PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Donald i Melania Trump na premierze filmu „Melania”

Filmy i seriale

Czy Melania Trump zagrała na nosie krytykom?

Rok się jeszcze nie skończył, a film o Melanie Trump już mianowano do miana klapy roku. Miażdżące opinie krytyków i bezlitosne drwiny memiarzy nie wróżyły produkcji żadnego sukcesu, a jednak w weekend otwarcia propagandowa reklamówka pierwszej damy USA – szumnie zwana przez jej twórców dokumentem – zarobiła 7 mln dolarów.

Udostępnij

Donald i Melania Trump podczas premiery filmu „Melania”. Autor zdjęcia: Dimitrios Kambouris/Getty Images

Paulina_Januszewska
02.02.2026

Nie wiadomo, czy bilety na „Melanię” wykupili zmuszeni do tego koledzy albo pracownicy Donalda Trumpa, widzowie, którzy preferują hate-watching, a może zorganizowana i wyjątkowo zdyscyplinowana publiczność konserwatywna, ale jedno jest pewne. Produkcja, na którą Amazon miał wydać 75 mln dolarów (40 na licencję i kolejne 35 – na reklamę), z pewnością nie przeszła bez echa. Melania Trump pochwaliła się w mediach społecznościowych, że podczas premierowego weekendu jej własny filmowy portret, którego jest współproducentką, wygenerował rekordowy zysk wbrew temu, co wcześniej przewidywano.

Spisek krytyków

Umówmy się – dokumenty poza paroma chlubnymi wyjątkami nie są najbardziej obleganymi seansami w kinach, a już zwłaszcza nie wtedy, gdy stoją za nimi platformy streamingowe. W przypadku „Melanii”, w której publiczność miała zobaczyć panią Trump w nieznanej dotąd odsłonie, to jednak nie gatunek, lecz fatalne recenzje i bardzo kiepska przedsprzedaż biletów zwiastowały porażkę. Media społecznościowe jeszcze przed premierą zostały zalane przez zrzuty ekranów z aplikacji biletowych pokazujące niemal puste sale – co w połączeniu z piątkową premierą w blisko dwóch tysiącach kin wyglądało jak klasyczny box-office’owy niewypał.

Rzeczywistość pokazała coś innego, ale – by być uczciwym – warto zaznaczyć, że mówimy tu o rekordzie w dość wąskiej kategorii, czyli wśród premier dokumentów kinowych niebędących koncertami. „Melania” zanotowała w niej najlepsze wyniki sprzedażowe od 2012 roku, kiedy to disneyowski „Szympans” otworzył się z wynikiem 10,7 mln dolarów.

Według „The Hollywood Reporter” film z amerykańską prezydentową zarobił około 7 mln dolarów w 1778 kinach w USA i Kanadzie. Osiągnął wyższy od wróżb krytyków, niższy – od przewidywań twórców i samej Melanii, ale wystarczający, by prawicowe media ogłosiły go „sukcesem grającym na nosie liberalnym elitom”. To właśnie spisek establishmentu sprzyjającego demokratom, a nie np. jakość filmu, miał wedle narracji republikanów być odpowiedzialnym za tak negatywne oceny krytyków. Ci nie zostawili na filmie suchej nitki.

Wygładzona hagiografia

Na Rotten Tomatoes produkcja uzyskała około 10 proc. pozytywnych ocen. Recenzje są zaskakująco jednomyślne. „Ultranudna hagiografia”, „propagandowa wydmuszka”, „półtoragodzinna reklamówka” i „laurka pozbawiona treści” to jedne z łagodniejszych określeń podsumowujących produkcję. Jeszcze ostrzej jest oceniana sama bohaterka – film, który miał pokazać ludzką twarz Melanii Trump, według recenzentów tylko pogłębia wrażenie jej emocjonalnej nieobecności, przez co uznano, że ekranowa pierwsza dama „ma mniej charyzmy niż najprostszy chatbot AI”.

Dokument przedstawia 20 dni z życia Melanii Trump przed drugą inauguracją Donalda Trumpa. Nie znajdziemy w nim – jak donoszą dziennikarze, którzy obejrzeli film – żadnych niewygodnych tematów ani odpowiedzi na zarzuty często stawiane publicznie pierwszej damie jako tej, która nie ma własnego zdania, żyje w hipokryzji, pozostając w chłodnych i skomplikowanych relacjach z mężem, oraz milczy w niemal każdej istotnej społecznie sprawie.

Reżyser filmu – Brett Ratner – nie zadaje pytań o to, jak czuje się kobieta, której mąż – jeden z głównych bohaterów akt i afer Jeffreya Epsteina – jest oskarżany o przemoc seksualną, a jego administracja odpowiada za pozbawienie rzeszy Amerykanek praw reprodukcyjnych. Nie ma też – jeśli wierzyć recenzjom – słowa o agresywnej polityce migracyjnej USA, mimo że sama Melania nie jest przecież rodowitą Amerykanką. 

Z medialnego obrazu wyłania się więc film, który konsekwentnie unika pokazania Melanii jako podmiotu politycznego, a zamiast tego oferuje bezpieczną, sterylną narrację o sile, pilnie strzeżonej prywatności i oddaniu rodzinie, całkowicie oderwaną od realnych konsekwencji władzy, z której Melania Trump – jak by nie patrzeć – czerpie prestiż i wpływy. Nie brakuje i takich opinii, wedle których „Melania” zostaje uznana za horror, bo z jednej strony grozę ma wzbudzać beznamiętność pierwszej damy, a z drugiej fakt, że za produkcją stoją ludzie, którzy w słodzeniu parze prezydenckiej mogą mieć istotne interesy.
 

Bezos i Ratner

Mowa tu choćby o Jeffie Bezosie, który – choć formalnie nie kieruje już codziennymi operacjami Amazona – pozostaje jego twarzą oraz symbolem koncentracji kapitału i władzy medialnej. Decyzja korporacji o wyłożeniu dziesiątek milionów dolarów na licencję i promocję filmu o Melanii Trump od początku budziła pytania o motywacje korporacji, która jeszcze kilka lat temu była przedstawiana jako wręcz antytrumpowska.

Krytycy zwracają uwagę, że Amazon od dawna próbuje zabezpieczać się politycznie „na obie strony” – inwestując zarówno w treści liberalne, jak i konserwatywne, a także dbając o dobre relacje z każdą potencjalną administracją. W tym sensie „Melania” nie wydaje się anomalią, lecz logicznym elementem strategii platformy, która chce pozostać nienaruszalna bez względu na wynik wyborów. 

Postać Bezosa powraca w komentarzach na temat filmu również dlatego, że Amazon od lat jest krytykowany za praktyki antyzwiązkowe, brutalne warunki pracy i agresywną optymalizację podatkową – czyli dokładnie ten typ korporacyjnej władzy, który administracja Trumpa deklaratywnie atakowała, a w praktyce często wzmacniała. To, że film o Melanii Trump powstał właśnie pod szyldem Amazona, może być więc traktowany jako symbol cichego porozumienia między wielkim biznesem a autorytarną polityką.

W tym kontekście „sukces” filmu nie jest już tylko kwestią box office’u, lecz przykładem, jak platformy streamingowe – kontrolowane przez miliarderów takich jak Bezos – mogą legitymizować określone postacie i narracje, nadając im pozór prestiżu, „obiektywności” i kulturowej wagi. Nawet jeśli krytycy film miażdżą, sama decyzja o jego dystrybucji na taką skalę działa jak polityczne wybielanie: Melania Trump przestaje być milczącą współodpowiedzialną figurą władzy, a zaczyna funkcjonować jako „bohaterka dokumentu”.

Kontrowersje budzą także osoby stojące za projektem. Najgłośniejszym nazwiskiem jest reżyser i współproducent Brett Ratner, który także pojawia się w głośnych aktach Epsteina. Konkretnie – towarzyszy już nieżyjącemu przestępcy na zdjęciach w towarzystwie bardzo młodych kobiet.

„Melania” to pierwszy Ratnera film od czasu premiery „Herkulesa” z 2014 roku. Przez lata pozostawał personą non grata w Hollywood z uwagi na liczne oskarżenia ze strony m.in. aktorek o molestowanie seksualne, napaści i niewłaściwe zachowanie na planach filmowych. Choć nigdy nie usłyszał zarzutów karnych, studia i producenci zerwali z nim współpracę w obawie przed bojkotami. Powrót Ratnera w filmie gloryfikującym pierwszą damę USA wielu krytyków uznało za symboliczny sojusz władzy z ludźmi wypchniętymi na margines branży przez ruch #MeToo.

Bratt Ratner na premierze filmu „Melania”

Reżyser Brett Ratner na premierze filmu „Melania”. Autor zdjęcia: Taylor Hill/WireImage/Getty Images

Prawicowe kino na fali

Sukces finansowy „Melanii” trudno też analizować w oderwaniu od specyfiki rynku filmów prawicowych w USA. Od kilku lat konserwatywne dokumenty i fabuły funkcjonują w dużej mierze dzięki zorganizowanym kampaniom: masowym zakupom biletów, zachętom w mediach republikańskich, akcjom w kościołach i społecznościach lokalnych oraz narracji o „oblężonej twierdzy”, w której każdy seans staje się aktem politycznego protestu wobec liberalnych mediów i kultury.

„Hollywood regularnie nie bierze pod uwagę faktu, że w dużych częściach kraju konserwatywne wartości rządzą krajem – i że ludzie chętnie korzystają z okazji, by głosować swoimi pieniędzmi, wspierając firmy, produkty i projekty odzwierciedlające te ideały” – tak magazynowi „Vanity Fair” tłumaczył ten mechanizm Jeremy Boreing, założyciel konserwatywnego serwisu The Daily Wire.

Wynik „Melanii” wpisuje się w ten schemat. Przy jednoczesnej porażce artystycznej i krytycznej film zyskuje mniej lub bardziej sterowany politycznie i biznesowo wysoki wynik oglądalności, który ma udowodnić, że publika wie swoje.

„Melania” stała się więc nie tyle dokumentem, ile elementem szerszej wojny kulturowej. Jego obrońcy mówią o „dowodzie na hipokryzję krytyków”, przeciwnicy – o cynicznie zaprojektowanej propagandzie, która za ogromne pieniądze próbuje wybielić postać pierwszej damy i zneutralizować niewygodny kontekst polityczny. W obu przypadkach jedno jest jasne: „Melania” więcej mówi o stanie amerykańskiej polityki i rynku medialnego niż o samej Melanii Trump.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

ARTYKUŁ PARTNERSKI KA518830_Peugeot_HighRes Light

Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota

Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.

"Katastrofa w duecie": Marcin Dorociński i Ryan Reynolds w jednym filmie

Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV

Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.

Matt Damon i Zendaya w filmie „Odyseja”

„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]

Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach

Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.