PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Zajawki

Kawior na krańcu świata i ręczniki Jennifer Lopez

Presstrip kojarzy mi się z Faustem, czasem nawet z Małgorzatą. Tą od Bułhakowa. No, ale i tak nie umiem się oprzeć. Pytają, czy jadę, a ja odpowiadam, że tak. Jasne, że tak.

Udostępnij

Drone Beach

Autor zdjęcia: materiały prasowe

Grzegorz_Kapla_GQ_RAMKA
08.01.2026

Knocking on heaven’s door

Presstrip to szczególny gatunek podróżowania. Może nawet nie tyle podróż, ile socjologiczny eksperyment, w którym grupa ludzi posiadających specyficzny katalog umiejętności miękkich, ląduje w odległym, zazwyczaj luksusowym zakątku świata, w którym profesjonaliści w dziedzinie marketingu podtykają im pod nos atrakcje, na jakie sami nie mogliby sobie pozwolić. 

Międzynarodowa firma Join Up od kilku lat z sukcesem umacnia swoją pozycję także na polskim rynku usług turystycznych. To dobra branża. Sami zadowoleni klienci. Któż nie chciałby być sprzedawcą marzeń? Tort, który dzielą między siebie najwięksi operatorzy, jest słodki i ciągle rośnie. W minionym roku rynek usług turystycznych był wart 165 mld zł.

Jeszcze pół wieku temu podróżowanie było zarezerwowane dla bogaczy, sportowców, handlowców, żołnierzy obcych armii, odkrywców i reporterów pokroju Kapuścińskiego czy Budrewicza. Dziś stało się koniecznością. Musisz przecież wypełnić czymś puste miejsca na Instagramie. Musisz dać światu dowód własnych możliwości i aspiracji.

Join Up się stara. Dają nam szybką ścieżkę na lotnisku i voucher, który pozwala skorzystać z saloników VIP na Okęciu. Dziś w karcie dań kaczka z kluseczkami i buraczkami oraz pierogi i kantoński bulion. Do tego open bar. Jest z czego wybierać.

Potem lecimy nad Morzem Śródziemnym. Widzimy z góry Kair rozcięty czarną strugą Nilu. Myślę sobie, że oto przybywamy, żeby posmakować prestiżu. Zawodowo i służbowo, więc to wszystko all inclusive na najwyższym możliwym poziomie.

Egipt, który tysiące lat temu na ramionach niewolników zbudował najpotężniejszą cywilizację na planecie, teraz boryka się z gigantycznym bezrobociem, ubóstwem, brakiem edukacji i niskim PKB. Ale w wersji all inclusive jest bezpieczny, sterylnie czysty, przestronny, klimatyzowany, pełny przygód i tak piękny, że Photoshop lepiej by nie potrafił.

Trzydzieści trzy stopnie w cieniu. Czego chcieć więcej? 

Wszystkiego.

Około północy świat zaczyna stygnąć, już tylko 30. Pijesz szkocką, gadasz z ludźmi, których jeszcze wczoraj nie znałeś, o najważniejszych sprawach w światowej polityce, a potem poezji albo życiu po śmierci. Presstrip to okazja, żeby poznać naprawdę interesujących ludzi w ich najlepszym wydaniu – mądrych, pięknych i wypoczętych. Może nie o tej porze, ale jutro się przecież wyśpimy. Na razie pan z baru przychodzi zapytać, czy może chcesz kolejnego drinka, podaje na lodzie, bo nie wie, jak lubisz, ale za to bez szemrania leje double.

Nie słychać morza, ale z mapy w telefonie wiadomo, że jest 100 metrów stąd.

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie byłem na żadnych wakacjach w tym roku.

Jest trzecia nad ranem. W Polsce druga, ale chyba i tak za późno, żeby do kogoś zadzwonić?


Pościel JLo

Rano przyswajam wreszcie, że jesteśmy w Szarm el-Szejk. W kompleksie Rixos. Luksusowe miasto na kilkadziesiąt tysięcy ludzi zbudowane na granicy pustyni i morza.

Wyciągasz dłoń, podjeżdża darmowy, elektryczny, dbający o planetę transport i kierowca pyta, do której restauracji się wybierasz. Wszystkie są pięciogwiazdkowe, wszystkie w cenie, wszystkie karmią cię i poją bez ograniczeń. Po drodze są jeszcze lody światowej marki. Gałka kosztuje pewnie tyle, ile dzienna kwota, jaką wydaje na wyżywienie cała rodzina kobiety, która podaje ci lody. Ciekawe, czy ktokolwiek poza mną o tym myśli?

Czy mam z tym problem? Tak.

Czy wciąż lubię tu być? Oczywiście.

Każdemu życzę, żeby posmakował wielkiego świata, nawet jeśli tylko przez tydzień.

MAIN PHOTO

Rixos Sharm El Sheikh Autor zdjęcia: materiały prasowe

Rixos wybudował w Szarm el-Szejk kilka pięciogwiazdkowych hoteli, zatrudniając w nich rzeszę pracowników o najwyższych kwalifikacjach.

Kuchnią zajmuje się człowiek typowany powszechnie na mistrza Michelin. Jest bardzo miły i wieczorami podchodzi pożartować z gośćmi w ich ojczystych językach. Pracownicy mieszkają w osiedlach wybudowanych w pobliżu. Mają już meczet, szkołę i powoli ich pustynne osiedla stają się miastami.

Ale sam hotelowy kompleks to sen. Miraż. Cud białych ścian pod nieskazitelnym niebem na brzegu morza o barwie turkusu. Czasami do pirsów podpływają delfiny. Rixos ma w Szarm el-Szejk kilka hoteli. Jeden jest tylko dla dorosłych. Drzewa na dziedzińcach są wysokie, zwieńczenia fasad noszą nawiązania do arabskiej architektury, plaża startuje w konkursach na najlepszą na tej półkuli. Znaczy na naszej.

Drugi, Radamis, kochają rodziny z dziećmi, bo mają na miejscu aquapark i place zabaw, na których malcy pod okiem instruktorów mogą podpalać i gasić pożary. Rodzice mogą w tym czasie posłuchać Jennifer Lopez na żywo. Willa, w której mieszkała JLo, jest stale wynajęta, choć kosztuje majątek. Podobno można spać w jej pościeli.

Wieczorem na plaży jest impreza techno. Gra didżej, słońce powoli zniża się do linii palm, na plaży stoją czerwone flamingi.

Idę drewnianym pomostem tak daleko w morze, że w końcu muzyka jest już całkiem cicha. Woda pode mną jest tak przejrzysta, jakby nie istniała. Wiesz, że tam jest, bo płaszczki nie unoszą się przecież w powietrzu.

Noblesse oblige

Co jakiś czas z mistrzowskim pokazem wpadają do Rixos laureaci gwiazdek Michelin. To Katia Alehina i Alexander Wulf. Dzisiaj serwują osiem dań. Na początek zupa selerowo-kokosowa z mięsem homara podawana w skorupce jajka. Potem kawior z jesiotra z mięsem kraba podawany w skorupce kraba. Potem homar z melonem, halibut z morską trawą i grzybami, jesiotr z kimchi przybrany kawiorem, krewetki z bulgurem i pistacjami, no i wreszcie jakaś większa porcja – świeżutki, ledwo muśnięty ogniem stek z angusa z burakami i kapustą. Na deser talerz pełny piany cukrowej, którą chef przypala żywym ogniem już na stole. Kiedy dotyka ją płomień, piana zmienia się w słodką piramidkę pokrytą płatkami złota.

Do każdego dania inny szampan.

W nocy jeździmy po imprezach. Trudno się oprzeć, jeśli masz do dyspozycji elektryka z kierowcą i 16 open barów. Rafał recytuje spontanicznie wiersze Miłosza i Herberta, gadamy o literaturze i czytamy na głos swoje ulubione wiersze z internetowych stron. Ja czytam oczywiście Piotra Fiedlera. Gdybyśmy zjedli kebab, to pewnie siedzielibyśmy przy piwie i gadali o piłce nożnej, ale noblesse oblige – nawet kiedy nad morzem nocą jest ponad 30 stopni i masz spocone plecy.

Copy of DSC05794

Wspomniane piramidki z płatkami złota Autor zdjęcia: materiały prasowe

SWS_Beach_03

Autor zdjęcia: materiały prasowe

Kawior i szampan

Kolejny dzień zaczyna się niewinnie od wspólnego śniadania w willi nad brzegiem morza, od którego oddzielały nas trawnik i basen ze słodką, odrobinę chłodzoną wodą. Dwadzieścia osiem stopni, nie więcej. Willa ma kilka pokoi wyposażonych z minimalistyczną elegancją i jest identyczna jak ta, w której mieszkała JLo. 
Wspólne śniadania to jedna z najlepszych spraw, jakie istnieją. Zwłaszcza jeśli masz do dyspozycji dwóch panów w eleganckich uniformach, którzy dbają o to, żebyś nie zmęczył się choćby odkręcaniem butelki z wodą.

Dziwny jest ten świat. Uczą nas w szkołach, że jesteśmy równi niezależnie od orientacji, koloru skóry, przekonań, wiary, wykształcenia, zdolności, aspiracji i poziomu dochodów. Uczą, że niemożliwe nie istnieje. Że wszystko można osiągnąć własną pracą albo za pomocą magicznych rytuałów, albo przez obstawianie właściwych liczb, albo monetyzowanie własnego talentu, kiedy już go odkryjemy.

To wszystko nieprawda. Jedni będą korzystać z zasobów finansowych i kapitału społecznego swoich rodziców i wystartują z poziomu Oksfordu lub Harvardu, budując tam własne sieci powiązań, a inni będą szli przez rżysko do podstawówki w odległym miasteczku albo jakiejś zawodówki i spędzą całe życie, pracując na to, żeby zarobić na kilka codziennych spraw.

Jak to w życiu. Czasami jem bułkę z jogurtem z biedry, ale dzisiaj kawior z jesiotra.

Po południu obowiązkowa przerwa na masaż.

Masażystka zadała mi najpierw kilka pytań, na które odpowiedziałem negatywnie, a ona w zamian miażdżyła mi gnaty bez używania mechanicznych sprzętów.

Myślałem cały czas o rybach w rafie koralowej i wtedy mniej bolało.

Ryby są o jakieś 250 metrów stąd.

Wystarczyłoby wstać, zrzucić z siebie te czarne gacie z papieru, wciągnąć własne slipki i pobiec przez trawnik do pirsu, który wybiega daleko w morze, na samą granicę szelfu.
 

Grube ryby

Najlepsza w Rixos jest właśnie krawędź rafy. Z jednej strony ma przy odpływie głębokość 20 centymetrów. Z drugiej uskok w wielki błękit. Trzydzieści metrów i więcej. Przypływają tam wielkie ryby.

Najlepsze momenty w życiu to są te, kiedy nie trzymasz w ręku telefonu: seks, kołysanie dziecka, modlitwa, prowadzenie kabrioletu, wspinanie, czytanie książek, pływanie z rurką i maską pod powierzchnią egzotycznych mórz. Nie można mieć wszystkiego, ale wybierzmy z tego katalogu choć jeden punkt, a i tak dzień będzie wyjątkowy.

Przylądek Ras Muhammad to najdalej na południe wysunięty skrawek Synaju. Z jednej strony jest Zatoka Sueska, a z drugiej Morze Czerwone. To pierwszy morski park narodowy w Egipcie. Obejmuje pustynię, trochę synajskich gór, mnóstwo plaż, namorzyny, a przede wszystkim rafy koralowe. Zakazano tu jakichkolwiek inwestycji, śmieci są skrzętnie wyławiane z morza i zaledwie 12 proc. parku jest udostępnionych turystom.

Na pustyni można spotkać ptaki i lisy. W morzu 150 gatunków koralowców, 40 gatunków rozgwiazd, wszystkie ryby ciepłych mórz, po tysiącu nie chce ci się dalej oglądać atlasu, ośmiornice, żółwie, delfiny i oczywiście rekiny. 

Przewodnicy na motorowych jachtach, którymi płyniemy na rafę, opowiadają, że śmieci są wybierane z wody każdego dnia właśnie dlatego, żeby jakieś ludzkie wynalazki nie przyciągały ich w pobliże spotów do nurkowania i snorkelingu.

Poza tym Ras Muhammad uchodzi za to miejsce, w którym kolory morza, pustyni i nieba są lepsze, niż mogłaby zaprojektować AI.
 

Morskie Oko

Płyniemy jachtem na południe do krawędzi cypla, a po prawej ręce – raz bliżej, raz dalej – pustynia i góry na jej grzbiecie jak wielki pies przed kominkiem. Śpią, ale jakby się przez ten sen poruszały.

W gorącym powietrzu oddech wiatru wyleczyłby nawet serce.

Pierwszy spot jest podwodną górą koralowców wyrastającą z samego dna aż do samej powierzchni morza. Fala krótka, niewysoka, wiatru brak, kto chce, może zanurkować z prowadzącym. Nie trzeba mieć kursu PADI, nic, wystarczy chcieć. Zanurzenie w butlą trwa 8–10 minut. Pięć metrów pod powierzchnią wód wynajęty gościu robi ci serię zdjęć, kręci filmik, jak nurkujesz, i już, następny proszę.

Skaczę do wody z rurką i maską. 

Jest obłędnie. Zawsze jest obłędnie, kiedy robisz to, co kochasz. Nawet jeśli ta rafa jest szara, jeśli obumiera na twoich oczach, taki jest koszt otwarcia zaledwie 12 proc. parku dla tysiąca ludzi, którzy chcą go zobaczyć każdego dnia. Jest tu w wodzie jak na drodze do Morskiego Oka. Ryby uwijają się między nami jak w ukropie. Jakby zupełnie ich nie obchodziło to, kim jesteśmy, jakby nas nie widziały.

Odwiedzamy też Sandy Island, piaszczystą łachę wyrastająca wprost z morza i z każdej strony otoczona głębią. Nie ma na niej rafy, ale piasek biały jak mąka. W zależności od odpływu i przypływu jest duża albo całkiem malutka. Dla tysiąca ludzi za mała byłaby nawet olbrzymia, więc wszyscy tłoczymy się na tym przedziwnym skrawku lądu, robiąc sobie mnóstwo zdjęć, bo nic innego nie ma tu do roboty, ale i tak wszyscy są szczęśliwi.
 

Bohemian Rhapsody

Kocham pustynię. Wracam do niej, ilekroć tylko jest okazja. Wadi Rum, Empty Quarter, El Tatio, kilka wielkich wydm na Atakamie. Tutaj każdy, kto wstaje o pół do czwartej, ma szansę poprowadzić quada po pustyni Synaju, cóż z tego, że w monstrualnej kawalkadzie na kilkaset pojazdów, cóż z tego, że tylko po płaskim dnie doliny, które nie nastręcza żadnych trudności, nie naraża człowieka na żadne niebezpieczeństwa. Ja po prostu lubię ryk setki silników, bo przez moment, kiedy zamknę oczy, czuję się tak, jakbym znowu fotografował starcie Rajdu Abu Zabi.

Dojechaliśmy do obozowiska stylizowanego na beduińskie, poleżeliśmy na poduszkach, do wschodu słońca popijając herbatę słodką jak grzech pozamałżeński, porobiliśmy kilka zdjęć o świcie. Kiedy wstało słońce, okazało się, że na okolicznych skałach siedzą setki bocianów. Czekały na to, aż słońce zacznie ogrzewać chłodne powietrze pustyni, a kiedy to się zaczęło, wystartowały całą chmarą w wielki wir jak szpaki, pozwalając, żeby gorące powietrze unosiło je wyżej i wyżej.

Wieczorem zapierający dech w piersiach spektakl taneczny Queen Dance Show do niezapomnianych hitów legendarnego zespołu, takich jak „We Will Rock You”, „Radio Gaga”, „Innuendo” czy „Bohemian Rapsody”. Wszystkie te nuty usłyszeliśmy na wielkiej scenie, na której mistrzowie akrobatyki tańca stawali na głowie, wyginając ciała w nieprawdopodobnych konstelacjach. Widziałem Cirque du Soleil i dubajski La Perle i ten dzisiejszy w niczym im nie ustępował.

Srebrne szczypce

W samym Szarm el-Szejk jest kilka ciekawych miejsc do obejrzenia. Ładny centralny plac, imponujący meczet, kilka dobrych knajp, mnóstwo sklepów z pamiątkami i wspaniały koptyjski kościół.

A wieczorem znowu…

– Co dla pana sir? To samo co wczoraj?

– Oczywiście.

Nie wiem, czy oni naprawdę nas tutaj rozpoznają, czy po prostu ich eksperckie szkolenie obejmuje elementy socjotechniki. Jeśli tak, szkolił ich prawdziwy maestro.

Kobiece outfity w takich miejscach to trudny temat. Z jednej strony rozumiem ludzi, którzy odkładają cały rok na to, żeby spędzić wakacje w takim rajskim miejscu i żeby mogli tam ubierać się, jak chcą. Z drugiej strony w muzułmańskim kraju, którego obyczaj nie pozwala kobiecie pokazywać nawet nagich ramion obcemu mężczyźnie, paradowanie półnago wydaje mi się kulturowym mobbingiem.

Nikt z załogi pięciogwiazdkowego hotelu nie odezwie się ani słowem, nie rzuci ani jednego spojrzenia, które wyrażałoby np. zdziwienie, ale nie może to być dla tych ludzi łatwe zadanie.

Rano wyskoczyłem z wody wygłodzony do granic możliwości. Wciągnąłem lniane spodnie na gołe ciało, a koszula też od razu zrobiła się mokra. Wszedłem do restauracji People’s mokry. Slipki w ręku. Co mówi kelner w pięciogwiazdkowej restauracji, kiedy nie może powiedzieć, że mnie nie wpuści, bo nie może wpuścić mnie z tym bałaganem?

Uśmiecha się i mówi: „Do you want me to take this thing to the rubbish, sir?”, i wyciąga po gacie srebrne szczypce.
 

Srebrne outfity

Głowa bolała od nadmiaru atrakcji, ale budzik nie pozwolił spać dłużej niż do siódmej. Zwlokłem się, pościeliłem łóżko, nieważne, że to pięć gwiazdek, ważne, że człowiek nie zostawia po sobie w życiu bałaganu innego niż w sercach.

Zostawiłem panu sprzątającemu napiwek i zatrzasnąłem drzwi.

W punkcie zbiórki przed wschodnim portalem do 17. pawilonu Rixosa nie było jeszcze naszych ludzi. Słońce za to już podkręciło temperaturę do 40.

Nie jest łatwo, powiem wam, nie jest łatwo. Pocieszało mnie jedynie to, że to, co paruje przez skórę, było destylowane pięć razy i leżało w beczkach po porto z tuzin lat.

Przyszedł Rafał, opalony jak włoski książę, i obce kobiety natychmiast zaczęły się do nas uśmiechać.

Przyszły nasze towarzyszki podróży, ubrane w sukienki, zapakowaliśmy się do elektrobusa i pojechaliśmy na śniadanie. Wymeldować się. I lecieć do domu.

Presstrip. Podróż nie podróż, ważne, żeby światu nie szkodzić. 

Więcej w tym temacie:

Grzegorz_Kapla_GQ_RAMKA

Pisarz i podróżnik, autor ośmiu powieści i kilku innych książek reporterskich oraz podróżniczych. Pół życia zmarnotrawił na włóczęgę po świecie, utrzymując się z pisania reportaży do kobiecych magazynów albo m.in. prowadzenia ludzi po górach. Był redaktorem magazynów „Malemen” i „Elle Man”. Obszary zainteresowania – podróże, lifestyle, ludzie, rock i heavy metal.

Ma dar słuchania ze zrozumieniem.

Był w stu kilkudziesięciu krajach i jest bywalcem praskiego klubu bokserskiego Fenix. W dniu premiery GQ Poland świętuje premierę swojej najnowszej książki „Włóczęga z Archipelagu. Filipiny”.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI Relacja z Art Evening EXLANTIX

Sztuka, design i nowoczesna mobilność. Relacja z Art Evening EXLANTIX

23 czerwca warszawski showroom EXLANTIX przy ulicy Żelaznej 24 na jeden wieczór zmienił się w przestrzeń, w której współczesna sztuka i nowoczesna motoryzacja stworzyły wspólną opowieść o designie, emocjach i estetyce.

ARTYKUŁ PARTNERSKI 1E7A4544

Miejsca, które pozwalają odkryć kolejne oblicza włoskiego dolce vita

Podróż po Włoszech rzadko kończy się na jednej wizycie. To kraj, który potrafi zachwycić swoją różnorodnością – za każdym razem odkrywa przed odwiedzającymi zupełnie inne oblicze – raz zachwyca średniowiecznymi uliczkami i starożytnymi budowlami, innym razem zaprasza na wulkaniczne wyspy, a gdzie indziej pozwala odnaleźć spokój na niemal pustych plażach. Ale jedno jest niezmienne – niezwykła kuchnia, która w każdym regionie karmi nas nieco inaczej, ale z włoskim akcentem.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Zdjęcie Dom Janton 7

Dlaczego warto skręcić z głównej drogi do Domu Jantoń?

W samym sercu Polski, na Wysoczyźnie Łaskiej, znajduje się miejsce, które łączy historię, krajobraz i wieloletnią pasję do uprawy winorośli. Dom Jantoń, położony w Wymysłowie Francuskim, otacza siedmiohektarowa winnica wpisana w charakterystykę regionu i jego wyjątkowe warunki przyrodnicze.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Nowy Shark PowerDetect Speed Luxe

Dlaczego wygląd sprzętu AGD zaczyna mieć znaczenie?

Jeszcze do niedawna odkurzacz był urządzeniem, które po skończonym sprzątaniu jak najszybciej znikało w szafie lub schowku. Dziś coraz częściej zostaje na widoku. W nowoczesnych mieszkaniach sprzęty AGD przestały pełnić wyłącznie praktyczną funkcję, a stały się integralną częścią wystroju wnętrza.

GettyImages-533609927

Coolcation i nie tylko. Jak Polacy planują wakacje 2026?

Google przeanalizowało wakacyjne wyszukiwania Polaków, a wyniki pokazują wyraźną zmianę w planowaniu wakacyjnych urlopów. Od najpopularniejszych kierunków po zupełnie nowe trendy, zobacz co tego lata  cieszy się największym zainteresowaniem.

ARTYKUŁ PARTNERSKI METESOVA_GQ1665

Letni wieczór z Bvlgari. Zaprosiliśmy gości na Taras Glorietta

Warszawa ma kilka miejsc, które latem nabierają wyjątkowego klimatu. Jednym z nich jest Taras Glorietta w Hotelu Bristol. To właśnie tam razem z Bvlgari zaprosiliśmy gości na kameralne spotkanie, podczas którego główną rolę odegrały włoski styl, ponadczasowe wzornictwo i rozmowy prowadzone z panoramą miasta w tle.

Zapowiedzi komiksów na drugą połowę 2026 roku

Najciekawsze komiksy drugiego półrocza 2026

Za nami nafaszerowane ciekawymi komiksowymi pozycjami pół roku. Przyjrzyjmy się temu, co nas czeka w nadchodzących miesiącach.

janekwitczakgqpolandmjw-1

Kub bilet, reszta się wyklepie. Janek Witczak o tym, jak naprawdę spełniać marzenia

Większość marzeń kończy jako plany „na kiedyś”. Janek Witczak zamienia je w działanie: kupuje bilet, rezerwuje termin i rusza w drogę. Jego sposób myślenia pokazuje, że między wyobrażeniem a realizacją często stoi tylko jedna decyzja.