PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo

MENU

PARTNERZY SERWISU

apartpl PKO BP Logo
Czy alko naprawdę jest w odwrocie?

Zdrowie

Czy alko naprawdę jest w odwrocie?

Przepiliśmy w zeszłym roku pięć budżetów na psychiatrię, ale jednocześnie domagamy się nocnych ciszy alkoholowych i chętniej sięgamy po napoje „zero”. – Ludzie skręcają w stronę trzeźwiejszych wyborów, ale państwo wciąż udaje, że problemu z alkoholem nie ma – mówi nam psychoterapeutka uzależnień Oliwia Ziębińska.

Udostępnij

Szacuje się, że koszty społeczne i ekonomiczne alkoholizmu w Polsce sięgają 186 mld zł rocznie. Autor zdjęcia: Getty Images

Paulina_Januszewska
17.01.2026

8 na 10 dorosłych Polaków spożywa alkohol, a co czwarty – pije co najmniej raz w tygodniu. Takie dane podaje raport opracowany przez ogólnopolski panel badawczy Ariadna oraz BrainLab dla Akcji Uczniowskiej. Ale liczb, które udowadniałyby skalę tonięcia Polski w alkoholu, jest znacznie więcej.

Szacuje się, że koszty społeczne i ekonomiczne alkoholizmu w Polsce sięgają 186 mld zł rocznie, obejmując leczenie, absencje zawodowe, wypadki, przemoc domową i przedwczesne zgony. Te ostatnie najczęściej dotyczą mężczyzn, którzy także stanowią najliczniejszą grupę pacjentów leczonych w psychiatrycznych oddziałach całodobowych z powodu zaburzeń wynikających z używania alkoholu. Mimo to państwo od lat reaguje głównie doraźnie, a wpływy z akcyzy częściej przesłaniają realną skalę strat i ludzkich tragedii.

W ostatnich miesiącach temat alkoholu wraca jednak do debaty publicznej także na poziomie legislacyjnym – trwają prace nad zaostrzeniem ustawy antyalkoholowej, obejmujące m.in. ograniczenia sprzedaży nocnej, reklamę alkoholu czy dostępność tzw. małpek. To moment, w którym pytanie o to, czy alkohol rzeczywiście jest w odwrocie, przestaje być wyłącznie kulturową obserwacją, a staje się testem politycznej odwagi.

O tym, dlaczego zmiana indywidualnych nawyków nie wystarczy, jakie są realne koszty ignorowania problemu i czego w walce z alkoholizmem najbardziej dziś brakuje, rozmawiamy z Oliwią Ziębińską, pedagożką, psychoterapeutką uzależnień, a także autorką książki „Po co ci złość? Rozmowa z trudną emocją”.

Paulina Januszewska: W ubiegłym roku na alkohol – jak policzył NielsenIQ – wydaliśmy w Polsce 51,5 mld zł, a na psychiatrię – zaledwie 9,1. Niedawno zestawienie tych danych pokazałaś na swoim koncie na Instagramie. Co właściwie nam one mówią

Oliwia Ziębińska: Wskazują na uderzającą dysproporcję. Jeśli jako społeczeństwo inwestujemy ogromne pieniądze w alkohol, a na pożary, które on wywołuje – pięć razy mniej, widać, że problem nie jest jednostkowy, tylko systemowy. Z tych liczb wyłania się czytelny komunikat, że wolimy wydawać znacznie więcej na ukojenie, odcięcie się i znieczulenie niż na leczenie i realne wsparcie. To powinno nas skłaniać do zadawania pytań o powody, dla których system funkcjonuje właśnie w taki sposób i dlaczego od lat konsekwentnie ignoruje tę kwestię, mimo że jej skutki są od dawna znane i realnie obciążają zarówno ludzi, jak i instytucje publiczne.

Jednocześnie czytam w prasowych nagłówkach, np. w „Rzeczpospolitej”, że alkohol jest w odwrocie i wzrasta sprzedaż bezalkoholowego wina czy piwa. Czy naprawdę jest się z czego cieszyć?

Cieszę się z każdej zmiany, która obniża realne spożycie alkoholu. To pokazuje, że narracja, która zaczęła się na dobre kilka lat temu i której sama jestem częścią, miała i ma sens, bo ludzie się budzą. W tym sensie wzrost segmentu „alko free” i sygnały o mniejszej sprzedaży alkoholu są czymś dobrym. Rynek „alko free” jest już wart około 2 mld zł, więc widać, że to nie nisza. I myślę, że to dobry kierunek i że możemy się cieszyć. Co nie znaczy, że mamy odpuszczać, bo widać tu rozjazd: społeczeństwo zmienia nawyki szybciej, a państwo bardzo wolno i opornie reaguje na nadmiar alkoholu. Ludzie i samorządy muszą się prosić o ciszę nocną, o sensowne ograniczenia sprzedaży, o realne ograniczenie dostępności. Skoro ludzie skręcają w stronę trzeźwiejszych wyborów, państwo w końcu powinno za tym podążyć.

Podsumowania sprzedaży alkoholu zbiegły się w czasie z niedawnym oburzeniem, jaki wywołała świąteczna reklama piwa z udziałem Tomasza Karolaka. Sprawę bada już prokuratura, która w odpowiedzi na liczne zawiadomienia o możliwym naruszeniu przez producenta i aktora ustawy o wychowaniu w trzeźwości, sprawdzi, czy doszło do przestępstwa. Nie jest to odosobniony przypadek, jeśli chodzi o promocję alkoholu. Czy ona także sprzyja uzależnieniom?

Nie bardziej niż to, że system wspiera myślenie o uzależnieniu jako problemie jednostki. Zakłada się, że to ona sama jest sobie winna, że komuś brakuje silnej woli i „nikt mu alkoholu do gardła na siłę nie wlewa”. Bardzo chętnie ulegamy też złudzeniu, że jesteśmy całkowicie wolni i decydujemy za siebie. To  myślenie bardzo wygodne zwłaszcza dla systemu, który może umywać ręce od odpowiedzialności i wdrażania rozsądnej polityki antyalkoholowej. Wolny wybór jest dziś towarem deficytowym.

Co to znaczy?

Jeśli np. psychiatria jest niedostępna i upokorzona, to my nie chcemy się z tym upokorzeniem utożsamiać. Wolimy wybierać to, co – przynajmniej pozornie – daje poczucie siły, a taką przecież obietnicę składa nam proalkoholowy, powszechny dyskurs. Bombardowani podprogowymi komunikatami – obecnymi także w reklamach – nie wiemy, kiedy decyzja jest naprawdę nasza, a kiedy została narzucona przez warunki, w jakich żyjemy. System sprzyjający producentom alkoholu i jego wszechobecności w przestrzeni publicznej tworzy normę, do której zwykle, chcąc nie chcąc, się dostosowujemy. Osoby, które próbują się z niej wyłamać, bardzo szybko doświadczają prób wciągnięcia ich z powrotem na „właściwy” tor.

Jakie jeszcze towarzyszą temu przekonania i które z nich uznałabyś za najbardziej szkodliwe?

Jest ich bardzo wiele. Wspomnianemu już poglądowi, że uzależnienie jest problemem słabej jednostki, towarzyszy oczekiwanie, by samodzielnie sobie z nim poradziła. Reszta umywa ręce. Ale chyba najcięższym kalibrem wytaczanym przeciwko trzeźwości jest przekonanie, że alkohol stanowi podstawę naszej kultury, że zawsze tak było i że to integralna część polskości. Takie myślenie skutecznie ucina wszelkie próby zmian, bo kulturę traktujemy jak zjawisko naturalne, pogodę, powietrze – coś, co po prostu jest – a nie jak coś, na co możemy mieć wpływ. Jeśli alkohol zostaje wpisany w tradycję, to dostaje swoisty immunitet. Każda krytyczna rozmowa o nim staje się więc „atakiem na Polskę”.

Czy na pewno nadal tak jest, skoro choćby w sieci działa sporo oddolnych ruchów antyużywkowych i osób dzielących się swoim wyjściem z uzależnienia, a w realu popularność zdobywają trzeźwe rave’y i w niemal każdej restauracji są już dostępne moktajle?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zupełnie nie widzę zmiany. Dotyczy ona jednak konkretnych społeczności. Jeśli ktoś funkcjonuje w bardziej świadomym otoczeniu, to ma po prostu więcej szczęścia. Istnieją jednak środowiska, które nadal negują szkodliwość używek, celowo lub zupełnie bezwiednie utrudniają zdrowienie wychodzącym uzależnienia i dla których alkohol jest przezroczysty. W zależności od tego, gdzie trafimy, możemy dostać dużo wsparcia albo wcale. Na pewno można go szukać w mediach społecznościowych. Widać, że ludzie słuchają podcastów na ten temat, śledzą osoby, które podziwiają, autorytety, które mówią o trzeźwości i zdrowieniu. To daje im siłę. Z kolei na poziomie najbliższego otoczenia bywa bardzo różnie.

Jak to wygląda z twojego doświadczenia gabinetowego?

To ruletka. Bywa, że rodzina i przyjaciele okazują się niezwykle pomocni, ale znacznie częściej problem jest bagatelizowany, umniejszany. Padają pytania w stylu: „To co, już na zawsze?”, albo w domu nadal stoi alkohol, bo bliscy nie rozumieją, że jego obecność dla osoby w procesie zdrowienia to ogromna trudność. Często panuje też przekonanie, że pójście na terapię czy na AA to jakiś magiczny pstryczek, który „naprawia” wszystko. Nie naprawia. Uzależnienie bardzo często współistnieje z traumą, innymi problemami psychicznymi i emocjonalnymi. Terapia działa więc dwutorowo. Jak sama wspomniałaś, większość działań na rzecz trzeźwości odbywa się oddolnie. I to jest bardzo smutne, bo wiele osób – także tych rozpoznawalnych – poświęca swój czas na poszerzanie społecznej świadomości, a państwo w dużej mierze milczy na ten temat albo wręcz stawia opór.

Mówi się, że trzeba rozmawiać ze wszystkimi. Czy jednak istnieją jakieś argumenty, które mają szansę trafić do nieprzekonanych – osób do utraty tchu broniących szerokiego dostępu do alkoholu i nazywających prewencję w tej kwestii radykalizmem?

To może zabrzmieć mocno, ale prawda jest taka, że wśród najbardziej nieprzekonanych są zwykle osoby w czynnym uzależnieniu, które biorą aktywny udział w tej debacie. Nasz świat jest pełny osób uzależnionych – w każdym środowisku, także na najwyższych szczeblach władzy i w różnych zawodach. Ci ludzie wypowiadają się w mediach, a często nikt – łącznie z nimi samymi – nie wie, że są uzależnieni. Nałóg działa w ten sposób, że gdy zaczynamy „atakować” używkę, osoba uzależniona zaczyna jej bronić. Drugą grupą są osoby, które bronią alkoholu w imię bardzo specyficznie rozumianej wolności. Osobiście nie mam wielkiej ochoty z tym dyskutować.

Dlaczego?

Jeśli ktoś nie rozumie, że alkohol to nie jest tylko produkt stojący na półce, ale cała masa realnych problemów na poziomie państwa, a nie jednostki, jak dzieci dorastające w domach z uzależnionymi opiekunami, dorosłych z zaburzeniami psychicznymi, ofiary przemocy, wypadków, przestępstw – to rozmowa o prawie do „dwóch piwek” jest zwyczajnie powierzchowna. Osoby takie jak ja nie mówią o zakazie picia, tylko o proporcjach, skali problemu i o udawaniu, że to „tylko piwko”. Właśnie takie – miękkie i wygładzające narracje wspierają reklamy w stylu tej z Tomaszem Karolakiem. To ułatwia systemowe zrzucanie winy na jednostkę, która najwyraźniej „nie umiała pić, więc się uzależniła”. A potem niech radzi sobie sama – podobnie jak ofiary wypadków czy przemocy. Jeśli coś jest masowe, powszechne i szkodliwe, przestaje być prywatną sprawą i wymaga publicznej reakcji.

Czy osoby zgłaszające się do ciebie po pomoc terapeutyczną wskazują na jakieś szczególnie istotne zewnętrzne bariery w zdrowieniu?

Bardzo często przychodzą z przekonaniem, że „wszyscy piją”. Alkohol jest normą, a oni – odstępstwem od niej. To od razu buduje poczucie bycia dziwnym, innym, odrzuconym. Wiele osób musi zrezygnować z życia towarzyskiego, bo spotkania są nierozerwalnie związane z alkoholem. W momencie, gdy najbardziej potrzebują wsparcia, często zostają same. „Starzy kumple od alkoholu” muszą zniknąć, a nowych relacji często jeszcze nie ma. Nawet osoby, które nie mają problemu z uzależnieniem, zapraszają „na winko” i nie rozumieją, że to dla kogoś może być bariera nie do przejścia. Albo ktoś idzie na imprezę, bo chce być wśród ludzi, ale ponosi za to ogromne koszty emocjonalne. Myślę, że problem polega też na tym, że traktujemy uzależnienie jako coś wstydliwego. A wstyd powinien być umiejscowiony zupełnie gdzie indziej.

Czy alkohole „zero” to dobra strategia redukcji szkód, czy jednak zły kierunek?

Nie zaliczam się do najbardziej radykalnych osób w tej dyskusji. Jestem raczej zwolenniczką redukcji szkód – uważam ją za podejście pragmatyczne, a całkowitą abstynencję społeczną za idealistyczną wizję. Może kiedyś, może za tysiąc lat, ale nie teraz. Mamy realny problem i musimy się z nim zmierzyć w realnych warunkach. Jeśli postawimy sobie cel nieosiągalny, będziemy jedynie sfrustrowani. Redukcja szkód – w tym zastępowanie alkoholu wersją zero – ma sens, zwłaszcza że ogromna liczba osób nie jest uzależniona, ale pije w sposób szkodliwy – to znacznie większa grupa niż uzależnieni. Jeśli to „jeszcze nieuzależnione” osoby przechodzą na piwo czy wino „zero” i nie jest ono dla nich wyzwalaczem, to dlaczego nie?

A dla osób uzależnionych?

Bywa to trudniejsze – zapach, butelka, rytuał mogą wyzwalać głód alkoholowy. Ale między abstynencją a uzależnieniem istnieje całe kontinuum. Nie jestem więc stanowczą przeciwniczką napojów bezalkoholowych. Cieszę się za to, że w przestrzeni publicznej są takie osoby jak Janek Śpiewak, Krzysztof Nowiński, Robert Rutkowski i inne bardziej niż ja radykalne osoby. Uważam, że radykalność bywa potrzebna jako przeciwwaga dla wieloletniej, systemowej alkoholizacji społeczeństwa.

Alkohol często odgrywa rolę fałszywego regulatora trudnych emocji. Jedną z nich jest złość, o której napisałaś książkę („Po co ci złość? Rozmowa z trudną emocją”). Dlaczego twój wybór padł właśnie na nią?

To nie tylko emocja, z którą sobie nie radzimy. Jest też najbardziej widoczna. Wstyd czy smutek zauważamy znacznie później. Złość jest na wierzchu, krzyczy, a jednocześnie w naszej kulturze jest bardzo „zaklęta” – obudowana przekonaniami, z którymi nie wiemy, co zrobić. Nie mamy deficytu złości, mamy jej nadmiar. To trochę jak z prądem krążącym w zamkniętym obiegu – kable się przegrzewają, a energia nie służy niczemu dobremu. Potencjał złości jest ogromny, ale nie wykorzystujemy go właściwie. Zużywamy ją na kłótnie, agresję albo dusimy w sobie. Tymczasem powinniśmy ją traktować jak osobistego ochroniarza. Złość – informuje, że ktoś przekracza nasze granice. W terapii uzależnień często słyszę, że ludzie czują tylko dwie emocje: „jest dobrze” albo „jest chujowo”. Albo euforia, albo wkurw. Brakuje niuansów. Dlatego uznałam, że trzeba zacząć od tej pierwszej, najmocniejszej emocji, a reszta może przyjść później.

Czy widzisz różnice płciowe w przeżywaniu złości i uzależnienia?

Choć staramy się nie myśleć binarnie, świat wciąż jest binarny i w gabinetach terapeutycznych bardzo to widać. Mężczyźni częściej zamieniają złość w agresję, kobiety – w smutek i depresję. To oczywiście uproszczenie, ale kulturowa tendencja jest wciąż silna. Uzależnienie kobiet bywa cichsze, bardziej ukryte, często rozgrywa się w domu, a u mężczyzn – głośne, ekspresyjne. Młodsze pokolenia trochę to zmieniają, ale kultura nie zmienia się z dnia na dzień. W książce piszę o tym, dlaczego jedni implodują do środka, a inni eksplodują na zewnątrz – i jakie są tego konsekwencje.

Co powiedziałabyś osobie, która czyta ten wywiad i czuje, że ma problem z alkoholem?

Zapraszam po pomoc. Widzę na co dzień ludzi, którzy przechodzą tę drogę. Nie jest łatwa, ale jej koniec daje ogromną satysfakcję. Nie znam osoby, która świadomie wytrzeźwiała i żałowała tej decyzji. Warto też jasno powiedzieć: mimo wszystkich systemowych problemów terapia uzależnień w Polsce jest dobrze rozwinięta. Można skorzystać z niej także bez ubezpieczenia zdrowotnego – są poradnie, oddziały dzienne i zamknięte, które oferują wsparcie. Gdy ktoś wejdzie w ten system, znajdzie realną pomoc. Mamy dobrych specjalistów. W tym jednym obszarze naprawdę jest z czego skorzystać.

Paulina_Januszewska

Jest dziennikarką w GQ.pl, gdzie pisze o relacjach międzyludzkich w pracy i poza nią, wpływie nowych technologii i popkultury na codzienność, a także o pozytywnych wzorcach męskości i kobiecości, które wcale nie muszą się wykluczać i wzajemnie zwalczać. W mediach pracuje od 10 lat jako dziennikarka, redaktorka i podcasterka – najpierw w „Newsweeku Polska”, a później w „Krytyce Politycznej”, gdzie pisała głównie o prawach człowieka i zwierząt.

Jest autorką książki „Gównodziennikarstwo. Dlaczego w polskich mediach pracuje się tak źle?”. Jej pracę wyróżniono m.in. nominacją do Pióra Nadziei 2024 Amnesty International i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją”. Jest laureatką konkursu Dziennikarze dla Klimatu i absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. W wolnym czasie tańczy dancehall, dźwiga sztangi i nałogowo rozwiązuje krzyżówki.

Czytaj więcej

Domy Kopułowe Manor House SPA_wejście do kompleksu

Domy Kopułowe Manor House SPA to nowy rozdział w polskim wellness

To jedna z tych inwestycji, która przyciąga konsekwencją i dopracowaną koncepcją. 24 czerwca odbyło się oficjalne otwarcie Domów Kopułowych Manor House SPA w Chlewiskach. Sprawdźcie, jak je wspominamy.

GettyImages-527192178

Nie czekaj, aż zaboli. Badania, które każdy mężczyzna powinien zrobić przed czterdziestką

Mężczyźni potrafią badać samochód częściej niż własny organizm. Jakie badania profilaktyczne powinien wykonać każdy mężczyzna jeszcze przed 40. rokiem życia?

Post przerywany – jak stosować go prawidłowo?

Nie jesz? Czy twój organizm na pewno będzie ci za to wdzięczny?

Co kilka lat wraca z taką samą siłą, jak moda na białe sneakersy czy minimalistyczne zegarki. Post przerywany, czyli intermittent fasting (IF), po raz kolejny stał się jednym z najczęściej wyszukiwanych sposobów odżywiania. Choć internet przedstawia go jako kolejną metodę na zgubienie kilku kilogramów przed wakacjami, eksperci od lat powtarzają: „to nie jest dieta odchudzająca”.

Ile kosztuje zarwana noc?

Ile naprawdę kosztuje zarwana noc?

Jedna nieprzespana noc nie zrujnuje zdrowia. Gorzej, gdy niedosypianie staje się stylem życia. Wtedy nie tylko pogarsza się koncentracja, ale też spada poziom testosteronu, rośnie ryzyko otyłości, depresji i rozpadu związku.

Regulacja układu nerwowego

Jak szybko i skutecznie ukoić układ nerwowy? Przestań wierzyć w cuda

– Jeśli złapie cię skurcz łydki, istnieje prosty sposób, żeby go rozluźnić ruchem pięty i palców. Na chwilę pomoże, ale nie zastąpi wizyty u lekarza, jeśli problem powraca. Podobnie jest z układem nerwowym – mówi nam psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka, dr Joanna Gutral.

ARTYKUŁ PARTNERSKI Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Polska marka Olini rezygnuje z kompromisów

Szybki styl życia sprawia, że doceniamy to, co konkretne i sprawdzone. Buntujemy się przeciwko trendom i chcemy pełnej świadomości czym odżywiamy organizm. Olini jest odpowiedzią na tę potrzebę. Wie, że dbanie o odporność i energię jest elementem zarządzania własnym potencjałem. W przeciwieństwie do masowego outsourcingu na rynku wellness marka wprowadza niezależność i kontrolę na każdym etapie tworzenia produktów.

Spadek libido a depresja

Libido na minusie. Kiedy brak ochoty na seks powinien niepokoić?

Jeszcze niedawno nie wyobrażałeś sobie nocy bez Kamasutry, a dziś mógłbyś prowadzić życie mnicha. Za brakiem zainteresowania seksem może stać depresja.

Projekt bez nazwy (81)

W samym sercu Warszawy powstało miejsce, które redefiniuje pojęcie współczesnego dobrostanu

Warszawa zyskała nowy adres dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż chwili relaksu. Przy Placu Konstytucji 4 otworzono Soham Space - wyjątkową przestrzeń, w której estetykę połączono z filozofią świadomego życia. Tam też troska o ciało jest naturalnym dopełnieniem dbałości o umysł i wewnętrzną równowagę.