Aktor Stanisław Linowski, debiutant, czuje się jak w niebie
PARTNERZY SERWISU
Filmy i seriale
Aktor Stanisław Linowski, debiutant, czuje się jak w niebie
Wraz z serialem „Niebo. Rok w piekle” Stanisław Linowski po raz pierwszy trafia w sam środek światła reflektorów. W wywiadzie aktor opowiada o drodze, która wymagała od niego wejścia w głowę zagubionego nastolatka, i o tym, dlaczego na ekranie wciąż chce pozostać debiutantem.
Udostępnij

Autor zdjęcia: materiały prasowe HBO Max
W Stanisławie Linowskim jest coś z aktora, który gra ciałem równie mocno jak emocjami – zwłaszcza odkąd do roli Sebastiana w serialu HBO Max „Niebo. Rok w piekle”, inspirowanym wydarzeniami z początku lat 90., musiał schudnąć ponad 10 kilo. Nie z próżności, ale z potrzeby bycia jak najbliżej prawdy. Musiał wejść w głowę 19-latka, który szuka sensu.
Podczas tego poszukiwania bohater zostaje złowiony przez religijną wspólnotę prowadzoną przez charyzmatycznego Piotra (w tej roli Tomasz Kot). Obietnica duchowego odrodzenia szybko się rozwiewa. Z czasem „Niebo” zmienia się w system opresji i fanatyzmu. Wolność staje się wspomnieniem. Inspiracją dla scenariusza była autobiograficzna książka „Niebo. Pięć lat w sekcie” Sebastiana Kellera – opowieść o tym, jak łatwo stracić siebie, gdy trafi się na kogoś, kto pociągając za odpowiednie sznurki ludzkich strachów, manipuluje innymi.
Na spotkaniu Linowski opowiada o swoich przygotowaniach do roli z precyzją kogoś, kto wie, że detale bywają ważniejsze niż wielkie gesty. Podczas castingów sprawdzano jego chemię z partnerkami i partnerami. Sceny z grającą jego dziewczynę Zofią Jastrzębską i Tomaszem Kotem były testem nie tylko warsztatu, lecz przede wszystkim emocjonalnej gotowości, jaka będzie potrzebna później. A później wchodzili już tylko głębiej w mroki ludzkiego umysłu.
Na planie aktor mógł obserwować Kota, który – jak sam mówi – „zachowywał się, jakby wczoraj skończył szkołę teatralną i dostał pierwszą rolę w życiu”. To właśnie ta energia, świeżość, a nie dorobek, najbardziej inspirowały Stanisława. W Starym Teatrze w Krakowie, w którym gra równolegle, postać żyje latami i ewoluuje. W filmie i serialu ma tylko jeden „złoty strzał”, jedno podejście
„Sebastian jest moją pierwszą pełnowymiarową rolą poza deskami teatru, pod którą się podpisuję i za którą biorę odpowiedzialność” – mówi z entuzjazmem. Dodaje, że nigdy nie jest się debiutantem tylko raz. „Kiedy wchodzisz w kolejną rolę i następną, za każdym razem debiutujesz”.

Autor zdjęcia: materiały prasowe HBO Max
Czego wymagał twój research? Czytałeś o sektach?
Głównym źródłem, wręcz emocjonalną encyklopedią, była właśnie książka Kellera. Znalazłem w niej właściwie wszystko, czego potrzebowałem. Oczywiście tylko inspirujemy się tą historią, ale w książce była zawarta aura, klimat tej opowieści i emocje, które autor w sobie nosił. Prócz tego oglądałem wiele filmów i czytałem wiele książek na ten temat.
Inspirowałem się też jednym z obrazów Wyspiańskiego, który zawsze bardzo mi pomaga w budowaniu świata.
W jaki sposób?
Zawodowo jestem wychowany w Krakowie. Idąc do teatru, często przechodzę przez Planty, więc bardzo rezonuje ze mną obraz „Chochoły (Planty nocą)”. Jest w nim coś niezwykle mrocznego. Nastrajał mnie przed pracą przy „Niebie”. Myśląc o Sebastianie, widziałem człowieka stojącego na pustej, zamglonej, bezkresnej polanie. To zawsze kojarzyło mi się z wolnością – takim miejscem, do którego każdy z nas ma dostęp. Nieważne, co dzieje się w życiu, możemy na chwilę „wyjść na to pole”, zamknąć oczy, wziąć głęboki oddech i przez ułamek sekundy poczuć się dobrze, choćby na moment zapomnieć o tragediach.
Zaczęła mnie jednak przerażać myśl, że są ludzie, którzy nie potrafią tego zrobić. Że nawet na tę jedną sekundę nie są w stanie „oszukać” własnego organizmu, zachłysnąć się powietrzem, bo wszystko blokuje się w głowie. Tak bardzo są zniewoleni.
Wiemy, że sekta mordowała noworodki, okradała ludzi, nakłaniała do samobójstw. Oczywiście to wszystko straszne, ale wcielenie się w jej członka musiało być wielkim aktorskim wyzwaniem.
Pewnie! Ludzie często pytają, jak gra się takie mroczne sceny, jak czuliśmy się na planie. Jako aktorzy patrzymy na to trochę inaczej. Oczywiście przenosimy emocje, tragedie i cały ten ciężar, ale dla nas to przede wszystkim wyzwanie. I nie ma co udawać – to o wiele ciekawsze od grania scen, w których podaje się sól. Pamiętam moment, kiedy czytaliśmy scenariusz i już wtedy wiele jego elementów było dla mnie przerażających. Bałem się, czy serial nie przekroczy granicy dobrego smaku. I faktycznie kilka scen zostało usuniętych, bo uznaliśmy, że nie chodzi o to, by epatować przemocą.
Szukaliście balansu?
Tak. Mimo że inspirujemy się prawdziwymi historiami, cały czas miałem z tyłu głowy, że obok żyją osoby, które przez to przeszły. Gdybyśmy za bardzo poszli w stronę formalnego efekciarstwa, odeszlibyśmy od sedna scenariusza. W nim wszystko dzieje się we wnętrzu człowieku. Emocje są bardzo trudne, ale nie pokazujemy okrucieństwa dla samego okrucieństwa.
Twój bohater w pierwszym odcinku jest ledwie po maturze. Ty w przyszłym roku skończysz 30 lat. Jak tworzyłeś postać nastolatka?
Przygotowując się czysto warsztatowo do roli młodego Sebastiana, dużo czasu spędzałem sam, ucząc się grać na gitarze i wchodząc w tę jego samotność. Chcąc nie chcąc korzystałem też z własnych przeżyć, żeby zrozumieć: co sprawia, że człowiek tak bardzo chce być zauważony, chce przynależeć, boi się stanąć z boku i odstawać. Pojawia się silny strach przed odrzuceniem. Zrozumiałem, że niektórzy ludzie mogą na swojej drodze spotkać osobę, która potrafi ten strach wykorzystać i sprawnie nami manipulować.
O czym jeszcze myślałeś?
O lęku, który odbiera każdą drogę ucieczki. To najgorszy rodzaj zniewolenia. Oczywiście pracowałem nad tym w zdrowy sposób, nie przerzucałem tych emocji na siebie, raczej szukałem ich konstrukcji, poczucia braku wyjścia. Nie planowałem tego, ale w trakcie nagrywania serialu Sebastian Keller pojawił się na planie. Miałem okazję chwilę z nim porozmawiać.
Czego się od niego dowiedziałeś?
Kiedy pojechał do sekty, od razu czuł, że coś tam nie gra. Ludzie mu nie pasowali, atmosfera była niepokojąca. A potem… pewnego dnia się obudził i zdał sobie sprawę, że w zborze jest już pięć lat i jest tam uwięziony. Nie wiedział, kiedy to się wydarzyło. Ten motyw zagubienia w czasie, wpadnięcia w coś poza własną świadomością, był dla mnie kluczowy przy budowaniu roli.
Mój bohater od początku do końca szuka momentu, w którym wszystko się zaczęło i w którym dał się przekonać Piotrowi. Mimo że nigdy tego nie wypowiada, wciąż próbuje w głowie znaleźć tę sekundę, która zapoczątkowała katastrofę, ale nie może jej namierzyć. Ten element wziąłem z rozmowy z Sebastianem Kellerem. Spotkanie z nim było krótkie, ale dla mnie kluczowe. Kończy swoją książkę słowami: „Nie ma duszy” – i jakkolwiek byśmy je rozumieli, czujemy, że coś mu odebrano w sekcie. Ten brak obecny jest w jego oczach. Nigdy czegoś tak przerażającego nie widziałem.

Autor zdjęcia: materiały prasowe HBO Max
Początek lat 90., w których dzieje się akcja „Nieba”, był bardzo ciekawym czasem dla Polski. Nowy ustrój polityczny i porządek społeczny, niepewność jutra, inflacja. Choć ciebie jeszcze nie było na świecie, takie wspomnienia musiały pojawiać się u starszych od ciebie osób z obsady.
Tak, bo sytuacja gospodarcza, ekonomiczna i polityczna była jedną z głównych przyczyn, dla których ludzie szukali wsparcia w sektach takich jak serialowe Niebo. Pamiętam scenę, w której cały nasz zbór był zebrany razem. Tomek wygłaszał przemówienie o tym, że ludzkość ma za dużo wszystkiego, dosłownie tonie w rzeczach. Kiedy Bartek (Blaschke, reżyser – przyp. red.) krzyknął: „Mamy to”, my – aktorzy – zaczęliśmy dyskutować o tym, jak bardzo to, co mówił Kot, jest bliskie prawdy. Starsi ode mnie zaczęli wspominać lata 90. Mówili, że że gdyby wtedy, w czasach tego szalonego pędu, pogoni za czymkolwiek, wspinania się po drabinie, ktoś powiedział im coś takiego, nie wiadomo, czy by za nim nie poszli. Słowa bohatera były w pewnym sensie wyzwalające, bo pozwalały na opuszczenie tego wyścigu.
Czytasz ten serial współcześnie? Dziś też dosłownie toniemy w rzeczach.
Oczywiście! Dlatego uważam, że to jest najlepszy możliwy moment na jego premierę. Nie twierdzę, że „Niebo” ma społeczną misję. Trzymam się jednak słów Sebastiana, który stwierdził, że jeśli choć jedna osoba, która naprawdę tego potrzebuje, zobaczy nasz serial i coś z niego weźmie, to jego odwaga, by opowiedzieć swoją historię, nie pójdzie na marne.
Na planie rozmawialiśmy też o tym, że w latach 90., żeby wpakować się w kłopoty, trzeba było wyjść z domu. Dzisiaj nie trzeba wychodzić nawet z łóżka – wystarczy wziąć do ręki telefon. I to jest przerażające. Żyjemy w czasach ogromnej samotności, w świecie, w którym bardzo łatwo się zgubić. A są ludzie, a nawet algorytmy, które potrafią wyłapywać takie zagubione osoby. W każdym z nas jest głód bycia blisko drugiego człowieka. Boimy się samotności. Zarówno ta potrzeba, jak i strach bardzo łatwo mogą zostać wykorzystane. Tak jak Sebastian – możemy nawet nie zauważyć, kiedy to się wydarzy.
Więcej w tym temacie:
- Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
- Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
- Królują w „Rodzie smoka”. Bethany Antonia i Phoebe Campbell o siostrzanej więzi
- Jest nowy zwiastun serialowej „Lalki”! Nadchodzi przewrotna odsłona klasyki
- Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
- Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
Zanim trafił do GQ Poland, ponad dekadę działał jako freelancer. Współpracował z m.in. „Vogue Polska”, OKO.press, Mint Magazine, Spider’s Web i „Tygodnikiem Powszechnym”. Jest autorem „Cudownego przegięcia. Reportażu o polskim dragu” (Wydawnictwo Znak). Praca nad książką silniej skierowała jego uwagę na tematy społeczne i te dotyczące osób LGBT+.
Specjalizuje się też w pisaniu o filmach i serialach. Jeśli mógłby, nie wychodziłby z kina. Uwielbia długie rozmowy z twórcami i twórczyniami stojącymi po obu stronach kamery. Prowadzi wywiady z psychologami o męskości w każdym wydaniu. Nie unika też tematów okołoliterackich.
Gdy nie ogląda filmów, przesiaduje na siłowni lub jeździ na wyprawy rowerowe, najchętniej po drożdżówki. W weekendy wcina naleśniki i snuje się po galeriach sztuki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Filmy i seriale
Na ekranie i za kierownicą. Francuski świat Peugeota
Samochody i kino mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
Filmy i seriale
Marcin Dorociński i Ryan Reynolds, czyli „Katastrofa w duecie”. Polski aktor w nowym filmie Apple TV
Marcin Dorociński wraca do Hollywood. Apple TV pokazało pierwszy zwiastun filmu „Katastrofa w duecie” (Mayday), w którym polski aktor występuje obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha.
Filmy i seriale
„Odyseja” to kino totalne. Christopher Nolan w znakomitej formie [RECENZJA]
Gdyby Christopher Nolan żył w starożytnej Grecji, dziś jego dramaty stałyby obok największych antycznych tragików. Zamiast ekranizować Homera, opowiedział trojański mit po swojemu. I zrobił to zjawiskowo.
Filmy i seriale
Łukasz Simlat o swoich ikonicznych rolach
Od pierwszego polskiego serialu Netfliksa „1983”, przez nagradzane „Boże Ciało”, po „Rojsta” i „Furiozę” – Łukasz Simlat opowiada o rolach, które wyznaczały kolejne etapy jego aktorskiej kariery. Z okazji 10-lecia Netfliksa w Polsce kontynuujemy cykl „Ikoniczne role”, w którym aktorzy wracają do najważniejszych postaci swojej kariery.
Filmy i seriale
Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent
Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.
Filmy i seriale
Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy
Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.
Filmy i seriale
Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video
Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.
Filmy i seriale
„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń
Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.