Uderz w szczękę, a dziewczyny się odezwą? Prześwietlamy looksmaxxing
PARTNERZY SERWISU

Uroda
Uderz w szczękę, a dziewczyny się odezwą? Prześwietlamy looksmaxxing
„Czy jedyne wyjście z przegrywu to looksmaxxing?” – pyta jeden użytkowników Wykopu o trend, który jedni specjaliści nazywają niebezpiecznym, inni ochoczo monetyzują, a wielu mężczyzn postrzega jako drogę do sukcesu mierzonego idealnym wyglądem osiąganym np. za sprawą… uderzania się po twarzy młotkiem.
Udostępnij
Pod hasłem „looksmaxxing” kryją się tylko z pozoru niewinne sposoby na udoskonalenie wyglądu Autor zdjęcia: Getty Images/Klaudia Adamek
Obsesja piękna – jak pisała Renee Engeln, autorka książki pod takim tytułem – sprawia, że kobiety „same dla siebie są najgorsze, wypominają sobie nawzajem albo zmarszczki, albo botoks, nadwagę i niedowagę” oraz masę innych coraz bardziej absurdalnych „defektów”. Na tych ostatnich kapitalizm coraz kreatywniej zarabia krocie mimo wielu groźnych konsekwencji zdrowotnych.
Choć długo presję na wygląd dopasowany do kanonów piękna kultura i biznes nakładały na kobiety (przy jednoczesnym oskarżaniu je o próżność), okazuje się, że mężczyźni także nie są wolni od kompleksów, które potrafią dosłownie rujnować im życia i na których twórcy internetowi budują, nie bacząc na koszty społeczne, swoje kariery. Wszystko to zostało opatrzone ultrapopularnym hashtagiem #looksmaxxing, pod którym kryją się tylko z pozoru niewinne sposoby na udoskonalenie aparycji.
Incelskie korzenie
Wydaje się przecież, że troska o sylwetkę, dietę czy rutynę pielęgnacyjną, by zwiększyć zarówno pewność siebie, jak i swoją wartość na rynku matrymonialnym, nie powinna skrywać mrocznych stron. Niestety, w świecie manosfery, która już dekadę temu wynalazła looksmaxxing jako odpowiedź na romantyczno-seksualne niepowodzenia i niedowartościowanie facetów, coś, co wydaje się zwykłym dbaniem o siebie, urosło do rangi ideologii.
Jej korzenie sięgają internetowych społeczności skupionych wokół inceli – z angielskiego involuntary celibates, czyli „mimowolnych celibatariuszy”, nazywanych w polskim internecie także „przegrywami”. W tych środowiskach powstała specyficzna wizja świata randek, w której atrakcyjność fizyczna jest niemal całkowicie zdeterminowana przez genetykę. To właśnie zestaw cech, z którymi rodzą się mężczyźni i na które niekoniecznie mogą łatwo wpływać, ma decydować potem o ich pozycji w hierarchii społecznej. A tę buduje się powodzeniem u kobiet.
Zwolennicy tak uproszczonej narracji, która w dużej mierze opiera się na kontrowersyjnej, często nazywanej pseudonauką, psychologii ewolucyjnej, uważają również, że kobiety kierują się tzw. hipergamią – czyli skłonnością do wybierania partnerów o wyższym statusie społecznym i większej atrakcyjności. W wyniku takiej interpretacji randkowych realiów mężczyźni o wyglądzie przeciętnym lub odstającym od kanonów dość precyzyjnie określonych (co do milimetra szerokości szczęki) w incelosferze mieliby z góry przegrywać konkurencję o partnerki. Część osób reaguje skrajnym pesymizmem i rezygnacją, ale są też tacy, którzy twierdzą, że ich problemy da się rozwiązać właśnie dzięki looksmaxxingowi.
Oblicza maksymalizacji
Zamiast kazać godzić się panom ze swoim rzekomo fatalnym genetycznym losem, looksmaxxing zachęca do podejmowania prób zmiany swojej fizjonomii. Spektrum praktyk „naprawczych” jest dosyć szerokie, ponieważ może zakładać zarówno regularne ćwiczenia na siłowni (tzw. gymmaxxing), podkręcenie stylizacji, wybór fryzury albo zarostu odpowiednio podkreślających rysy twarzy, jak i bardziej inwazyjne ingerencje w ciało.
W społecznościach internetowych funkcjonuje nawet rozróżnienie między tzw. softmaxxingiem, obejmującym łagodniejsze metody – jak pielęgnacja skóry, odpowiednia dieta czy wspomniane już korzystniejsze strzyżenie – a hardmaxxingiem, który wiąże się z inwestycją w środki farmakologiczne, zastrzyki, wlewy witaminowe, biohacking czy zabiegi medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej – od przeszczepów włosów, przez wydłużanie kończyn (i w efekcie wzrostu), aż po wszczepianie implantów nadających szczęce kwadratowy kształt. Niestety – jak piszą Aleksandra Herzyk i Patrycja Wieczorkiewicz, autorki książki „Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności” – na wizyty u specjalistów mogą sobie pozwolić nieliczni.
„Z tego powodu wynajdowane są chałupnicze sposoby looksmaxxingu, z których najbardziej inwazyjnym jest bonesmashing. Niektórzy bywalcy incelosfery doszli do wniosku, że regularne uderzanie się po twarzy ciężkim obiektem (np. młotkiem) przez odpowiednio długi czas może skutkować pojawieniem się struktur kostnych, takich jak kwadratowa szczęka, wyraźniejsze kości policzkowe albo wystający, mocno zarysowany łuk brwiowy” – wskazują Herzyk i Wieczorkiewicz, które przez kilka lat badały fora incelskie w Polsce.
W sieci można znaleźć także mniej drastyczne – choć niekoniecznie bardziej sensowne – pomysły na „optymalizowanie” wyglądu. Popularnością w sieci cieszy się choćby tzw. mewing, czyli trzymanie języka przy podniebieniu w nadziei, że z czasem poprawi to linię żuchwy. Skuteczność tej metody jest co najmniej wątpliwa. Podobnie jak w przypadku wielu innych trików krążących po TikToku czy YouTubie jej popularność opiera się raczej na anegdotach i wiralowych filmach niż na dowodach naukowych.
Twórcy internetowi chętnie testują też kolejne gadżety i rytuały obiecujące „lepszą twarz”. Influencerzy związani z trendem polecają np. tzw. nasal strips – paski rozszerzające nos, które mają ułatwiać oddychanie w nocy i zapobiegać oddychaniu przez usta. Według zwolenników tej metody nocne oddychanie buzią ma prowadzić do cofania się szczęki. Niektórzy idą krok dalej i zaklejają usta taśmą na czas snu, by wymusić oddychanie nosem i w ten sposób zmieniać kształt twarzy.
Metamfetamina i wydłużanie kończyn
Równolegle funkcjonuje cała scena influencerów, którzy budują wokół looksmaxxingu własne marki. Choć wielu stara się promować umiarkowane podejście, największy rozgłos zdobywają fanatyczni zwolennicy spektakularnej przemiany, którą osiągają w bardzo ryzykowny dla zdrowia i życia sposób. Jednym z nich jest influencer znany jako Clavicular, którego działalność bywa przywoływana jako przykład skrajnego oblicza tej subkultury. Twórca otwarcie opowiada o eksperymentach z farmakologią, chwali się mikrodawkowaniem metamfetaminy, by utrzymać szczupłą sylwetkę, promuje „rozbijanie kości” twarzy i przekonuje, że wstrzykiwanie różnych substancji może „rozpuścić” tłuszcz w policzkach.
Sam planuje kolejne ingerencje chirurgiczne – od korekty nosa po operacje podwójnego podbródka – a nawet rozważa zabieg wydłużania kończyn, który miałby dodać mu jeszcze kilka centymetrów wzrostu, choć mierzy niemal dwa metry. Tego typu treści są szeroko krytykowane przez lekarzy i specjalistów od zdrowia psychicznego jako potencjalnie niebezpieczne zwłaszcza dla najmłodszych użytkowników sieci. Takich, którzy – choć jeszcze się rozwijają – już słyszą, że ich ciało jest niewystarczające. To prowadzi m.in. do zaburzeń odżywiania i własnego obrazu ciała, sięgania po groźne dla zdrowia substancje (hormony, stymulanty, sterydy) i ich tanie, jeszcze bardziej szkodliwe zamienniki.
U dorosłych mężczyzn looksmaxxing bardzo często zmienia się w obsesję, która zdaje się mijać z początkowo obranym celem. Tym ostatnim staje się sama optymalizacja, która się nie kończy ani wcale nie oznacza nawiązywania relacji z kobietami, lecz prowadzi do… ciągłego oceniania siebie i innych mężczyzn.
Chad albo przegryw
Looksmaxxerzy chętnie posługują się przy tym rozbudowaną, rzekomo „obiektywną” klasyfikacją atrakcyjności znaną jako skala PSL. Jej nazwa pochodzi od trzech dawnych forów incelskich – PUAHate, SlutHate i Lookism – na których powstała.
W ośmiostopniowej skali mężczyźni dzieleni są na trzy główne kategorie: „podludzi”, „normików” (z dodatkowymi poziomami: niskim, średnim i wysokim) oraz „chadów”, wśród których wyróżnia się jeszcze chadlitów, chadów i tzw. giga-chadów. W praktyce większość mężczyzn może – według tej logiki – liczyć najwyżej na status „wysokiego normika”. Jedynie nieliczni, oceniani powyżej 7,75 punktu, trafiają do niemal mitycznej kategorii „prawdziwych Adamów” – postaci porównywanych do antycznych i religijnych ideałów piękna, takich jak Adonis czy Apollo albo aniołowie. Skojarzenia z sekciarsko-mistycznym charakterem tych praktyk są tu jak najbardziej uzasadnione i przez to tak niepokojące.
Gdy w dodatku zestawi się je z frustracją odczuwaną wobec kobiet rzekomo kierujących się wyłącznie wyglądem i rzekomo gwarantowaną przez nią zasobnością portfela, powstaje zamknięty krąg wzajemnych pretensji i uprzedzeń, a także wejście w grę, której tak bardzo się nienawidzi. W tej wizji świata relacje międzyludzkie przypominają raczej transakcje na rynku, na którym liczy się zestaw „parametrów”, a nie osobowość, wspólne doświadczenia czy zwykła sympatia.
Nic więc dziwnego, że część badaczy opisuje looksmaxxing jako element szerszej kultury internetowej, w której poczucie porażki próbuje się racjonalizować pseudonaukowymi teoriami o biologii i hierarchiach atrakcyjności, ignorując realne nierówności społeczne i klasowe, ich źródła, a także niemożliwe do spełnienia wymagania wobec każdej z płci czy kapitalistyczne uwikłanie w kompleksy.
Psychologowie zwracają uwagę, że taki sposób postrzegania siebie sprzyja chronicznemu niezadowoleniu z własnego wyglądu. Paradoksalnie trend, który miał pomóc mężczyznom odzyskać pewność siebie, często przynosi odwrotny efekt – podkopuje ją jeszcze bardziej i pogłębia poczucie izolacji oraz desperacji, zwłaszcza gdy internetowe metody nie działają albo gdy – mimo ich skuteczności – ciągle pojawia się kolejna rzecz do „poprawienia”.
Więcej w tym temacie:
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Uroda
Golenie na poziomie premium. Dlaczego PHILIPS i9000 Prestige Ultra wyznacza nowy standard?
Są produkty, których przewagę widać na pierwszy rzut oka, szczególnie gdy porównuje się je ze zwykłymi rozwiązaniami. Tak jest z PHILIPS i9000 Prestige Ultra, flagową golarką elektryczną marki Philips, która została zaprojektowana z myślą o maksymalnej precyzji, komforcie i nowoczesnej technologii.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Uroda
Dlaczego coraz więcej mężczyzn upraszcza codzienną pielęgnację?
Jeszcze kilka lat temu męska łazienka wyglądała podobnie niemal w każdym domu. Osobny trymer do brody, maszynka do włosów, urządzenie do pielęgnacji ciała, niewielki trymer do nosa, a czasem jeszcze kolejny sprzęt do precyzyjnego wykańczania zarostu. Każdy miał swoje zadanie, zajmował miejsce i wymagał osobnego ładowania.
Uroda
Man bun, czyli fryzura na Erlinga Haalanda. Męski kok powróci po latach?
Od prostej decyzji na przekór o zapuszczeniu włosów fryzura Erlinga Haalanda przerodziła się w jedną z najbardziej charakterystycznych fryzur współczesnego futbolu.
Uroda
Gen Z „puszy Edgara”. Jak memiczna fryzura męska stała się jedną z popularniejszych?
Edgar cut tał się jedną z najpopularniejszych męskich fryzur w mediach społecznościowych. Internet zrobił z niej mema, co tylko zwiększyło jej popularność wśród mężczyzn z Generacji Z. Na czym polega jej fenomen?
Uroda
Only for men. Kremy nawilżające dla mężczyzn, które gaszą pragnienie skóry
Wybraliśmy najlepsze nawilżacze męskiej skóry – z różnych półek cenowych i na każdą kieszeń.
Uroda
Tak koreańskie kosmetyki podbiły świat. Na czym polega fenomen K-beauty?
Rynek wart miliardy dolarów i filozofia, która zamiast maskować niedoskonałości, uczy, jak im zapobiegać. Koreańskie kosmetyki stały się jednym z większych sukcesów eksportowych Korei Południowej i zmieniły sposób, w jaki myślimy o pielęgnacji skóry. Na czym polega ich fenomen?
Uroda
Masz świetne klapki, tylko stopy wszystko psują. Męski pedicure to letni dress code
Co obnażają klapki i japonki latem? Wystarczy przejechać się tramwajem, żeby zrozumieć. Męski pedicure i pielęgnacja stóp powinny być tak samo oczywiste jak krem z filtrem na wakacjach.
Uroda
Middle part czy side part? Porównujemy ponadczasowe męskie fryzury z przedziałkiem
Dwie fryzury, jeden detal i zupełnie inny efekt. Middle part oraz side part pozostają klasykami męskiego fryzjerstwa, choć każda z nich buduje zupełnie inny wizerunek, o czym decyduje przedziałek.