PARTNERZY SERWISU
Muzyka
Pezet: żadnych pomników
Pezet właśnie został najpopularniejszym polskim artystą na Spotify z ponad 3,1 miliona miesięcznych słuchaczy. Z tej okazji przypominamy nasz wywiad z pierwszego numeru GQ Poland.
Udostępnij

Autor zdjęcia: Alicja Kozak
Pezet jest kimś więcej niż tylko ikoną polskiego rapu. Artysta sprawnie lawiruje zarówno między gatunkami, jak i generacjami.
Rok 2025 zamyka premierą wyczekiwanej „Muzyki Popularnej”. Z jednym z najważniejszych polskich raperów rozmawiam o potrzebie budowania międzypokoleniowych mostów, a także o trudnej walce z dopaminowymi nałogami i kolekcjonowaniu ekscytujących doświadczeń. Zastanawiamy się nad poszukiwaniem spokoju – i nad tym, dlaczego „poranek nie jest już stanem nieważkości”.
Pezet jest kimś więcej niż tylko ikoną polskiego rapu. W ostatnim czasie zyskał również cool unc status – coraz częściej zaprasza do współpracy młode talenty i nie boi się eksperymentować ze świeżym, autorskim brzmieniem. Brytyjska nowa fala przeszczepiona na warszawski grunt? Spoko. Postpunkowa stylówa w popowym wydaniu? Jest. Monumentalne syntezatory i wpadające w ucho melodie? Do zrobienia. W efekcie Paweł z Ursynowa sprawnie lawiruje zarówno między gatunkami, jak i generacjami. To z kolei przekłada się na regularną wymianę energii z reprezentantami nowego pokolenia oraz wizerunek podlegający nieustannym przemianom.
Międzypokoleniowość zaczęła stanowić jedną z głównych osi twojej twórczości: w kontekście współpracy z młodymi raperami, potrzeby stałego rozwoju czy też narracji, jaką przyjmujesz w tekstach. Skąd pomysł, żeby nagrywać z najmłodszym pokoleniem?
Chciałem spotkać się z młodymi ludźmi i poznać ich energię, podejście do robienia muzyki. Przekonać się, jak prezentują się na żywo, czym się jarają. Pracując nad albumem „00 EP”, celowo sięgnąłem po mniej znane ksywy – z wyjątkiem Vkiego. Mógłbym też pewnie wybrać wyhype’owanych małolatów z undergroundu, którzy są bliżej mojego muzycznego podwórka z dawnych lat, czyli cofnąć się do takich boombapowych klimatów. Zrobiłem zupełnie odwrotnie, może z wyjątkiem 3Brata i Bruna, którzy przeszczepiają na polski rynek klimat Griselda Records (niezależnej hiphopowej wytwórni z Buffalo, znanej z surowego, klasycznego brzmienia i mrocznej estetyki – przyp. red.). A cała reszta to wybory z innej brzmieniowej bajki: więcej tu nowej szkoły, trapu, Michigan rapu, trochę popu. Na minialbumie: BSK, Bango Balenci czy Vkie, na płycie – René, Hanafi i Faustyna Maciejczuk oraz połączenie trzech pokoleń warszawskich raperów w jednym kawałku – ja, Mata i Kaz Bałagane.
Co ci imponuje w początkujących raperach?
Sposób, w jaki poruszają się wokalnie, używając nowoczesnych narzędzi, dajmy na to – znienawidzonego przez część starszego pokolenia – autotune’a (popularnego w rapie narzędzia w postaci efektu nakładanego na wokal – przyp. red.). Dla nich to naturalne, robią to biegle. Niebywałe jest to, że jakościowe rzeczy – muzycznie i lirycznie – powstają na zasadzie: dopiero wpadliśmy do studia, a oni już mają gotową zwrotkę. To ekstremalnie utalentowane dzieciaki. Ich zupełnie inny sposób pracy pozytywnie mnie zaskakuje. Wydawało mi się, że to ja żyję w biegu, że mam wrzucony intensywny tryb. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym funkcjonować na ich zasadach – to jest być może parokrotnie szybsze tempo.
Jak ci młodzi artyści traktują ciebie? Dominują dystans i wycofanie czy jednak bezpośredniość?
Do momentu spotkania się osobiście czasami pojawia się dystans, jakby się zastanawiali: „Czego ten typ ode mnie chce!?”. Kiedy już się poznamy na żywo, zaczynamy się dogadywać. Chociaż niektórym z nich mógłbym wydawać się boomerem, nigdy nie odczułem takiego podejścia. Łapiemy flow jak równy z równym. Niejednokrotnie byli zaskoczeni, że w ogóle kojarzę nowe rzeczy – lubię słuchać świeżej muzy, a to nie jest takie oczywiste z moim PESEL-em.
Masz wrażenie, że obecność na twojej płycie to dla młodych raperów nobilitacja?
Wydaje mi się, że to dla nich duża rzecz. Chyba większość z nich darzy mnie szacunkiem. Dodatkowo nagranie numeru z Pezetem różni się od ich codziennych kooperacji z artystami z podobnej bańki, gdzie relacje są bardziej przyjacielskie i naturalne. Z kolei mi współpraca z nimi dodała skrzydeł, poszerzyła horyzonty i sprawiła, że mogłem spojrzeć na tworzenie rapu inaczej.
Ale nie zamierzasz wchodzić w tryb emeryta? W twoim albumie nie słychać, żebyś się żegnał i podsumowywał karierę.
Plan był taki, żeby tego uniknąć. Nie chciałem stawiać sobie pomnika, nie chciałem tworzyć płyty patetycznej, nie chciałem też nagrać płyty zbyt nostalgicznej, co umiem i robiłem. Zależało mi, żeby uciec od tych szufladek. Koncept „Muzyki Popularnej” – o ile można pokusić się o stwierdzenie, że tam jest jakikolwiek koncept – był taki, że rapuję z perspektywy około 20-letniego mnie – w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym. Jakby to było dziś. Co nie znaczy, że wszystkie numery są o młodym Pezecie. Nie chcę dorabiać ideologii, bo to prosta, wręcz łopatologiczna płyta. Mieszam na niej światy: teraźniejszości i przeszłości.
Przykładowo: storytelling na „Presji środowiska” nie jest o mnie, 45-latku, ale stanowi retrospekcję dotyczącą zagrożeń związanych ze środowiskiem, w jakim się wychowałem. I podsumowując: wychodzi z tego uniwersalna prawda – moje doświadczenia sprzed 20 lat, które dziś nadal są aktualne, tyle że wokół innych „substancji”.
Niczego nie musisz już udowadniać. Co obecnie stanowi dla ciebie największy luksus?
Kusi mnie wejście w ciepłe kapcie, ale stronię od tego. Świadomie i z premedytacją uciekam ze strefy komfortu – do świata.
Inaczej byś zdziadział?
Prędzej czy później tak. Wszyscy się kiedyś zestarzejemy. Myślę, że u mnie ten moment nie nastał, ale włożyłem w to wiele wysiłku. A największym luksusem jest dla mnie to, że mogę sięgnąć po nowe rozwiązania w muzyce i nawet jeżeli zostanę za coś ekstremalnie skrytykowany – nie muszę się tym przejmować.
Skoro mówimy o krytyce – niedawno Kaz Bałagane napisał, że większość raperów nie lubi swoich fanów. A jeśli ktoś upiera się, że lubi, prawdopodobnie jest ich więźniem.
Czasem ciężko mi dyskutować ze skrajnymi fanami, którzy łatwo się stają hejterami. Przez całą karierę staram się tworzyć z każdą płytą coś innego. Ale jest garść ludzi, którzy chcą, żebym wiecznie robił to, co na początku. Często fani nie rozumieją sformułowania, że ktoś się sprzedał. Uważam, że najbardziej sprzedał się ten, kto robi muzykę taką, jakiej domagają się fani, a nie taką, jaką sam ma ochotę tworzyć.
Otwieranie się na nowe gatunki i zapraszanie młodych artystów równa się poszerzaniu i odświeżaniu grona fanów.
Zawsze lubiłem otwierać przed sobą nowe horyzonty i zawsze będę próbował to robić. Uważam, że muzyka w ogóle powinna o tym być. Wiadomo, jest w niej sporo nostalgii i jest potrzebna, jednak jak masz ochotę wyłącznie na nostalgię, to odpal sobie coś starego.
A co jest dla ciebie synonimem jakości? W kontekście kariery i budowania wizerunku?
Wyznacznikiem jakości jest dla mnie działanie z sobą w zgodzie. Kiedy przekraczasz pewne granice i nie czujesz, że poszedłeś za daleko – tak właśnie jest. Po prostu cały czas jarasz się tym, dobrze się z tym czujesz, nie czujesz kompromisu. To jest moim zdaniem to uczucie.
Z drugiej strony – zawsze byłeś kojarzony z refleksyjnymi tekstami. Czy to się radykalnie zmieniło: przez kontakt z młodymi i nieustanną aktualizację wizerunku?
Ostatnio spotkało mnie wiele sytuacji, które uświadomiły mi, że nawet jeśli nie czuję się stary, organizm się starzeje, to nieuniknione. Nie chcę zabrzmieć jak 80-latek, ale nagle zdałem sobie sprawę, że ucieka mi czas. Pojawiają się refleksje w stylu: czy chcę być nieustannie w wirze wydarzeń? Czy nie wolę usiąść i kontemplować? Mimo że mam sporo takich refleksji, to paradoksalnie w „Muzyce Popularnej” zawarłem ich mało. Myślę, że jeżeli pojawią się moje następne rzeczy, to nastąpi duży piwot właśnie w tę stronę.
Świadomość upływającego czasu bardziej przytłacza czy jednak motywuje do zmian?
Dotychczas mnie to przytłaczało, ale ostatnio pojawiło się sporo zgody. Zaczynam godzić się z tym, że świat tak wygląda. Zapaliła mi się czerwona lampka, która mówi: „Bądź świadomy, nie brnij we wszystko bezrefleksyjnie, bo to przeminie – nic nie jest na zawsze”.
Są wartości, które były dla ciebie drugorzędne, a stały się priorytetowe?
Zwykle to sprawy dotyczące relacji z drugą osobą. Przewartościowało się to ze sto razy, tak mi się życie ułożyło. A więc treści zawarte w albumie są już dla mnie kompletnie nieaktualne. Jestem spokojny, jest mi dobrze, nie funkcjonuję w żadnej sinusoidzie emocjonalnej. Chciałem opowiedzieć o tym na płycie i pokazać – z wszystkimi plusami i minusami – że wszystko jest dzisiaj na chwilę. Ale mentalnie jestem już w innym momencie, próbuję uspokoić głowę i trwać w czymś, co jest stabilne. Jednak, mimo że jestem facetem po czterdziestce, nigdy wcześniej nie spotkałem się z większym zainteresowaniem płci pięknej, a to ogólnie nie ułatwia powyższego.
Poza głową myślisz też o ciele?
Miałem sporo perypetii zdrowotnych, więc muszę o to dbać. Staram się dobrze odżywiać, trenować, nie imprezuję. Niedawno zdiagnozowałem u siebie ADHD, które mam pewnie od zawsze. Nigdy nie wpadłbym na taką diagnozę. Okazuje się, że mogło z tego wynikać gros przeróżnych sytuacji. Muszę jednak przyznać, że jedyną niebezpieczną rzeczą, którą uskuteczniam, jest zapierdalanie na motocyklu.
Diagnoza ADHD uświadomiła ci, co możesz poprawić w kwestii komfortu życia?
Walczę z nieustannym overthinkingiem. Zabieram się za jedną rzecz, ale mam w głowie sześć, które mam zrobić, a najlepiej wszystkie naraz. Czasem na pół dnia zapominam o tym, co faktycznie miałem zrobić. Albo zbieram się z domu godzinę, wszędzie się spóźniam, co zresztą miałeś okazję zauważyć. Ostatnio się dowiedziałem, że mózg człowieka z ADHD robi to specjalnie. Chce, żebyś wbijał się w sytuację, która będzie wirem, pośpiechem, bodźcem – domaga się dopaminowej stymulacji.
Nauczyłeś się znajdować w tym równowagę?
Tak, staram się zachować balans. Niech to wybrzmi: ja zasadniczo nie imprezuję, nie stosuję żadnych substancji i to już trwa wiele lat. Z nałogów została wyłącznie kawa. Muszę jednak regulować dopaminę w inny sposób, bo niestety lubię te dopaminowe strzały. Lubię być w wirze wydarzeń. Paradoksalnie, większość najnowszej płyty jest o funkcjonowaniu na nieustannej imprezie, przebodźcowaniu, bolączkach mojego życia sprzed niedalekiego okresu. Myślę, że gdybym nadal prowadził melanżowy tryb życia, to byłaby machina nie do ogarnięcia.
A po takiej hedonistycznej kronice przyjdzie czas na zwrot o 180 stopni?
Chciałbym nagrać płytę, która będzie się nazywać „Muzyka dla dorosłych”. Nie w kontekście dźwiękowej pornografii. Kompletnie odszedłbym od efekciarstwa. Chciałbym podejść do tego nostalgicznie, pogadać o poważnych rzeczach, o dojrzałych obserwacjach. „Muzyka Popularna” w większości o tym nie jest, ma jedynie momenty. To zamysł na przyszłość. Poza tym chciałbym popełnić parę płytowych współprac z innymi artystami, żeby nie pchać tego wózka wiecznie solo.
Więcej w tym temacie:
- Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.
Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Muzyka
Obywatelka K.L. powraca na scenę Męskiego Grania. Rozmowa z Kasią Lins
To jedyny festiwal, który podjął się promocji polskiej muzyki i sprawił, że jej słuchanie stało się modne. Męskie Granie pokazuje też transgresję miedzy płciami, pozwalając odkryć, że stereotypy rzadko odpowiadają rzeczywistości – mówi nam Kasia Lins.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Muzyka
Vinyl Corner w PRM to coś więcej niż miejsce z płytami
Niektóre miejsca odwiedza się po to, by konkretnie coś tylko kupić, ale są też takie, do których wraca się również dla atmosfery. PRM należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Warszawski Concept Store od początku powstał z myślą o ludziach, którzy traktują modę jako element stylu życia, a nie sezonowy trend. To właśnie w tym miejscu równie ważne jak perfekcyjnie skrojona koszula czy limitowane sneakersy są sztuka, design i muzyka. To ta ostatnia odgrywa w przestrzeni PRM wyjątkową rolę.
Muzyka
Otsochodzi wraca z nowym albumem – są pierwsze single!
Jeden z topowych rodzimych artystów zapowiedział płytę i opublikował dwa premierowe utwory z nadchodzącego materiału.
Muzyka
Leon Krześniak przez lata pisał hity dla innych. Dziś opowiada własną historię
Niektórzy muzycy od pierwszego dnia marzą o świetle reflektorów. Inni wolą zostać kilka kroków za sceną. Tam, gdzie rodzą się piosenki. Leon Krześniak przez lata należał do tej drugiej grupy. Dziś aranżuje Orkiestrę Męskie Granie i występuje z własnym materiałem.
Muzyka
Sentymentalny powrót do 2016 – Swae Lee urodzinową gwiazdą klubu Sen
Do Warszawy przyjedzie jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów współczesnego rapu.
Muzyka
Lech Janerka kończy karierę w wielkim stylu
Bas zrobiony z półki na kwiaty, zespół rockowy założony z żoną grającą na wiolonczeli, walka z tremą – kariera Lecha Janerki od początku wymykała się prostym rockandrollowym kliszom. Dziś 74-letni artysta żegna się ze sceną na startującym 16 lipca festiwalu w Jarocinie i wraca pamięcią do czasów zespołu Klaus Mitffoch, pierwszych występów na żywo, Jarocina i tego, co przez lata dawało mu muzyczną krzepę.
Muzyka
Czy nowy album Madonny był skazany na sukces?
Owszem, Instagram już roi się od prześmiewczych rolek, na których najbardziej oddani fani ogłaszają „Confessions II” arcydziełem po kilku sekundach odsłuchu. Trudniej zbyć jednak zgodny ton profesjonalnych recenzji. Nawet krytycy, którzy przez ostatnią dekadę z rosnącym sceptycyzmem przyglądali się kolejnym wcieleniom artystki, dostrzegli w tej płycie coś, czego od dawna u niej brakowało – spokój.
Muzyka
Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo
– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.