PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
1920x1080_cykl_modowy

Trendy i zjawiska

Tak, trendy się powtarzają. Naukowcy policzyli, co ile lat

O tym, że moda wcale nie goni za wymyślaniem koła na nowo, wiadomo nie od dziś. Jednak dopiero teraz mamy na to twarde matematyczne dowody. Naukowcy dostarczają argumentacyjnego nie tylko paliwa tym, którzy twierdzą, że w modzie wszystko już było, lecz przy okazji ujawniają, że Zachód przestał być modową wyrocznią.

Udostępnij

Jak moda oscyluje wokół swojej historii? Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż: Klaudia Adamek

Paulina_Januszewska
20.03.2026

Choć projektanci i wszyscy uczestnicy rynku modowego lubią opowiadać o swoich działaniach jak o wiecznej nowości, matematyka bezlitośnie demaskuje tę narrację. To, co uchodzi za świeże, najczęściej okazuje się jedynie reedycją czegoś, co zostało już dobrze zapomniane. I tak bez końca – co dwie dekady. Skąd wiemy, że akurat co tyle?

Pierwsza taka analiza

Najnowsze badanie zespołu z Northwestern University pokazuje, że słynna „zasada 20 lat” nie jest branżową anegdotą albo teorią spiskową modowych malkontentów, lecz statystycznie uchwytnym rytmem, i – co ważniejsze – da się ją zapisać równaniem.

Punktem wyjścia dla tej analizy nie była więc intuicja, lecz dane. Badacze wzięli pod uwagę ponad 37 tysięcy wizerunków damskich ubrań z lat 1869–2020+, budując jedno z najbardziej kompletnych repozytoriów ilościowych w historii badań nad modą. Źródła były zróżnicowane: od archiwalnych wykrojów krawieckich pozyskanych z Archiwum Wzorów Handlowych Uniwersytetu Rhode Island po kolekcje wybiegowe. Kluczowe stało jednak coś innego – redukcja estetyki do mierzalnych parametrów. Długość spódnicy, pozycja talii, głębokość dekoltu: elementy, które zwykle opisuje się językiem gustu i trendu, zostały przetłumaczone na liczby.

Na tej podstawie powstał model oparty na napięciu pomiędzy dwiema sprzecznymi potrzebami: wyróżnienia się i przynależności. To klasyczny problem znany z teorii systemów złożonych – jednostki – mówiąc w dużym uproszczeniu – chcą być inne niż wszyscy, ale nie na tyle, by wypaść poza system, który z natury dąży do oscylacji. W modzie oznacza to ciągłe odchylanie się od niedawnej przeszłości, lecz w granicach rozpoznawalności. Efekt? Ciągłe wahnięcia wobec tego, co aktualnie uznaje się za normę.

Ta wyraźna prawidłowość wygląda tak: moda zmienia się stopniowo, jednak poszczególne trendy rosną, osiągają szczyt popularności, ulegają zużyciu i wracają nie identyczne, lecz wystarczająco podobne, by je rozpoznać. Ten proces trwa mniej więcej 20 lat. Klasyczny przykład to długość spódnic. Późne lata 20. XX wieku przynoszą skrócenie, lata 50. – wydłużenie i konserwatyzm, końcówka lat 60. – radykalne mini.

Warto też zaznaczyć, że ten mechanizm w nieco inny sposób działa w modzie męskiej. Jest ona w porównaniu do kreacji żeńskich historycznie bardziej zachowawcza, a zakres dopuszczalnych zmian – węższy, co sprawia, że oscylacja odbywa się na mniejszą skalę i często jest mniej spektakularna. Zamiast wyraźnych zwrotów, jak w długości spódnic, mamy raczej subtelne przesunięcia w kanonie garniturowym: szerokości nogawek, proporcji marynarek czy wysokości stanu spodni. To nie znaczy, że męska moda nie podlega cyklom – przeciwnie, powroty są równie regularne, ale bardziej stonowane i rozciągnięte w czasie. Dwudziestoletni rytm pozostaje widoczny, choć przybiera formę ewolucji detali zamiast wyraźnych rewolucji.

Zasady, wyjątki i postkolonializm

Równie ciekawe jak sama cykliczność jest jej erozja. Od lat 80. XX wieku ten wzorzec zaczyna się rozmywać. Zamiast jednego dominującego trendu pojawia się ich równoległość, co znów najłatwiej zobaczyć na przykładzie długości spódnic. mini, midi i maxi funkcjonują jednocześnie. Statystycznie oznacza to wzrost wariancji i większe rozproszenie stylów, a kulturowo – koniec hegemonii jednego kanonu.

To przesunięcie bardzo dobrze współgra z przemianami mediów i produkcji. W epoce ograniczonej dystrybucji, gdzie trendami zajmowało się kilka magazynów i kilka domów mody, synchronizacja była łatwiejsza. Dziś, w świecie platform i mikrotrendów, moda działa raczej jak sieć niż jak linia. Oscylacja nie znika, ale traci swoją czystość. Zamiast jednej dominującej fali mamy interferencję wielu.

I tu warto  spojrzeć na to badanie z pewnym dystansem. Choć imponuje skalą i metodologią, jego punkt odniesienia pozostaje wyraźnie zachodni. Analizowane archiwa, wybiegi i parametry estetyczne odzwierciedlają przede wszystkim historię mody europejskiej i północnoamerykańskiej, która przez dekady funkcjonowała (a najczęściej robiła to siłą) jako globalny punkt odniesienia. Tymczasem to, co model uznaje za „cykl mody”, może być w istocie cyklem specyficznym dla tej części świata, a nie uniwersalnym prawem kulturowym.

Z tej perspektywy szczególnie interesujące staje się współczesne „rozmycie norm”, które badacze opisują jako wzrost różnorodności i osłabienie jednego dominującego trendu. Można je bowiem odczytać nie tylko jako efekt zmian w technologii czy świecie mediów, ale również jako konsekwencję procesów postkolonialnych. 

Przez długi czas zachodnia moda narzucała swoje tempo i estetykę innym kulturom, często marginalizując lub upraszczając ich własne systemy ubioru. Dzisiejsza wielość równoległych trendów może więc wynikać także z osłabienia tej hegemonii – z momentu, w którym różne lokalne estetyki, wcześniej spychane na margines lub asymilowane, zaczynają funkcjonować na własnych zasadach.

Innymi słowy, to, co z perspektywy modelu wygląda jak „zakłócenie” czystego cyklu, może być w rzeczywistości oznaką jego ograniczeń. Oscylacja nie tyle zanika, ile przestaje być jednolita, bo przestajemy mieć do czynienia z jednym centrum, wokół którego wszystko krąży. Jeśli tak, to matematyczny opis mody nadal działa – ale już nie jako uniwersalne prawo, lecz jako narzędzie opisujące konkretną, historycznie uwarunkowaną część świata.

Na pewno nie da się powyższych odkryć nauki sprowadzić do banału: „wszystko już było” w sensie prostego kopiowania przeszłości i patrzenia wstecz. Należy mówić raczej o oscylacji wokół historii i reinterpretacji rozwiązań, które znów stają się optymalne w danym układzie społecznym i – jak najbardziej – mogą być kreatywne. Na pewno nie istnieją w próżni i nie są kaprysem projektantów, lecz efekt zbiorowej gry między pamięcią a potrzebą wyróżniania się, mniej lub bardziej determinowaną przez przemiany społeczne i polityczne.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

1920x1080_skarpety

Nosić czy nie nosić? Letni spór o skarpetki

Jeszcze kilka lat temu odpowiedź wydawała się oczywista: lato oznacza kostkę na wierzchu. Dziś moda przestała być tak jednoznaczna. Jedni nadal nie wyobrażają sobie mokasynów ze skarpetkami, inni świadomie eksponują skarpetki – tenisowe, w kolorowe prążki czy w nieoczekiwanych kolorach. Paradoksalnie największym trendem tego sezonu nie jest ani noszenie skarpet, ani ich brak – tylko świadomy wybór.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Zalando_ClubKitCulture_ImageCred.AntonioThiery_5

Footballcore okiem Zalando. Latem 2026 koszulka piłkarska wyszła poza stadiony

Nie trzeba znać składu Realu Madryt, pamiętać, kto zdobył Złotą Piłkę ani zarywać nocy na finał Ligi Mistrzów, żeby nosić piłkarską koszulkę. Latem 2026 trafiła ona do szaf osób, które z futbolem nie mają wiele wspólnego. Zalando przygląda się temu, jak jeden z najbardziej charakterystycznych elementów stadionowej garderoby na dobre zadomowił się na ulicach europejskich miast.

Marki, które wygrały mundial, choć nie grały na boisku

Marki, które wygrały mundial, choć nie grały na boisku

Obecność w rozmowie o mundialu nie musi już wynikać z logotypu na stadionie. Równie skutecznie można ją zbudować poprzez kulturę, modę i media społecznościowe.

1920x1080_bad_bunny

Unisex to przyszłość? Nawet Bad Bunny wie, że płeć w modzie jest umowna

Uniwersalna lub neutralna płciowo moda to żadna rewolucyjna pieśń przyszłości. Nie trzeba tworzyć specjalnej niebinarnej kolekcji, by ubrania przestały należeć do konkretnej kategorii. Cicha praktyka codzienności pokazuje, że mężczyźni od lat kupują w damskich działach, kobiety wybierają fasony z metką „for men” i – uwaga – nikt przy kasie tego nie sprawdza.

Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu

Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu

Erling Haaland od dawna udowadnia, że moda jest dla niego czymś więcej niż dodatkiem do kariery piłkarskiej. Po debiucie na pokazie Dolce & Gabbana Alta Sartoria zastanawiam się, które luksusowe domy mody najlepiej pasowałyby do jego odważnego stylu. Oto pięć marek, z którymi norweski napastnik mógłby stworzyć wyjątkowy modowy duet.

Bad Bunny

Ekskluzywnie: Stylistka trasy Bad Bunny’ego o modowych kulisach koncertów

Zastanawialiście się, jak wygląda stylizowanie artystów podczas światowej trasy Bad Bunny’ego? Mamy odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

Bad Bunny The Odderside

Bad Bunny i The Odder Side – jak doszło do współpracy? Rozmawiamy z właścicielkami

Cała Polska żyje wtorkowym koncertem Bad Bunny’ego. Portorykański artysta dał wybitne show na PGE Narodowym – nie brakowało rodzimych akcentów.

Bad Bunny założył szorty polskiej marki na koncert w Warszawie

Bad Bunny założył szorty polskiej marki. Błyskawiczny sold out w sklepie!

Jak się okazuje, Bad Bunny wyprzedaje nie tylko stadiony, lecz także szorty polskiej marki, w których wystąpił na koncercie w Warszawie.