PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Filmy i seriale

„Panna młoda!” Maggie Gyllenhaal to popfeminizm w halloweenowym kostiumie

Jessie Buckley i Christian Bale grają potworną parę kochanków w reinterpretacji „Narzeczonej Frankensteina”, która chce być nowym „Jokerem”, ale kończy jako wykład z feminizmu dla licealistów.

Udostępnij

„Panna młoda!” Maggie Gyllenhaal to popfeminizm w halloweenowym kostiumie

Jessie Buckley jako Panna młoda w „Pannie młodej!” Autor zdjęcia: Warner Bros. Pictures

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA
06.03.2026

Kiedy w październiku 2019 roku premierę miał „Joker” Todda Phillipsa, przehajpowana zrzynka z „Taksówkarza” i „Króla komedii” Martina Scorsese z Joaquinem Phoenixem w roli Arthura Flecka, późniejszego tytułowego nemezis Batmana, obawiano się, że amerykańskie ulice zaleją zradykalizowani w internecie samotni mężczyźni i zaczną naśladować przemoc ze wspomnianego filmu. Fleck był niezrozumiałym wyrzutkiem z mainstreamu, pozbawionym miłości (tak matki, jak i innych kobiet) nieudacznikiem. Poczucie, że życie nieustannie go przygniata, sprowadziło bohatera na drogę przestępczości. Zatem to nie Arthur był zły, lecz świat.

W 2026 roku okazuje się, że (białe) kobiety również potrzebują swojego „Jokera”. Z pomocą przychodzi Maggie Gyllenhaal – niegdyś gwiazda „Sekretarki” i „Kronik Times Square”, a od niedawna reżyserka i scenarzystka (nominowanej do Oscara „Córki” z 2021 roku) – w swoim pierwszym filmie stworzonym pod banderą wielkiego studia (Warner Bros., które wyprodukowało „Jokera”. Kumacie?), „Pannie młodej!”. Cóż, tak jak obraz Phillipsa nie grzeszył głęboką analizą stanu męskości w XXI wieku, podobnie rozkrzyczane i pogrążone w chaosie dziełko Gyllenhaal porusza się po łebkach kobiecych doświadczeń uprzedmiotowienia, opresji i deprecjonowania. Ot, grubo ciosany popfeminizm udający społeczną diagnozę.


Ach, ten zły świat

Inspiracją dla „Panny młodej!” miała być „Narzeczona Frankensteina” Jamesa Whale’a z 1935 roku. Mimo że tytuł filmu sugeruje historię partnerki potwora, fabuła koncentruje się na samym monstrum. Choć Elsa Lanchester pojawia się na ostatnie 10 minut, by nie wypowiedzieć ani słowa, tylko skrzeczeć w przerażeniu, grana przez nią Narzeczona stała się kultowa. 

Podobnie jak wcześniej Lanchester u Whale’a, Jessie Buckley u Gyllenhaal gra zarówno pisarkę Mary Shelley, jak i jej bohaterkę, które tym razem ani na chwilę nie przestaje mówić. Film zaczyna się od opętania Idy, bo tak ma na imię zanim zostanie Panną młodą (ale już nie Frankensteina, gdybyśmy mieli nie zrozumieć idei scenariusza), przez autorkę. Jesteśmy w chicagowskiej knajpie w 1936 roku. Kobieta ma falę blond włosów na Jean Harlow, nosi modną jedwabną flapperkę, jak na wyzwoloną dziewczynę tamtejszych czasów przystało. Jest pracownicą seksualną na usługach chłopów (niewykorzystani John Magaro i Matthew Maher) z mafii, którzy wedle uznania biorą ją w swoje obroty, a we wspomnianej scenie zmuszają do jedzenia ostryg (kolejna bardzo subtelna aluzja). Opętana przez Shelley Ida zaczyna obrażać gangsterów i ich bossa. W konsekwencji dziewczyna kończy ze skręconym karkiem.

W taki sposób Maggie Gyllenhaal może rozpocząć swój nużący wykład z feminizmu dla początkujących. Nawet każe tytułowej bohaterce w pewnym momencie wykrzyknąć: „Me too!” (gdyby znów ktoś zapomniał o czym jest tu mowa).

Na scenę wchodzi monstrum

W tym samym czasie „Frank” Frankenstein (źle obsadzony Christian Bale) z koroną wielkich zszywek, szramą na pół twarzy, naroślą na nosie i ciałem uszytym z płacht niepasujących do siebie skór, wyglądający jakby włożył halloweenowy kostium z Pepco, przemierza miasto w poszukiwaniu „stosunku seksualnego” (i towarzyszki). Trafia do domu dr Cornelii Euphronious (Annette Bening na autopilocie). Ta choć wzięta naukowczyni, podpisuje swoje książki o „sztuce ożywiania (zmarłych)” samym inicjałem imienia, by nikt nie uznał, że ich autorką jest kobietą (wiadomo). Frank namawia doktorę (swoją drogą mało przejętą wizytą ponad 100-letniego monstrum), żeby pomogła mu znaleźć odpowiednią kandydatkę (do łóżka!).

Na cmentarzu wykopują Idę, by na stole laboratoryjnym, ożywić ją za pomocą podłączonych rurek i elektrod w retro stylu niczym z „Biednych istot” Yórgosa Lánthimosa. Bohaterka, oprócz nieusuwalnego czarnego rozbryzgu chemicznej „krwi” na policzku, cierpi również na zanik pamięci. Choć zapomniała swojego imienia, wewnątrz czuje rozsadzającą wściekłość na patriarchat. Gyllenhaal manipuluje widownią. Wiemy, że w tym przypadku złość jest słuszną emocją, ale zostaje podana zupełnie łopatologicznie.

Kiedy Ida i Frank zaczynają się lepiej poznawać, stają się bratnimi duszami zrodzonymi z poczucia krzywdy i niesprawiedliwości (Frank powszechnie uznawany jest za potwora, przeganiany i grozi mu śmierć). Może żyliby długo (wiecznie) i szczęśliwie, gdyby nie… świat. Najpierw dwóch pijanych zbirów chce zgwałcić Pannę młodą, lecz Frank miażdży im głowy. Na szczęście? No właśnie, aż chce się przytaknąć. Ale czy morderstwo może zostać usprawiedliwione? Zresztą w „Pannie młodej!” zbrodni jest więcej. Zawsze jednak popełnionych przez parę w afekcie. Potwora i potworzycę będą chcieli powstrzymać zarówno policjanci, jak i motłoch z pochodniami.
 

Inspiracje zamiast oryginalnych pomysłów

Reżyserka garściami czerpie z najgroźniejszych – prócz wspomnianych – filmów. Nasyca film musicalami lat 30. i 40. (nawet pojawia się bardzo znany aktor w roli kopii Freda Astaire’a). Mamy  pościgi w stylu „Bonnie i Clyde’a”. Historię kochanków uciekającą przed niezrozumieniem w duchu „Urodzonych morderców”. Wreszcie też pełno tu odniesień do „Obiecującej. Młodej. Kobiety” (mamy jedynego „good guya”, który – mimo starań – okazuje się klasycznym szowinistą). Swoją drogą, jeśli punktem odniesienia jest Emerald Fennell, to znaczy, że sprawy idą naprawdę źle. Buckley i Bale od początku nie mają ze sobą żadnej chemii. Ich postaci giną w marnych kostiumach i ciągłych rozkminach na temat płci (ale cały czas na maksymalnie licealnym poziomie). 

Nie bez przyczyny „Panna młoda!” ma światową premierę na tydzień przed rozdaniem Oscarów. Wszak Jessie Buckley raczej na pewno zgarnie statuetkę za rolę żony Szekspira w – równie marnym, choć lepiej zagranym – „Hamnecie” Chloé Zhao. Być może marketing Warner Bros. liczył, że popularność aktorki przyciągnie widownię do kin. Na szczęście głosowanie jest już zamknięte, więc jakikolwiek negatywny wpływ „Panny młodej!” wydaje się mało prawdopodobny.


Na kozetce

Film Gyllenhaal to kolejna odsłona popkulturowej terapii dla złoczyńców. Tych wszystkich Jokerów i Harley Quinnek tego świata, którym scenarzyści dopisują traumatyczne dzieciństwa, żebyśmy przypadkiem nie pomyśleli, że ktoś może być po prostu zły. Czy naprawdę Cruella Demon nie może zwyczajnie marzyć o futrze z dalmatyńczyków? Czy koniecznie musi mieć za sobą katalog nieszczęść z dzieciństwa wyjaśniających wszystko? 

Podobnie jest z działaniami Idy. Jej bunt przeciwko męskiemu światu (powód to dość ogólny) rozbudza wściekłość kobiet w całej Ameryce. Wybuchają – bardzo słabo zarysowane – protesty, których znakiem rozpoznawczym staje się rysunek czarnych plam na policzkach. To oczywiste nawiązanie do protestów spod znaku „Me Too” (czy naszych czarnych parasolek). Tyle tylko, że powód marszów sprzed kilku lat był nazwany i jasny. Wykorzystanie ich w filmie, bez konkretyzacji jest po prostu prostackim zawłaszczeniem. I choć Gyllenhaal ma wielkie ambicje – wszak podejmuje śmiałe kroki tak wizualne, jak i narracyjne – ponosi  porażkę. Jej wersja feminizmu jest drętwa, choć chciałaby być punkrockowa.

Więcej w tym temacie:

Jakub_Wojtaszczyk_GQ_RAMKA

Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.

Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.

Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.