W czeluść nieznaną. Andrzej Bargiel o swoim kolejnym historycznym wyczynie
PARTNERZY SERWISU
Sport
W czeluść nieznaną. Andrzej Bargiel o swoim kolejnym historycznym wyczynie
Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek na świecie wspiął się bez dodatkowego tlenu na Nanga Parbat. Zjechał z ośmiotysięcznika do końca śniegu i to drogą Messnera, której nikt nigdy nie powtórzył. Właśnie powitaliśmy w Polsce członków tej wyprawy.
Udostępnij

Andrzej Bargiel zjechał z Nanga Parbat 30 czerwca 2026 roku Autor zdjęcia: Bartłomiej Pawlikowski/Associated Press/East News
Swojego historycznego wyczynu Andrzej Bargiel dokonał 30 czerwca 2026 roku. To pierwszy w historii zjazd z samego wierzchołka do podstawy ściany. Wyprawa NANGA PARBAT SKI CHALLENGE to część projektu jego autorskiego projektu HIC SUNT LEONES. We wrześniu ubiegłego roku w ten sam sposób – również jako pierwszy na świecie – pokonał Everest.
Zjechał też z K2, Broad Peaku, Gaszerbrum I oraz Gaszerbrum II, pokonując wszystkie cztery ośmiotysięczniki w Karakorum. Ma ponadto za sobą nieudane dotąd próby ma Lhotse, Sziszapangmie, Manaslu, a także światowy rekord Śnieżnej Pantery, polegający na zdobyciu czterech najwyższych gór byłego ZSRR w jak najkrótszym czasie.

Andrzej Bargiel: „W bazie codziennie budził nas kogut, osioł podgryzał trawę pod namiotem, a zaledwie trzy dni podejścia dalej wyrastała jedna z najtrudniejszych gór świata” Autor zdjęcia: Bartłomiej Pawlikowski/Associated Press/East News
Krwiożerczy szczyt
Wejście i zjazd z Nanga Parbat, zwaną Górą Śmierci, stanowi wyjątkowe wyzwanie ze względu na położenie szczytu w izolacji od innych kolosów. To sprawia, że tworzy własny mikroklimat, więc panujące tam warunki pogodowe potrafią błyskawicznie się zmieniać. Dodatkowym utrudnieniem są ogromne przewyższenia – z bazy na szczyt trzeba pokonać ponad cztery tysiące metrów. Dla porównania – pod K2 różnica wysokości wynosi około trzech i pół tysiąca metrów.
Już przed II wojną światową kolejne wyprawy kończyły się tu tragicznie, co dało górze jej złowrogi przydomek. Ten nie zdezaktualizował się wraz z upływem czasu. Reinhold Messner wytyczył swoją drogę w 1978 roku. Nikt nigdy jej nie powtórzył. A w samym tylko 2018 roku na Nanga Parbat zginęło ponad 60 wspinaczy.
Andrzej Bargiel wraz z innym wybitnym polskim alpinistą i himalaistą, Januszem Gołębiem, wyruszyli z bazy 28 czerwca 2026 roku o godz. 6.00 czasu lokalnego. Po wejściu aklimatyzacyjnym mieli za sobą zaledwie krótki odpoczynek, ale musieli zaryzykować. Prognozy nie pozostawiały bowiem złudzeń – okno pogodowe właśnie się otworzyło i miało potrwać bardzo krótko. Z bazy położonej na wysokości 4200 m n.p.m. dotarli na 6200 m n.p.m., a następnego dnia przeszli z obozu II do III (6850 m n.p.m.), skąd ruszyli w kierunku wierzchołka. Ze szczytu Bargiel rozpoczął zjazd ścianą Diamir. Do końca śniegu, na wysokości około 4400 m n.p.m., dotarł 30 czerwca o godz. 15.00 czasu lokalnego.
Cały świat zobaczył kręcone z drona filmy Jakuba Gzeli, słychać na nich wymianę komunikatów radiowych przez bardzo zdenerwowanych członków ekipy, słychać też milczenie Bargiela, bo jego zjazd wymagał stuprocentowej koncentracji.
Pojechaliśmy ich powitać i wysłuchać na gorąco relacji z wyprawy.

Andrzej Bargiel: „Z każdą wyprawą mam większe doświadczenie. Człowiek, który zjeżdżał z K2, nie był już tym samym człowiekiem, którym jestem dzisiaj” Autor zdjęcia: Bartłomiej Pawlikowski/Associated Press/East News
Wyścig z czasem
– Rzeczywiście poszło nam szybko – przyznał Andrzej Bargiel. – Całość zajęła dwadzieścia pięć dni. Musieliśmy błyskawicznie zdobywać aklimatyzację, bo baza leży nisko, a do szczytu są cztery kilometry różnicy wysokości. Pogoda pozostawała niepewna. Wchodziliśmy na okoliczne szczyty, żeby się zaaklimatyzować i poznać ścianę. Obserwowaliśmy ją przez wiele dni, aż w końcu uznaliśmy, że najlepszym wariantem zjazdu będzie droga Messnera – dodał skialpinista.
Wytyczona przez Reinholda Messnera w 1978 roku linia do dziś nie doczekała się powtórzenia. Prowadzi pod olbrzymimi serakami pękającego lodowca, przez wyjątkowo niebezpieczny teren. Bargiel przez wiele dni obserwował, jak zmieniają się warunki w ścianie. Wiedział, że podczas zjazdu musi zdążyć przed słońcem – później lawiny praktycznie uniemożliwiały bezpieczny przejazd.
– Wspinając się z Januszem Gołębiem, cały czas obserwowaliśmy linię zjazdu. Szukaliśmy zagrożeń i sposobów, by je ominąć. Kluczowe było, żeby ruszyć bardzo wcześnie i zdążyć przed jedenastą. Potem robiło się ciepło i wszystko zaczynało się sypać. Równie ważna była dobra widoczność – relacjonował Bargiel, podkreślając, że Nanga Parbat to góra kontrastów.
– W bazie codziennie budził nas kogut, osioł podgryzał trawę pod namiotem, a zaledwie trzy dni podejścia dalej wyrastała jedna z najtrudniejszych gór świata. Nie mieliśmy łatwych warunków – okno pogodowe trwało tylko dwa dni. Gdy Janusz Gołąb schodził ze szczytu, przyszła burza. Wycofał się dosłownie w ostatniej chwili – usłyszeliśmy.
Sama droga Kinshofera, którą prowadzi trasa między obozami I i II, również jest wymagająca. Jak wyjaśnił Bargiel, jest tam niemal sto metrów prawie pionowej ściany. Dla osób spoza środowiska wspinaczkowego to prawdziwy koszmar, ale ekipa, której się udało, wybrała właśnie tę drogę, żeby ograniczyć ryzyko. Sam zjazd trwał trzy godziny.
– Żlebem wyprowadzającym pod szczyt podchodziliśmy nocą, więc niczego nie widziałem. Musiałem poprosić Darka Załuskę o potwierdzenie, czy jestem we właściwym miejscu, żeby rozpocząć trawers. Trudne było Żebro Mummery'ego, później lodowiec – niezbyt uszczeliniony, ale z obrywającymi się serakami i schodzącymi lawinami pyłowymi. To nie jest po prostu wielki biały stok. Trasę miałem dobrze przemyślaną, obejrzeliśmy ją dokładnie z przeciwległej ściany. Wiedziałem, co robię, miałem wszystko pod kontrolą, ale musiałem się spieszyć, bo to bardzo groźny teren – kontynuował Andrzej Bargiel.
Przygoda życia
Na szczycie wraz z Gołąbem czekali czterdzieści pięć minut na kamerę. – Nigdy wcześniej nie spędziłem tyle czasu na żadnym ośmiotysięczniku. Weszliśmy z Januszem bardzo szybko. A potem po prostu pojechałem – zaznaczył Andrzej, dodając, że w trakcie zjazdu nie czuł emocji, bo był maksymalnie skupiony.
– Na filmach słychać rozmowy chłopaków z ekipy. Krzyczą, ostrzegają, próbują pomagać. Te emocje w pewnym stopniu mi się udzielają, ale jednocześnie wiem, że producent czy kamerzysta nie do końca rozumieją sytuację. Wydaje im się, że wystarczy po prostu jechać po śniegu. Nie odpowiadam przez radio, bo całą uwagę skupiam na zjeździe. Wiem, że dla nich to trudne. Zresztą przed rozpoczęciem zjazdu mówili mi wprost, żebym tego nie robił – przyznał skialpinista, który był okładkowym bohaterem pierwszego wydania GQ Poland.
Już wtedy mówił nam, że „wysokie góry to jego naturalne środowisko”.
„Robię to od wielu lat i mam swoją metodę. Rozkładam zadanie na czynniki pierwsze, tego nie widać z boku, ale to są złożone procesy. W kluczowych momentach mam zimną głowę, może to wygląda jak szaleństwo, ale ja działam ze spokojem i miejsca na szaleństwo tam po prostu nie ma” – przekonywał.
W przypadku pokonania Nanga Parbat najtrudniejsze dla niego okazały się pierwsze kilkaset metrów. Wierzchołek był mocno wywiany, więc trzeba było wyszukiwać niewielkie płaty śniegu i przeskakiwać między nimi. Dopiero w kuluarze pojawił się dobry śnieg, a nawet firn. Ale celem było zjechanie z samego wierzchołka, a nie dopiero od początku kuluaru.
Zapytany o wyczyn Bartka Ziemskiego, który bez dodatkowego tlenu wszedł na Everest, zjechał z niego na nartach, a kilka dni później powtórzył ten wyczyn na Lhotse, Bargiel odpowiedział z uznaniem, że nie traktują swoich osiągnięć jak wyścigu: – Cieszę się, że robimy takie rzeczy. Nigdy nie patrzyłem na góry jak na przestrzeń rywalizacji. To dla mnie miejsce realizacji marzeń i przeżywania przygód, które zostają w pamięci na całe życie.
Chcieliśmy wiedzieć także, jak wyglądała wspinaczka bez dodatkowego tlenu.
– Wszystko zależy od tego, jakie masz zadanie. Jeśli jesteś przewodnikiem, powinieneś działać z tlenem. Musisz mieć pełną sprawność, żeby odpowiednio reagować na zagrożenia. Są też osoby, które korzystają z tlenu jako wsparcia od samej bazy. Użycie tlenu ma również uzasadnienie podczas wytyczania nowych dróg. Ja wspinam się bez tlenu, ale przez wiele lat byłem sportowcem światowej klasy i mam zdolność bardzo szybkiej aklimatyzacji. Jim Morrison wspina się z tlenem i wcale tego nie ukrywa. Dla niego najważniejszy jest zjazd, cała reszta schodzi na dalszy plan – tłumaczył.
A czy da się porównać trudność zjazdu z Nanga Parbat do Everestu albo K2?
– Nie potrafię. Z każdą wyprawą mam większe doświadczenie. Człowiek, który zjeżdżał z K2, nie był już tym samym człowiekiem, którym jestem dzisiaj. Na pewno Nanga wymagała pełnego zaangażowania. To, że od 1978 roku nikt nie powtórzył drogi Messnera, najlepiej pokazuje skalę trudności. Lawina zeszła obok mnie, obrywały się seraki. To był bardzo wymagający teren. Nie da się tego porównać z miejscami, gdzie obok wiszą poręczówki i w razie potrzeby można się ich złapać. Zdarzało się, że musiałem rąbać lód czekanem, ale czułem się w tym pewnie – podsumował Andrzej Bargiel.
Więcej w tym temacie:
- Wielki wyczyn Andrzeja Bargiela – jako pierwszy zjechał na nartach z Nanga Parbat
- Wiosna w Dolinie Gastein: narty, słońce i pociąg do wnętrza góry
- Narty last minute? W Południowym Tyrolu można jeździć do maja
- Jak zaplanować korzystne cenowo ferie w Europie, w raju dla narciarzy i snowboardzistów?
- „Skitury to wolność” – Jan Elantkowski, ratownik, góral, olimpijczyk
- Kto i z jakimi szansami? O polskiej reprezentacji na zimowe igrzyska olimpijskie 2026
Pisarz i podróżnik, autor ośmiu powieści i kilku innych książek reporterskich oraz podróżniczych. Pół życia zmarnotrawił na włóczęgę po świecie, utrzymując się z pisania reportaży do kobiecych magazynów albo m.in. prowadzenia ludzi po górach. Był redaktorem magazynów „Malemen” i „Elle Man”. Obszary zainteresowania – podróże, lifestyle, ludzie, rock i heavy metal.
Ma dar słuchania ze zrozumieniem.
Był w stu kilkudziesięciu krajach i jest bywalcem praskiego klubu bokserskiego Fenix. W dniu premiery GQ Poland świętuje premierę swojej najnowszej książki „Włóczęga z Archipelagu. Filipiny”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
Leg day, czyli trening nóg na siłowni. 5 ćwiczeń na uda, pośladki i łydki
Jeśli nie wiesz, jak powinien wyglądać trening nóg na siłowni, zebraliśmy podstawowe i skuteczne ćwiczenia na nogi, z których warto ułożyć leg day.
Sport
„The big Polish man”. Naomi Osaka zrobiła z polskiego trenera gwiazdę Wimbledonu
Jedno zdanie Naomi Osaki wystarczyło, żeby Tomasz Wiktorowski stał się jednym z bohaterów Wimbledonu, choć nawet nie trzymał rakiety. O polskim trenerze tenisa znowu jest głośno.
Sport
Klaudia Kazimierska z nowym rekordem. Jak wyglądała jej droga do sukcesu?
Klaudia Kazimierska po raz kolejny zapisała się w historii polskiej lekkoatletyki. Podczas zawodów Diamentowej Ligi w Eugene 24-letnia biegaczka ustanowiła nowy rekord Polski w biegu na milę.
Sport
Koniec pięknej przygody – Cabo Verde pożegnało mundial w wielkim stylu
Dla tej drużyny warto było zarwać piątkową noc. Zagrali spektakularny mecz i przynieśli kibicom wielką radość – nawet pomimo braku awansu do kolejnej rundy.
Sport
Końcówki, sensacje i gospodarze. Co wiemy po 1/16 finału mundialu?
Których dwóch selekcjonerów już pożegnało się z pracą? Czy najlepsi piłkarze wciąż dostarczają największych emocji? Dlaczego nie warto chodzić spać przed 85 minutą? Mundial w Ameryce Północnej dostarcza emocji, a my – wniosków z nich wynikających.
Sport
Wielki wyczyn Andrzeja Bargiela – jako pierwszy zjechał na nartach z Nanga Parbat
Wybitny skialpinista z kolejnym rekordem. Po zjeździe z K2, Broad Peak czy Mount Everest przyszedł czas na kolejny szczyt Himalajów.
Sport
Inny wymiar presji. O Robercie Lewandowskim w Chicago Fire
„Moi sąsiedzi wiedzą, że przychodząc do mnie mogą liczyć na dobry koktajl”, powiedział w przeszłości nowy szkoleniowiec Roberta Lewandowskiego.
Sport
Sensacyjna noc na mundialu. Europejskie potęgi poza turniejem!
Pierwsza runda fazy pucharowej przynosi wiele skrajnych emocji. Najpierw Japonia uprzykrzyła życie Brazylijczykom, a później z mistrzostwami pożegnali się giganci futbolu.