PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Zdrowie

Wojtek Mazolewski: Siła, masa, poezja

Nasz, polski jazzman światowej renomy znowu wydał znakomite płyty – solową i z kwintetem. Zaraz ruszy w trasę – zacznie się trudny czas dla jego ciała i umysłu. Jak Wojtek Mazolewski przygotowuje się do wycieńczających koncertów i jakie metody stosuje, by osiągnąć kojącą harmonię z ciałem?

Udostępnij

Wojtek Mazolewski: Siła, masa, poezja

Wojtek Mazolewski Autor zdjęcia: Maciek Edelman

Piotr_Fiedler_GQ_RAMKA
26.11.2025

UWAGA!!! W tym tekście nie przeczytasz o tym, że płyta „Live Spirit I” Wojtek Mazolewski Quintet (WMQ) powalczy o najważniejszą nagrodę branży muzycznej – o Grammy 2026. Nie dowiesz się z niego również o tym, że album został już zauważony i doceniony przez takie media jak „Jazzwise”, „Record Collector”, All About Jazz, UK Vibe, a sam WMQ zachwyca krytyków i słuchaczy na całym świecie – Mazolewski i jego twórczość zdobywają uznanie zarówno fanów współczesnego jazzu, jak i miłośników klasyki gatunku. Nie usłyszysz też tutaj, jak rozgłośnie radiowe, takie jak BBC 6, Worldwide FM, Cosmic Jazz, KEXP, Mondo Jazz, One Jazz Radio, Eastside FM i Chaotic Good Jazz, grają utwory z płyty „Live Spirit I”, która w pierwszym tygodniu po premierze była notowana na 14. miejscu listy OLiS pod względem sprzedaży albumów fizycznych w Polsce. Ani nawet o tym, że solowy album Wojtka – absolutnie wybitny! – ma nasz patronat medialny.

Więc czego można dowiedzieć się z tego tekstu? Po pierwsze, jak niewiele brakuje, by nie zostać kumplem Wojtka Mazolewskiego, z kwintetem lub bez. Ponadto jak w wieku 49 lat mieć zarąbiste ciało i kaloryfer taki, że można na nim ścierać parmezan na kolację z ukochaną osobą. A także jak to ciało staje się przedłużeniem instrumentu muzycznego.
 

Dostarczyciel wrażeń

„Co robisz wieczorem?” – pyta Matylda w wiadomości tekstowej.

Nic nie robię i to mi się bardzo podoba. Szczególnie w upalny czerwcowy wieczór, po wyczerpującym dniu, w którym nie robiłem nic szczególnego. Zasługuję na odpoczynek. Ale mam okropnie ciekawską naturę i zanim zdążę jej odpisać, że mam basen czy cokolwiek, co pozwoli mi pozostać w zdrowym dystansie wobec rzeczywistości, odpisuję: „No a co?”.

„Musisz kogoś poznać. 19 u mnie”.

No i mam za swoje! Ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest poznawanie kogokolwiek. Wszyscy, których warto było poznać, już poznałem, a ci, którzy wydają mi się warci poznania, od dawna są już martwi. I choć wiem, że dla własnego bezpieczeństwa powinienem nie pytać „kogo”, co robię? Pytam. „Kogo?”.

„Wojtka Mazolewskiego”.

I wtedy, jak to zazwyczaj bywa – znienacka – przypominam sobie, że przecież kiedyś się poznawaliśmy na jakimś afterze po afterze u kogoś, kogo nie znałem, kto zabrał mnie od kogoś, kogo też nie znałem… Czy jakoś tak.

„Ale ja już go poznałem. On pewnie tego nie pamięta, więc może innym razem, co, Matylda? Właśnie miałem robić nic”.

„Musicie się poznać, jesteście jak… jak z kropli tej samej kałuży”.

Matylda jest poetką, a jej pisząca łapa to szpon! Uważajcie, jeszcze o niej usłyszycie!

Dam temu 30 minut, myślę, 30 minut i zełgam, że muszę iść, bo coś bardzo ważnego mam do roboty.

Jestem u Matyldy, patrzę przez okno na plac Hallera, jest pięknie, czerwiec. W powietrzu czuć ekscytację nadchodzącym latem. 30 minut – poświęcę się.

Dzwoni domofon – jakim trzeba być potworem, żeby tworzyć tak straszne dźwięki w tych urządzeniach? Skurwysyny! Wchodzi. No dobra, trzeba przyznać, że bije od chłopa czar i charyzma, jakby wylazł na scenę, a nie na czwarte piętro praskiej kamienicy. Mocny uścisk, luźna gadka.

Spoglądam na zegarek, zleciało 25 minut, wytrzymam jeszcze momencik, a potem będę się pławił w luksusie samotności. Ale zostałem. Zostałem, a czas zlał się z czerwcowym wieczorem i kręcił niebieskie piruety w duecie z dymem z naszych skręcanych papierosów.

Tak właśnie poznałem Wojtka Mazolewskiego i zostaliśmy kumplami, choć nie o tym jest ten tekst.

Wojtek Mazolewski jest piękny, mówię to trzeźwy, ja, heteroseksualny mężczyzna, i nie dlatego, że jesteśmy kumplami. Wojtek Mazolewski jest piękny w środku i jest piękny na zewnątrz. Niedługo kończy 49 lat i wygląda tak, jak wielu młodszych chciałoby wyglądać, a jeszcze więcej – wyglądać tak nigdy nie będzie. I to nie dlatego, że nie dadzą rady – dadzą, ale żeby być jak Wojtek, trzeba żyć w dyscyplinie, trzeba mieć coś większego niż sport i on coś takiego ma. To muzyka. Dlatego jego ciało nie jest ciałem, które jest trenowane – ono jest przedłużeniem, a może nawet częścią instrumentu, z którego wydobywa muzykę. Dlatego on nie dba o samo ciało, dbając o ciało. Wojtek Mazolewski, zajmując się nim, dba o duszę, o treść, o muzykę. Dba o nas. Bo tak robią i po to są artyści.

Scena wymaga ogromnej kondycji. Jak przygotowujesz ciało do grania, do tras, do życia w drodze, do jazzu i punk rocka?

Ciało i dusza są integralną częścią, stanowią całość. Dla mnie ciało to narzędzie pracy i potrzebuję je mieć w dobrej formie, żeby co wieczór móc wychodzić na scenę i dawać z siebie wszystko. Muszę dbać o kondycję, która pozwala mi mocno eksploatować organizm. Uczę się czytać sygnały z ciała, bo te są bardzo zróżnicowane. Zmęczenie, ból, skurcze, napięcia – intuicja, pragnienia czy inne emocje – mają swój sygnał cielesny. Każdy warto rozumieć w szerszym kontekście naszych myśli, nawyków, potrzeb, historii życia.

Ciało to jest też dostarczyciel wrażeń i przyjemności (tu uśmiecha się szatańsko). Lubię multiplikować dobre wrażenia, być w nich na całego i czuć się dobrze.

A masz jakieś rytuały dotyczące ciała, które regularnie wykonujesz?

Każdego ranka, po wstępnej toalecie, czytam na głos trzy wiersze. Pessoa, Rimbaud, Świrszczyńska. W ten sposób karmię umysł i inspiruję się do działania. To jest to połączenie ciała i umysłu, które jest ważne i którego wymagam od siebie. Jestem przekonany, że wkrótce nadejdzie czas, w którym poezja powróci, stanie się – no z braku lepszego określenia – modna. Mam nosa do trendów. Jak parę lat temu mówiłem, że muzyka gitarowa wróci, to pukano się w głowę, a teraz zobacz.

Wszystko jest ważne, ciało tworzy integralną część nas.

Zaczynam dzień od umysłu i to w nim zasiewam ziarno, z którego coś wykiełkuje, a ja się muszę przygotować, by przeżyć to w inspirujący sposób. I właśnie poezja jest takim nasieniem, bardzo mnie rozbudza i stymuluje.

Po czytaniu zabieram się za proste rozciąganie, ćwiczenia typu powitanie słońca z jogi, krótkie formy chi kungu (chińskiej praktyki łączącej łagodne ruchy, medytację, świadome oddychanie – przyp. red.), a następnie gimnastyka poprawiająca mięśnie głębokie brzucha, trochę pompek, trochę hantli.
 

Kiedy zacząłeś trenować? Czy te ćwiczenia pojawiły się w konkretnym momencie twojego życia? Skąd to się wzięło i jak zmieniało?

Przez chwilę, w podstawówce, chodziliśmy z kumplem na dżudo. Ale to była tylko przygoda. Muszę przyznać, że ja w taki zorganizowany sposób nigdy zawodowo nie uprawiałem sportu. Choć bardzo go lubiłem i lubiłem być w różnych drużynach szkolnych i reprezentacjach. Myślę, że zacząłem trenować, ponieważ zmusiło mnie do tego życie. Wychowywałem się w czasach, w których przemoc na ulicach była dość powszechna. I po tym jak raz czy drugi zostałem wyzwany na tzw. solo przez jakiegoś starszego kolesia, który był ode mnie większy, cięższy i silniejszy, postanowiłem po prostu trenować trochę w domu, wzmocnić się. To było rozciąganie, ćwiczenie jakichś chwytów z filmów z Bruce’em Lee. I to pozwalało mi uniknąć walki. Bo idąc dalej za Bruce’em Lee, sztuką nie jest doprowadzić do bijatyki, tylko jej uniknąć. I to, że dbasz o siebie i jesteś sprawny, pozwala ci nie wchodzić w sytuacje, w których nie chcesz się znaleźć.

W jazzie najważniejsza jest improwizacja. Czy w dbaniu o ciało też improwizujesz, czy może działasz zgodnie z wytyczonym planem: w poniedziałki robisz klatkę, we wtorek nogi…

Na tak zadane pytanie muszę odpowiedzieć, że improwizuję, bo robię te ćwiczenia, które danego dnia czuję, że są mi potrzebne. I oczywiście odbywa się to w ramach pewnego schematu: zawsze uprawiam jogę, zawsze korzystam z chi kungu. Muszę jakoś rozgrzać ciało, żeby ono w kolejnych ćwiczeniach – że tak to ujmę – nie zrobiło sobie krzywdy. Później często robię to, co jest mi akurat potrzebne. Jeżeli dzień wcześniej wpadłem w lekkiego doła i zjadłem za dużo słodyczy, co mi się zdarza, to następnego dnia daję z siebie więcej w trakcie treningu. Tak to działa.

Mówisz, że ciało i dusza to dla ciebie połączone naczynia, spójna całość Na czym to polega?

Tak, ale potrzebowałem czasu, żeby to poczuć. Kiedyś eksploatowałem swoje ciało bardzo mocno, nadwyrężałem ponad jego możliwości i nie myślałem, jaka jest tego cena. Rozwijając się duchowo, dojrzewając, zrozumiałem, że umysł i cało są połączone. Przeciążone ciało ma wpływ na moje samopoczucie i nie da się żyłować organizmu bez końca.

A czy nadal zdarza ci się go przeciążać?

Przeciążam go regularnie. Tołstoj mówił, że kiedy ciało słabnie, lepiej się czuje duszę. Tak bywa i czasem wycieńczeni przeżywamy coś znaczniej głębiej. To można wykorzystać twórczo i niekiedy nawet stosuję to w studiu nagraniowym. Jednak będąc w optymalnej dyspozycji, masz większy zakres możliwości.

A co robisz, żeby się zregenerować?

Ćwiczę, medytuję, zdrowiej się odżywiam i dużo się przytulam. Trasy koncertowe to jest wbrew pozorom bardzo wymagający okres, podczas którego nie ma czasami nawet chwili, żeby o siebie porządnie zadbać. Nie ma czasu, żeby zdrowo zjeść, więc te momenty są wyczerpujące. Ponadto dużo się siedzi – w busie, w samolocie, w samochodzie. Do tego dochodzą częste zmiany stref czasowych. Kolejnym elementem są długie próby, noszenie sprzętu, co potrafi doprowadzić do kontuzji. Więc tych obciążeń jest wiele – uwierz, trasy to jest wyzwanie. Po serii koncertów czujesz, że ciało jest wycieńczone, ale ciekawym faktem jest to, że będąc w trasie, prawie nigdy nie choruję. A nawet jeśli, to tego nie odczuwam. Dopiero kiedy wracam, to się wszystko sumuje i wtedy jest naprawdę źle. W trasie jestem tak mocno skoncentrowany i zmotywowany, żeby każdego wieczoru wyjść na scenę w jak najlepszej formie.

Jak zmieniło się twoje podejście do utrzymywania formy fizycznej przez lata grania? Zaczynałeś przecież jako młody chłopak…

Wraz z doświadczeniem nauczyłem się, że proces przygotowania do koncertu i to, w jakiej formie wyjdę na scenę, w jakiej formie będą moje ciało i umysł, to bardzo ważne sprawy, fundament. I powinienem o to zadbać, zanim ruszę w trasę. Tego samego oczekuję od muzyków, z którymi w danym momencie współpracuję. Żeby się wyspali przed koncertem, by byli przygotowani, by nie przyjeżdżali na próbę po imprezie, na której balowali do czwartej rano… Choć oczywiście różnie to bywa.

Proces przygotowywania się do występu musi się zacząć dużo wcześniej. Chcesz mieć piękny wieczór z partnerką, partnerem, to musisz zacząć go przygotowywać już rano albo nawet dzień wcześniej. Z graniem koncertu jest podobnie. Chcąc być dla ludzi inspirującym, dzielić się z nimi czymś istotnym, musisz się do tego dobrze przygotować. I wtedy – bez względu jak się ten występ potoczy – mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Sumiennie się przygotowałem, zrobiłem wszystko, żebyśmy i ja, i zespół byli w jak najlepszej formie.

Wojtek Mazolewski w sesji okładkowej dla GQ Poland

Wojtek Mazolewski w sesji okładkowej dla GQ Poland Autor zdjęcia: Maciek Edelman

To prawda. Widziałem to na własne oczy, a w obserwowaniu występującego na scenie kwintetu Wojtka Mazolewskiego odczuwa się ten rodzaj przyjemności, jaki musi mieć podpalacz obserwujący płonący las. Dzika, perwersyjna – i nie boję się tego powiedzieć – seksualna ekstaza. Mazolewski i jego zespół zdają się płonąć na scenie żywym, nieokiełznanym ogniem. Żar bucha ze sceny, a obserwującym ten żywioł – niezależnie od płci – robi się mokro. Też stajemy w płomieniach.

To może pogadamy chwile o muzyce?

Może nie. Bardzo trudno o niej mówić. Frank Zappa uważał, że mówienie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze i wciąż nie wiem, czy nie byłoby jednak łatwiej tańczyć o jakimś budynku, niż mówić o muzyce. Jest w niej tak dużo elementów magicznych, niezrozumiałych nawet dla samego twórcy, trudnych do wyrażenia słowami… A jednocześnie dopiero wyrażając siebie za pomocą dźwięków, czuję się najbardziej autentyczny i prawdziwy.

A jaką prostą praktykę poleciłbyś komuś, kto chce poczuć się w harmonii z ciałem? Coś, co każdy może zrobić, wstając rano.

Jestem ostatnią osobą, która powinna ludziom cokolwiek doradzać. Uważam, że każdy ma swój rozum.

To nie jest kwestia doradzenia, to jest kwestia polecenia. Co byś podpowiedział kumplowi?

Nie lubię doradzać, nawet kumplom. Ale… zacznij od jakiejkolwiek formy gimnastyki – pajacyków, skakanki, rozciągania, najprostszych rzeczy. A jeżeli nabierzesz ochoty na więcej, rób więcej. Ważne, żeby nie rzucać się na rzeczy, które cię zniechęcą, bo będą za trudne. To powinno być coś, co sprawia przyjemność. Chodzi o to, żeby wprowadzić do życia rytuał, być konsekwentnym. To może nawet trwać trzy minuty, ale ma być twoje. Ciesz się tym i wydłużaj ten rytuał do pięciu minut, do dziesięciu i tak dalej. To jedno. Polecam też proste medytacyjne formy oddechowe, które pozwalają poczuć i uświadomić sobie, jak ważne są wdech i wydech. Wdychasz na pięć, zatrzymujesz powietrze w płucach i znowu na pięć – wydech. To pozwala...

Czekaj, możesz mi pokazać, jak to się robi?

Chyba każdy wie, jak policzyć do pięciu, biorąc oddech.

No, ja nie wiem i chciałbym zobaczyć, co jest w tym takiego magicznego.

Po prostu siadasz, zamykasz oczy – lub nie – i oddychasz. Życie.

PS Kiedy wychodzę od Matyldy, upojony czerwcową ciepłą nocą i kilkugodzinną rozmową o muzyce, poezji, sensie życia i bezsensie nieużywania życia, postanawiamy z Wojtkiem wymienić się numerami telefonów.

„No to zapisuj” – mówi Wojtek. Zapisuję i nagle, niespodziewanie… „Mam twój numer”. „No co ty?” – Wojtek jest zdziwiony i karze mi do siebie dzwonić, żeby mieć do mnie kontakt. Dzwonię… „Kurwa!” – wykrzykuje Wojtek. „Co?” – pytam. „A ja mam twój!”

Artykuł oryginalnie ukazał się w pierwszym numerze GQ Poland.

Wojtek Mazolewski w sesji okładkowej do pierwszego numeru GQ Poland

Wojtek Mazolewski w sesji okładkowej do pierwszego numeru GQ Poland Autor zdjęcia: Maciek Edelman

Więcej w tym temacie:

Piotr_Fiedler_GQ_RAMKA

Pirat, poeta, gondolier. Zajmuje się literaturą piękną w brzydki sposób. Ma też inne wady. 

Czytaj więcej

Domy Kopułowe Manor House SPA_wejście do kompleksu

Domy Kopułowe Manor House SPA to nowy rozdział w polskim wellness

To jedna z tych inwestycji, która przyciąga konsekwencją i dopracowaną koncepcją. 24 czerwca odbyło się oficjalne otwarcie Domów Kopułowych Manor House SPA w Chlewiskach. Sprawdźcie, jak je wspominamy.

GettyImages-527192178

Nie czekaj, aż zaboli. Badania, które każdy mężczyzna powinien zrobić przed czterdziestką

Mężczyźni potrafią badać samochód częściej niż własny organizm. Jakie badania profilaktyczne powinien wykonać każdy mężczyzna jeszcze przed 40. rokiem życia?

Post przerywany – jak stosować go prawidłowo?

Nie jesz? Czy twój organizm na pewno będzie ci za to wdzięczny?

Co kilka lat wraca z taką samą siłą, jak moda na białe sneakersy czy minimalistyczne zegarki. Post przerywany, czyli intermittent fasting (IF), po raz kolejny stał się jednym z najczęściej wyszukiwanych sposobów odżywiania. Choć internet przedstawia go jako kolejną metodę na zgubienie kilku kilogramów przed wakacjami, eksperci od lat powtarzają: „to nie jest dieta odchudzająca”.

Ile kosztuje zarwana noc?

Ile naprawdę kosztuje zarwana noc?

Jedna nieprzespana noc nie zrujnuje zdrowia. Gorzej, gdy niedosypianie staje się stylem życia. Wtedy nie tylko pogarsza się koncentracja, ale też spada poziom testosteronu, rośnie ryzyko otyłości, depresji i rozpadu związku.

Regulacja układu nerwowego

Jak szybko i skutecznie ukoić układ nerwowy? Przestań wierzyć w cuda

– Jeśli złapie cię skurcz łydki, istnieje prosty sposób, żeby go rozluźnić ruchem pięty i palców. Na chwilę pomoże, ale nie zastąpi wizyty u lekarza, jeśli problem powraca. Podobnie jest z układem nerwowym – mówi nam psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka, dr Joanna Gutral.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Szybki styl życia sprawia, że doceniamy to, co konkretne i sprawdzone. Buntujemy się przeciwko trendom i chcemy pełnej świadomości czym odżywiamy organizm. Olini jest odpowiedzią na tę potrzebę. Wie, że dbanie o odporność i energię jest elementem zarządzania własnym potencjałem. W przeciwieństwie do masowego outsourcingu na rynku wellness marka wprowadza niezależność i kontrolę na każdym etapie tworzenia produktów.

Spadek libido a depresja

Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?

Jeszcze niedawno nie wyobrażałeś sobie nocy bez Kamasutry, a dziś mógłbyś prowadzić życie mnicha. Za brakiem zainteresowania seksem może stać depresja.

Projekt bez nazwy (81)

W samym sercu Warszawy powstało miejsce, które redefiniuje pojęcie współczesnego dobrostanu

Warszawa zyskała nowy adres dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż chwili relaksu. Przy Placu Konstytucji 4 otworzono Soham Space - wyjątkową przestrzeń, w której estetykę połączono z filozofią świadomego życia. Tam też troska o ciało jest naturalnym dopełnieniem dbałości o umysł i wewnętrzną równowagę.