Końcówki, sensacje i gospodarze. Co wiemy po 1/16 finału mundialu?
PARTNERZY SERWISU
Sport
Końcówki, sensacje i gospodarze. Co wiemy po 1/16 finału mundialu?
Których dwóch selekcjonerów już pożegnało się z pracą? Czy najlepsi piłkarze wciąż dostarczają największych emocji? Dlaczego nie warto chodzić spać przed 85 minutą? Mundial w Ameryce Północnej dostarcza emocji, a my – wniosków z nich wynikających.
Udostępnij

Lionel Messi po wygranej Autor zdjęcia: Getty Images
Gdyby mecze kończyły się w osiemdziesiątej piątej minucie, to Kanada mogłaby przegrać dogrywkę z RPA, Japończycy dostaliby czas na reorganizację szyków i pół godziny dalszej walki z Brazylią. Marokańczycy byliby już w domu, a Ronald Koeman dalej miałby pracę. Norwegowie musieliby poczekać z wiosłowaniem, Kongijczycy doprowadziliby do (drugiej największej) sensacji rundy. Belgowie byliby rozliczani za upokarzającą klęskę 0:2 z Senegalczykami, a my nie interesowalibyśmy się tym, co może pokazać chip w piłce po zetknięciu się z włosami.
Jak na rundę, która jest efektem ubocznym reformy Gianniego Infantino i poszerzenia mundialu, to outsiderzy raz jeszcze dźwignęli temat. Pięć dogrywek to tyle, ile było cztery lata temu w całej fazie pucharowej. Trzy serie rzutów karnych to więcej, niż w mundialu z 2010 roku i o jedną mniej, niż w kolejnych dwóch turniejach.
Mecze ostatnich pięciu minut
Utarło się, że czwarty mecz na mistrzostwach jest kryzysowy: dla niektórych zaczyna się prawdziwy turniej, dla innych jest to „wolny przelot”, bo osiągnęły swój cel. Presja meczu o wszystko nagle sprawia, że dzieją się rzeczy dziwne. W tym roku działy się właśnie w ostatnich pięciu minutach spotkań zasadniczego czasu gry. To niby tylko dziewięć goli (bez tych strzelonych w dogrywkach), ale już niemal jedna czwarta wszystkich z tej rundy.
Selekcjonerzy mówią o marginalnych różnicach między drużynami, ale być może w futbolu w wydaniu międzynarodowym nigdy nie były one tak niewielkie. Republika Zielonego Przylądka przeciągnęła Argentynę przez 120 minut piekła, Paragwaj strącił tam Niemców, Norwegowie po 28 latach biją swoje historyczne osiągnięcia. Nie ma w tym przypadku, że naprawdę niemal każdy wierzy, a bicie outsiderów przez rywali, choć się zdarza (Hiszpania, Francja), to stanowi raczej post scripctum do scenariusza pierwszej rundy fazy pucharowej.
Mundial gospodarzy
„Jesteście bohaterami Kanadyjczyków”, powiedział po ostatnim gwizdku Jesse Marsch, selekcjoner reprezentacji gospodarzy, która pokonała Republikę Południowej Afryki. Ich wyczyn był znaczący, ponieważ stali się pierwszym krajem-gospodarzem mundialu, który zagrał turniejowy mecz poza swoimi granicami. Ważniejsze było jednak samo zwycięstwo: Kanada nie tylko pierwszy raz awansowała z fazy grupowej, ale i wygrała spotkanie rundy pucharowej.
„Nie byłbym szczery, gdybym powiedział, że rekordy nie mają żadnego znaczenia. Ale nie są naszym celem”, stwierdził z kolei Mauricio Pochettino, selekcjoner Amerykanów. Reprezentacja Stanów Zjednoczonych swój najlepszy wynik osiągnęła w 1930 roku (brązowy medal w Urugwaju), ale to naprawdę były inne czasy. Inauguracyjny mundial przyciągnął ledwie trzynaście drużyn, Amerykanie zagrali tylko trzy mecze, dwa wygrywając, a po fazie grupowej od razu byli w półfinale (1:6 z Argentyną).
Więc ich wygrana z Bośnią i Hercegowiną ważyła zdecydowanie więcej. To pierwsze zwycięstwo w fazie pucharowej od 2002 roku, Pochettino stał się też pierwszym selekcjonerem Stanów Zjednoczonych, który wygrał trzy mundialowe mecze.
Z kolei Meksyk wygrał swój pierwszy od 1986 roku mecz w fazie pucharowej. Wówczas też grali na własnym terenie, też dokonali tego na stadionie Azteca, choć rywalem była Bułgaria (2:0). Meksykanie dwukrotnie dotarli do ćwierćfinału, przy dodanej rundzie w rozszerzonym mundialu zadanie jest trudniejsze. A przecież zespół Javiera Aguirre wciąż nie stracił gola. „Wyrównaliśmy dług wdzięczności, jaki drużyna narodowa miała wobec swoich kibiców”, stwierdził selekcjoner Meksykanów.
I nie znamy sufitu gospodarzy, bo łamią bariery. To nie są złe drużyny, dotychczasowe ich ścieżki też raczej im sprzyjały, ale obawa, że mundial szybko stanie się sprawą obcą, zagraniczną była realna. 1/8 finału to ostatnia runda w której turniej odbywa się w trzech krajach. Nawet jeśli po niej nie będzie sprawą tego amerykańsko-meksykańsko-kanadyjskiego tercetu, to i tak okazał się dla nich przede wszystkim piłkarskim sukcesem. A tego w kontekście rozwoju kolejnych pokoleń i wykorzystania potencjału całego kontynentu jest nie do przecenienia.
A wyścig trwa
Gdyby ktoś w 2018 roku powiedział, że finał mundialu w Katarze był też zwieńczeniem rywalizacji największego piłkarza w historii (Lionela Messiego) ze wspaniałym przedstawicielem nowego pokolenia (Kylianem Mbappe), to teza byłaby jak najbardziej do obronienia. Tymczasem dalszy rozdział ich walki o historię jest jeszcze bardziej ekscytujący. Nie dlatego, że może doprowadzić do kolejnego ich finału i bezpośredniego rozstrzygnięcia, ale ze względu na drogę Argentyńczyka i Francuza.
W 1/16 finału znów wszystko było na barkach Messiego. To on strzelił pierwszego gola z niesamowitą Republiką Zielonego Przylądka i zdobył rekordową dwudziestą bramkę w mundialu. Dołożył też w tym meczu asystę, wyprzedzając tym samym Diego Maradonę w rankingu historycznym.
Argentyńczyk strzelał w odpowiedzi na zabawę, jaką Francuz urządził sobie kilka dni wcześniej ze Szwecją. Mbappe trafił dwukrotnie, zresztą wszystko robiąc w wielkim stylu, zbliżając się do Messiego w klasyfikacji strzelców turnieju. Ten duet gra jakby własny mundial, odblokowując nowe poziomu. Mbappe poświęca się dla reprezentacji tak, jak bardzo rzadko robił w klubie – i to jakim, bo w madryckim Realu! Z kolei Messi przekręca licznik: nadal głównie po boisku drepcze, ale ledwo obchodził 39 urodziny. Tymczasem oprócz brania na własne barki całej argentyńskiej ofensywy, on jeszcze czasem wpada w tryby zespołowej obrony.
Dlatego tak trudno wyrokować losy ich wyścigu o koronę króla strzelców wszech mundiali. Przecież nawet nie można wykluczyć kolejnego turnieju w wykonaniu Messiego, a w przypadku Mbappe spokojnie należy typować przynajmniej dwa kolejne. Stąd Francuz nawet ze stratą wydaje się być faworytem, by nie tylko ustanowił rekord i jeszcze go zatrzymał na długie lata.
Przegrywanie z własnym ego
Na tym etapie odpadły dwie światowe potęgi: o ile ósma w rankingu FIFA Holandia uległa siódmemu Maroku, o tyle Niemcy (10. pozycja) przegrali z Paragwajem (41.). Mimo tego, te dwie porażki miały cechy wspólne, zresztą reprezentacje połączył również los selekcjonerów. Ronald Koeman oraz Julian Nagelsmann bardzo szybko po powrocie z Ameryki Północnej opuścili również swoje posady.
Jednak ważniejsze są powody. Holender na mecz z Marokiem zmienił coś, co funkcjonowało: w grupie drużyna Koemana mogła się podobać, strzeliła tyle goli, ile Francja i Niemcy (po 10). W pierwszym spotkaniu Oranje potrafili przez większość meczu zdominować bardzo ambitnych Japończyków. Decyzje Koemana się sprawdzały: o wystawieniu napastnika Briana Brobbey’a w drugim starciu ze Szwecją od początku, o korzystaniu z konkretnych skrzydłowych.
Tymczasem na Maroko w 1/16 finału zmienił system i taktykę: odejmując pomocnika wstawił obrońcę. „Chcieliście grać na trójkę stoperów, no to zagrałem”, powiedział po meczu, jakby to było zasadne tłumaczenie. Chociaż Holendrzy objęli prowadzenie, to grali bardzo słabo, reaktywnie i niekreatywnie. Całkowicie zaprzeczając swoim atutom, charakterystyce i wcześniejszym działaniom trenera. Ten jednak był przekonany o słuszności planu, nie zmieniał go nawet wtedy, gdy spotkanie po prostu się Holandii nie układało.
Przypadek Nagelsmanna jest inny, choć on też odpadł przez przesadną wiarę w swoją nieomylność. Ta głównie dotyczyła wyjściowej systemu, którego nie chciał zmieniać. Chociaż między zawodnikami brakowało porozumienia, drużyna chwiała się w podstawach i nie korzystała z naturalnych atutów piłkarzy, najodważniejsza rotacja selekcjonera dotyczyła napastnika. Deniz Undav pojawił się w wyjściowym składzie na czwarty mecz, choć już od pierwszego wszyscy Nagelsmanna do tego zachęcali.
Jego obecność i tak nie zmieniła beznamiętnego, bezcelowego stylu gry Niemców, którzy zostali skutecznie przez Paragwajczyków zablokowani i wytrąceni z równowagi. Tak bardzo, że zawodnicy w serii rzutów karnych nie chcieli podchodzić do decydujących jedenastek. Ale to też pokłosie metod Nagelsmanna w które wierzył do samego końca: jego komunikacja z zawodnikami leżała, ważniejsze była taktyka, niż emocje wykonawców.
Słowem: każdy z nich w pierwszej kolejności myślał o tym, jak połechtać własne ego. Pewność siebie w pracy selekcjonera to nic złego, ale granica między nią a zadufaniem okazała się zbyt cienka lub zbyt łatwa do przekroczenia.
Wyjść z rutyny
Tymczasem warto łamać swoje schematy. Rudi Garcia mierzył się z obliczem wyeliminowania jego drużyny, gdy selekcjoner Belgów zdecydował się dać drużynie niespodziewany impuls: zdjął liderów (Kevina de Bruyne oraz Jeremy’ego Doku), by skorzystać z mniej doświadczonych sił. I w sensacyjnym powrocie do rywalizacji z Senegalem to choćby postawienie na Diego Moreirę okazało się dla Belgii kluczowe. Z kolei Carlo Ancelotti w przerwie meczu z Japonią rzucił wszystko na jedną szalę: zamiast akcji długo tkanych przeciwko cierpliwym rywalom, nakazał przy każdej akcji dośrodkowywać. W kwadrans Brazylijczycy nabili ich więcej niż przez całą pierwszą połowę, doprowadzili do wyrównania i stłamsili ambitnego przeciwnika.
Jak widać, nie jest to mundial dla upartych. Do zwycięstwa potrzeba będzie rozegrania rekordowej liczby spotkań, na drodze do mistrzostwa będą bardzo różne i coraz trudniejsze wyzwania. Znów sprawdza się opinia, że w najważniejszym piłkarskim turnieju kluczowe jest w pierwszej kolejności zarządzanie ludźmi, a nie taktyką czy drużynami.
Więcej w tym temacie:
- Koniec pięknej przygody – Cabo Verde pożegnało mundial w wielkim stylu
- Inny wymiar presji. O Robercie Lewandowskim w Chicago Fire
- Robert Lewandowski z nowym klubem! Wiemy, w jakiej lidze zagra Polak
- Zapomnijcie o Leo Messim. Bramkarze największymi bohaterami mundialu
- Cichy faworyt mundialu? Podręczne torby piłkarzy
- Genialny Leo Messi wyrównał wielki mundialowy rekord
Dziennikarz TVP Sport, wcześniej pracował w Sport.pl, Viaplay i PZPN. Był korespondentem na mistrzostwa świata i Europy, pracował na stadionach Premier League, bacznie przygląda się Ekstraklasie, a z pasją realizuje trenersko w niższych ligach. Autor dwóch książek o futbolu: „Polska myśl szkoleniowa” oraz „Jak (nie) grać w Europie”.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sport
Koniec pięknej przygody – Cabo Verde pożegnało mundial w wielkim stylu
Dla tej drużyny warto było zarwać piątkową noc. Zagrali spektakularny mecz i przynieśli kibicom wielką radość – nawet pomimo braku awansu do kolejnej rundy.
Sport
Wielki wyczyn Andrzeja Bargiela – jako pierwszy zjechał na nartach z Nanga Parbat
Wybitny skialpinista z kolejnym rekordem. Po zjeździe z K2, Broad Peak czy Mount Everest przyszedł czas na kolejny szczyt Himalajów.
Sport
Inny wymiar presji. O Robercie Lewandowskim w Chicago Fire
„Moi sąsiedzi wiedzą, że przychodząc do mnie mogą liczyć na dobry koktajl”, powiedział w przeszłości nowy szkoleniowiec Roberta Lewandowskiego.
Sport
Sensacyjna noc na mundialu. Europejskie potęgi poza turniejem!
Pierwsza runda fazy pucharowej przynosi wiele skrajnych emocji. Najpierw Japonia uprzykrzyła życie Brazylijczykom, a później z mistrzostwami pożegnali się giganci futbolu.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Sport
Nowy wymiar sportu: Lenovo, AI i Mistrzostwa Świata FIFA
Lenovo wchodzi na murawę, by realnie zmieniać sposób, w jaki oglądamy, rozumiemy i przeżywamy futbol. Jako Oficjalny Partner technologiczny Mistrzostw Świata FIFA oraz Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet w 2027 roku, marka wnosi do gry coś więcej niż sprzęt: wprowadza najwyższej klasy rozwiązania AI, które działają tam, gdzie liczy się każda sekunda.
Sport
Robert Lewandowski z nowym klubem! Wiemy, w jakiej lidze zagra Polak
A więc stało się! Włoski dziennikarz Fabrizio Romano potwierdził drużynę, w której w przyszłym sezonie będzie występował Robert Lewandowski.
Sport
Nowy trenerski crush? Sebastian Beccacece i ekwadorski triumf
Ekwador ma nowego bohatera. Chociaż nie – ma wielu, bo tak naprawdę cała drużyna spisała się na medal. I rzutem na taśmę zameldowała się w kolejnej rundzie mundialu.
Sport
Słodko-gorzkie losowanie Wimbledonu 2026. Z kim zagrają Polki i Polacy?
Jak wygląda sytuacja reprezentantów Polski przed startem Wimbledonu 2026? Polskie tenisistki i polscy tenisiści poznali rywalki i rywali w pierwszej rundzie.