PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Steve Carrell i John C. McGinley w serialu „Rooster”

Filmy i seriale

Tak, „Rooster” to jeden z najlepszych seriali obecnego sezonu

Zachwyty nad nowym serialem z udziałem Steve’a Carella są bardziej niż uzasadnione. Dawno nie mieliśmy tak dobrej „feel good comedy”, która za sprawą absurdalnego humoru sytuacyjnego potrafiłaby mądrze – a przy tym bez sztywnego dydaktyzmu – opowiadać o przemijaniu i męskości w czasach pędzącej na złamanie karku nowoczesności.

Udostępnij

Steve Carrell i John C. McGinley w serialu „Rooster” Autor zdjęcia: HBO Max

Paulina_Januszewska
29.03.2026

Czy grany przez Carella Greg Russo w „Roosterze” to nowy Ted Lasso? W pewnym sensie tak – nie tylko ze względu na podobne brzmienie nazwisk. Za obiema postaciami stoi ten sam twórca, Bill Lawrence, a na drugim planie pojawia się Phil Dunster, który po raz kolejny wciela się w skruszonego łajdaka. 

Bohaterów (Teda i Grega) łączy też daleka od ideału, ale prawdziwie ludzka i czuła męskość – taka, która ma szansę roztopić serce nawet najbardziej zatwardziałego macho. A przy okazji potrafi rozśmieszyć, udowadniając, że komedia bynajmniej nie umarła, tylko – jak pisał na naszych łamach Szymon Żurawski – z powodzeniem przeniosła się z kina w inne przestrzenie, choćby do seriali.

Nic zatem dziwnego, że „Rooster”, który w marcu zadebiutował na HBO Max, zbiera niemal wyłącznie pozytywne recenzje. Nie włożę kija w mrowisko, dołączam do grona fanów. Dlaczego?

Farsa na kampusie

Produkcja skoncentrowana wokół losów Grega Russo opowiada o dojrzałym facecie, który przyjeżdża do college’u Ludlow Hill, by wesprzeć swoją córkę Katie (Charly Clive) w kryzysie. Zanim jednak poznamy jego – jak się okazuje – całkiem szlachetne motywacje, Russo prowadzi gościnny wykład dla studentów. A właściwie opowiada o swoich poczytnych książkach, w których stworzył postać Roostera – hipermęskiego kobieciarza, czyli, mówiąc mniej eufemistycznie, swoje wyidealizowane na patriarchalną modłę alter ego. 

Jako autor Greg święcił komercyjne sukcesy, ale jako człowiek wiódł raczej nieco ciamajdowate życie. Dla młodszych, progresywnych pokoleń jest więc reliktem dziaderskiego świata, który należałoby jak najszybciej zamknąć w archiwum. To jednak nie przeszkadza mu przyjąć zaoferowanej przez genialnego w swojej nonsensowności dziekana (bezbłędny John C. McGinley) posady wykładowcy literatury.

Zresztą niesienie kaganka oświaty nie jest jego główną motywacją – ważniejsze okazuje się szczęście Katie, która skłonność do pakowania się w kłopoty ewidentnie odziedziczyła po ojcu, a także podobnie jak niegdyś on we własnym małżeństwie, musi zmierzyć się ze zdradą.

Partner Katie – także wykładowca i specjalista od literatury rosyjskiej – wdaje się w romans ze studentką. Czy muszę dodawać, że wszystko dzieje się w obrębie jednego kampusu, a w niewiernego męża imieniem Archie wciela się Dunster? Żeby było jeszcze ciekawiej Katie reaguje na to w sposób daleki od terapeutycznych standardów: z premedytacją spala należące do niego wyjątkowe wydanie „Wojny i pokoju”, co raczej oddala zarzuty o to, że obecność wątków z kraju Tołstoja w serialu jest próbą ocieplenia wizerunku Rosji. Niestety przy okazji córka Russo z dymem puszcza też – już zupełnie nieumyślnie – dom swojego małżonka. 

Greg próbuje początkowo ratować związek córki, co kończy się serią coraz bardziej kompromitujących interwencji, ale ostatecznie i jego Archie doprowadza do szału. Całości towarzyszy, rzecz jasna, pasmo innych tragikomicznych pomyłek, w które wikłają się zarówno studenci, jak i wykładowcy próbujący pogodzić narastające międzypokoleniowe napięcia.

Steve Carrell i Charly Clive w serialu „Rooster”

Steve Carrell i Charly Clive w „Roosterze” Autor zdjęcia: HBO Max

Złoty, ale niewygładzony środek

Nie jest to jednak serial, który – niczym wiecznie oburzeni prawicowi komentatorzy – urządza pogrzeb „kulturze woke”, wzdychając wyobrażeń o tym jak to drzewiej rzekomo lepszej bywało. „Rooster” nie próbuje przekonywać, że wszystko, co progresywne, jest wolne od wad. Gdy słyszę, jak jedna z wybitnie przemądrzałych studentek pyta Russo, dlaczego nienawidzi ten kobiet, widzę w niej siebie – wiecznie gotową do konfrontacji feministkę, ale czuję się rozbawiona, a nie – urażona.

Nie jest to też wygładzony i próbujący pogodzić wszystkich głos środka. Dostajemy raczej opowieść, która z wyczuciem pokazuje współczesne (a tak naprawdę uniwersalne) napięcia – bez obrażania rozumu widza i bez budowania chochołów, jakie oglądaliśmy choćby w łopatologicznych i nadąsanych na rzeczywistość produkcjach pokroju „Tár” czy „Po polowaniu”. 

Oczywiście ktoś mógłby zauważyć, że kampusowe perypetie to świat raczej uprzywilejowanych warstw społecznych. Tyle że „Rooster” nie sprawia wrażenia oderwanego od rzeczywistości problemy bohaterów, choć pokazane w wykrzywionym zwierciadle, pozostają zaskakująco bliskie codziennemu doświadczeniu. Nie można tego wprawdzie powiedzieć o dziwactwach samych postaci, które wydają się zupełnie odklejone od ziemi, ale akurat ową podkręconą niedorzeczność należy zapisać serialowi na plus.

Czymś, co wyróżnia produkcję, jest też wyczuwalna emocjonalna inteligencja twórców. W każdym z bohaterów odnajdujemy coś, co budzi sympatię i coś, co – zupełnie jak w życiu – momentalnie wystawia ją na próbę. „Rooster” pokazuje też piękną, nieoczywistą relację ojca z córką – taką, która nie opiera się na łatwych wzruszeniach, lecz na trudnym procesie wzajemnego rozumienia. Carell tworzy postać, która – choć nie bez potknięć – potrafi wykazać się troską, a przy tym przyjmuje przemijanie z pewnym spokojem i godnością. To rzadkość, bo ekranowi bohaterowie zwykle dostają do wyboru dwie drogi: zgorzknienie albo desperackie udawanie, że wciąż są „na czasie”.

Serial ogląda się z rosnącą przyjemnością – nie tylko dlatego, że jest po prostu dobrze napisany i zabawny. To historia, która zdaje się rozumieć, że współczesność jest trochę śmieszna, trochę okrutna, a przede wszystkim pełna sprzeczności, których nie da się rozwiązać jednym błyskotliwym dialogiem ani rozejmem pomiędzy sprzecznościami. I może właśnie dlatego działa: zamiast udawać, że zna odpowiedzi, „Rooster” z wdziękiem pokazuje, jak bardzo wszyscy się mylimy – czasem śmiesznie, czasem boleśnie, ale na ogół bardzo po ludzku. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon.

Więcej w tym temacie:

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

„Jedyna” zdobyła wiele nominacji do Emmy

Emmy 2026: Ogłoszono nominacje. Mamy polski akcent

Poznaliśmy nominacje do 78. nagród Emmy. Wśród wyróżnionych „The Pitt”, „Jedyna” i Zendaya. Oto kto jeszcze powalczy o statuetkę dla najważniejszych produkcji telewizyjnych.

Oto najlepsze seriale 2026 roku

Najlepsze seriale 2026 roku (jak dotąd). Nasze typy

Rok 2026 obfituje w seriale, o których będzie się mówić jeszcze długo. To produkcje zachwycające świetnie napisanymi bohaterami, odważnymi historiami i wysokim poziomem realizacji. Wybraliśmy najlepsze seriale 2026 roku – od głośnych premier po znakomite powroty. Jeśli zastanawiasz się, co warto obejrzeć, ta lista jest dobrym miejscem, żeby zacząć.

„Projekt Hail Mary” to nowość na Amazon Prime Video

Co obejrzeć w lipcu? Nowości na Prime Video

Od prequela „Legalnej blondynki”, przez widowiskowe science fiction z Ryanem Goslingiem, po pełen napięcia horror rozgrywający się w tajskich jaskiniach. Oto najciekawsze filmy i seriale, które Prime Video przygotowało dla swoich widzów na lipiec.

„Wielki Łuk” to film oparty na faktach

„Wielki Łuk” – film o cenie marzeń

Co się dzieje, gdy idealista dostaje szansę stworzenia pomnika epoki? „Wielki Łuk” to oparta na faktach historia architekta, który zamiast świętować życiowy sukces, musiał stoczyć wyniszczającą walkę o własną wizję. W rolach głównych Claes Bang, Xavier Dolan i Swann Arlaud.

Co oglądać latem w SkyShowtime

Wakacje w SkyShowtime. Co oglądać latem? Oto najciekawsze premiery

Nowe premiery SkyShowtime na wakacje 2026. „Lioness” sezon 3, „Star Trek: Nieznane nowe światy”, „Song Sung Blue”, „Americana” i inne filmy oraz seriale, które warto obejrzeć latem.

„Zaproszenie” to hit tych wakacji

„Zaproszenie”. Najbardziej niezręczna kolacja roku

Olivia Wilde bierze pod lupę współczesne związki i pyta, czy miłość może przetrwać, gdy codzienność zabija namiętność. Seth Rogen, Penélope Cruz i Edward Norton spotykają się przy kolacji, która wymyka się spod kontroli.

Netflix na lipiec 2026

Sezon ogórkowy na Netfliksie nie istnieje. Oto co oglądać w lipcu

Od perełki o golfie z Willem Ferrellem, przez filmową wersję Heartstoppera” i true crime najwyżej próby, po serial katastroficzny w lipcowej ramówce Netfliksa. Co jeszcze zobaczymy?

Dlaczego po „The Bear” filmy kulinarne wyglądają inaczej?

Dlaczego po „The Bear” nie patrzymy już na kuchnię tak samo?

Przez dekady kino romantyzowało gotowanie – raz jako sztukę dostępną tylko wybrańcom, innym razem jako źródło nostalgii. Finał „The Bear” pokazuje, że prawdziwa siła kuchni nie tkwi w geniuszu jednostki, lecz w zespole, komunikacji i pracy wykonywanej bez przemocy. To jedna z najciekawszych zmian we współczesnej popkulturze.