Piękno jako absolut. Tak zapamiętamy spuściznę Valentino
PARTNERZY SERWISU

Sylwetki
Piękno jako absolut. Tak zapamiętamy spuściznę Valentino
Jak współpracę z włoskim mistrzem haute couture wspomina Anja Rubik? Jak estetykę projektanta definiuje Karla Gruszecka? Co w jego twórczości inspiruje Tomasza Ossolińskiego, a co zachwyca Edwarda Kanareckiego? Polscy eksperci i ikony mody wspominają Valentino Garavaniego.
Udostępnij
Valentino Caravani podczas swojego ostatniego pokazu mody. Autor zdjęcia: Michel Dufour/WireImage/Getty Images
Czerwona, ultra kobieca sukienka – to najczęstsze i najbardziej oczywiste skojarzenie z marką stworzoną przez Valentino Garavaniego. Ale byłoby wielkim i niesprawiedliwym uproszczeniem twierdzić, że właśnie do niej sprowadza się jego twórczość. Śmierć projektanta poruszyła cały świat – nie tylko ten spod znaku high fashion.
„Valentino Garavani zmarł dziś w swojej rzymskiej rezydencji, otoczony bliskimi” – poinformowała w poniedziałek 20 stycznia jego fundacja za pośrednictwem Instagrama. „(…) był nie tylko nieustannym przewodnikiem i inspiracją dla nas wszystkich, lecz także prawdziwym źródłem światła, kreatywności i wizji” – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Niepodrabialna klasa
Choć od blisko 20 lat pozostawał na zawodowej emeryturze, Valentino nigdy nie zniknął z branży ani salonów. Bywał na pokazach, śledził rozwój swojego domu mody, pojawiał się na wielkich wydarzeniach świata sztuki i mody – zawsze nienagannie ubrany, ze swoją charakterystyczną opalenizną i aurą glamouru w dawnym, klasycznym stylu. Był żywym symbolem epoki, w której luksus nie potrzebował ironii, a elegancja była oczywistością, nie deklaracją.
Urodzony w 1932 roku w Vogherze, niedaleko Mediolanu, Valentino od najmłodszych lat wykazywał niezwykłą wrażliwość estetyczną. Fascynowały go opera (zwłaszcza „Carmen”), kino i teatralność. Te doświadczenia przełożył później na swój charakterystyczny język mody.
Kształcił się w Paryżu, terminując u największych mistrzów haute couture, m.in. Christiana Diora i Guya Laroche’a. W 1959 roku założył własny dom mody w Rzymie, a już kilka lat później stał się jednym z najważniejszych projektantów swojego pokolenia.
Międzynarodową sławę przyniosły mu wczesne lata 60. Wtedy jego kreacje nosiły ówczesne ikony stylu, jak Sophia Loren, Elizabeth Taylor i Jackie Kennedy. Ta ostatnia przez lata pozostała jedną z jego najwierniejszych klientek i muz.
– Ubierał je tak, by czuły się piękne, silne i wyjątkowe, bez potrzeby prowokacji. Tworzył projekty po to, by robić wrażenie, ale zawsze z klasą, by celebrować kobiecość, a nie ją redefiniować – zauważa Karla Gruszecka, dyrektorka działu mody w GQ Poland, i podkreśla, że „Valentino traktował kobiety z ogromnym szacunkiem, jego moda nigdy ich nie dominowała, lecz podkreślała”.
Nie tylko Rosso
Estetyka i styl Valentino – jak dodaje stylistka – opiera się na kilku mocnych i rozpoznawalnych dziś przez wszystkich filarach. Mowa o: perfekcyjnym krawiectwie, szlachetnych tkaninach, misternych wykończeniach, ponadczasowej elegancji, głębokim szacunku do kobiecej sylwetki i – rzecz jasna – czerwieni. Valentino Rosso – odcień tak kultowy, że zyskał własny kod w palecie Pantone.
Przez ponad cztery dekady Valentino znajdował się w samym centrum świata mody, ubierając arystokrację, gwiazdy Hollywood i supermodelki, a jednocześnie – wspólnie ze swoim wieloletnim partnerem biznesowym Giancarlo Giammettim – budując globalne imperium luksusu. Gdy w 2007 roku żegnał się z haute couture, zrobił to na własnych zasadach. Zwieńczył karierę pokazem, w którym każda modelka miała na sobie czerwoną suknię. Był to gest symboliczny, niemal operowy – dokładnie taki jak on sam.
Valentino wierzył w coś, co moglibyśmy nazwać absolutem piękna. Był wierny formalnej dyscyplinie. Choć Valentino Garavani zapisał się w historii przede wszystkim jako projektant, który na nowo zdefiniował kobiecą elegancję, miał również bardzo jasno sprecyzowane poglądy na temat mody męskiej. W przeciwieństwie do współczesnych eksperymentów z płynnością i dekonstrukcją wierzył w klasyczny ideał mężczyzny: dobrze skrojony garnitur, doskonałe proporcje i bezwzględną dbałość o detale. Uważał, że prawdziwa elegancja mężczyzny nie polega na modowych manifestach, lecz na dyscyplinie formy, jakości materiału i sposobie noszenia ubrań.
Sam był najlepszym ambasadorem tej filozofii. Zawsze perfekcyjnie ubrany i opalony, co czasem wzbudzało kontrowersje, traktował strój jako część rytuału codzienności i wyraz szacunku – zarówno wobec siebie, jak i innych. Krytykował swobodę, niedbałość i sportowy luz przenikający do męskiej garderoby, twierdząc, że elegancja jest formą kultury, a nie ograniczeniem. Dla Valentino męska moda podobnie jak kobieca miała nie tyle podążać za trendami, ile ucieleśniać pewien ideał: harmonię, klasę i ponadczasowość.
Wspomnienia i spuścizna
Po jego odejściu echa rozchodzą się daleko poza świat wybiegów. Projektanci, modelki, styliści i krytycy mody wspominają dziś Valentino jako jednego z ostatnich twórców, dla których moda była syntezą sztuki, rzemiosła i stylu życia. Zapytaliśmy przedstawicieli świata mody, jak zapamiętają Valentino Garavaniego – i niemal wszyscy mówią o tym samym: o pięknie rozumianym bez kompromisów, o klasie, która nie potrzebowała komentarza, i o epoce, która wraz z nim definitywnie dobiega końca.
Anja Rubik wspomina, że pracowała z Mr. Valentino przez lata, przy licznych pokazach i kampaniach Valentino, zarówno prêt-à-porter, jak i haute couture.
– To było dla mnie absolutnie wyjątkowe przeżycie, jak wejście do świata mody z lat 80. i 90. pełnego przepychu, szaleństwa, emocji i filmowej dramaturgii. Na fittingach lał się szampan, był zbudowany mini wybieg, na którym prezentowałyśmy sukienki jak przed prawdziwym show, a cały jego zespół siedział i bił brawo, wszystko z gotowymi włosami i makijażem, totalnie bigger than life – podkreśla modelka, dodając, że Valentino przez całe życie tworzył swój dom mody razem z partnerem, z którym miał relację „szczerą, pełną humoru, czasem wręcz komiczną”.
– Zawsze byli razem, nigdy osobno – mówi Rubik i poleca seans dokumentu „Valentino: Ostatni cesarz wielkiej mody” z 2008 roku. To właśnie w tym filmie – jak podkreśla nasza rozmówczyni – najlepiej widać charakter projektanta, dynamikę relacji z Giamettim i to, że w twórczości duetu i życiu chodziło „o piękno i o kobiety i o to, żeby w kreacjach Valentino czuły się naprawdę olśniewające”.
Dla Edwarda Kanareckiego, creative consultanta i krytyka mody, Valentino Garavani był „nie tyle wielkim couturierem, ile przede wszystkim koneserem prawdziwego, wielkiego piękna – la grande bellezza”.
– W moich oczach ucieleśniał styl życia pełny blasku, pasji, ciepła i koloru (a konkretnie: czerwieni Valentino Rosso). Zawsze fascynowało mnie to, że w przeciwieństwie do innych mistrzów couture swojego pokolenia praca nie była dla niego wartością nadrzędną. Miał inne priorytety, takie jak miłość i przyjaźń. To podejście niezwykle rzadkie w branży mody – zwłaszcza współcześnie – zauważa Kanarecki, podkreślając, że dziedzictwem projektanta bez wątpienia jest „nieskrępowana, szczera ludzkość, która tak wyraziście promieniowała z jego projektów”.
– Dziś odwołujemy się do mody poprzednich dekad, dzięki m.in. właśnie takim artystom jak Valentino. Możemy uczyć się i czerpać z ich doświadczenia i piękna, jakie nam pokazali swoją pracą – zaznacza z kolei projektant Tomasz Ossoliński, którego smutna wiadomość o śmierci włoskiego cesarza mody zaskoczyła w pociągu na linii Kraków-Warszawa.
– Dla faceta, który pracuje od 33 lat, nie jest to obojętne. Zwłaszcza że nadal jestem człowiekiem, dla którego autorytetami na początku drogi zawodowej na początku lat 90. byli Yves Saint Laurent, Gianfranco Ferré i Valentino. Czuję się szczęściarzem, że mogłem i mogę tak świadomie odbierać sztukę, którą ci twórcy tworzyli przez tyle dekad. Ich malarstwo modą stało się inspiracją nie tylko dla kontynuatorów ich dziedzictwa, lecz także dla innych – wskazuje Ossoliński. Trudno się z nim nie zgodzić, biorąc pod uwagę fakt, że śmierć projektanta z dużym szacunkiem skomentowali także polityczni notable, jak choćby premierka Włoch, Giorgia Meloni. Bez wątpienia jednak echa po odejściu Valentino jeszcze długo nie będą milknąć. Tak jak i jego modowe wpływy.
Więcej w tym temacie:
- Nosić czy nie nosić? Letni spór o skarpetki
- Erling Haaland: pięć luksusowych marek, których ambasadorem mógłby zostać norweski król futbolu
- Ekskluzywnie: Stylistka trasy Bad Bunny’ego o modowych kulisach koncertów
- Bad Bunny i The Odder Side – jak doszło do współpracy? Rozmawiamy z właścicielkami
- Moje ulubione sneakersy na lato? Będę nosił je również jesienią
- Jak wyglądać na wyższego niż w rzeczywistości? Poradnik dla short kings
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.