PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Trendy i zjawiska

Idole manosfery i miliarderzy wchodzą w świat high fashion

Co technokraci robią na pokazie Prady? Czemu biohacker mierzący każdego dnia swoją erekcję i looksmaxxer mikrodawkujący amfetaminę dla szczupłej sylwetki promują hipermęskość na wybiegu? I dlaczego najbogatszemu człowiekowi świata tak bardzo zależy na byciu cool, że kupuje żonie Met Galę? Pytania się mnożą, a odpowiedzi pozostają te same od lat: „Bo mogą”.

Udostępnij

Lauren Sánchez, Jeff Bezos, Braden Peters (Clavicular), Bryan Johnson, Priscilla Chan i Mark Zuckerberg

Od lewej: Lauren Sánchez, Jeff Bezos, Braden Peters (Clavicular), Bryan Johnson, Priscilla Chan i Mark Zuckerberg Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
10.03.2026

„Kiedyś to były święta projektantów, rzemiosła i wyobraźni. Teraz mamy tylko festiwale przepychu i próżności z ludzkimi odpowiednikami Sknerusa McKwacza albo Montgomery’ego Burnsa w pierwszych rzędach pokazów” – w takim tonie wielu entuzjastów mody komentuje niedawne występy możnych (ale niekoniecznie lubianych) tego świata na najważniejszych branżowych wydarzeniach.

Jeff Bezos i Lauren Sánchez podczas pokazu Diora w Paryżu

Jeff Bezos i Lauren Sánchez podczas pokazu Diora w Paryżu Autor zdjęcia: Getty Images

Bogaci samce alfa

Jeff Bezos i Lauren Sánchez pojawili się na paryskim tygodniu mody, zostali głównymi sponsorami tegorocznej Met Gali, a także podsycają plotki o kupnie „Vogue’a”. Mark Zuckerberg zasiadł w pierwszym rzędzie na pokazie Prady w Mediolanie i podobno rozważa współpracę z Miuccią nad projektem smart okularów Mety, które – jak niedawno ujawniły media – niespecjalnie chronią prywatność swoich użytkowników. 

Trudno nie dostrzec ironii w tym, że ludzie kontrolujący ogromne części globalnej gospodarki chcą nagle uchodzić za modowe autorytety, choć częściej niż dobry gust prezentują coś, co komentariat kwituje hasłem – jak w przypadku Sanchez i Bezosa „nowobogacka i ostentacyjnie pyszna tandeta” albo – jak u Zuckerberga – „luksusowa nuda”.

Jeszcze bardziej zaskakujące jest jednak to, że na pokazach zaczęli pojawiać się nie tylko miliarderzy, lecz także bohaterowie internetowych subkultur związanych z hipermęskością. Bryan Johnson najsłynniejszy na świecie biohacker, który wydaje miliony na to, by nie umrzeć, przeszedł po wybiegu podczas prezentacji kolekcji Matières Fécales w Paryżu. Sam pokaz zatytułowano „Jeden procent”. Trudno było nie odczytać tego jako mniej lub bardziej satyryczny komunikat, że projektanci i ich marki obsługują dziś przede wszystkim garstkę najzamożniejszej części populacji, która nie tylko zagarnia globalny kapitał, lecz także – jak sugerowałyby choćby noszone przez modeli zafarbowane na czerwono rękawiczki – ma symboliczną krew na rękach.

Bryan Johnson debiutuje jako model w pokazie Matières Fécales

Bryan Johnson podczas pokazu Matières Fécales Autor zdjęcia: Getty Images

Podobne emocje wzbudził udział Bradena Petersa – internetowego looksmaxxera znanego jako Clavicular. To influencer, którego możecie kojarzyć ekstremalnej obsesji na punkcie wyglądu i męskiej atrakcyjności. Peters przeszedł po wybiegu podczas pokazu Eleny Velez w Nowym Jorku, reprezentując kulturę internetowej manosfery, w której ciało, status i dominacja są elementami projektu tożsamości, osiąganymi za sprawą m.in. mikrodawkowania metaamfetaminy czy inwazyjnej chirurgii plastycznej, a także kapitału. Truizmem, ale wartym powtórzenia, będzie tu podkreśleniem, że według raportu Oxfamu 22 najbogatsi mężczyźni mają majątek większy niż wszystkie kobiety w Afryce.

Obecność takich postaci w modzie, gdzie obecna przez dekady estetyczna subtelność i często queerowa wrażliwość projektantów coraz częściej styka się z kulturą topornego maskulinizmu, może zaskakiwać. Obsesje są tu jednak niemal tożsame: kontrola nad ciałem, mniej lub bardziej symboliczna nieśmiertelność, supremacja, kreacja określonego typu sylwetek i kanonów piękna. W tym sensie biohacker czy looksmaxxer optymalizujący swoje zdrowie lub wygląd przypominają projektantów mody – tyle że zamiast kolekcji projektują własne ciało i jego możliwości.

Brade Peters znany jako Clavicular na wybiegu w pokazie Eleny Velez

Brade Peters znany jako Clavicular na wybiegu w pokazie Eleny Velez Autor zdjęcia: Getty Images

Wyjście z cienia?

We wszystkich powyższych przypadkach trudno jednak zdecydować, co tak naprawdę oglądamy: ironiczną prowokację czy jednak wizję nowej rzeczywistości, w której podkręcona alfa samczość i ekonomiczna hegemonia chcą przeżywać swój renesans albo – jak kto woli – przerażającą permutację.

To nie tak, że chcąca uchodzić za progresywną wysoka moda nigdy nie szła w parze z bogaczami i toksyczną męskością, uwikłanymi w dodatku niedemokratycznie brudną politykę. Przeciwnie – robiła to często, sama przekraczając granice etyki, ale chyba nigdy wcześniej miliarderzy i samce alfa tak bardzo nie zabiegali o widoczność na pokazach. Albo nie robili tego w czasach, gdy miliony osób mogły to na bieżąco komentować, a globalna niechęć wobec technologicznych oligarchów i elit umoczonych choćby w wymierzone zwłaszcza przeciwko kobietom i dzieciom przestępstwa Jeffreya Epsteina osiągają rekordowy poziom. 

Jeśli dodamy do tego jawne połączenia między wielkim biznesem a władzą polityczną (w USA widzianą szczególnie z uwagi protrumpowskie postawy gigantów technologicznych i maskulinizm ruchu Make America Great Again), dystopijne wizje wykorzystania sztucznej inteligencji oraz coraz ostrzejsze podziały społeczne, zrozumiemy, dlaczego obecność technologicznych power couples czy milionera walczącego o nieśmiertelność wzbudzają tak duży publiczny opór.

Mniej oczywiste pozostaje jednak to, dlaczego postacie takie jak Bezos czy Zuckerberg tak bardzo zabiegają dziś o obecność w świecie mody. Jeszcze kilka lat temu krezusi woleli raczej ukrywać się w bezpiecznych enklawach prywatności – zwłaszcza gdy pozostaje 99 proc. ludzkości było im mało przychylne. Dlaczego więc dziś tak chętnie wychodzą na światło reflektorów?

Ogrzewając się w blasku mody

To nie przypadek. Luksusowa moda stoi dziś przed podobnymi wyzwaniami jak wiele innych sektorów. Sztuczna inteligencja, nowe technologie i zmieniające się modele konsumpcji przekształcają sposób produkcji, sprzedaży i komunikacji. Dla domów mody współpraca z technologicznymi gigantami może oznaczać dostęp do przyszłości – nowych platform, urządzeń czy sposobów prezentowania ubrań. Ale technologia to tylko część historii. Równie ważna jest symbolika. W epoce mediów społecznościowych pieniądze przestały wystarczać do budowania reputacji. Miliarderzy mają władzę gospodarczą i polityczną, ale niekoniecznie – sympatię tłumów.

Moda – ze swoim glamourem, aurą kreatywności i kulturowym prestiżem – oferuje coś, czego nie da się łatwo kupić: symboliczną legitymizację. Dlatego jest dla miliarderów tak kusząca. To jedna z niewielu przestrzeni kultury, w której bogactwo wciąż bywa przedstawiane jako coś aspiracyjnego, a nawet romantyzowanego. Na wybiegu luksus przestaje być problemem moralnym czy społecznym – staje się punktem wyjścia i jedną z najbardziej akceptowanych form artystycznej ekspresji. Jako przestrzeń różnorodności i (czasem dyskusyjnej, ale jednak) inkluzywności pozwala ogrzać się w swoim blasku miliarderom czy idolom manosfery oskarżanym o wzmacnianie polaryzacji i dyskryminację nieuprzywilejowanych grup.

Jednocześnie te dwa światy nigdy nie były w pełni symetryczne. Moda potrzebuje kapitału, ale kapitał niekoniecznie potrzebuje gustu. Gdy więc miliarderzy próbują stać się częścią kreatywnej elity, napięcie jest nieuniknione. Projektanci i artyści funkcjonują w logice symboli i idei, podczas gdy technofeudałowie wchodzą do tej przestrzeni z logiką władzy i rynku. Dlatego reakcje publiczności są tak ambiwalentne. Z jednej strony branża modowa korzysta z pieniędzy i technologii wielkich firm. Z drugiej – trudno nie dostrzec ironii w tym, że ludzie kontrolujący ogromne części globalnej gospodarki chcą nagle uchodzić za ikony stylu. 

Możliwe więc, że obecność miliarderów na tygodniach mody nie jest ani kaprysem, ani krótkotrwałym eksperymentem PR-owym, lecz znakiem czasu. W świecie, w którym władza ekonomiczna osiągnęła niespotykaną skalę, jej właściciele próbują zdobyć jeszcze jedną rzecz: kulturowe uznanie. A moda – jak zawsze – pozostaje idealnym miejscem, by sprawdzić, czy pieniądze naprawdę mogą kupić wszystko. Nawet bycie cool.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

1920x1080_skarpety

Nosić czy nie nosić? Letni spór o skarpetki

Jeszcze kilka lat temu odpowiedź wydawała się oczywista: lato oznacza kostkę na wierzchu. Dziś moda przestała być tak jednoznaczna. Jedni nadal nie wyobrażają sobie mokasynów ze skarpetkami, inni świadomie eksponują skarpetki – tenisowe, w kolorowe prążki czy w nieoczekiwanych kolorach. Paradoksalnie największym trendem tego sezonu nie jest ani noszenie skarpet, ani ich brak – tylko świadomy wybór.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Zalando_ClubKitCulture_ImageCred.AntonioThiery_5

Footballcore okiem Zalando. Latem 2026 koszulka piłkarska wyszła poza stadiony

Nie trzeba znać składu Realu Madryt, pamiętać, kto zdobył Złotą Piłkę ani zarywać nocy na finał Ligi Mistrzów, żeby nosić piłkarską koszulkę. Latem 2026 trafiła ona do szaf osób, które z futbolem nie mają wiele wspólnego. Zalando przygląda się temu, jak jeden z najbardziej charakterystycznych elementów stadionowej garderoby na dobre zadomowił się na ulicach europejskich miast.

Marki, które wygrały mundial, choć nie grały na boisku

Marki, które wygrały mundial, choć nie grały na boisku

Obecność w rozmowie o mundialu nie musi już wynikać z logotypu na stadionie. Równie skutecznie można ją zbudować poprzez kulturę, modę i media społecznościowe.

1920x1080_bad_bunny

Unisex to przyszłość? Nawet Bad Bunny wie, że płeć w modzie jest umowna

Uniwersalna lub neutralna płciowo moda to żadna rewolucyjna pieśń przyszłości. Nie trzeba tworzyć specjalnej niebinarnej kolekcji, by ubrania przestały należeć do konkretnej kategorii. Cicha praktyka codzienności pokazuje, że mężczyźni od lat kupują w damskich działach, kobiety wybierają fasony z metką „for men” i – uwaga – nikt przy kasie tego nie sprawdza.

Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu

Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu

Erling Haaland od dawna udowadnia, że moda jest dla niego czymś więcej niż dodatkiem do kariery piłkarskiej. Po debiucie na pokazie Dolce & Gabbana Alta Sartoria zastanawiam się, które luksusowe domy mody najlepiej pasowałyby do jego odważnego stylu. Oto pięć marek, z którymi norweski napastnik mógłby stworzyć wyjątkowy modowy duet.

Bad Bunny

Ekskluzywnie: Stylistka trasy Bad Bunny’ego o modowych kulisach koncertów

Zastanawialiście się, jak wygląda stylizowanie artystów podczas światowej trasy Bad Bunny’ego? Mamy odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

Bad Bunny The Odderside

Bad Bunny i The Odder Side – jak doszło do współpracy? Rozmawiamy z właścicielkami

Cała Polska żyje wtorkowym koncertem Bad Bunny’ego. Portorykański artysta dał wybitne show na PGE Narodowym – nie brakowało rodzimych akcentów.

Bad Bunny założył szorty polskiej marki na koncert w Warszawie

Bad Bunny założył szorty polskiej marki. Błyskawiczny sold out w sklepie!

Jak się okazuje, Bad Bunny wyprzedaje nie tylko stadiony, lecz także szorty polskiej marki, w których wystąpił na koncercie w Warszawie.