Walka o puchar w wyścigu plemników to nie żart, lecz przepis na niepłodność
PARTNERZY SERWISU
Zdrowie
Walka o puchar w wyścigu plemników to nie żart, lecz przepis na niepłodność
Mężczyzno, jeśli jeszcze nie spróbowałeś looksmaxxingu, to wiedz, że w kolejce o twoją uwagę już ustawiają się apologeci optymalizacji spermy, by zarobić na twojej desperacji.
Udostępnij

Czym jest spermaxxing? Autor zdjęcia: Getty Images/kolaż: Klaudia Adamek
Specjaliści od zdrowia psychicznego i fizycznego dwoją się i troją, by wybić nam z głowy przekonania o tym, że „prawdziwą męskość” mierzy się ilością i jakością ejakulatu. Wciąż jednak nie brakuje środowisk obsesyjnie przywiązanych do myśli, że każde zaburzenie erekcji i wytrysku jest porażką dotkniętego tymi problemami faceta. Internet tylko go w takim przekonaniu utwierdza, proponując prowadzenie optymalizacji ejakulatu na własną rękę. Kłopot w tym, że w najlepszym wypadku zmarnuje czas na działania prowadzące donikąd, a w najgorszym – nabawi się schorzeń zagrażających życiu albo paradoksalnie obniżających szanse na zostanie ojcem.
Spermmaxxing i biohacking w natarciu
Oferty i teorie influencerów bez kompetencji medycznych oraz chciwych producentów najróżniejszych substancji, czyli zwykle po prostu oszustów, wygląda jak program antynaukowej konferencji „Czego ci lekarz nie powie?”, gdzie Jerzy Zięba zaleca na raka witaminę C. Inne przypominają dzienniki znachorów, ale nie tych spod znaku prof. Rafała Wilczura. Można więc drwić z mężczyzn, którzy pod wpływem sugestii zalewających ich TikToka albo redditowe fora leczą niepłodność ząbkami czosnku, mocząc jądra w lodowatej wodzie albo postanawiają niczym najsłynniejszy biohacker świata monitorować swój wzwód i spermę 24 godziny na dobę, by ją „ulepszyć”. Ale można też im współczuć i zrozumieć istotę problemu.
Jak przypomina brytyjski magazyn GQ, który przeanalizował analizował zjawisko spermmaxxingu – kolejnego niebezpiecznego trendu obok opisywanego przeze mnie niedawno looksmaxxingu – w październiku ubiegłego roku „ekspert” od długowieczności, Bryan Johnson, z dumą poinformował na platformie X, że udało mu się usunąć aż 85 proc. mikroplastiku ze swojego ejakulatu. Badania rzeczywiście wskazują, że obecność drobin tworzyw sztucznych w organizmie i spermie może obniżać liczbę plemników.
Jednak naśladownictwo jego metod nie jest drogą do sukcesu. Dlaczego? Po pierwsze, ich koszt jest ogromny. Johnson inwestuje miliony dolarów rocznie w swój program zdrowotny (znany jako „Blueprint”), który obejmuje stały nadzór lekarzy, specjalistyczne badania laboratoryjne, zaawansowaną diagnostykę i spersonalizowaną suplementację. Większość ludzi nie ma dostępu ani do takich środków, ani do zespołu ekspertów czuwających nad każdym parametrem zdrowia.
Po drugie, jego podejście jest ekstremalnie restrykcyjne i trudne do utrzymania. Obejmuje bardzo precyzyjną dietę, rygorystyczny harmonogram dnia i procedur. W praktyce oznacza to styl życia podporządkowany niemal wyłącznie optymalizacji biologicznej, co dla większości osób jest po prostu niewykonalne na dłuższą metę.
Wreszcie po trzecie, część stosowanych przez niego działań budzi kontrowersje i nie ma solidnych dowodów naukowych potwierdzających ich skuteczność lub bezpieczeństwo w długim okresie stosowania. Eksperymentowanie na sobie z dużą liczbą suplementów, terapii czy interwencji może prowadzić do niepożądanych skutków ubocznych, zwłaszcza jeśli robi się to na własną rękę bez ścisłej kontroli medycznej. Jakie to konsekwencje? Na przykład zaburzenia równowagi hormonalnej, metabolizmu, libido i zdrowia psychicznego.
Fiksacja na punkcie spermy trwa jednak w najlepsze. W mediach społecznościowych popularne stały się nagrania, na których użytkownicy pokazują domowe testy ruchliwości plemników, opatrując je humorystycznymi podpisami w stylu: „Nie każdy pływak to Michael Phelps”. Kilka tygodni temu odbył się także Puchar Świata w Wyścigach Plemników 2026, gdzie „zawodnicy” ze 128 krajów rywalizowali o nagrodę wynoszącą 100 tys. dolarów. W poprzedniej edycji, którą wygrał 20-letni student Uniwersytetu Południowej Kalifornii, uczestnicy analizowali świeżo oddany ejakulat pod mikroskopem. Presja jest więc spora.
Wstyd, stres, brak wsparcia
Oczywiście ów trend nie wziął się znikąd, bo jak mówił na naszych łamach dr n. med. Piotr Paweł Świniarski, można przyjąć, że obecnie co czwarta–piąta para boryka się przejściowo lub trwale z niepłodnością i że problem rozkłada się równomiernie po stronie mężczyzn i kobiet.
Ten sam ekspert wyjaśnia, że w parametrach badania nasienia obserwuje się pogorszenie jego jakości, a obecnie większość mężczyzn już w okresie dojrzewania doświadcza ekspozycji na szkodliwe, obniżające potencjał czynniki. Chodzi o aspekty związane nie tylko z genetyką, ale przede wszystkim – ze stylem życia, a więc długotrwałym stresem, niedoborem snu i regeneracji, przepracowaniem, przemęczeniem, złą jakością powietrza i diety, używkami czy koniecznością przyjmowania niektórych leków.
Doktor Świniarski w edukacyjnej książce „Męska rzecz” zauważa też, że mężczyźni nie mają odpowiedniej wiedzy na temat swoich ciał i w sytuacjach, gdy coś ich zdaniem nie działa, najczęściej szukają pomocy nie u specjalistów, lecz w sieci. Do tego dochodzi wstyd, z którym nie chcą dzielić się z kimkolwiek poza anonimami w internecie. Tam czekają na nich całe nieautoryzowane przez ekspertów podręczniki i recepty na wysoką płodność, które można opatrzeć kolejnym hasztagiem optymalizacji męskości, czyli ferilitymaxxingiem.
O ile nie ma jednak niczego złego w zachęcaniu facetów do zdrowego stylu życia, aktywności fizycznej czy zmiany diety, o tyle przekonywanie, że liczba plemników wzrośnie gwałtownie po przyjęciu tabletek i innych substancji, to ryzyko, za które nikt nie bierze odpowiedzialności. Pseudofarmakoterapie obiecują wzwód, wytrysk i błyskawiczną, wysoką płodność, mimo że podłożem zaburzeń zwykle są blokady w głowie albo inne problemy zdrowotne, których żaden samodzielnie przyjmowany magiczny specyfik raczej nie usunie.
Świniarski w „Męskiej rzeczy” tłumaczy na przykład, że w leczeniu erekcji „w praktyce nie ma innych oficjalnie zatwierdzonych leków pierwszego wyboru poza inhibitorami PDE5, czyli lekami takimi jak sildenafil, tadalafil, wardenafil i awanafil”. Ekspert przyznaje wprawdzie, że „dostępne są też środki naturalne, np. ashwagandha, żeń-szeń, buzdyganek, które są reklamowane jako boostery testosteronu”, jednak „ich skuteczność jest niska, często porównywalna z efektem placebo”. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy tak naprawdę osoba kupująca dany preparat nie zna jego składu ani wskazań dawkowania. To norma. Można więc wyrzucić pieniądze w błoto na coś, co nie działa, albo otrzymać truciznę.
System luk
W brytyjskim GQ czytam także, że w wielu przypadkach internetowe treści o męskiej płodności – zarówno rzetelne, jak i wątpliwe – wypełniają braki pozostawione przez system ochrony zdrowia. Magazyn powołuje się na badania organizacji Fertility Action, które pokazują, że ponad 80 proc. lekarzy nie było szkolonych w tym obszarze. Z kolei aż 97 proc. z nich nie potrafiłoby prawidłowo zdiagnozować żylaków powrózka nasiennego, które mogą pogarszać jakość nasienia.
W Polsce z uwagi na wieczny brak niedofinansowania NFZ leczenie niepłodności zwykle odbywa się w prywatnych gabinetach, a więc jest zarezerwowane dla najbardziej uprzywilejowanych. Edukacja zdrowotna z kolei nie istnieje dzięki protestom konserwatywnych polityków i zaniechaniom tych, którzy głoszą bardziej progresywne idee. Trudno więc dziwić się młodym, przeciętnie zarabiającym chłopakom, że szukają wsparcia w najbardziej dostępnych im źródłach.
Warto przy tym zaznaczyć, że w dyskusji o płodności mężczyźni przez dekady byli pomijani. Z jednej strony ciężar „winy” za niemożność spłodzenia dziecka zrzucano na kobiety, z drugiej – mężczyznom krzywdząco nazywanym impotentami odmawiano systemowego wsparcia. Wprawdzie przywrócenie programu in vitro jako filaru troski o zdrowie publicznej działa całkiem nieźle, lecz do przychodni oferujących te usługi trafia się już w momencie licznych nieudanych prób zapłodnienia.
Młodzi mężczyźni zwykle nie są świadomi tych możliwości, a także faktu, że NFZ zwiększył finansowanie seminogramu, czyli kluczowego w diagnostyce męskiej niepłodności badania nasienia. Hochsztaplerom tylko w tę niewiedzę graj.
Więcej w tym temacie:
Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.
Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Zdrowie
Domy Kopułowe Manor House SPA to nowy rozdział w polskim wellness
To jedna z tych inwestycji, która przyciąga konsekwencją i dopracowaną koncepcją. 24 czerwca odbyło się oficjalne otwarcie Domów Kopułowych Manor House SPA w Chlewiskach. Sprawdźcie, jak je wspominamy.
Zdrowie
Nie czekaj, aż zaboli. Badania, które każdy mężczyzna powinien zrobić przed czterdziestką
Mężczyźni potrafią badać samochód częściej niż własny organizm. Jakie badania profilaktyczne powinien wykonać każdy mężczyzna jeszcze przed 40. rokiem życia?
Zdrowie
Nie jesz? Czy twój organizm na pewno będzie ci za to wdzięczny?
Co kilka lat wraca z taką samą siłą, jak moda na białe sneakersy czy minimalistyczne zegarki. Post przerywany, czyli intermittent fasting (IF), po raz kolejny stał się jednym z najczęściej wyszukiwanych sposobów odżywiania. Choć internet przedstawia go jako kolejną metodę na zgubienie kilku kilogramów przed wakacjami, eksperci od lat powtarzają: „to nie jest dieta odchudzająca”.
Zdrowie
Ile naprawdę kosztuje zarwana noc?
Jedna nieprzespana noc nie zrujnuje zdrowia. Gorzej, gdy niedosypianie staje się stylem życia. Wtedy nie tylko pogarsza się koncentracja, ale też spada poziom testosteronu, rośnie ryzyko otyłości, depresji i rozpadu związku.
Zdrowie
Jak szybko i skutecznie ukoić układ nerwowy? Przestań wierzyć w cuda
– Jeśli złapie cię skurcz łydki, istnieje prosty sposób, żeby go rozluźnić ruchem pięty i palców. Na chwilę pomoże, ale nie zastąpi wizyty u lekarza, jeśli problem powraca. Podobnie jest z układem nerwowym – mówi nam psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka, dr Joanna Gutral.
ARTYKUŁ PARTNERSKI
Zdrowie
Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów
Szybki styl życia sprawia, że doceniamy to, co konkretne i sprawdzone. Buntujemy się przeciwko trendom i chcemy pełnej świadomości czym odżywiamy organizm. Olini jest odpowiedzią na tę potrzebę. Wie, że dbanie o odporność i energię jest elementem zarządzania własnym potencjałem. W przeciwieństwie do masowego outsourcingu na rynku wellness marka wprowadza niezależność i kontrolę na każdym etapie tworzenia produktów.
Zdrowie
Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?
Jeszcze niedawno nie wyobrażałeś sobie nocy bez Kamasutry, a dziś mógłbyś prowadzić życie mnicha. Za brakiem zainteresowania seksem może stać depresja.
Zdrowie
W samym sercu Warszawy powstało miejsce, które redefiniuje pojęcie współczesnego dobrostanu
Warszawa zyskała nowy adres dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż chwili relaksu. Przy Placu Konstytucji 4 otworzono Soham Space - wyjątkową przestrzeń, w której estetykę połączono z filozofią świadomego życia. Tam też troska o ciało jest naturalnym dopełnieniem dbałości o umysł i wewnętrzną równowagę.