PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

Sport

Ola Mirosław i Pia Skrzyszowska: Zero czasu na błędy

To, że za sukcesami wielu mężczyzn stoją wspierające kobiety, wiadomo od dawna. Ale czy ta reguła działa też w drugą stronę? Mistrzyni olimpijska we wspinaczce na czas Aleksandra Mirosław i jedna z najlepszych polskich lekkoatletek Pia Skrzyszowska są dowodem no to, że męskie wsparcie bywa bezcenne.

Udostępnij

Ola Mirosław i Pia Skrzyszowska: Zero czasu na błędy

Ola Mirosław Autor zdjęcia: Aleksandra Modrzejewska-Mitan / TK MGMT

Maja von Horn
02.02.2026

Mateusz już od ponad 10 lat jest zarówno mężem, jak i trenerem Aleksandry. Od roku trenuje także kadrę narodową Hiszpanii we wspinaczce sportowej na czas. Aż trudno uwierzyć, że przedtem pracował w branży filmowej jako montażysta.

Sam nigdy się nie wspinałeś? – pytam z niedowierzaniem. – Nigdy. Ale pracowałem jako trener personalny na siłowni.

Od kiedy Mateusz zaczął trenować żonę, Ola zdobyła w tej konkurencji wszystko, o czym może marzyć sportowiec: olimpijskie złoto (Paryż, 2024) i trzykrotne mistrzostwo świata (2018, 2019, 2025). W plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca i najlepszego trenera roku 2024 wygrali oboje, każde w swojej kategorii. Obecny rekord świata również należy do Oli – we wrześniu tego roku w Seulu pobiła poprzedni (własny) o trzy setne sekundy, z 6,06 sekundy na 6,03.

Po długich miesiącach (a nawet latach w przypadku igrzysk olimpijskich) ciężkich treningów stajesz pod ścianą i masz kilka sekund, od których zależy wszystko. Zero miejsca na błędy. Jedna mikropomyłka może zniwelować tygodnie wyrzeczeń i żmudnych przygotowań całej ekipy. Tak było w 2023 roku, podczas startu kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Paryżu.

Ola i Mateusz Mirosław

Ola i Mateusz Mirosław Autor zdjęcia: Aleksandra Modrzejewska-Mitan / TK MGMT

– Fizycznie byłam przygotowana doskonale, wydawało mi się, że psychicznie również, mimo to w decydującym biegu odpadłam od ściany i nie uzyskałam wtedy kwalifikacji na igrzyska – wspomina Ola.

Źle się złapałaś? Poślizgnęłaś się? Zawiodła technika?

 – Nie, to wszystko dzieje się w głowie. Po prostu na ułamek sekundy straciłam koncentrację – tłumaczy. Kwalifikację na igrzyska udało się na szczęście zdobyć podczas kolejnego startu, ale zarówno Ola, jak i Mateusz wiedzieli już, że poza codziennymi treningami sprawnościowymi mają rok na to, żeby do igrzysk przygotować też głowę. – Siła mentalna jest w sporcie bardzo ważna, a w takiej konkurencji jak wspinaczka na czas najważniejsza – mówi Mateusz. Po pierwszych konsultacjach z psychologiem okazało się, że Ola zmaga się ze stanami lękowymi. Na jednej z konferencji dla trenerów Mateusz podszedł więc do Darii Abramowicz, psycholożki Igi Świątek, i zapytał, czy mogłaby im pomóc przygotować Olę do startu na igrzyskach. Zgodziła się, choć specyfika wspinaczki na czas jest zupełnie inna niż tenisa.

Mecze tenisowe z reguły trwają długo, nawet po kilka godzin, podczas których można popełnić wiele błędów, a na koniec i tak odnieść zwycięstwo. We wspinaczce na czas margines błędu nie istnieje. Nie oznacza to jednak, że presja jest większa lub mniejsza – w obu dyscyplinach jest ogromna, ale wymaga innej pracy nad sferą mentalną. – Ze względu na napięte kalendarze większość spotkań z Darią odbywam on-line. Ale tuż przed występem w Paryżu udało nam się spotkać, poszłyśmy na spacer nad Sekwanę – wspomina Ola. Następnego dnia podczas startu nic już nie było w stanie jej rozproszyć. Zdobywając jedyne na igrzyskach złoto dla Polski, uratowała honor klasyfikacji medalowej całego kraju. A współpraca Oli z Darią Abramowicz trwa do dziś.

Ola Mirosław dla GQ Poland

Ola Mirosław Autor zdjęcia: Aleksandra Modrzejewska-Mitan / TK MGMT

Najczęściej dostrzegamy tylko efekt końcowy pracy sportowców: to, co widać w telewizji. Albo jest sukces, albo porażka. Jednak dla nich samych najważniejsze są długie miesiące przygotowań. – Całą pracę wykonujemy wcześniej – mówi Mateusz Mirosław. Podczas ostatnich tygodni przed ważnym startem wszystko jest zapięte na ostatni guzik – to czas na odpoczynek, dobre odżywianie, zbieranie sił. Chodzi o to, by myśleć o zawodach jak o wyzwaniu, a nie zagrożeniu. – Dbamy o siebie nawzajem, o dobrą kondycję psychofizyczną. W takiej dyscyplinie jak wspinaczka na czas głowa musi być dobrze nastawiona przed startem. Później już nie ma czasu na myślenie.

Ludzie często utożsamiają wynik sportowy z człowiekiem. Widzą porażkę na zawodach, uznają więc, że sportowiec jest porażką. Mateusz dba o to, żeby tego typu opinie nie dotykały Oli, by potrafiła się od nich odciąć. – W każdej innej pracy jeden gorszy dzień czy słabszy wynik nie oznacza, że zostaniesz skreślony. Sportowiec musi wykonać dużo pracy mentalnej, żeby zrozumieć, że też ma prawo do słabości, a gorszy wynik nie oznacza wcale, że jest beznadziejnym człowiekiem, nawet jeśli tak piszą ludzie w internecie.

10 października, w Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, Ola Mirosław opublikowała na Instagramie kilka cytatów z hejterskich wiadomości, które – jak większość sportowców w czasach social mediów – dostaje zawsze po nieudanym starcie. „Skończyła się już”, „Mistrzyni jednej imprezy”, „To jest porażka” – to tylko parę z nich. Kilka dni wcześniej jeszcze ostrzejsze wiadomości, które dostaje pod swoim adresem, z życzeniami śmierci włącznie, opublikowała Iga Świątek. Jako prekursorka otwartej dyskusji na temat zdrowia psychicznego sportowców najlepsza polska tenisistka każdego roku wspiera finansowo organizacje działające w obszarze zdrowia psychicznego. Ola Mirosław podkreśla, że jako 31-letnia kobieta z ogromnym wsparciem męża i psychologa dopiero teraz, po wielu latach, jest w stanie sobie z tym poradzić. Ale dla wielu młodych sportowców emocjonalna bezradność wobec fali nienawiści może oznaczać koniec kariery. – Możliwość bezpośredniego kontaktu, jaką oferuje internet, sprawia, że docierają do nas treści, z którymi mało kto poradziłby sobie bez pomocy psychologa – mówi Ola. Żeby wspierać młodsze pokolenie, kilka miesięcy temu w rodzinnym Lublinie założyła Akademię 6.02 i nie wyklucza, że w przyszłości mogą powstać jej filie także w innych miastach Polski. – Chciałabym pokazać dzieciom i ich rodzicom, że wspinaczka to nie tylko dobry trening, ale przede wszystkim świetna zabawa – tłumaczy. – Marzyłam o stworzeniu przyjaznego, wspierającego miejsca dla dzieci, gdzie sport kojarzy się z radością, a każdy najmniejszy sukces jest celebrowany. Może za kilka lat któreś z tych dzieci też weźmie udział w igrzyskach olimpijskich. Ważne, żeby mieć marzenia i odwagę, by je realizować.

Od kiedy rok temu Mateusz został trenerem narodowej kadry hiszpańskiej, zarówno seniorów, jak i juniorów, logistycznie życie jego i Oli jeszcze bardziej się skomplikowało. Ola na co dzień mieszka w Lublinie, ale jak co roku okres przygotowań i startów spędza głównie w Hiszpanii. Mateusz w ostatnim roku spędził poza domem aż 180 dni. – Nie jest to łatwe, ale tak właśnie wygląda od kulis życie sportowców.
 

Pia i Jarosław Skrzyszowscy

Zanim Jarosław, ojciec 24-letniej Pii, został jej trenerem, przez ponad 20 lat pracował w międzynarodowych korporacjach i prowadził wraz z żoną firmę importującą amerykańskie kosmetyki na polski rynek. Owszem, w młodości był lekkoatletą, specjalizującym się w biegach płaskich na 100 metrów, ale jak sam przyznaje, bez większych sukcesów. Pia jako dziecko uprawiała wiele dyscyplin – od baletu, przez szermierkę, po niemal wszystkie konkurencje lekkoatletyczne. Jej mama, Jolanta Bartczak, była mistrzyni Polski w skoku w dal i olimpijką z Seulu z 1988 roku, marzyła, by Pia trenowała tę samą konkurencję. – Wychowywałam się na stadionie, bawiąc się w piaskownicy do skoków w dal – wspomina zawodniczka. Kiedy jednak w 2018 roku stało się jasne, że 17-latka przejawia ponadprzeciętny talent do biegów, szczególnie przez płotki, rodzice uznali, że najlepiej będzie, jeśli to ojciec zajmie się jej specjalistycznym treningiem biegowym, przynajmniej do czasu znalezienia docelowego trenera. Od tamtej pory Pia zdobyła mistrzostwo Europy w biegu na 100 metrów przez płotki, wicemistrzostwo Europy w sztafecie 4x100 metrów, reprezentowała Polskę na igrzyskach olimpijskich w Tokio (2020) i w Paryżu (2024), a na tegorocznych halowych mistrzostwach świata w Nankinie (Chiny) pobiła 45-letni rekord Polski w biegu na 60 metrów przez płotki, osiągając czas 7,74 sekundy. Do podium na mistrzostwach świata zabrakło jej trzech tysięcznych (!) sekundy. Jamajka, która zdobyła brązowy medal z tym samym czasem, po dokładnej analizie komputerowej okazała się szybsza właśnie o tyle. Jedna setna sekundy mniej dała drugie miejsce reprezentantce Szwajcarii (7,73), a dwie setne sekundy mniej (7,72) oznaczały mistrzostwo świata dla lekkoatletki z Bahamów. – O sukcesie decydują najdrobniejsze niuanse – mówi Jarosław Skrzyszowski. Dlatego tak ważne jest nie tylko przygotowanie fizyczne, lecz także wsparcie mentalne. Pia może liczyć w tej kwestii zarówno na ojca, jak i na dwie siostry: siedem lat młodszą Polę i siedem lat starszą Agatę, oraz na psychologa sportowego, z którym regularnie współpracuje. 

Pia Skrzyszowska dla GQ Poland

Pia Skrzyszowska Autor zdjęcia: Aleksandra Modrzejewska-Mitan / TK MGMT

Rok temu, przygotowując się do kolejnego sezonu, Pia spędziła z tatą miesiąc w Australii. Wcześniej nigdy właściwie nie mieszkali razem, ponieważ rodzice Pii rozwiedli się, gdy była mała. – Wynajmując na miesiąc wspólne mieszkanie w Australii, oboje byliśmy pełni obaw – przyznaje Jarosław. – Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. To było superdoświadczenie, zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej.

Czas wolny po treningach spędzali razem, zwiedzając okolicę. – Odkryłem, że Pia świetnie gotuje – w przeciwieństwie do mnie. Poza tym mamy podobne poczucie humoru, może dlatego tak dobrze się dogadujemy.

Gdy pytam, skąd wziął się pomysł na to wspaniałe, oryginalne imię dla córki, Jarosław Skrzyszowski wyjaśnia, że były dwa powody. – Po pierwsze, nasze nazwisko jest nie do zapamiętania i nie do wymówienia za granicą. Chcieliśmy więc, żeby chociaż imię było krótkie i łatwe do powiedzenia w każdym nauczycielkę angielskiego z Irlandii, która miała na imię Pia. Lubiłem ją, więc uznałem, że to może być to.

Jak u każdego sportowca zdarzają się też trudne momenty. – Na pierwszych młodzieżowych mistrzostwach Europy, w których brałam udział, przewróciłam się mniej więcej na środkowym płotku – wspomina Pia. Jak po czymś takim się nie zniechęcić, znaleźć motywację do dalszej pracy? – Nie udałoby się bez wsparcia taty – przyznaje.

Skrzyszowski jest typem zadaniowca – gdy tylko pojawia się problem, od razu zaczyna szukać rozwiązania. Radzi się innych trenerów, cały czas sprawdza, co i jak jeszcze można udoskonalić. Bywają jednak sytuacje, których nie da się przewidzieć. Tym, co spędza sen z powiek niejednemu zawodnikowi i zawodniczce, jest ciągłe ryzyko kontuzji, która może ich wykluczyć z treningów i ze startów w zawodach (a co za tym idzie, pozbawić źródła dochodu) na wiele miesięcy. Pia boleśnie się o tym przekonała podczas startu w Toruniu w 2023 roku, niecały rok przed igrzyskami w Paryżu. Rzucając się na metę, wyciągnęła się tak mocno, że zerwała mięsień w udzie. Kilka dni później była już po operacji, a po trzech miesiącach od kontuzji znów brała udział w zawodach. – Byłam bardzo zdeterminowana i zdyscyplinowana – wspomina. – Niedługo po operacji zaczęłam ćwiczyć ręce, żeby nie stracić formy. Potem powoli, codziennie, z pomocą taty, psychologa i fizjoterapeutów wracałam do swoich normalnych treningów.

Sława, medale, podróże i pieniądze to zaledwie ułamek życia zawodowego sportowca – pod warunkiem, że dojdzie na sam szczyt. Znacznie większą część wypełnia ciężka, systematyczna praca na treningach od najmłodszych lat, pełny wyrzeczeń i poświęceń okres dorastania. – Ma to sens tylko wtedy, kiedy czerpie się z tego prawdziwą radość – mówi Jarosław Skrzyszowski. – Najgorsze, co można zrobić, to wywierać zbyt dużą presję na wynik. Widać to szczególnie w przypadku trenujących dzieci. Te, które dorastają pod zbyt dużą presją, rzucają sport, zanim zdążą przejść na zawodowstwo – dodaje. – Dlatego zawsze zależało mi na tym, żeby Pia wiedziała, że jak się nie uda, to nic złego się nie stanie. Nadal będzie moją córką, nadal będę ją kochał.

Pia Skrzyszowska z tatą Jarosławem

Pia Skrzyszowska z tatą Jarosławem Autor zdjęcia: Aleksandra Modrzejewska-Mitan / TK MGMT

Czy to nie jest szalenie frustrujące, być tak blisko podium, a jednak wrócić do kraju bez medalu? – pytam Pię, u której wspomnienie tego biegu wywołuje szeroki uśmiech. – Nie, to był mój bieg życia! Po dosyć słabym sezonie – nie miałam takich wyników, na jakie liczyliśmy – w najważniejszym momencie pobiegłam lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Oczywiście świadomość, że wystarczyłoby przekroczyć metę o 0,003 sekundy szybciej i byłabym trzecia, a nie czwarta, jest bolesna, ale na osłodę ustanowiłam nowy rekord Polski, co nie udało się nikomu od 1980 roku.

Gdy Jarosław Skrzyszowski zaczynał trenować córkę na dwa lata przed maturą, postawił jej jeden warunek: musi zdać egzamin dojrzałości na minimum 85 proc., do końca liceum ucząc się w trybie stacjonarnym i chodząc codziennie na lekcje. – Sport uczy samodyscypliny od najmłodszych lat. Im więcej ma się obowiązków, tym lepiej można się zorganizować – mówi. Dlatego już w liceum trenowali codziennie – ona po szkole, on po pracy. Weekendy i czas wolny spędzali tak jak większość młodych sportowców i ich trenerów – na zgrupowaniach, obozach lub zawodach, jeżdżąc razem najpierw po Polsce, później po całym świecie. – Nigdy nie miałam poczucia, że to jest jakiś rodzaj poświęcenia. Świadomie wybrałam ten sport i styl życia, który się z nim wiąże – mówi Pia. Od kilku lat wraz z ojcem znaczną część zimy spędzają poza Polską w miejscach, gdzie warunki do treningu na zewnątrz są bardziej sprzyjające niż w Polsce. – Często latamy do RPA, gdzie dołączamy do zgrupowań lekkoatletów z całego świata. Kiedy podjęliśmy decyzję, że to ja będę trenował Pię, wiedziałem, że muszę się doszkalać i uczyć od najlepszych. Na jednym z wyjazdów poznałem grupę zawodników z Holandii i szkoleniowców ze Szwajcarii, z którymi regularnie trenujemy w RPA i którzy zostali się naszymi przyjaciółmi – mówi Skrzyszowski.

Więcej w tym temacie:

Czytaj więcej

Sergio Ramos Hiszpania Argentyna

W świecie Yamala i Olise nie zapominajmy o Sergio Ramosie

Hiszpania sięgnęła po mistrzostwo świata drugi raz w historii. Sergio Ramos doskonale zna słodki smak wygranej – 16 lat temu również wniósł wymarzony puchar.

Mundial 2026: pierwszy w historii mistrzowski pierścień FIFA

Nie tylko Puchar i medale. Tak wyglądają pierwsze w historii mistrzowskie pierścienie FIFA

Początek nowej tradycji na mundialu? FIFA po raz pierwszy w historii wręczyła mistrzom świata mistrzowskie pierścienie. Podobny symbol triumfu mogą mieć również kibice.

Ferran Torres Argentyna Hiszpania

Złoty cios w dogrywce! Hiszpania odzyskuje piłkarski tron

W finale rozegranym na New York New Jersey Stadium w East Rutherford Hiszpania pokonała Argentynę 1:0 po dogrywce. O losach spotkania przesądził Ferran Torres, który w 106. minucie wykorzystał składną akcję hiszpańskiego zespołu i pokonał Emiliano Martíneza. Dla „La Roja” to drugi tytuł mistrza świata w historii po triumfie w Republice Południowej Afryki w 2010 roku.

Bukayo Saka podczas meczu Anglia-Francja na mundialu 2026

Najlepsze widowisko tego mundialu? Pięć momentów, które zapamiętamy z meczu Anglia – Francja

To miał być mecz, którego nikt nie chciał grać. Didier Deschamps otwarcie przyznawał, że jego piłkarze marzyli wyłącznie o finale. Thomas Tuchel mówił dokładnie to samo o Anglikach. Spotkanie o trzecie miejsce od lat budzi kontrowersje i często uchodzi za niepotrzebny dodatek do mundialu. Paradoks polega na tym, że właśnie ono okazało się najbardziej szalonym widowiskiem całego turnieju.

Lionel Scaloni i Luis De La Fuente podczas mundialu 2026

Ogień i woda. Luis De la Fuente i Lionel Scaloni walczą o zwycięstwo. Jaki czeka nas finał mundialu?

Jak wiele łączy dwóch selekcjonerów i dlaczego jeszcze bardziej magiczna jest relacja dwóch najlepszych piłkarzy Hiszpanii i Argentyny? Czy można się piękniej różnić, niż robią to finaliści tegorocznego mundialu? Przedstawiamy najciekawsze wątki niedzielnego meczu o mistrzostwo świata.

Djed Spence Anglia-Argentyna

Djed Spence nie zagra w finale mundialu, ale i tak zapamiętamy go na długo

Chociaż prowadzili, finalnie ulegli niezłomnej Argentynie. Anglikom zostaje pocieszenie w postaci meczu o trzecie miejsce, ale jest piłkarz, który może być w pełni dumny po przegranym półfinale.

Mikel Oyarzabal w meczu półfinałowym z Francją

Mundialowy antygwiazdor. Mikel Oyarzabal to cichy zwycięzca turnieju

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Kiedy oczy całego globu zwrócone były na Kyliana Mbappe, Leo Messiego czy Jude’a Bellinghama doskonałą robotę robił po cichu inny piłkarz.

Francja Michael Olise

Nikt nie ma tak unikatowej estetyki, jak Michael Olise

Francuski skrzydłowy momentalnie stał się jedną z gwiazd tegorocznego mundialu. Dostarczył nie tylko boiskowych popisów, ale także niespotykanego poziomu aury.