Unisex to przyszłość? Nawet Bad Bunny wie, że płeć w modzie jest umowna
PARTNERZY SERWISU
Trendy i zjawiska
Unisex to przyszłość? Nawet Bad Bunny wie, że płeć w modzie jest umowna
Uniwersalna lub neutralna płciowo moda to żadna rewolucyjna pieśń przyszłości. Nie trzeba tworzyć specjalnej niebinarnej kolekcji, by ubrania przestały należeć do konkretnej kategorii. Cicha praktyka codzienności pokazuje, że mężczyźni od lat kupują w damskich działach, kobiety wybierają fasony z metką „for men” i – uwaga – nikt przy kasie tego nie sprawdza.
Udostępnij

Bad Bunny sukienek, kolorowych paznokci i pereł się nie boi Autor zdjęcia: W Magazine, Highsnobiety, Harpers Bazaar, YouTube @tvobsession/kolaż Klaudia Adamek
Niedawno pisaliśmy o szortach, które znalazły się na ustach wszystkich nie tylko dlatego, że to letni must-have każdej, również męskiej szafy, ale przede wszystkim za sprawą modowego wyboru Bad Bunny'ego. Podczas warszawskiego koncertu artysta wystąpił w spodenkach The Odder Side – marki, która – jak czytamy na jej stronie – powstała z myślą o świadomych kobietach.
Modowy przepływ
O tym, jak doszło do polsko-portorykańskiej współpracy, przeczytacie w tekście Lecha Podchalicza. A ja przypomnę tylko, że Bad Bunny nie pierwszy już raz (i zapewne nie ostatni) zignorował kulturową instrukcję obsługi męskości i, nie tylko występując w damskich spodenkach, lecz także – malując paznokcie oraz wkładając spódnice czy perły, nie przestał być facetem. Ba, wszedł do klubu innych niesfornych mężczyzn, którzy bardzo nie chcą podtrzymywać stereotypów kosztem utraty własnego stylu i osobowości. Harry Stylesie i Pedro Pascalu – to między innymi o was.
Doskonale, zresztą, rozumiem owo beztroskie podejście do binarnego podziału. Sama regularnie zaglądam do działów dla chłopaków i bynajmniej nie ujmuje to niczego mojej zewnętrznej kobiecości. To ja ustalam jej zasady, choć wiem, że wybierając męskie jortsy i biały tank top i będąc w dodatku queerową kobietą, mogę zostać łatwo wpisana w określone estetyczne kody, jak np. „butch vibe”. Gorzej, jeśli dodam do tego baletki i koronkową chustę – wtedy cała narracja się wali, bo moda jako system nieustannego przepływu, przejmowania, a często także zawłaszczania znaczeń, dawno skomplikowała te proste odczytania.
Elementy, które przez dekady stanowiły część języka lesbijskich społeczności – od krótkich fryzur i oversize’owych fasonów po funkcjonalność oraz świadome odejście od tradycyjnej kobiecej dekoracyjności – dziś z powodzeniem funkcjonują w garderobach heteroseksualnych kobiet poza swoim pierwotnym kontekstem.
To „przejęcie” pokazuje umowność wszystkiego, co uznajemy za modne, oraz ambiwalentność wymiany kulturowej. Style ewoluują i zyskują nowe życie, ale przejęcie estetyki marginalizowanych grup rodzi pytanie o to, kto otrzymuje za nią uznanie. Coś, co dla jednej społeczności było formą tożsamości, oporu lub przetrwania, dla innej może stanowi jedynie przemijający trend.

Bad Bunny na MET Gali w 2022 roku Autor zdjęcia: Getty Images
Co wolno kobiecie...
Ważkość kontekstu, ale i asymetrię społecznego odbioru widać szczególnie wyraźnie w historii mody damskiej i męskiej. Włożenie przez kobietę garnituru, który dziś funkcjonuje jako symbol siły, profesjonalizmu i pewności siebie, jeszcze sto lat temu było gestem o politycznym znaczeniu.
Dzieje damskiego zestawu marynarka + spodnie nie zaczęły się jednak od jednego projektu ani jednego nazwiska. Już wcześniej kobiety przejmowały elementy męskiej garderoby, domagając się większej swobody ruchu, niezależności i udziału w życiu publicznym.
Coco Chanel nadała temu kierunek estetyczny, upraszczając kobiecą modę i wprowadzając do niej funkcjonalność wcześniej kojarzoną głównie z męskim stylem. Yves Saint Laurent poszedł krok dalej – jego Le Smoking z 1966 roku nie był jedynie wariacją na temat męskiego stroju, ale propozycją nowego obrazu kobiety: obecnej, samodzielnej i nieograniczonej tradycyjnymi kodami elegancji.
Druga strona tej opowieści nie wydarzyła się jednak z podobną siłą. Wynika to między innymi z utrwalonej hierarchii płci, w której męskość przez lata funkcjonowała jako neutralny, uniwersalny punkt odniesienia, podczas gdy kobiecość traktowano jako kategorię bardziej ograniczoną i mniej prestiżową. Dlatego kobieta przejmująca elementy męskiego kodu często zyskiwała dostęp do symboli władzy i niezależności, natomiast mężczyzna sięgający po elementy kojarzone z kobiecością nadal częściej spotyka się z oceną i społecznym oporem.
Nieprzypadkowo język szczególnie surowo reaguje na mężczyzn, którzy odbiegają od tradycyjnych wzorców męskości. Chłopcy od dzieciństwa słyszą: „nie zachowuj się jak dziewczyna”, podczas gdy dziewczynki znacznie rzadziej słyszą komunikat odwrotny. Nie oznacza to, że normy dotyczące kobiecości są mniej restrykcyjne – również wyznaczają je granice i oczekiwania. Męskość bywa szczególnie gorliwie pilnowana pod kątem odstępstw. Moda jedynie mniej lub bardziej świadomie eksponuje ten mechanizm.

Bad Bunn Autor zdjęcia: Getty Images
Ubrania nigdy miały płci?
Amerykańska filozofka Judith Butler przekonywała, że płeć jest nie tylko biologicznym faktem, ale również czymś performowanym i nabywanym społecznie – zestawem gestów, zachowań, sposobów mówienia i estetycznych wyborów, które powtarzamy tak długo, aż zaczynamy postrzegać je jako naturalne. To, co uznajemy za „męskie” lub „kobiece”, jest więc w dużej mierze efektem środowiska i otoczenia kulturowego, w którym funkcjonujemy.
Z tej perspektywy moda przestaje być jedynie odbiciem istniejących wyobrażeń o kobiecości i męskości. Sama uczestniczy w ich tworzeniu, utrwalaniu i podważaniu. Jedno ubranie może wywoływać silne emocje właśnie dlatego, że narusza scenariusz, do którego przywykliśmy.
W przypadku współczesnych mężczyzn eksperymentujących ze stylem, uwagę przyciągają nie tyle konkretnie ich ubrania, ile wybory, które pokazują, że granice męskości nie są tak stabilne i oczywiste, jak często się je przedstawia. A skoro można przesunąć granicę w szafie, to czemu nie gdzie indziej?
Paradoks współczesnej mody polega na tym, że płeć ubrań istnieje przede wszystkim w systemie ich klasyfikowania i sprzedaży. Poza sklepem „męska” marynarka staje się po prostu marynarką – elementem garderoby konkretnej osoby. W dużej mierze to marketing i społeczne przyzwyczajenia przypisują ubraniom kategorie, które z czasem zaczynamy traktować jako naturalne. Przeszłość pokazuje jednak, że te podziały są zmienne, umowne i wielokrotnie ulegały redefinicji.
Obcasy? Przez wieki były symbolem męskiej pozycji społecznej. Perscy jeźdźcy nosili je, by stabilniej trzymać stopę w strzemieniu, a europejskie dwory szybko zamieniły je w oznakę splendoru. Ludwik XIV uczynił czerwone obcasy niemal królewskim przywilejem.
Koronki, jedwabie, haftowane kamizelki, makijaż, pudrowane peruki, pierścienie czy wyszywane płaszcze? To wszystko przez stulecia należało do męskiego repertuaru elegancji. Trudno byłoby dziś przekonać kogokolwiek, że XVII-wieczny arystokrata wyglądał „męsko” według współczesnych standardów. A jednak nikt nie kwestionował jego męskości.
Nawet różowy przez długi czas uchodził za kolor odpowiedni dla chłopców, bo postrzegano go jako bardziej zdecydowaną odmianę czerwieni. Błękit, kojarzony z delikatnością i ikonografią maryjną, częściej przypisywano dziewczynkom. Dopiero XX wiek odwrócił te skojarzenia, a marketing zrobił z nich niepodważalne reguły. To pokazuje prostą rzecz: moda nie odzwierciedla odwiecznych praw natury, lecz kulturę zmieniającą się szybciej, niż chcieliby przyznać konserwatyści broniący „tradycyjnych ról płciowych”.

Harry Styles na nowojorskim koncercie w 2021 roku Autor zdjęcia: Getty Images
Zbiorowe porzucenie
Jest w historii mody moment, który tłumaczy niemal wszystko, co wydarzyło się później. Historyk psychologii John Carl Flügel nazwał go Wielką Męską Rezygnacją.
Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku mężczyźni zachodnich europejskich elit niemal jednocześnie porzucili dekoracyjność znaną przodkom. Miejsce ekstrawaganckich fasonów zajął ciemny garnitur – prosty, praktyczny, podporządkowany pracy i powadze. Nie była to wyłącznie zmiana estetyczna. Nowoczesny mężczyzna miał być racjonalny, produktywny i zdyscyplinowany.
Ozdabianie ciała zaczęto postrzegać jako przejaw próżności, a ta coraz częściej była przypisywana kobietom. To właśnie wtedy narodziła się współczesna męskość ubrana w granat, grafit i czerń. Oczywiście podaję tę historyczną tendencję w bardzo dużym uproszczeniu, ale właśnie ona pozwala przynajmniej częściowo zrozumieć paradoks współczesnego myślenia. Dzisiejsi projektanci, styliści i wszyscy, którzy nie stosują się do XIX-wiecznych wyobrażeń, nie tyle odkrywają nowe terytoria, ile odzyskują dawne.
Pod tym względem Bad Bunny pomimo swojej ewidentnie progresywnej postawy nie wyprzedza swoich czasów. Przypomina raczej, że moda była znacznie ciekawsza, zanim zamknęliśmy ją w dwóch równoległych działach domu towarowego. Ale może odpowiedzią na napięcia byłoby stworzenie ubrań oderwanych od biegunów płci i faktycznie inkluzywnych?

Oscar Isaac na premierze „Moon Knight” w Londynie Autor zdjęcia: Getty Images
Beżowy unisex
Choć coraz więcej marek sięga po rewolucyjnie brzmiące metki: unisex, genderless czy genderfluid, mimo, że w praktyce nie proponują niczego nowego. Neutralność płciowa sprowadza się przede wszystkim do zmiany nazewnictwa kolekcji basic, w której znajdziesz oversize’ową bluzę, szerokie spodne czy pudełkową koszulę koniecznie w stonowanej palecie barw – szarości, beżu i czerni.
Nie dość, że większość tych ubrań nie wychodzi poza tradycyjne myślenie o płci, to jeszcze zakorzenia się w estetyce od dekad uznawanych za męską. Minimalizm, prostota, funkcjonalność i luźny krój przedstawia się jako uniwersalne, jakby kobiecość sama w sobie była czymś zbyt dekoracyjnym, by mogła stać się wspólnym językiem.
Zamiast dekonstrukcji norm, mamy więc po prostu klasyczny rebranding. Właśnie dlatego samo słowo „unisex” mnie nie przekonuje.
Na szczęście istnieją marki, które inkluzywność i nieszablonowe myślenie mają w swoim DNA. Przykład?
Najlepszym pozostaje Telfar. Slogan marki – „Not for you. For everyone.” – jest jednocześnie prosty i przewrotny. Zamiast założenia, że wszystko dobrze wygląda na każdym, proponuje dać sobie prawo do eksperymentowania. Official Rebrand zamiast projektować kolejną kolekcję od zera bierze istniejące ubrania i poddaje je dekonstrukcji – przerabia rzeczy z drugiego obiegu, zmienia ich funkcję i pokazuje, że ubranie nie ma jednej przypisanej historii. One DNA idzie w inną stronę: marka buduje swoją estetykę wokół oversize’owych marynarek, prostych sylwetek i ubrań, które nie próbują dopasować ciała do konkretnej kategorii. Ich projekty nie wyglądają jak „męskie ubrania dla kobiet” ani „damskie ubrania dla mężczyzn” – po prostu funkcjonują poza tym podziałem.
Riley Studio z kolei łączy tę ideę z odpowiedzialną produkcją, tworząc ubrania z materiałów z recyklingu i pokazując, że moda neutralna płciowo może być jednocześnie trwała, funkcjonalna i estetyczna. Alejandro Gómez Palomo od lat ubiera mężczyzn w hafty, falbany, koronki i jedwabie. Rick Owens prezentuje na wybiegach sylwetki o przeskalowanych proporcjach, surowych formach i teatralności, które wymykają się klasycznym przyzwyczajeniom. Jego kolekcje, choć funkcjonują w ramach tradycyjnie podzielonego na mężczyzn i kobiety modowego kalendarza, istnieją poza potrzebą ciągłego pytania, dla kogo coś jest przeznaczone.

Brad Pitt na pokazie „Bullet Train” w Berlinie Autor zdjęcia: Getty Images
Rynek swoje?
W odrzuceniu tego pytania kryje się największa rewolucja. Nie nadejdzie przyszłość, w której wszyscy będą wyglądać tak samo. Ale warto dążyć do takiej, w której każdy będzie miał wybór. Na całe szczęście moda – poza światem masowej produkcji i ultraszybkich trendów – zawsze była miejscem różnorodności, przesady, ekstrawagancji, minimalizmu i klasyki. Potrzebujemy ludzi ubranych od stóp do głów w czerń i takich, którzy kochają cekiny o dziewiątej rano, ale przestańmy utrzymywać, że tymi pierwszymi na pewno są faceci, a drugimi – kobiety.
Oczywiście nie oznacza to, że różnice między ciałami nie istnieją. Projektowanie ubrań musi uwzględniać proporcje sylwetek, sposób układania się materiałów czy różne potrzeby użytkowników. Niektóre elementy garderoby rzeczywiście bywają konstruowane inaczej, co widać w tak prozaicznej, ale wiele mówiącej kwestii jak rozmiar i głębokość kieszeni.
Jednocześnie różnice między osobami tej samej płci często są równie duże, a nierzadko większe niż między kobietami i mężczyznami. Ludzie mają różne wzrosty, proporcje ciała, style życia i potrzeby – dlatego jedna „typowo kobieca” albo „typowo męska” konstrukcja nigdy nie będzie odpowiadać wszystkim osobom z danej grupy.
Także sama płeć nie jest doświadczeniem jednorodnym: obejmuje różne tożsamości, ekspresje i sposoby funkcjonowania w świecie. Dlatego bardziej precyzyjne projektowanie nie polega na ignorowaniu różnic między ciałami, lecz na odejściu od założenia, że płeć jest najlepszym i najważniejszym kryterium, według którego należy organizować garderobę.
Warto przy tym pamiętać, że podział ubrań na „damskie” i „męskie” jest najwygodniejszy z perspektywy biznesowej. Dla marek oznacza większą liczbę kategorii produktowych, kolekcji i okazji zakupowych. Zamiast sprzedawać jedną koszulę czy jedną kurtkę, można stworzyć osobne linie, kampanie i narracje kierowane do dwóch grup konsumentów. Płeć staje się wtedy nie tylko cechą odbiorcy, ale narzędziem segmentacji rynku.
Marketing od lat wykorzystuje ten mechanizm, przypisując ubraniom określone znaczenia: męskie mają być praktyczne, trwałe i funkcjonalne, kobiece – bardziej dopasowane, dekoracyjne lub związane z wyrażaniem siebie. Taki podział ułatwia komunikację z klientem, bo daje gotowy zestaw skojarzeń, ale jednocześnie utrwala przekonanie, że te różnice są naturalne i konieczne.
W praktyce wiele tych kategorii wynika nie z konstrukcji ubrania, lecz z decyzji handlowych: osobnych działów, oznaczeń, kampanii reklamowych i strategii cenowych. „Damska” i „męska” koszula często różnią się nie tyle funkcją, ile krojem, kolorem, miejscem ekspozycji i historią, którą marka wokół niej opowiada.
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Trendy i zjawiska
Nosić czy nie nosić? Letni spór o skarpetki
Jeszcze kilka lat temu odpowiedź wydawała się oczywista: lato oznacza kostkę na wierzchu. Dziś moda przestała być tak jednoznaczna. Jedni nadal nie wyobrażają sobie mokasynów ze skarpetkami, inni świadomie eksponują skarpetki – tenisowe, w kolorowe prążki czy w nieoczekiwanych kolorach. Paradoksalnie największym trendem tego sezonu nie jest ani noszenie skarpet, ani ich brak – tylko świadomy wybór.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Trendy i zjawiska
Footballcore okiem Zalando. Latem 2026 koszulka piłkarska wyszła poza stadiony
Nie trzeba znać składu Realu Madryt, pamiętać, kto zdobył Złotą Piłkę ani zarywać nocy na finał Ligi Mistrzów, żeby nosić piłkarską koszulkę. Latem 2026 trafiła ona do szaf osób, które z futbolem nie mają wiele wspólnego. Zalando przygląda się temu, jak jeden z najbardziej charakterystycznych elementów stadionowej garderoby na dobre zadomowił się na ulicach europejskich miast.
Trendy i zjawiska
Marki, które wygrały mundial, choć nie grały na boisku
Obecność w rozmowie o mundialu nie musi już wynikać z logotypu na stadionie. Równie skutecznie można ją zbudować poprzez kulturę, modę i media społecznościowe.
Trendy i zjawiska
Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu
Erling Haaland od dawna udowadnia, że moda jest dla niego czymś więcej niż dodatkiem do kariery piłkarskiej. Po debiucie na pokazie Dolce & Gabbana Alta Sartoria zastanawiam się, które luksusowe domy mody najlepiej pasowałyby do jego odważnego stylu. Oto pięć marek, z którymi norweski napastnik mógłby stworzyć wyjątkowy modowy duet.
Trendy i zjawiska
Ekskluzywnie: Stylistka trasy Bad Bunny’ego o modowych kulisach koncertów
Zastanawialiście się, jak wygląda stylizowanie artystów podczas światowej trasy Bad Bunny’ego? Mamy odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.
Trendy i zjawiska
Bad Bunny i The Odder Side – jak doszło do współpracy? Rozmawiamy z właścicielkami
Cała Polska żyje wtorkowym koncertem Bad Bunny’ego. Portorykański artysta dał wybitne show na PGE Narodowym – nie brakowało rodzimych akcentów.
Trendy i zjawiska
Bad Bunny założył szorty polskiej marki. Błyskawiczny sold out w sklepie!
Jak się okazuje, Bad Bunny wyprzedaje nie tylko stadiony, lecz także szorty polskiej marki, w których wystąpił na koncercie w Warszawie.
Trendy i zjawiska
Jak wyglądać na wyższego niż w rzeczywistości? Poradnik dla short kings
All hail short kings. Niski wzrost nie jest problemem, ale jeśli potrzebujesz poczuć się pewniej w codziennych stylizacjach to mamy kilka porad, jak wyglądać jeszcze bardziej stylowo i przy okazji zyskać kilka centymetrów więcej.