce, to na pewno w eleganckiej koszuli. Strój to twoja zbroja? Kostium?
Zbroja z całą pewnością – każdy, kto występuje publicznie, wkłada taką czy inną. Kiedy narzucam marynarkę i poprawiam krawat, moja podświadomość dostaje sygnał, że oto idziemy do roboty. Trzeba się zmotywować, oczyścić trochę umysł, przełączyć się na tryb publiczny. Poza tym wiadomo, że inaczej pójdziesz na zakupy, inaczej pobiegać, a inaczej na wręczenie dyplomów. Od stroju wiele zależy – choćby ze względów pragmatycznych, bo w piłkę w butach od garnituru raczej nie pograsz. Nie wynika to więc chyba z chęci ukrycia się, zresztą zdarzało mi się występować w programach, gdzie nieco uchylałem drzwi do życia pozazawodowego. Przy czym „nieco” to kluczowe słowo – wydaje mi się, że każdy ma prawo do prywatności, także osoby publiczne, i że to całkiem naturalna sytuacja. Od lat z ciekawością przyglądam się tym, którzy traktują to jako coś osobliwego, a nawet element tworzenia właśnie aury tajemniczości. Pisarz to pisarz, uprawia daleko idący ekshibicjonizm na kartach książki. Nie powinien tego robić poza nią.
Piszesz też na elegancko, by „wejść” w buty Remigiusza Mroza?
Jeśli za elegancką ekstrawagancję uznamy spodnie dresowe i T-shirt, to jak najbardziej. Ale poważnie mówiąc, przed rozpoczęciem pisania też trzeba wysłać jasny sygnał do podświadomości – wygodne, domowe ciuchy, w których czuję się dobrze, dają mi poczucie, że nigdzie nie wychodzę, nie mam żadnych obowiązków publicznych, mogę skupić się w całości na tym, co dzieje się w głowie i na ekranie monitora. Czasem dołożę do tego koszulę w kratę albo bluzę, bo pisanie to czynność samotnicza – i właśnie z tego powodu być może wychładzająca nawet, kiedy w domu ciepło.
Wiesz, ile książek napisałeś?
Dowiaduję się, kiedy przychodzę na wywiady, bo dziennikarze zazwyczaj robią podsumowanie. Choć nie zawsze obliczone na fakty, lecz na kliki – dziś przeczytałem artykuł w jednym z polskich dzienników, w którym autor oznajmił, że popełniłem 160 książek. Liczba szokująca – także dla mnie. Tym bardziej, że statystyka dotyczyła lat 2006–2014, a ja zadebiutowałem w 2013 roku. Prawdziwa liczba jest znacznie niższa, ale fakt faktem, wolę samemu jej nie sprawdzać, bo ilekroć to robię, przeraża mnie kilka rzeczy. Jakim cudem się to wydarzyło? Czy aby nie osuszyłem do końca tej studni, z której czerpałem? Jak to będzie za 10 lat? Ostatecznie kiedy siadam do pisania, wszystko to znika, a z liczbą książek na karku jest tak samo jak z naszym wiekiem – to tylko cyfry.
Wedle Wikipedii w tym roku wydałeś cztery powieści. „Węzeł czasu” jest piątą. Jak to robisz?
Właściwie trudniejszą sytuacją dla mnie byłoby, gdybym tego nie robił, a ty zadałbyś analogiczne pytanie. Wiem, jak to robić. Nie wiem, jak tego nie robić. Bo jak zrezygnować ze spisania historii, która zaczyna układać się w głowie, przybierać konkretne kształty i żyć swoim życiem? Wysiłkiem byłoby odwrócenie się, zapomnienie o niej, a nie zajęcie miejsca przed klawiaturą i rozpoczęcie pisania. To wydaje mi się naturalnym odruchem, a potem idzie już samo. Słowa zawsze prowadzą autora, a razem z nimi robią to bohaterowie i historia. Dopóki cały ten proces jest naturalny i szczery, wszystko w dużej mierze dzieje się tak jak inne czynności życiowe – niemalże bez świadomego udziału autora.
Pewnie się nie przyznasz, ale czy nie kusi cię skorzystanie z Chata GPT?
W jakim celu miałbym to zrobić, skoro odebrałoby to całą przyjemność tworzenia? Co by mi zostało?
Mógłbyś bardziej nasycić rynek. Przecież głód na twoje powieści zdaje się ogromny!
A, w ten sposób. Czyli trzeba by uznać, że pisarze tworzą dla pieniędzy – ryzykowne założenie, bo kiedy każdy z nas zaczyna, szanse na finansowy sukces są mniej więcej takie, jak na zostanie gwiazdą rocka. Nikt o zdrowych zmysłach nie marzy o tym, że będzie zarabiać miliony – chcemy po prostu pisać i być czytani. Opowiadać historie, żyć w innych światach, uciec od rzeczywistości. ChatGPT ani żaden inny wytwór AI się do tego nie przysłuży. A jeśli jakiś pisarz z już ugruntowaną pozycją rzeczywiście porwałby się na coś takiego, efekt byłby odwrotny do tego, o którym mówisz – straciłby czytelników z dnia na dzień.
Sprawdziłeś, czy ChatGPT pisze Mrozem?
Jakiś czas temu ktoś na X wrzucił efekty spromptowania Chata GPT do napisania fragmentu opowiadania w moim stylu – z ciekawością zajrzałem, pewnie jak każdy inny autor w takiej sytuacji. Od razu rzucił mi się w oczy jeden, główny problem – ChatGPT najwyraźniej nie wchłonął mojej książki „O pisaniu”, bo robił wszystkie te rzeczy, których robienia odradzałem. Przypomniałem sobie wtedy o najlepszej definicji Chata i mu pokrewnych, jaką usłyszałem – że to świetnie wyedukowany idiota. I w dużej mierze tak jest, choć ostatecznie to przecież tylko model językowy. Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego kłamie, to odpowiedź jest prosta: bo nie wie, że kłamie. Podsuwa kolejne słowa, które pasują do poprzednich. Ani więc najbardziej leniwych pisarzy nie wyręczy, ani nie zagrozi tym pracowitym. Jeśli ktoś czułby się zagrożony przez tę technologię na kanwie twórczej, równie dobrze powinien uznać, że niebezpieczne są instrukcje obsługi pralki, bo mogą konkurować z książkami.
Tworzysz „uniwersa Mroza”. Bohaterowie się u ciebie przenikają. Idziesz tropem Marvela?
Zawsze działo się to organicznie, chyba jeszcze zanim powstało kinowe MCU. Ale nie jest to żadne novum w popkulturze, crossovery to narzędzie stare jak świat. Dopóki nie jest to wymuszone, obliczone na zysk czy zapchanie dziur fabularnych, zawsze cieszy mnie, kiedy np. u Stephena Kinga czy w „Star Treku” postacie się przeplatają. A jeszcze bardziej, kiedy dzieje się to w mojej książce, bo za każdym razem okazuje się to niespodzianką. Nigdy nie zapraszam postaci z innych serii do gościnnych występów – zawsze wpraszają się same.
W fabule pojawiają się prawdziwe nazwiska kolegów po piórze. W „Węźle…” to Jakub Małecki. Lubicie się w środowisku?
Trzeba by chyba przeprowadzić anonimową ankietę środowiskową, bo trudno stwierdzić, jak dokładnie rozkładają się sympatie i antypatie. Oczywiście słyszy się to i owo, czasem pisarze w wywiadach rzucają jakieś uszczypliwości pod adresem kolegów po piórze, czasem dochodzi do publicznej krytyki. Ciekawe, że takie zwyczaje są dość powszechne w środowisku literackim, ale w filmowym już nie – raczej nie spotyka się reżyserów, którzy publicznie krytykowaliby kolegów po fachu. Ale oczywiście są przyjaźnie i dobre relacje, mnie z pewnością łączą takie właśnie z Kubą Małeckim czy Sławkiem Gortychem.
Pisarze i pisarki nie zazdroszczą ci popularności? Jesteś jednym z najlepiej zarabiających i najczęściej czytanym pisarzem w kraju.
Pewnie trzeba by ich zapytać. Ale wydaje mi się, że wszyscy skupiamy się na tym, co najważniejsze – na kolejnym zdaniu, kolejnym wersie, kolejnym rozdziale. Cała reszta to tylko otoczka, którą nie można przejmować się w trakcie pisania, bo samemu podkładałoby się sobie nogę. Oczywiście czasem kusi, by się nad sobą poznęcać, bo przecież nasza o 10 razy lepsza książka sprzedaje się 10 razy gorzej niż jakaś fatalna – ale to, że dla nas jest fatalna, nie oznacza, że dla innych także. Nie ma w literaturze czy – nawet szerzej – w sztuce obiektywnej miary, którą można by przyłożyć do tego czy innego utworu. Jest tak dobry, jak dobry wydaje się ludziom, którzy go doświadczyli.
Niektórzy w środowisku wytykają ci brak researchu, pisanie książek literaturopodobnych, a także psucie rynku wydawniczego. Przejmujesz się takimi głosami?
Wyznaję zasadę, żeby nie przejmować się krytyką kogoś, od kogo nie przyjąłbym porady. Sprawdza się w miarę nieźle, choć oczywiście jeśli wkłada się w swoją robotę całe serce, takie opinie zawsze trochę bolą. Ostatecznie jednak liczy się to, co sądzą czytelnicy. To, czy udało nam się razem stworzyć odrębny świat za pomocą wyłącznie słów i wyobraźni. To, czy na moment nasze prawdziwe życia ustępują tym, które prowadzą bohaterowie. I to, czy ruszymy razem dalej w kolejną podróż. Jeśli na każdym z tych odcinków wszystko jest tak, jak być powinno, łatwiej roztoczyć wokół siebie bufor bezpieczeństwa, który odpiera takie czy inne ataki i pozwoli spokojnie pracować nad kolejnymi zdaniami, książkami, pomysłami.
Na pewno pomysłowości ci nie brakuje. W „Węźle czasu” cofasz się do lat 30. XX wieku, aby zdusić nazizm w zarodku. Oczywiście chęć zabicia Hitlera to nie nowy koncept w literaturze, co nie zmienia faktu, że intrygujący. Skąd on?
Pomysł jest stary jak sama II wojna światowa, dlatego zawsze trzymałem się od niego z daleka. Myślałem, że nawet jeśli napisałbym podobną książkę, nie chciałbym tego zgłębiać, bo wszystko zostało już powiedziane – w pierwszej wersji „Węzła” rzuciłem więc bohaterów w nieco dalszą przeszłość. Mimo to niemal od razu zaczęli kombinować, jak wyczekać tam odpowiednio długo i zapobiec największej hekatombie we współczesnej historii. Przy pisaniu drugiej wersji zrobiłem więc to, co zawsze – pozwoliłem im dyktować warunki gry, przeniosłem ich do lat 30. i dałem wszystkie narzędzia, dzięki którym mogli działać. I jak to zwykle się dzieje, postanowili mnie zaskoczyć.
W tym wypadku research wykonałeś chyba porządny, prawda?
Jeśli znajdziesz książkę, w której go nie wykonałem, daj mi znać, nie tylko uderzę się w pierś, ale i wycofam powieść z rynku. Oczywiście łatwo sobie dworować, że skoro ktoś pisze tak dużo, nie ma czasu na research, ale jeśli poszukalibyśmy konkretnych zarzutów, to wiele byśmy ich nie uzbierali. Oczywiście błędy się zdarzają, nie tylko mnie, lecz także najlepszym, którzy korzystają z całych zespołów doradców. W jednej z książek w trakcie ostatniej redakcji zmieniłem model samolotu z dwusilnikowego na jednosilnikowy – wydawało mi się, że poprawiłem wszędzie, co trzeba, ale nie. Przegapiłem fragment, w którym jeden z silników samolotu wysiada. Ile naczytałem się o tym, że jestem właściwie intelektualną amebą, która nie potrafi sprawdzić prostej rzeczy w Wikipedii, to moje. Ale tak niestety bywa, szczególnie kiedy dłubie się w tekście do samego końca. Tak czy owak był to chyba najpoważniejszy zarzut, jaki postawiono mi pod względem researchu – i do dziś mi wstyd, że to przegapiłem. Koniec końców dobry research to podstawa, bez niego nie ma sensu pisać. Pozwala wejść w dany świat, poczuć z nim więź, a co najważniejsze – związać się emocjonalnie z książką jeszcze przed rozpoczęciem pisania. Jeśli czujesz, że zainwestowałeś w nią sporo czasu i energii, jest większe prawdopodobieństwo, że podejdziesz do niej z odpowiednim nastawieniem.
Czy czytasz wątek „chęci zabicia Hitlera” współcześnie?
Właściwie chyba każdy wątek tego typu można czytać w ten sposób, jednocześnie pamiętając, że historia uczy nas przede wszystkim jednej rzeczy – że niczego nas nie uczy.
Twoje bohaterki zastanawiają się, jak zmiany historii wpłyną na przyszłe pokolenia. Frapujące!
Pierwszy instynkt podpowiada im, że dzięki zabiciu Hitlera świat uniknie wprost niewyobrażalnego rozlewu krwi – i chyba każdemu z nas logika podsuwałaby identyczny scenariusz. Problemy zaczynają się, kiedy człowiek analizuje alternatywne scenariusze, w których przywódcy III Rzeszy co prawda nie ma, ale wszystkie te problemy, które wyniosły go do władzy, wciąż istnieją. Część rozwoju wydarzeń jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, przynajmniej z pewną dozą prawdopodobieństwa – ale jest przecież mnóstwo rzeczy, których nie potrafimy przewidzieć. Bohaterowie powieści przekonali się o tym na własnej skórze, ale więcej zdradzać chyba nie wypada.
To nie twoje pierwsze pisanie z punktu widzenia kobiety. To dla ciebie zabieg subwersywny? Powieść historyczna, kryminał – to często stereotypowo męskie gatunki.
Lubię pisać kobiety – i lubię pisać kobietami. W tym przypadku chodzi o tę drugą ścieżkę, bo opowieść snuję w pierwszej osobie za pomocą mojej narratorki. Zdarzało mi się to już faktycznie niejednokrotnie, a nawet kiedy używam narracji trzecioosobowej, zawsze przynajmniej w części jest prowadzona z punktu widzenia kobiety. Pisze mi się wtedy lepiej, niż kiedy mam męskiego narratora – może dlatego, że ciekawiej jest wejść w świat mniej znany. A większe wyzwanie to zawsze większa przyjemność dla pisarza.
Wróćmy jeszcze do tematu twojej najnowszej powieści. Czyta cię tysiące ludzi. Masz belferskie zakusy? Chciałbyś pokazać, że zmiana postaw, poglądów jest możliwa?
Belferskich zakusów nie mam, zresztą od początku nałożyłem na siebie zakaz prowadzenia dydaktyzmu w książkach. Naturalne jednak jest to, że bohaterowie mają swoje poglądy i muszą je poprzeć jak najlepszymi argumentami. Moim zadaniem jest to, by wypadły one wiarygodnie – także wtedy, kiedy sam mam inne zdanie na jakiś temat. A może szczególnie wtedy. Czasem więc zdarza się, że ktoś przychodzi na spotkanie autorskie i mówi, że dzięki tej czy innej książce zaczął inaczej patrzeć na dane kwestie czy nawet zmienił zdanie. A zmiana zdania to rzecz w dzisiejszym świecie dość wyjątkowa – choć wydaje się, że społeczeństwo powinno traktować to jako dowód rozwoju intelektualnego jednostki, często jest dokładnie odwrotnie. Tym bardziej cenne są te momenty, kiedy ktoś otwarcie o tym mówi. I pokazuje mi tym samym, jak wielką moc ma literatura.

Więcej w tym temacie:
- Zamach, który może zmienić świat. „Bez litości” Grzegorza Kapli nie daje zasnąć
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
- Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Książki
Zamach, który może zmienić świat. „Bez litości” Grzegorza Kapli nie daje zasnąć
Jeden strzał, od którego zależą losy świata, to motyw, który nigdy się nie starzeje. Po „Dniu Szakala” Fredericka Forsytha i geopolitycznych thrillerach Toma Clancy'ego sięga po niego także Grzegorz Kapla. W „Bez litości” osadza go we współczesnej Europie.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Książki
Pasja, pieniądze, prestiż – książka, która odsłania kulisy rynku sztuki
Sztuka od wieków budzi emocje, inspiruje i prowokuje do dyskusji.
Książki
Kiedy kryminolog pisze kryminały. Rozmowa Piotrem Chomczyńskim
– Na każdym miejscu zbrodni zostaje ślad psychologiczny sprawcy – mówi kryminolog oraz autor reportaży i powieści kryminalnych, prof. Piotr Chomczyński, z którym rozmwiamy o tajemnicach ludzkiej natury, mechanizmach zła, świecie karteli narkotykowych i o tym, dlaczego rzeczywistość często okazuje się bardziej mroczna niż fikcja.
Książki
Ojcostwo na płonącej planecie. Rozmowa z Łukaszem Stankiem
Jak być ojcem w czasach kryzysu klimatycznego? – Trzeba zacząć od bycia człowiekiem – mówi nam Łukasz Stanek, działacz społeczny i autor książki „Dlaczego Ci to zrobiłem?”.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Książki
Czy SF jest nam potrzebne i dlaczego tak? Idealny prezent na Dzień Ojca
W codzienności nadmiaru trudno wybrać, po jaką lekturę sięgnąć, a częściej łatwiej zrezygnować z czytania na rzecz mniej wymagających rozrywek, dodatkowo od mężczyzn oczekuje się, że będą realizować się poprzez sport, który niestety z formy rozrywki, relaksu i pasji staje się czasem przesadnie angażującym eskapizmem od rzeczywistości. Nacisk na wymierny zysk ze spędzania czasu wolnego w sposób korzystny jest trudny do pogodzenia ze zwyczajną dobrą zabawą, a także zaspokajaniem wyższych potrzeb.
Książki
Moda zamknięta w książce. Serię „Historia kultowego domu mody” kocha każdy, dla kogo styl ma znaczenie
Są książki, które czyta się od deski do deski. Są też takie, które zostawia się na stoliku kawowym, by co jakiś czas wracać do ulubionych zdjęć, kolekcji i historii. Seria „Historia kultowego domu mody” wydawnictwa Arkady należy do obu kategorii jednocześnie.
Książki
Czytanie jest hot? Bardziej, niż myślisz, i mniej, niż twierdzą książkowe snoby
Czy gdyby mężczyźni czytali więcej książek, kobiety chętniej umawiałyby się z nimi na randki?
Książki
Czy Amerykanie to najwięksi dziwacy na świecie?
Co łatwiej kupić w amerykańskim markecie: karabin czy świeży, chrupiący chleb? Czemu mieszkańcy Florydy rzucają aligatorami w witryny sklepowe? I dlaczego populacja wielkości tej z Pensylwanii wierzy, że jaszczuroludzie rządzą światem? Na te i wiele innych pytań odpowiada amerykanistka i autorka książki „Dziwne Stany Ameryki”, Martyna F. Zachorska.