Wielki Tyler. Ten rok należał do Tylera, the Creatora
PARTNERZY SERWISU
Muzyka
Wielki Tyler. Ten rok należał do Tylera, the Creatora
Tyler, the Creator to wielowymiarowa postać. W 2025 roku raper święcił sukcesy w modzie i muzyce, a na horyzoncie czeka kinowy debiut w „Wielkim Martym”.
Udostępnij

Tyler, the Creator Autor zdjęcia: materiały prasowe
Niedawno powiedział, że marzy o bardzo, bardzo, bardzo długiej przerwie od koncertowania i tworzenia muzyki. Bo jest już za stary i ogólnie ma fizycznie dość. Zupełnie nie można się dziwić. Ostatnie kilkanaście miesięcy to prawdziwy tour de force Tylera, the Creatora. Jednego z najwybitniejszych muzycznych mastermindów naszej ery.
Zresztą nie tylko muzycznych. Wystarczy spojrzeć na to, jak w obecnym sezonie wyglądali mężczyźni. Loafersy, białe skarpety, pastelowe koszule, apaszki i uginające się od sygnetów dłonie. Żywcem wyjęci z feedu Tylera i każdego lookbooka Le Fleur* (marki rapera założonej w 2016 roku). Wpływ współzałożyciela Odd Future jest gigantyczny i już dawno przekroczył muzyczne granice. Stwierdzenie, że Tyler Okonma kreuje lifestyle współczesnych 20–30-letnich mężczyzn, nie jest przesadą w najmniejszym nawet stopniu.
Dwa albumy, dwa różne światy
First things first: w przeciągu niespełna dziewięciu miesięcy wypuścił dwa zupełnie odmienne stylistycznie i jednocześnie tak samo dopracowane albumy. Najpierw podniosła, refleksyjna „Chromakopia” o filmowym rozmachu. Później przesycone retrovibe’em, taneczne „Don’t Tap the Glass”, które – jak określił sam zainteresowany – miało być rozładowaniem powagi po wcześniejszym longplayu.
Podczas rolloutu każdego z nich Okonma przyjął kompletnie inne alter ego. Przy „Chromakopii” towarzyszył mu wręcz militarny, wyraźnie osobisty i podniosły klimat. Dominujący wątek daddy issues, rozkminy o ściąganiu masek, o ucieczce od sławy, o odkrywaniu siebie i uświadamianiu sobie podstawowych życiowych prawd. Muzycznie? „Chromakopia” to jeden z najbardziej dopracowanych brzmieniowo i kreatywnie materiałów kalifornijskiego rapera. Ambitny blockbuster at its finest.
Niezależnie od projektu, Tyler, the Creator zawsze dba o to, żeby znaleźć się w epicentrum zainteresowania. He’s the main character – wzrok całej branży kieruje się w jego stronę.
Z kolei skoczny „Don’t Tap the Glass” uruchomił lawinę nostalgii za latami 70. i 80. nie tylko ze względu na brzmienie, lecz także koncept kreatywny i wizualną odsłonę albumu. Tylko spójrzcie na look Tylera wyjęty żywcem z ejtisowych pornosów albo cosplayu gwiazdy amerykańskiego zapaśnictwa. Płyta jawiła się jako rewers do poprzedniczki zarówno lirycznie czy konceptualnie, jak i w kontekście dźwięku: kolorowego i na maksa tanecznego.
Oba albumy zawierają w sobie sporą dawkę epickości. Personalna „Chromakopia” jest rozbuchana, filmowa i bez odrobiny dystansu idzie w kierunku wysublimowanego artsy style. Z kolei pełne luzu i zabawy „Don’t Tap the Glass” to bezpośredni strzał, floor ready numery i doskonale brzmiące syntezatory. W obu na pewno da się wyczuć hołd dla kultury, z której wyrósł założyciel Odd Future: dziedzictwo Los Angeles, kwestie wychowania, pochodzenia czy elementów, które całościowo ukształtowały go jako osobę.
W obu kontynuuje obraną ścieżkę bycia samowystarczalną, jednoosobową armią. Kompozycje, teksty, produkcja bitów i koncept kreatywny, a do tego nawet reżyseria teledysków – Creator potrafi wszystko, ale ma już świadomość, że będąc 34-letnim artystą tworzącym od czasu, kiedy był nastolatkiem, nie ma już wystarczająco dużo energii, żeby wiecznie dźwigać egzystencjalne trudy zarówno hiperaktywnego muzyka, jak i stylowej ikony.
Niezależnie od projektu, Tyler, the Creator zawsze dba o to, żeby znaleźć się w epicentrum zainteresowania. He’s the main character – wzrok całej branży kieruje się w jego stronę. Zdolność do sprawnych metamorfoz, bycie swoistym kameleonem, żonglowanie stylistykami i inspiracjami modowymi. Wyprodukuje i skomponuje, zarapuje i zaśpiewa, wymyśli i dowiezie. Nie ma drugiego tak wszechstronnego i jednocześnie na maksa spójnego rapera bieżącej generacji. Szczególnie jeśli mówimy o absolutnym muzycznym mainstreamie, a niekoniecznie skupiamy się na stricte trapowej bańce, gdzie już dawno zapanował marazm i powtarzanie tych samych, oklepanych patentów.
Zaufaj procesowi (dojrzewania)
Wątek postępującego wieku i zbierania doświadczenia przewija się u Tylera regularnie, szczególnie w 2025 roku. Niepoprawny perfekcjonista z zupełnie oryginalnym filtrem nałożonym na postrzeganiem rzeczywistości. Posiadający niespożyte pokłady kreatywności podparte absolutną wolnością. Nikt mu nie mówi, jak ma tworzyć, pod jaki trend się podłożyć i jakiej koniunkturze ulec. W mainstreamowym rapie jest to wymierający gatunek, bo – umówmy się – biznes jest biznes i często nad finalnym produktem pracują dziesiątki doświadczonych osób, dowożących również KPI w tabelkach.
I to nie jest tak, że Tyler łyka modafinil i w magiczny sposób ma wszystkie te kompetencje, a do tego wykazuje zdecydowanie większe zaangażowanie. Nie trzeba znajdować się w jego bliskich kręgach, żeby zauważyć, że chłop ma niesamowitą frajdę z tworzenia na wielu polach: muzyki, sztuki, mody czy lifestyle’u, a już za moment – kina, bo na horyzoncie premiera „Wielkiego Marty’ego”, w którym zagra jedną z ważniejszych ról. Zbudował uniwersum kompletne, w ramach którego dopasowuje konkretne puzzle do imponującej układanki.
Tak czy siak 2025 rok sprowadził Tylera, the Creatora na ziemię. Będący u szczytu popularności autor „Flower Boya” ma pełną świadomość, że nie jest już dwudziestolatkiem. Czuć to w rozwoju artystycznym: patrz liczne words of wisdom płynące z tekstów na „Chromakopii”, inteligentne i samoświadome wypowiedzi w wywiadach czy hasła rzucane do publiki podczas największej w historii trasy koncertowej. Dowodem wiralowe cytaty o podejściu do procesu kreatywnego: „Create like a child and edit like a scientist” czy „You never know who’s looking at your stuff, so keep getting your ideas out there” w wywiadzie dla Instagrama. Proste i skuteczne.
Okonma ma to ewidentnie przekminione i doskonale wie, że jego najlepszy czas dobiega końca – przynajmniej w kwestii bycia nieustannie znaczącym artystą. Stąd zapewne spodziewany piwot w stronę aktorstwa lub skupienie większości uwagi na branży modowej.

Tyler, the Creator Autor zdjęcia: Getty Images
Co ciekawe, w kontekście dojrzewania i uświadamiania sobie rzeczy w okolicach trzydziestki: o życiu uczuciowym rapera nie wiemy w zasadzie nic. Były plotki o biseksualności, ale na tym się skończyło. W przeciwieństwie do Earla Sweatshirta, Dijona czy Justina Biebera nic nie wskazuje na to, żeby Okonma miał zaraz zmieniać pieluchy – chociaż przywołując wersy z „Hey Jane”, było całkiem blisko. Jednocześnie „Chromakopia” dobitnie pokazała, że wskoczył na zdecydowanie dojrzalszy poziom świadomości, żeby potem błyskawicznie odmłodzić się na „Don’t Tap the Glass”. I nie dać poczucia, że zaraz wjedzie mu mental 35-letniego emeryta.
Trzeba jednak dodać, że długoletni mentor Tylera, Pharrell Williams, w wieku 52 lat nadal dostarcza topowe i świeże realizacje na poziomie mody czy muzyki: patrz praca w roli dyrektora kreatywnego Louis Vuitton oraz produkcja utworów dla Rosalíi, Clipse, Travisa Scotta czy The Weeknd. Dlatego możemy być spokojni, że Tyler, the Creator bankowo nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nawet jeśli potrzebuje wyjątkowo długiego odpoczynku od muzy.
Modowy influence trwa
Bankowo widzieliście memy o przerysowanych performative men. Umówmy się, że tego ruchu nie byłoby bez namacalnego wpływu Tylera, the Creatora. W starter packu lądują przecież eleganckie loafersy, białe skarpety, wełniane kamizelki czy semicasualowe spodnie w kant. I cała paleta pastelowych kolorów.
I o ile Creator ma zapewne bekę z „białasów” robiących cosplay jego klasycznego wizerunku, o tyle porównań zwyczajnie nie da się uniknąć. Od założenia marki Golf Wang, przez naturalny rozwój w rejony high fashion przy Le Fleur*, po zaprojektowanie własnej kolekcji dla Louis Vuitton. Moda była u Tylera obecna zawsze i stanowiła ważną część jego kreatywnych zapędów.
Czy to patrząc na sezonowe trendy i czujność w ich wyłapywaniu lub tworzeniu, czy kierując wzrok w stronę doskonale skrojonego merchu przy okazji poszczególnych wydawnictw, czy oceniając mądre i dopasowane współprace z innymi markami: Lacoste, Clarks czy Converse – Tyler, the Creator zawsze otaczał się płodnymi kreatywnie osobami. To słychać na albumach, to widać w sezonowych kampaniach i w świetnie zrealizowanych klipach.

Tyler, the Creator Autor zdjęcia: Getty Images
Po prawie 15 latach na rynku Golf nadal jest cool i nie wytracił nic z luźnego, streetwearowego vibe’u, przenosząc go zresztą na zupełnie inne tory niż Supreme, Stussy czy Bape. Odnosi się do bieżących trendów i interpretuje je na własny sposób. Są piłkarskie koszulki, kolorowe tenisówki, szalone printy na koszulach czy klasyczne hoodies. A w kontekście merchu Tyler nie zapomina o swoich fanach: figurki z jego podobizną, breloki, slipmaty czy inne gadżety, które wyłącznie podbijają kolekcjonerski hype.
Z kolei mocno kojarzona z preppy estetyką marka Le Fleur* z buta wjechała w męski self-care. Dla niektórych nadal kontrowersyjnym strategią mogło być sprzedawanie typom lakieru do paznokci – oczywiście w pastelowych kolorach. Dorzućmy uniseksowe perfumy French Waltz o kwiatowych nutach oraz wiele akcesoriów: od podróżniczych walizek, przez jedwabne chusty, po okulary czy krawaty i przypinki.
Kulminacją był drop kolekcji Tylera Okonmy dla wspomnianego wcześniej domu mody Louis Vuitton. Ta współpraca wyniosła go na totalne wyżyny, jeśli chodzi o to uniwersum. I ukonstytuowała rapera nie tylko jako szalonego wizjonera, lecz także kumatego i spełnionego projektanta. Jeśli miałbym w ciemno obstawiać, czym zajmie się ten płodny artysta w trakcie potencjalnej muzycznej przerwy, bankowo będzie to rozwój w obszarze modowego wizjonerstwa. W międzyczasie amerykański raper może złapie odrobinę oddechu, bo mijający rok musi zaliczyć do najbardziej wymagających, ale jednocześnie najbardziej satysfakcjonujących.
Wjazd do aktorskiego mainstreamu
Last but not least, o aktorskim talencie Tylera mogliśmy się przekonać wielokrotnie. To nie tak, że ziomal pojawi się w nadchodzącym filmie Josha Safdiego „Wielki Marty” po znajomości. I na dodatek u boku złotego dziecka Hollywood, Timothée Chalameta, co zresztą wydaje się kompletnie zwariowaną mieszanką osobowości.
Okonma latami pracował na filmową reputację. Od wczesnych klipów i protovlogów Odd Future, przez bekowy format Loiter Squad robiony z tą samą ekipą dla Adult Swim, aż do wysokobudżetowych teledysków promujących albumy „Flower Boy”, „Igor” czy „CMIYGL” i „Chromakopia”. Według mnie to bezdyskusyjna topka aktorskich talentów w rapie obok Lil Yachty’ego i Denzela Curry’ego.
Sam wielokrotnie dziwiłem się, że Creator wciąż nie zadebiutował na wielkim ekranie. Charyzma i umiejętności ma niepodważalne, a osobowość i hype wokół idealne, żeby przyciągnąć uwagę nie tylko wymagającej społeczności Letterboxd. Co prawda, Okonma zaliczył epizod w serialu „Kidding”, ale tak naprawdę dopiero „Wielki Marty” pokaże, czy główne role i nominacje to kwestia czasu, czy jednak Tyler podzieli los Bad Bunny’ego, którego specyficzny występ w „Złodzieju z przypadku” Aronofsky’ego najlepiej kulturalnie przemilczeć.
Na razie opus magnum Creatora pozostaje aktorstwo głosowe w netfliksowej animacji „Big Mouth”, gdzie wcielił się w rolę – nomen omen – Stwórcy, Jezusa. Miejmy nadzieję, że zmieni się to po premierze filmu z Chalametem, a my będziemy świadkami niepodważalnego geniuszu Okonmy w zupełnie nowym wydaniu. Marty Supreme? More like Tyler Supreme.
Więcej w tym temacie:
- Robert Lewandowski i BOSS EYEWEAR prezentują kolekcję wiosna/lato 2026
- Travis Kelce na ślubnym kobiercu. Sześć modowych scenariuszy dla przyszłego męża Taylor Swift
- Wakacyjny must have? Koszule z krótkim rękawem
- Raport trendów wiosna-lato 2027. Sześć zjawisk, które zdominują nadchodzący sezon
- Męskie sandały na upalne lato – jakie wybrać?
- Celine wiosna-lato 2027: Michael Rider projektuje modę dla ludzi, nie dla algorytmów
Dziennikarz popkulturowy GQ Poland z dekadą doświadczenia w branży. Charakteryzuje go wszechstronność – mimo że od lat kojarzony głównie z muzyką, tworzy także treści lifestyle’owe: o modzie, kinie, motoryzacji czy gamingu. Porusza tematykę związaną z męskością: od psychologii, przez zjawiska społeczne, po self-care.
Wcześniej przez wiele lat był związany z medium newonce, gdzie pełnił funkcję redaktora naczelnego. Obecnie współpracuje również z CLOUT Festival, gdzie odpowiada za komunikację. W przeszłości pisał dla m.in. Going., Noizz, 4the20s, „Aktivist” czy Electronic Beats. Uwielbia wszystko, co związane z Japonią. Jest fanem ambientu, relaksuje go gotowanie, a jego ulubionym napojem jest zielona herbata.
Tagi
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Muzyka
Smolik: „Najlepsze wspomnienia mam z grania na żywo
– Wolę dwudziestu ludzi w małym klubie, którzy naprawdę słuchają, niż tysiąc takich co gadają w trakcie grania – mówi nam Andrzej Smolik, którego pytamy o Męskie Granie, plany na przyszłość i siłę niezależności w muzyce.
Muzyka
Co po samcu alfa? Męskość według Nicka Cave'a i Viagra Boys
W tłumie różnej maści wynalazców nowej męskości na skomplikowane czasy, okazuje się, że nie trzeba wymyślać koła na nowo. Wystarczy sięgnąć po prostotę wrażliwości i antymaczystowskiego luzu – tak, jak robią to Viagra Boys i Nick Cave. Nie sądzę jednak, by którykolwiek z nich uważał się za autorytet. Całe szczęście.
Muzyka
Andrea Bocelli zaśpiewał na Placu Świętego Marka w Wenecji. Pokazał, że wszystko zaczyna się od odwagi, by zmienić własną historię
Wenecja to Włochy w pigułce. Miasto zbudowane na wodzie, pełne pałaców, mostów i legend sprzed setek lat. Wydaje się miejscem, w którym czas płynie inaczej. Ale właśnie tu, gdzie przeszłość mówi do nas bogactwem sztuki na każdym kroku – usłyszałam ciekawą opowieść o przyszłości. Nie o sztucznej inteligencji. Nie o cyfryzacji. Nawet nie o technologii. Opowieść zmianie, do której prowadzą determinacja, odwaga i wiara we własne możliwości. Wyśpiewał ją sam Andrea Bocelli.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Muzyka
Rusza Erste Letnie Brzmienia 2026. Kogo usłyszymy w aż pięciu polskich miastach?
Jest taki moment w lecie, który trudno dokładnie nazwać. Miasto trochę zwalnia, światło robi się miękkie, a dźwięki niosą się dalej niż zwykle. Siedzisz gdzieś na trawie albo stoisz pod sceną i nagle łapiesz się na tym, że wszystko się zgadza.
Muzyka
Soundtrack lata 2026. Te płyty usłyszysz na koncertach w Polsce
Festiwale to świetna okazja do usłyszenia premierowych albumów na żywo. Do jakich płyt będziemy tańczyć? Przy których utworach się wzruszać? Oto muzyka, która w tym sezonie przejęła rodzime imprezy muzyczne.
Muzyka
Robię to, żeby się nie bać. Igor Herbut o Męskim Graniu
„Przede wszystkim jestem tatą” – mówi Igor Herbut. Wokalista LemON, kompozytor i gwiazda tegorocznego Męskiego Grania opowiada o muzyce jako autoterapii, o szczerości i o tym, jak sześciolatek uczy go patrzeć na świat z zachwytem i ciekawością.
Muzyka
Buslav wraca z nowym singlem. Chce więcej niż niewiele
"Wiem, że nie wypełnisz tego, czego sobie dać nie mogę. Jeśli będzie miało być to po prostu będzie sobie", śpiewa Buslav w nowym singlu "Nie chcę". Miła dla ucha letnia propozycja, która pod chwytliwą melodią kryje dojrzały przekaz.
Muzyka
Umiar w byciu miłym. Vito Bambino o powrocie do Męskiego Grania
Vito Bambino jest jednym z najmilszych chłopaków w branży, ale widzi, że za bycie miłym płaci się cenę. I umie o tym opowiadać.