PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Trzy biurka Borisa Kudlički
Jest wybitnym scenografem, uznanym architektem, a od niedawna dyrektorem Teatru Wielkiego Opery Narodowej. By pogodzić tyle ról, potrzeba więcej niż jednego biurka. Jak mieszka i pracuje Boris Kudlička?
Udostępnij

Boris Kudlička stale jest w ruchu, między domem, teatrem i pracownią architektoniczną. Wszędzie otacza go sztuka. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Gdy ogłoszono, że zostanie nowym dyrektorem Teatru Wielkiego Opery Narodowej, przy pierwszej okazji zadałam mu pytanie: co dalej z pracownią architektoniczną? Boris Kudlička odpowiedział bez wahania: „Nic się nie zmienia, pracujemy dalej”. Rzeczywiście, sprawdziliśmy. Nowy dyrektor urzęduje na zmianę przy trzech biurkach w różnych miejscach Warszawy: w domu na Żoliborzu, pracowni architektonicznej na Rynku Starego Miasta i w siedzibie opery.
Boris Kudlička to pochodzący ze Słowacji światowej sławy scenograf, od 1995 roku związany z Teatrem Wielkim Operą Narodową. Tworzył scenografie dla największych scen operowych na świecie, m.in. w Nowym Jorku, Londynie, Berlinie czy Tokio. Jakby tego było mało, jest właścicielem pracowni architektonicznej Boris Kudlička with Partners.
GQ chciał poznać go przede wszystkim od nieformalnej, domowej strony.
Wierzymy, że najbliższe otoczenie najwięcej mówi o właścicielu. A gdy do tego jest on architektem i scenografem, można się spodziewać wielu smakowitych anegdot. Nie zawiedliśmy się – to miejsce stworzone przez osobę o bujnej wyobraźni. Położony w malowniczym otoczeniu Żoliborza Oficerskiego budynek nie pochodzi jak większość sąsiednich, przypominających dworki domów z okresu 20-lecia międzywojennego, ale z lat 70.

Tradycyjna japońska rzeźba niedźwiedzia z drewna stoi na blacie w kuchni. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
– Wiedzieliśmy, że ten dom ma potencjał. Mogliśmy zrealizować swój idealny plan. Ułożyć funkcje zgodnie z naszym sposobem życia, rozdzielić strefy dzienną i prywatną, stworzyć miejsce odpoczynku – mówi nasz bohater.
Nie każdy pewnie równie optymistycznie podszedłby do ciasnych pomieszczeń usytuowanych na półpiętrach. Boris Kudlička otworzył je tam, gdzie mógł, i zabudował dawny taras szklaną ścianą. Nie robił rewolucji – zamiast burzyć, podkreślił to, co najbardziej charakterystyczne. Było to kilka lat temu, dopiero dzisiaj takie podejście do istniejących budynków uważa się za najbardziej zrównoważone, proekologiczne. W efekcie zachowano podbitki sufitu z egzotycznego drewna, które z czasem zyskały status elementów vintage. Podobnie jak łuki w korytarzach, choć nie ma już drzwi, które dawniej okalały. Zostały rzeźbiarsko wydobyte z tła, a dawny zewnętrzny kominek pokryty modnym znów tynkiem barankiem, znalazł się w salonie. – To ślady pamięci o tym budynku. Nie lubię, gdy się zupełnie wymazuje historię miejsca – mówi gospodarz.

Jak w Hollywood. W przyziemiu Boris Kudlička stworzył salę kinową w starym stylu. Doskonałą akustykę zapewniają mięsiste zasłony. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Ręka scenografa
Niezależnie od tego, z którego punktu się popatrzy, wnętrze układa się w kolejne starannie zakomponowane plany odmierzane światłem, bryłami mebli i obrazami na ścianach. Czuje się tu rękę scenografa. Ale gdy pytam gospodarza, kim przede wszystkim jest w tym domu – architektem, scenografem czy dyrektorem, odpowiada z ciepłym błyskiem w oczach: partnerem trzech kobiet, żony Aleksandry i dwóch córek, Mileny i Heleny. Po 30 latach mieszkania w Polsce z języka słowackiego w jego akcencie pozostała melodia, tak jakby mówiąc, zawsze się uśmiechał.
Dom pierwotnie należał do Jerzego Kawalerowicza, reżysera „Faraona”, i Lucyny Winnickiej, aktorki i dziennikarki. Na ścianie w jadalni wisi oprawiony w ramę egzemplarz powieści Prusa z odręcznymi notatkami ojca poprzedniego właściciela, Edwarda Kawalerowicza, na marginesach. – Zapytałem spadkobierców, czy mógłbym go kupić. Chcieliśmy zachować coś z ducha tego miejsca – mówi. Wszystkie przedmioty i dzieła sztuki opowiadają tu historię. Nad starą maszyną do pisania i licznymi nagrodami za scenografię do spektakli wystawianych na całym świecie wisi grafika Ľudovíta Fulli, rodaka, z którym gospodarz dzieli nie tylko miasto urodzenia, Ružomberok, lecz także zawód scenografa.
Nad stołem w jadalni wisi zdjęcie foyer Metropolitan Opera. – Nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś będę nawiązywał relacje z Metropolitan Opera w zupełnie innej roli. Zrobiłem to zdjęcie podczas prób „Sinobrodego” Bartóka. To taki moment, gdy architektura czeka na widzów, chwila spokoju. Potem zrobiłem całą serię podobnych zdjęć w operach w Pradze, Londynie, w Covent Garden, Wiedniu. Często fotografowałem też widownię, kiedy jest pusta, zanim widzowie wejdą – wspomina. Na wypolerowanej francuskiej komodzie z lat 60. wyszperanej na targu w Broniszach usadowiły się antylopy z Burkina Faso, przywiezione z podróży do Afryki z Omeną Mensah. Boris Kudlička zachwyca się rytmicznym, geometrycznym wzorem. – To są moje ulubione przedmioty i jak widać, bardzo lubię ten eklektyzm.

Pamiątki bez patosu. Nad stolikiem ze statuetkami nagród wisi grafika Ľudovíta Fulli, Paryż 1958. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Gra w czasie
Remont robili w ekspresowym tempie. W dziewięć miesięcy uwinęli się z wszystkim, łącznie z wymianą okien i dachu. Wnętrze nie jest wysokie, tylko w części wypoczynkowej otwiera się na półtorej kondygnacji, ale dzięki temu ma przytulną skalę. Mieszkańcy wędrują po nim, znajdując zakątki dla siebie. Przy małym stoliku z widokiem na ogród na turkusowych fotelikach piją poranną kawę, przenoszą tam czasem śniadanie. – Lubię wcześniej wstać, ułożyć sobie plan. I teatr, i architektura to połączenie przeciwności – możliwość latania, a równocześnie matematyka przyziemnych kroków, z jednej strony zapis w partyturze, z drugiej strony improwizacja.

Biurko w sypialni służy do pracy koncepcyjnej, stąd szkicowniki na blacie i podręczna biblioteczka. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Czy trudno było projektować dla siebie? Zaprzecza. Nie lubi projektów dopiętych na ostatni guzik. – Dobrze ułożyć pewne zasady, funkcje, wykończenia ścian. A później piękna jest gra w czasie z obiektami, które można wypróbować, podmienić. Gdybym projektował ten dom dla kogoś, nigdy bym go tak nie zakomponował, ale mi się podoba ta jego nieprzewidywalność. Często wymieniamy obrazy, elementy oświetlenia, dom żyje. To otwarty proces.
Zazwyczaj gospodarze siedzą przy dużym stole, blisko kuchni. Bardzo dużo się tu gotuje. Na blacie wyspy stoi stara japońska rzeźba niedźwiedzia, pasuje tu. Poza kuchnią otwartą jest też druga, nieduża, zamknięta, co znakomicie ułatwia organizację i utrzymanie porządku.
Zwracam uwagę na wspaniale oświetlone dzieła sztuki i unikatowe obiekty świetlne.
– Światło jest dla mnie bardzo ważne – mówi z prawdziwym zapałem gospodarz. – Ciągle robię eksperymenty, dużo testuję. Sam kleję pewne elementy, żeby uzyskać światło kierunkowe. Dzisiaj walczyłem z lampą, w której trzeba było coś poprawić.
– Kiedy znajdujesz na to czas? – pytam. – Ja po prostu przy tym odpoczywam – odpowiada. Czy ma w przyziemiu wyposażony warsztat? Oczywiście. We wszelkie możliwe narzędzia. Na tej kondygnacji kryje się więcej funkcji związanych z wypoczynkiem. Jest miejsce do ćwiczeń i pracownia Oli, w której tworzy swoje autorskie meble.

W pracowni Boris Kudlička with Partners przy warszawskim Rynku Starego Miasta pracuje z zespołem, często przy stole wypełnionym próbkami materiałów i detali używanych w projektach wnętrz. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Dom jak latarnia
Prawdziwie widowiskowy efekt powstaje, gdy z otwartej przestrzeni za pomocą aksamitnej zasłony wydziela się strefę kinową. Kupione w pośpiechu do pracowni francuskie sofy to oryginalny mebel, jeszcze z lat 70., z pierwotną tapicerką. Dwie złote figurki antylop są prezentem ślubnym, który dostali 25 lat temu od scenografa Andrzeja Kreütza-Majewskiego, mentora Borisa Kudlički. Ciemno tu, przytulnie. Nawet akustyka zmienia się po zasunięciu tkaniny, która tworzy miękką, falującą ścianę. Widok jest jak z Hollywood. Znowu scenograficzny trik zmienia wielofunkcyjną przestrzeń w miejsce wyciszenia. W drodze powrotnej na górę znajdujemy jeszcze zdjęcie młodego Borisa przy samochodzie – to sesja wykonana na aukcję. Zapytany wtedy, kim chciałby być, przyszły dyrektor teatru wyobraził sobie siebie w warsztacie samochodowym.
Niewątpliwie jest człowiekiem czynu. Gdy podczas śniadania prasowego podsumował to, co już zrobił i co planuje w Teatrze Wielkim Operze Narodowej, eksperci z branży byli pod wrażeniem jego rozmachu. Jeśli mu się uda, dostosuje instytucję, której kamień węgielny położono 200 lat temu, do współczesnych oczekiwań. – Myślę, że złapaliśmy rytm, logikę, także logistyczną. Widzę w tym głęboki sens. To jest najważniejsze, wtedy ma się siłę. Łapię te wszystkie wątki, supełki, rozplątuję, gdy trzeba przecinam.

Gabinet dyrektora Teatru Wielkiego Opery Narodowej to złociste odcienie drewna, sztuka na ścianach i widok na odbudowany ratusz. To tu powstają plany na przyszłość 200-letniej instytucji. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Czym w tym kontekście staje się dom? Spotykamy się, gdy Kudlička spędza w domu pierwszy od pięciu tygodni weekend. Łapie momenty, nawet tak krótkie jak 15 minut z poranną kawą. Spotkanie, rozmowa. – To wektor – mówi – to jest dla mnie latarnia, mogę wyjeżdżać, ale muszę wiedzieć, że ten dom tu jest.
Przyglądam się miejscom, w których gospodarz pracuje w domu – najczęściej przy dużym stole jadalnym albo przy niewielkim biurku w sypialni. Przed każdym nowym projektem musi posprzątać biurko. – Układam w notesach wszystkie potrzebne elementy, wszystkie drobiazgi, tusze w piórach są posprawdzane – mówi. – Przygotowuję warsztat, bo w momencie, kiedy ruszam, chcę mieć pełną wolność. Nic nie przeszkadza, nie ma warstw innych skojarzeń ani innych projektów, które mogłyby obciążać głowę.
Dziwię się, że w przeciwieństwie do wielu architektów, Kudlička nie potrzebuje dużej płaszczyzny biurka. – Przede wszystkim pracuję z ludźmi. W kreacji najciekawsza jest rozmowa. Nie siedzę sam, tylko tworzymy razem.
To dlatego w pracowni architektonicznej jego miejscem pracy częściej niż biurko jest stół spotkań i pokój, w którym znajdują się katalogi próbek materiałów. Tak samo jest w teatrze, gdzie przy stole zapadają decyzje, dzięki którym toczą się procesy twórcze.
Chodząc po domu, krążymy wokół podwójnego kominka w salonie. Kiedyś z jednej strony był dostępny od zewnętrznego tarasu, z drugiej od środka. Teraz obie strony nie są używane, ale organizują przestrzeń. – Właśnie o tym rozmawialiśmy z Aleksandrą, jakby to na nowo ułożyć. Byliśmy nawet na Broniszach, znowu znalazłem ładny mebel. Może wyrzucimy wszystko i urządzimy inaczej?
Borisa Kudlički na żywo będzie można posłuchać na Impact'26 , który odbędzie się 13-14 maja w Poznaniu.
Artykuł oryginalnie ukazał się w pierwszym numerze GQ Poland.

Zmiana jest stałą. Boris Kudlička jest miłośnikiem majsterkowania. W domu prowadzi nieustające eksperymenty z aranżacją i oświetleniem. Autor zdjęcia: Robert Ceranowicz
Więcej w tym temacie:
- Żałoba po świecie, który jeszcze istnieje. O spektaklu Tiago Rodriguesa
- Jedno urządzenie dające komfort cały rok
- Teatr Słowackiego odzyskuje blask. Zakończyła się wielka modernizacja krakowskiej perły
- Architekt Wnętrz 2026: kreatywność bez chaosu, więcej biznesu, neuronauki i narzędzi AI
- Kupujesz apartament, dostajesz coś więcej niż adres. Jak Archicom Collection zmienia reguły luksusu
- Tak wyglądała sesja tancerzy Teatru Wielkiego Opery Narodowej w GQ Poland!
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.