Jessie Buckley dostanie Oscara. To była tylko kwestia czasu
PARTNERZY SERWISU
Sylwetki
Jessie Buckley dostanie Oscara. To była tylko kwestia czasu
Jessie Buckley latami pracowała na pozycję jednej z najwybitniejszych aktorek swojego pokolenia. Kim jest przyszła zdobywczyni Oscara, która zachwyciła widzów rolą w „Hamnecie”?
Udostępnij

Jessie Buckley podczas 98. gali rozdania Oscarów Autor zdjęcia: Getty Images
Kiedy spoglądamy na najnowsze zdjęcia Jacka Davisona z sesji dla brytyjskiego „Vogue’a”, Jessie Buckley przypomina zaginioną bergmanowską aktorkę, a może nawet i szekspirowskie widmo przybyłe z odległego nam wymiaru. Niektórzy twierdzą, że styl Davisona to kicz, w jakiś sposób komercjalizujący klasykę i w bezczelny sposób wchodzący z nią w dialog. Dla innych to współczesny wizjoner i geniusz. Jedno jest jednak pewne – z oblicza 36-letniej aktorki bije niesamowita pewność siebie. Oraz elegancja.
Niepewny uśmiech z poprzednich sesji odszedł daleko w zapomnienie. Dziś pochodząca z Irlandii aktorka wie, czego chce. I już za chwilę (najprawdopodobniej) zostanie laureatką Oscara za rolę Agnes w „Hamnecie” Chloé Zhao – medytacji na temat sztuki oraz straty.

Jessie Buckley podczas 98. gali rozdania Oscarów Autor zdjęcia: Getty Images
Niemniej złota statuetka nie weźmie się znikąd – Buckley konsekwentnie na nią pracowała, budując własną markę i w umiejętny sposób dobierając role w Hollywood. Lub po prostu zwracając uwagę na osoby, z którymi chciała współpracować. „Pragnę, by mój reżyser był pełen życia niczym moment, w którym obecnie się znajduję” – opowiadała kilka lat temu w rozmowie z Claire Foy dla „Interview Magazine”.
Jedynie kilka aktorek może pochwalić się tak zróżnicowanym portfolio. Reżyserowali ją m.in. Charlie Kaufman, Alex Garland czy – ostatnio – Zhao i Maggie Gyllenhaal (to już ich drugi wspólny film). Znamy ją z wielkiego ekranu, chociaż Buckley zaczynała na deskach londyńskiego teatru. Aktorka przeszła naprawdę długą drogę, by już w niedzielę stanąć na deskach Dolby Theatre.
West End calling
Buckley urodziła się w irlandzkim miasteczku Killarney w 1989 roku. Choć rodzina – a w szczególności mama – od zawsze wspierała ją na każdym kroku, dorastanie okazało się dla niej wyjątkowo trudne. „Zmagałam się z zaburzeniem odżywiania, do tego dopadła mnie depresja. Potrzebowałam czasu oraz wsparcia bliskich” – Buckley tłumaczyła w niedawnej rozmowie w BBC Radio 4. W wyjściu na prostą pomogła jej miłość do muzyki i teatru. Inspiracji szukała wśród największych nazwisk w branży – przyszła aktorka nałogowo oglądała filmy z Barbarą Stanwyck, Katharine Hepburn, Bette Davis czy Laurą Dern.
Buckley nie jest tzw. nepo baby, więc nie miała nikogo, kto mógłby jej – choć odrobinę – uchylić furtkę do wymarzonego świata sztuki i kina. Tym samym młoda Jessie obrała klasyczną drogę każdego aspirującego aktora i aktorki. Buckley zaczęła aplikować na studia aktorskie oraz brać udział we wszelakich przesłuchaniach.
Początek jej ścieżki zawodowej nie był usłany różami. Jako 19-letnia dziewczyna Buckley wzięła udział w programie telewizyjnym „I’d Do Anything”. To tak naprawdę casting do nowej wersji spektaklu „Oliver!” – ale w formie reality TV. Chociaż zajęła drugie miejsce, Buckley stała się ofiarą bodyshamingu ze strony jury. Aktorka źle wspomina tamto doświadczenie. „Mam nadzieję, że nastolatki w podobnym wieku nigdy nie będą traktowane w tak brutalny sposób jak w tym programie” – mówiła w rozmowie z brytyjską edycją „Vogue’a”.
Później było już tylko lepiej. Buckley zaczęła grywać w londyńskich teatrach. No i wreszcie dostała się studia aktorskie w Royal Academy of Dramatic Arts. RADA to w pełni prestiżowa placówka: próg wejścia jest podobny do tego na filmówce w naszej Łodzi. Fakt, że Buckley wreszcie się tam dostała, świadczył wyłącznie o jej determinacji oraz talencie. Nie dziwią więc słowa Paula Mescala, który powiedział, że w przyszłości chciałby być tak samo pewny siebie jak Buckley.
Na uczelni Buckley uczyła się podstaw – od śpiewu po taniec – które będą ją predestynować do otrzymania statusu gwiazdy w niedalekiej przyszłości. Przez ostatnie kilka lat Buckley rzadko kiedy operowała tymi narzędziami w kinie (co innego w teatrze), lecz zawsze miała je w zanadrzu. Dlatego nikogo nie powinna dziwić jej pełna werwy rola panny młodej z ostatniej reinterpretacji „Frankensteina”. To tam posiłkuje się zdolnościami wyuczonymi jeszcze na studiach aktorskich. Buckley nie musi z nich korzystać przy każdej możliwej okazji – wystarczy, że będzie je miała gdzieś w zanadrzu.
Po latach grania wraz z najlepszymi na West Endzie (m.in. Kenneth Branagh i Jude Law), Buckley wreszcie otrzymała swoje pięć minut. Przyszła gwiazda zaczyna coraz częściej pojawiać się w telewizji („Czarnobyl”, „Tabu”). Szerszy rozgłos przyniósł jej netfliksowy dramat „Może pora z tym skończyć” Charliego Kaufmana, a w 2021 roku na West Endzie wcieliła się w ikoniczną Sally Bowles w nowej adaptacji „Kabaretu”. Krytycy byli nią zachwyceni. „To najlepszy występ teatralny tego roku”, pisał Andrzej Łukowski w swojej recenzji dla „Time Out”.
Tu nie ma przypadków: każdy kolejny sukces to jedynie konsekwencja trafionych decyzji. Buckley za rolę w „Kabarecie” otrzymała Oliviera, najbardziej prestiżową nagrodę teatralną w Wielkiej Brytanii. Irlandka zatriumfowała na deskach londyńskiego teatru, ale podbój światowego kina dopiero się dla niej rozpoczął.

Światowa premiera filmu "Panna młoda!" Autor zdjęcia: Getty Images
Specjalistka od wszystkiego
Pozycja Buckley we współczesnym kinie nie należała do najłatwiejszych. Niby pojawiała się na pierwszym planie już od paru dobrych lat, to jednak nie mogła przebić się do popkulturowego mainstreamu. To ten typ aktorki, której twarz i talent kojarzyliśmy, choć jej nazwisko zazwyczaj nam umykało. Być może dlatego, że charakteryzuje ją nieoczywistość – Buckley pamiętamy przez pryzmat jej postaci, a nie jej prezencję medialną.
Buckley epatuje fizycznością i przypomina nam o staromodnym aktorstwie, stawiającym na niuans aniżeli skupiającym się na ogólnej prezencji aktorki. U Kaufmana Buckley romansowała z poczuciem zakłopotania. W „Córce” wiarygodnie wcielała się w młodszą wersję Olivii Colman, a „Men” dało nam wgląd do jej nieco mroczniejszej odsłony. „Hamnet” pamiętamy głównie przez jej rozdzierający duszę krzyk – siła jej głosu konstytuuje bohaterkę Buckley i tylko intensyfikuje jej rozpacz. Z kolei w przytaczanej wcześniej „Pannie młodej!” aktorka bawi się dykcją, a do tego oferuje przeszarżowaną wersję samej siebie.
Stan rzeczy związany z jej rozpoznawalnością zaczął zmieniać się – tak na dobrą sprawę – w ostatnim roku. O Buckley zrobiło się całkiem głośno dzięki otrzymywanym przez nią nagrodom aktorskim. Nagle okazało się, że za swój występ w „Hamnecie” zgarnia praktycznie wszystkie możliwe wyróżnienia, tak jakby nie chciała podzielić się z żadną inną nominowaną aktorką. Buckley ma już na swoim koncie Złotego Globa, Baftę, statuetkę SAG-AFTRA, czy nagrodę Critics’ Choice Awards. A to oznacza, że za chwilę do tej listy będziemy mogli dopisać również Oscara.
W Polsce zaś stała się popularna za sprawą pamiętnej przemowy, którą wygłosiła podczas tegorocznej gali Złotych Globów. Odbierając statuetkę za „Hamneta”, rozradowana Buckley niespodziewanie podziękowała polskiemu oświetleniowcowi za wsparcie na planie i ugotowanie zupy dla całej ekipy.
Mimo wszystko współczesny image Buckley opiera się na jej wszechstronności. To specjalistka od wszystkiego, która odnajdzie się w każdych możliwych warunkach. I właśnie dlatego Oscara ma tak naprawdę w kieszeni – musiałby wydarzyć się jakiś cud, by Buckley nie otrzymała swojej pierwszej złotej statuetki. I nawet jeśli Hollywood od dekad wierzy w cuda, to w tym razem musimy raczej twardo stąpać po ziemi.
Trudno powiedzieć, w jakich dokładnie projektach będzie nam dane zobaczyć ją w najbliższych latach. Ale nie zapowiada się, by Buckley miała zmienić obraną dotychczas ścieżkę. „Chciałabym zrealizować nowy musical. Myślę choćby o dźwiękach Londynu. Zaangażowałabym Radiohead do napisania muzyki” – zwierzała się w rozmowie z portalem Deadline. W gruncie rzeczy nominacje do kolejnych Oscarów to pewnie kwestia czasu – Buckley jeszcze nieraz nas zaskoczy.
Doktorant kierunku Film Studies na uczelni King's College London. Publikował m.in. w „Interview Magazine”, na portalu Collider, „Cineuropie”, „Schön! Magazine”, „The Upcoming”, „Talking Shorts”, „GQ Poland”, „Vogue Polska” oraz w serwisach internetowych, takich jak Onet, Interia Film, WP Film, a także w „Polityce”, „Rzeczpospolitej”, „Przeglądzie” i wielu innych miejscach.
Przeprowadził kilkaset rozmów i wywiadów, m.in. z George'em Clooneyem, Adamem Sandlerem, Madsem Mikkelsenem, Guillermo del Toro, Alejandro Gonzálezem Iñárritu, Amandą Seyfried, Joshem Brolinem, Oskarem Isaakiem, Jacobem Elordim, Andrew Scottem czy Glenn Close.
Reklama
Lubisz GQ?
Włącz reklamy, by nas wspierać.
Czytaj więcej
Sylwetki
Pośród mizoginów, klakierów Trumpa i konformistów bądź jak Borja Iglesias
„Takich sojuszników potrzebujemy” – chciałoby się rzec, obserwując, jak piłkarz zwycięskiej mundialowej drużyny, angażuje się w sprawy, wobec których większość jego kolegów przechodzi obojętnie. Ale może Borja Iglesias nie tyle jest bohaterem, ile po prostu zachowuje się po ludzku?
Sylwetki
Artur Dela: „Nie trzeba znać się na sztuce, żeby z nią żyć”
Na emigrację uciekł bez bagażu. Trzy miesiące po upadku komuny odwiedził Polskę, by wrócić dopiero 25 lat później z kapitałem i planem, żeby wydać pieniądze we własnym kraju. Zbudował kilka przedsiębiorstw i znaczącą kolekcję sztuki. W zasadzie z tej samej branży, bo sztuka też jest energią.
Sylwetki
Cezary Pazura: „Komedie to w Polsce bilet w jedną stronę”
Kultowy aktor, a teraz gospodarz „LOL: Kto się śmieje ostatni” w Prime Video, opowiada o 40 latach kariery, cenie komediowej popularności i rolach, na które wciąż czeka.
Sylwetki
Ojciec chrzestny streetwearu. Jak Nigo zdefiniował modę i hype
Sprowadzenie biografii Nigo do stanowiska dyrektora kreatywnego Kenzo to duże niedopowiedzenie. Kolekcjoner, pasjonat mody, hip-hopu i wszystkiego, co vintage, od ponad 30 lat wyznacza kierunek, w którym podąża streetwear, nieustannie szukając twórczej i życiowej równowagi.
Sylwetki
Jeremy Sochan. Władca pierścienia
W wieku 23 lat Jeremy Sochan jako pierwszy Polak został mistrzem NBA. Na ten sukces NY Knicks czekali aż 53 lata, a Sochan występuje w ich barwach dopiero pierwszy sezon. Czy to początek wielkiej kariery polskiego koszykarza? – Ten chłopak miał wielkie marzenia, które teraz się spełniają – mówi w rozmowie z GQ Poland Magdalena Tronina, koszykarka, trenerka i przyjaciółka rodziny Sochanów.
Sylwetki
Masza Wągrocka o lęku, odwadze i dorastaniu
„Matki pingwinów” przyniosły jej przełom, a „Znieczulenie” otwiera kolejny rozdział kariery. W rozmowie Masza Wągrocka opowiada o nierównym traktowaniu aktorek w branży, lęku, który przez lata napędzał jej życie, i momencie, w którym przestała bać się dorosłości.
Sylwetki
Najlepszy timing świata według Kyliana Mbappégo
Kapitan reprezentacji Francji Kylian Mbappe został najlepszym strzelcem w historii swojego kraju, strzelając 16 czerwca br. dwie bramki przeciwko Senegalowi na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2026. Pobił tym samym rekord Oliviera Giroud, który zdobył 57 goli.
Sylwetki
Hugh Jackman: od Wolverine’a do Robin Hooda. Jak został człowiekiem od zadań specjalnych?
Niegdyś wuefista, dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Hollywood. I choć swoją popularność zawdzięcza marvelowskim blockbusterom, portfolio 58-letniego Hugh Jackmana oferuje znacznie więcej niż akcję skrojoną pod fanów komiksów i przeznaczoną wyłącznie na duży ekran.